Prawda i Dobro
Anna Zapolska: „Większość z nas nie przeżyje 30 minut bez prądu”
20 maja 2026

Maj to czas matur, za pasem czerwcowe zakończenie roku szkolnego. I wystawianie świadectw z cyferkami. Powraca zatem jak bumerang pytanie: o ocenianie w szkole. Czy numeryczny model, obowiązujący w polskiej edukacji od czasów pruskich, ma jeszcze jakieś korzystne zastosowanie? Czy może już jesteśmy spóźnieni z refleksją nad alternatywą?
W Polsce od wielu lat istnieje kanał na YouTube pt. Matura to Bzdura, znany głównie z ulicznych sond, w których prowadzący zadają młodym ludziom (którzy ukończyli szkołę średnią) pytania z wiedzy ogólnej. Celem jest ukazanie z jaką wiedzą (a raczej jej brakiem) idą dalej w świat ludzie, którzy zdali maturę.
Większość odpowiedzi na – wydawałoby się podstawowe pytania – z różnych dziedzin kształcenia z jednej strony jest śmieszna i zabawna. Z drugiej jednak – bywa szokująca. Po wysłuchaniu każdego odcinka można popaść w nastrój łączący przerażenie, nostalgię, rozbawienie, czyli coś na kształt groteski lub nawet: tragikomedii.
Tabliczka mnożenia czy obliczanie procentów okazuje się wysiłkiem ponad miarę dla zeszłorocznych maturzystów, podobnie jak wymienienie państw sąsiadujących z Polską. „Józef Wybicki był pianistą”, „Piastowie walczyli z III Rzeszą” a „Napoleon był rycerzem” – odpowiadają młodzi ludzie po ukończeniu szkoły średniej.
Nie jest lepiej jeśli chodzi o fizykę, ponieważ „Księżyc świeci w nocy, bo to jest słońce, tylko już po zachodzie”, z biologią też kłopot, bo „diabetyk to lekarz” (trochę podobne brzmienie do dietetyka, więc to pewnie to samo). Z kolei „logika” podpowiada niektórym, że skoro mamy Trójmiasto, to musi tam być 3 wojewodów.
O wiedzę z języka polskiego to już nawet szkoda pytać. Jak się słyszy, że Pana Tadeusza napisał Jacek Soplica a Inwokacja zaczyna się od słów: „Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zboże” – to już można się załamać.
Długo można wymieniać kolejne „perełki”. Wszystkie te odpowiedzi każą jednak postawić pytanie nie tylko o sposób i sens nauczania w szkole średniej, ale także o sposób i sens oceniania. A konkretnie: co i w jaki sposób ocenia się przez 4 lata kształcenia (5 w technikum) a potem finalnie – na maturze, jeśli młodzi ludzie po opuszczeniu murów szkół średnich reprezentują taki właśnie poziom intelektualny?
System oceniania obowiązujący w Polsce opiera się na skali 1–6, w której każda cyfra odpowiada określonemu poziomowi opanowania materiału. Przykładowo w polskiej skali: 6 — celujący, 5 — bardzo dobry, 4 — dobry, 3 — dostateczny, 2 — dopuszczający, 1 — niedostateczny. Uczeń dostaje ocenę za sprawdziany, odpowiedzi, testy itd., a potem wyciąga się średnią aby wystawić końcową ocenę.
Oczywiście taki system liczbowy ma swoje plusy. Do najważniejszych zaliczyć możemy: prostotę i szybkość.Łatwo wystawić ocenę, porównać uczniów, policzyć średnią, ustalić stypendium. Szkoły mogą szybko przetwarzać wyniki dużej liczby osób.
Liczy się także jasna hierarchia wyników, a liczby dają pozorne poczucie precyzji. 5 wydaje się lepsze niż 4, 87 proc. czy 82 proc. W efekcie to ułatwia przygotowywanie rankingów i późniejszą rekrutację na studia po maturze.
Być może, dla niektórych uczniów, pojawia się tu także motywacja zewnętrzna, poprzez którą mobilizują się do rywalizacji, zdobycia lepszej oceny nagrody czy stypendium. No i chyba najważniejszy dla wielu atut: standaryzacja. System liczbowy łatwo zastosować do egzaminów państwowych, testów masowych, porównywania szkół i klas.
Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej takiemu systemowi oceniania w szkole i spróbujemy głębiej wejść w jego logikę, to naszym oczom ukażą się także zdecydowanie słabe strony systemu liczbowego. W pierwszej kolejności widzimy, że system ten opiera się na upraszczaniu (a nawet: redukowaniu!) wiedzy. Jakże często jedna cyfra nie oddaje kreatywności młodego człowieka czy jego sposobu myślenia.
Cyferki w dzienniku niekoniecznie wiernie obrazują postępy ucznia. Nie mówiąc już o wysiłku włożonym w przygotowanie się czy o umiejętnościach praktycznych, które w naszym systemie szkolnictwa wydają się być w ogóle kwestią marginalną (rynek zawodowy szybko to to później weryfikuje).
Dwie osoby z tą samą oceną „dobry” mogą reprezentować zupełnie inne mocne strony, ale oceny tego nie pokażą. Wielką słabością systemu liczbowego jest także skupienie na finalnym wyniku zamiast na całym procesie zdobywania wiedzy i rozumieniu czym jest w ogóle nauka. Młodzi ludzie uczą się„pod ocenę”, „pod test”, a nie dla zrozumienia tematu czy problemu.
