Dzika paranoja zagraża gospodarce

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp
Share on linkedin
(Marek Maliszewski/REPORTER)

Humanitarne traktowanie zwierząt oraz przestrzeganie ich praw powinno być domeną każdego cywilizowanego państwa. Debata na temat walki z ekspansją wirusa ASF w Polsce pokazuje, jak dramatyczne może być zderzenie argumentów moralnych z argumentami ekonomicznymi. W takiej sytuacji dokonanie wyboru jest niezwykle trudne

Wokół tematu afrykańskiego pomoru świń rozgorzała żarliwa dyskusja. I trudno się dziwić, bo problem jest ogromny, a skala zagrożenia niebezpieczna dla fundamentów gospodarki. Walka z ASF nie jest domeną tylko rolników, myśliwych i państwa. Dotyczy ona nas wszystkich, gdyż jako konsumentom zależy nam na jak najniższych cenach żywności. Zagrożenie ze strony ASF dotyczy jednak nie tylko naszych portfeli, ale również rolników, których wirus może zmusić do zamknięcia hodowli.

Ostra debata na temat „rzezi dzików”

Polską opinią publiczną zawładnęła swego rodzaju psychoza na punkcie obrony dzików. W debacie społecznej padło wiele argumentów o potężnym ładunku emocjonalnym. W rezultacie, zamiast rzeczowej dyskusji z uwzględnieniem stanowisk wszystkich stron sporu, mówi się o barbarzyńskiej „rzezi dzików” czy dążeniu do „eksterminacji” całego gatunku.  Warto jednak bliżej przyjrzeć się faktom, a zwłaszcza często pomijanemu wątkowi ekonomicznemu.

Organizacje walczące o prawa zwierząt zorganizowały liczne protesty przeciwko planowanemu przez Ministerstwo Środowiska odstrzałowi dzików. W mediach pojawiały się informacje, że odstrzelonych ma zostać 200 tys. sztuk, a myśliwi będą strzelać do ciężarnych loch. Forma podania tej informacji mogła sugerować, jakoby taka liczba zwierząt miała zostać odstrzelona tylko w styczniu i w lutym.  Kwestię tę podjął Zarządu Głównego Polskiego Związku Łowieckiego w wydanym 10 stycznia komunikacie.

„Zgodnie z zatwierdzonym przez Lasy Państwowe i obowiązującym planem łowieckim na sezon 2018-2019, a więc od 1 kwietnia 2018 r. do 31 marca 2019 r., pozyskanie dzika określone zostało na poziomie ponad 185 tys. W obecnej chwili wykonanie tego planu wynosi 90 proc. Stanowczo podkreślamy, że liczba 185 tys. dzików dotyczy całego roku łowieckiego, na terenie całej Polski, i tylko tak powinna być traktowana” – podkreślono w komunikacie. Oznacza to, że w okresie styczeń-luty odstrzelonych ma zostać 18,5-20 tys. dzików. Stanowisko zajęła też Naczelna Rada Myśliwska, wyrażając „zdecydowaną dezaprobatę redukcji dzika poprzez strzelanie do ciężarnych i prowadzących potomstwo loch”.

Główny Lekarz Weterynarii Paweł Niemczuk tłumaczy, że polowania zbiorowe zsynchronizowane różnią się od klasycznych polowań zbiorowych tylko tym, że są prowadzone jednocześnie w sąsiadujących ze sobą obwodach łowieckich. Według planów, odbędą się one w województwach: pomorskim, warmińsko-mazurskim, podlaskim, mazowieckim, lubelskim, łódzkim, świętokrzyskim i podkarpackim.

W ramach odstrzału sanitarnego polowania będą prowadzone na pasach o szerokości kilku kilometrów, na zewnątrz od strefy tzw. cichych polowań,  tak by wirus nie rozprzestrzenił się na wolne od niego tereny. O racjonalności takiego podejścia świadczy zakres występowania wirusa w Polsce.

Jak zagranica walczy z ASF?

Problem ASF dotyczy także wschodnich sąsiadów Polski, zwłaszcza Rumunii. Ogniska choroby zidentyfikowano również w Belgii. Do Niemiec i Francji wirus jeszcze nie dotarł, ale ekonomiczne potęgi Europy podjęły już zdecydowane kroki, by zminimalizować ryzyko.

Niemieccy myśliwi w sezonie 2017/2018 dokonali największych w historii odstrzałów dzika. W ciągu 12 miesięcy odstrzelono 836 865sztuk, co oznacza 24-procentowy wzrost w skali roku. W poprzednim sezonie w Niemczech liczba i tak była znacznie większa, niż największe roczne odstrzały w Polsce na przestrzeni ostatnich lat. „Myśliwi przyczynili się w znacznym stopniu do prewencji przed afrykańskim pomorem świń” – podkreśla Wolfgang Bethe, wiceprezes Niemieckiego Związku Łowieckiego (DJV).

W środkach nie przebierają również Francuzi. Po stwierdzeniu dwóch ognisk ASF w sąsiedniej Belgii, francuski minister rolnictwa Didier Guillaume podjął decyzję o budowie ogrodzenia na granicy. Powstanie także licząca 80 km długości „biała strefa”, w której wytrzebione i spalone na miejscu będą wszystkie dziki. „Nawet jeden przypadek ASF we Francji spowodowałby katastrofę gospodarczą i społeczną. Już to wystarczyłoby, by zahamować całkowicie eksport wieprzowiny” – tak kroki władz uzasadnia Paul Affrey, prezes Krajowej Federacji Trzody Chlewnej (FNP).

Odstrzał dzików nie jest jednak jedyną strategia na walkę z ASF. Zarówno Francja, jak i Niemcy ogromny nacisk kładą na przestrzeganie zasad bioasekuracji, prewencję przed sprowadzaniem zarażonego mięsa i zwierząt z zagranicy oraz monitorowanie sytuacji. Władze niemieckie są również przygotowane na izolowanie terenów, na których stwierdzono występowanie wirusa.

Ekspansja wirusa przybiera na sile

Sytuacja w Polsce jest alarmująca. Wirus rozprzestrzenia się w dużym tempie. Od lutego 2014 roku do końca 2018 roku odnotowano 3383 przypadków wystąpienia u dzików, z czego aż 2443 w samym tylko  2018 roku. Z kolei w tym roku wykryto już 36 przypadków. Z uwagi na poziom zagrożenia, elementem dyskusji powinna być nie tylko liczba dzików przeznaczonych na odstrzał, ale także potencjalne konsekwencje w razie braku takich działań.

Polska branża hodowli i przetwórstwa wieprzowiny to 270 tysięcy miejsc pracy, a jej wartość wyceniana jest na 18-20 miliardów złotych. Tymczasem ceny skupu mięsa są drastycznie niskie, a ciężar ochrony przed wirusem, pomimo 203 mln złotych wydanych na ten cel 2018 roku, w głównej mierze i tak spada na rolników. Zysk producentów wyraźnie się zmniejsza, a w całym kraju zamykane są kolejne chlewnie. Dodatkowym problemem, mogącym osłabić pozycję całej branży, jest postępujący proces wyludniania się wsi – także z powodów ekonomicznych.

Moralność a ekonomia

Debata publiczna nad ASF w Polsce została w dużej mierze ukształtowana przez emocjonalne reakcje obrońców zwierząt. Ton ich narracji nadaje przekonanie, że walka z wirusem przez odstrzał jest niemoralna, bo każde zwierzę ma prawo do życia. Środowiska pro-zwierzęce podnoszą argument, że odstrzał jest nieefektywną metodą walki z ASF, a odpowiedzialnością za ekspansję wirusa obarczają rolników i myśliwych, którzy nie przestrzegają zasad bioasekuracji i sami – na ubraniach czy samochodach – roznoszą  chorobę.

Ważnym głosem w dyskusji jest stanowiskoPolskiej Akademii Nauk. W analizie przygotowanej przez pięcioosobowy zespół ekspertów, podkreślono, że Polska jest krajem, w którym rolnictwo – w tym produkcja trzody chlewnej – ma znaczący wkład w PKB. „Z drugiej strony, to właśnie rozwój rolnictwa wraz z obserwowaną obecnie gwałtowną zmianą klimatu przyczyniają się do corocznego intensywnego wzrostu liczby dzików w Polsce. Bez jej kontrolowania może się ona nawet potroić w rok. Z tego powodu coroczne ograniczanie populacji dzików jest konieczne” – czytamy.  

Zdaniem naukowców, u podstaw walki z ekonomicznymi skutkami choroby leży rygorystyczna ochrona gospodarstw przed wirusem, a więc odkażanie odzieży ochronnej, butów, sprzętu, narzędzi oraz maszyn. Humanitarne traktowanie zwierząt oraz przestrzeganie ich praw powinno być domeną każdego cywilizowanego państwa, ale sytuacja znacznie się komplikuje, gdy argumenty moralne zostają zderzone z argumentami ekonomicznymi.

Konsekwencją coraz ostrzejszych turbulencji na rynku wieprzowiny będzie dalszy spadek zysków rolników. Mniejsze zarobki mogą nasilić problemy związane z ASF, bo rolnicy – chcąc utrzymać rentowność hodowli – będą musieli ciąć koszty, w tym koszty bioasekuracji. Przed takim scenariuszem ostrzega prof. Henryk Okarma z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w wywiadzie dla serwisu Smoglab.pl. „Przypuszczam (…), że politycy boją się, że drobne hodowle świń nie wytrzymają finansowo wprowadzania reguł bioasekuracji. Tak było na przykład w Hiszpanii w latach 50. (…). Utrzymały się wielkie fermy. A nasze wschodnie województwa to przecież małe gospodarstwa. I znów mamy politykę” – podkreśla naukowiec.

Cechą charakterystyczną polskiej gospodarki jest duże – na tle Europy Zachodniej – rozdrobnienie gospodarstw, które w dużej części są gospodarstwami rodzinnymi. Ryzyko, że duża część z nich upadnie wskutek presji rynkowej oraz epidemii ASF, stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla branży, ale dla bezpieczeństwa żywnościowego Polski. Emocjonalne podejście do tematu i żywiołowe podnoszenie kwestii moralnych, pomimo towarzyszącej im szlachetności, nie pomaga i nie rozwiązuje problemu.

Źródła: niezalezna.pl, rp.pl, farmer.pl,  cenyrolnicze.pl , smoglab.pl, naukawpolsce.pap.pl , ec.europa.eu

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on linkedin
LinkedIn
Maciej Kochanowski

Maciej Kochanowski

Specjalizuje się w tematyce stosunków międzynarodowych oraz polityki gospodarczej. Inspiruje go fantastyka i świat gier video. Posiada doświadczenie dziennikarskie i badawcze w mediach interaktywnych.