Efekty są oczywiste i widoczne nad wyraz dobrze w przywołanej sondzie ulicznej z kanału Matura to Bzdura. Uczniowie uczą się na pamięć, bez rozumienia a następnie szybko zapominają to, czego się uczyli. Wreszcie stres będący naturalną konsekwencją porównywania się z innymi, bo przecież temu też służą wystawiane oceny liczbowe. Wzrasta presja, lęk przed błędami i inne blokady wewnętrzne.
Giną także w tym systemie tzw. „kompetencje miękkie”, które – jak pokazuje dorosłe życie – są tak samo ważne jak wiedza teoretyczna. System liczbowy słabo mierzy umiejętności współpracy i komunikacji, nie docenia samodzielności i kreatywności ucznia, o zdolności krytycznego myślenia – nawet nie wspomnę.
Wiele szkół zaczyna stopniowo zmieniać podejście do ucznia, a nauczycieli – którzy widzą braki i oczywiste słabości liczbowego systemu oceniania – jest coraz więcej. Próbują oni łączyć oceny liczbowe i procentowe z oceną opisową, a więc zdecydowanie bardziej konstruktywną informacją zwrotną.
Ocena opisowa wydaje się być nowym narzędziem pracy dla nauczycieli, które może się okazać w przyszłości zdecydowanie bardziej efektywnym niż tradycyjnym model oceniania obowiązujący jeszcze z modelu pruskiego.
Ocena opisowa miałaby polegać na zastąpieniu (lub znacznym ograniczeniu) pojedynczej cyfry szczegółową informacją zwrotną o tym, co uczeń zrobił dobrze, czego jeszcze nie opanował, jak pracuje i jakie robi postępy. Celem byłoby pokazanie nie tylko „ile punktów”, ale całego procesu rozwoju i edukacji jako wieloczynnikowego, złożonego z różnych aspektów i uwzględniającego indywidualne możliwości, zdolności, jak i ograniczenia młodego człowieka.
Przykład: Zamiast: „3 z historii” uczeń uzyskałby feedback od nauczyciela: „Poprawnie wyjaśniasz przyczyny rewolucji francuskiej i umiesz analizować źródła historyczne. Warto jeszcze popracować nad argumentowaniem własnych opinii i precyzyjnym używaniem dat.” W ramach przedmiotów humanistycznych, takich jak język polski, historia czy filozofia ocenianie kompetencji mogłoby zastąpić wystawianie cyfry w dzienniku a sam uczeń nie dostawałby jednej oceny końcowej, ale ocenę różnych obszarów swojej nauki.
Przykład oceny końcowej z języka polskiego mógłby wtedy uwzględniać różne obszary, np.:
| Obszar | Poziom |
| Analiza tekstu | wysoki |
| Argumentacja | średni |
| Styl wypowiedzi | dobry |
| Kreatywność | bardzo wysoka |
| Systematyczność | wymaga poprawy |
I całość wzmocniona indywidualnym komentarzem nauczyciela.
Taki system oceniania w szkole generowałby stały feedback zamiast „wyroku”. I w tym sensie byłby bardziej rozwojowy dla ucznia, który po każdej większej pracy dostawałby krótką informację:
Przykład:
„Twoja prezentacja była merytoryczna i dobrze uporządkowana. Brakuje jednak pracy z danymi źródłowymi. Spróbuj następnym razem dodać cytaty lub statystyki.”
W takim systemie nacisk byłby położony na ocenianie postępu, w którym liczy się nie tylko poziom końcowy, ale rozwój. Zmiana polegałaby także na zmianie logiki szkoły: z „kto jest najlepszy” na „kto się rozwija”. Od strony psychologii młodego człowieka także mielibyśmy do czynienia z dużą metamorfozą. Nastapiłoby przejście od etapu porównywania się z innymi i ciągłego stresu do bardziej dojrzałej i samodzielnej samooceny i refleksji samego ucznia.Miałby on za zadanie sam opisać co już umie i co opanował, a czego jeszcze ciągle nie rozumie i nad czym pracuje potrzebując więcej czasu.
Przykład: „Nadal mam problem z matematyką przy zadaniach tekstowych, ale lepiej rozumiem funkcje niż miesiąc temu.” Takie podejście rozwijałoby świadomość własnego uczenia się, pozwoliło lepiej dostrzec swoje postępy. A co za tym idzie: wzmocnić samoocenę w realistyczny sposób. Toksyczna rywalizacja z liczbowego systemu oceniania ustąpiłaby miejsca rozwijaniu kompetencji i umiejętności, które w przyszłości na pewno przydadzą się w dorosłym życiu.
Oczywiście, taki sposób oceniania byłby zdecydowanie bardziej czasochłonny dla nauczycieli i trudniejszy przy standaryzacji (liczby łatwo porównać, opisy – trudniej). Wystawianie ocen opisowych na pewno wymagałoby zmiany kształcenia i przygotowania do pracy z uczniem przyszłych pedagogów już na etapie ich studiów.
Jeśli jednak chcemy myśleć o dojrzałej reformie polskiej edukacji, wychodzącej naprzeciw potrzebom i problemom młodych ludzi w XXI wieku, to zmiana obecnego systemu kształcenia wydaje się być oczywista i nieunikniona.
Przeczytaj także: Powtarzanie klasy szkodzi. Jest tylko jeden wyjątek






***
Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: