Handel ciałem jako praca? Skutki, o których się nie mówi

Kobieta idąca samotnie w ciemnym przejściu, symbolizująca prostytucję w Polsce i konsekwencje prostytucji dla kobiet także w erze Only Fans.

Sprzedawanie intymnych nagrań i zdjęć czy tzw. seks na kamerkach – w dobie internetu oraz mediów społecznościowych prostytucja przybiera coraz nowsze, jawniejsze formy. Handel ciałem wiązany jest z iluzją ogromnych zarobków, wyzwolenia i niezależności. – To zakrzywiony obrazu kobiecego empowermentu – mówi Weronika Brykalska, działaczka Stowarzyszenia Bez walczącego z przemocą i wyzyskiem erotycznym kobiet.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

„To było tylko jedno zdjęcie…” – tak zaczyna się wiele historii

Anna Bobrowiecka: Dlaczego w ostatnich latach prostytucja – coś, co zawsze było wręcz symbolem upadku, było piętnowane i wywoływało uczucie pogardy, było synonimem rynsztoku i marginesu społecznego – dziś jest normalizowane, utożsamiane z emancypacją kobiet i idealizowane?

Weronika Brykalska: Powiedziałabym, że wynika to z zakrzywionego obrazu kobiecego empowermentu. Prostytucja była zawsze bardzo źle oceniana nie jako samo zjawisko – potępiane były konkretnie kobiety, które się nią zajmowały. Uznawano je za zniszczone, niemoralne, pozbawione szacunku do siebie.

Wizja prostytucji jako pracy, która daje kobietom nie tylko niezależność, ale też pewną władzę zarówno nad swoim życiem, jak i nad mężczyznami, forsowana jest dziś w niektórych mediach i środowiskach właśnie jako przeciwieństwo tego pierwotnego podejścia. Tylko że jest to wyobrażenie – tak jak powiedziałam – dość zakrzywione, bo niestety nie podejmuje ono tematu konsekwencji, które się z prostytucją wiążą.

Jaki jest dzisiaj najczęstszy, prawdziwy obraz prostytutki? To nadal wyzywająco ubrana pani, wyłapująca klientów przy lesie?

Prostytucja uliczna oczywiście nadal istnieje, ale zdecydowanie nie jest ona tak częsta, jak była kiedyś. Pojawiły się po prostu inne możliwości. Na początku warto zaznaczyć, że kobiety, które zajmują się prostytucją, są zazwyczaj postawione w kryzysowej sytuacji życiowej – np. zagrożone skrajnym ubóstwem czy dotknięte przemocą.

W takich okolicznościach pierwsze, co może im przyjść do głowy, to jest właśnie np. sprzedaż seksu na kamerkach, zdjęć, materiałów pornograficznych. Z pewnością jest to forma prostytucji bezpieczniejsza, niż ta uliczna – niegdyś najczęstsza. Nie ma tu bowiem bezpośredniego kontaktu seksualnego z klientami, a więc nie ma ryzyka chorób wenerycznych, nie trzeba też obawiać się gwałtu, pobicia czy morderstwa.
Towarzyszy temu jednak założenie, że nigdy nie dojdzie do spotkań z klientami, co często jest niestety bardzo złudne.

Dziewczyny zajmujące się tą „nowoczesną” prostytucją zazwyczaj obiecują sobie przykładowo, że będą miały kontakt z klientem tylko przez internet, że będą wysyłać tylko zdjęcia, że nie będą odbywać stosunków seksualnych z klientami. Mówią sobie, że dalej się nie posuną. Tylko że te granice bardzo szybko zostają przesunięte.

Gdy kobieta potrzebuje pieniędzy, a widzi, że nie zarobi, jeżeli nie rozbierze się, nie spełni żądań klienta, nie spotka się z nim – to będzie skłonna te granice przesuwać. Będzie robiła to, co zapewni jej przetrwanie. Reasumując, teoretycznie ta współczesna prostytucja nie jest aż tak skrajnie niebezpieczna, jak bezpośrednie spotkania z klientem, ale również niesie ze sobą różne ryzyka. Należy pamiętać także o tym, że przecież w internecie nic nie ginie.

Weronika Brykalska, działaczka Stowarzyszenia Bez, które walczy z przemocą i wyzyskiem erotycznym kobiet.
Weronika Brykalska, działaczka Stowarzyszenia Bez, które walczy z przemocą i wyzyskiem erotycznym kobiet. Fot. Archiwum Weroniki Brykalskiej

Kobiety próbują odejść. Bardzo często nie mogą

Co to dla nich oznacza?

Prostytucja internetowa wiąże się w oczywisty sposób z udostępnieniem swojego wizerunku w sieci, przeważnie całkowicie obcym osobom. I tak oto zdarza się, że ich twarz nie znika z internetu, gdy jest „po wszystkim”. Zdjęcia czy nagrania mogą być wykorzystane do tworzenia później deepfake’ów albo pojawić się na jakiejś platformie pornograficznej.

Takie kobiety bardzo często też obawiają się, że zostaną rozpoznane, boją się wychodzić na ulicę czy podejmować pracę. Po takiej działalności w sieci pozostaje trwały ślad, co może potem generować ogromny lęk.

Zostańmy jeszcze na chwilę przy tej „tradycyjnej”, ulicznej prostytucji. W jaki sposób uwikłane w to osoby próbują z tym zerwać i jak często im się to udaje?

Zacznę może od najważniejszych danych, które często przytaczamy: według badań około 90 proc. kobiet w prostytucji chce z niej wyjść. Nie mamy natomiast danych na temat tego, ile kobiet faktycznie to robi, ponieważ nie wiemy też tak naprawdę, ile dokładnie kobiet w tej prostytucji jest. Wracając do pytania – w jaki sposób próbują z tego wyjść i czy to im się udaje? To zależy.

Przede wszystkim od tego, jakie są ich możliwości i czy mają dokąd pójść. Jeżeli mowa o ofiarach handlu ludźmi, więzionych w burdelach i pozbawionych paszportów, to one oczywiście fizycznie nie mogą opuścić miejsca, w którym są. Prostytucja wiąże się często jednak także z uzależnieniem psychicznym. Są przecież kobiety, które działają na własną rękę, w pojedynkę, nie mają nad sobą żadnego „alfonsa”. I mimo to nie są w stanie tego porzucić, bo łatwy napływ szybkiej gotówki uwalnia dopaminę, która potrafi być uzależniająca.

Uzależnienia w ogóle są tutaj dodatkowym, poważnym problemem – osoby w prostytucji często popadają w alkoholizm lub biorą narkotyki. Używki sprawiają, że są w stanie przetrwać dzień. Odreagowują w ten sposób ogromny stres i ból. Sami klienci również nierzadko chcą, aby kupowane kobiety wciągnęły z nimi kreskę czy wypiły drinka.

W takich okolicznościach zerwanie z prostytucją i powrót do normalnego życia jest jeszcze trudniejszy – rzucenie prostytucji oznacza odejście od „źródła” pozyskiwania używek. Tak jak wspomniałam, wyjście zależy też od tego, czy kobieta ma się gdzie udać po pomoc. I tu pojawia się kolejny kłopot.

Nie mogą uzyskać nigdzie wsparcia?

Nie od państwa i jego instytucji. W Polsce pomoc osobom w takiej sytuacji udzielana jest przede wszystkim w organizacjach z trzeciego sektora – tj. fundacjach i stowarzyszeniach. Poza Stowarzyszeniem Bez, działa w tym obszarze na przykład Feminoteka czy Centrum Praw Kobiet. Natomiast czy mamy w Polsce system jakiejś pomocy socjalnej, która byłaby skierowana stricte do kobiet w prostytucji? Niestety nie.

Warte uwagi jest na pewno rozwiązanie, które wprowadziła Szwecja (tzw. model nordycki). Działają tam różne punkty, do których kobiety w prostytucji mogą się skierować i uzyskać wsparcie. Jeśli chodzi o nas, Stowarzyszenie Bez, również staramy się w możliwie największym stopniu pomóc tym osobom. Czasem zdarza się jednak, że przychodzą do nas kobiety, które mówią nam, że chcą wyjść z prostytucji, ale gdy już wchodzimy z nimi w proces pomocowy i mówimy im, co możemy dla nich zrobić, to np. wycofują z kontaktu z nami.

Z różnych względów nie są bowiem jeszcze na to gotowe. Prostytucja działa trochę jak toksyczna relacja, która oczywiście bardzo źle wpływa na człowieka i wywołuje krzywdy, ale jest też uzależniająca i w pewien sposób… bezpieczna.

Bo jest znana.

Tak, bo jest znana. To coś, do czego te kobiety są przyzwyczajone. Zresztą są one też bardzo często zamknięte w dosyć małym środowisku. Nie mają znajomych spoza prostytucji, bo wstydzą się tego, co robią. Ten wstyd je blokuje. Nie wiedzą, jak wrócić na rynek pracy ani jak nauczyć się budować normalne relacje. Ten wstyd bywa na tyle duży, że postanawiają jednak pozostać przy handlu swoim ciałem.

Kobieta stojąca nocą na miejskim chodniku, symbol prostytucji w Polsce i konsekwencji prostytucji dla kobiet w dobie Only Fans
Fot.Nano Banana Pro

PTSD, uzależnienia, przemoc — dramaty, o których media milczą

Zaczęłyśmy już trochę temat skutków prostytucji u osób, które się tym trudnią. Jakie one są – fizyczne, zdrowotne, psychiczne, materialne?

Jeżeli chodzi o konsekwencje psychiczne, to ponad 60 proc. prostytutek ma objawy PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego. Jest to skala porównywalna do weteranów wojennych. Większość zgłaszających się do nas kobiet prosi o pomoc w znalezieniu terapii. Po drugie, są to także skutki w relacjach interpersonalnych – problemy z zaufaniem i nieumiejętność tworzenia relacji (zwłaszcza romantycznych).

Jeżeli kobieta przez jakiś czas ma kontakt wyłącznie z mężczyznami, którzy traktują ją jak przedmiot, to nic dziwnego, że pozostaje zrażona do mężczyzn w ogóle. Warto też wspomnieć o problemach z seksualnością. Seks za pieniądze nie jest taki, jaki znają osoby poza prostytucją.

To seks, podczas którego kobieta musi się niejako „odseparować” od własnego ciała, doświadczyć odłączenia i derealizacji, żeby móc to przetrwać. Nie zaskakuje zatem fakt, że późniejszy powrót tych osób do „normalnego”, zdrowego seksu wiąże się z licznymi blokadami i trudnościami, takimi jak flashbacki.

Jeżeli chodzi natomiast o konsekwencje fizyczne, na porządku dziennym są niestety przemoc, gwałt, czy czasami nawet śmierć z rąk klienta. Warto wspomnieć również o tych mniej oczywistych i drastycznych – są to bardzo często m.in. problemy z osłabieniem mięśni macicy, choroby weneryczne, nawracające infekcje pochwy oraz problemy z nietrzymaniem moczu i z wypróżnianiem się. To są dolegliwości, które dotyczą już nawet dwudziestokilkuletnich kobiet w prostytucji.

Ponadto mierzą się one także z problemami skórnymi – tym bardziej, jeżeli pracują w miejscu, w którym nie ma zachowanej żadnej higieny. Większość z tych dolegliwości bierze się po prostu z nadmiernego przeciążenia organizmu zbyt częstymi stosunkami seksualnymi. Stres, którego dodatkowo te osoby cały czas doświadczają, przeważnie powoduje problemy ze snem – większość kobiet w prostytucji skarży się na bezsenność.

Konsekwencje materialne sprowadzają się zaś w dużej mierze do jednego, zasadniczego problemu, czyli braku jakiegokolwiek zabezpieczenia bytowego. Nawet jeżeli osoba w prostytucji zarabiałaby duże pieniądze, to wystarczy, że cokolwiek jej się stanie – zachoruje, złamie nogę, stanie się niezdolna do pracy – i zostaje sama, bez środków do życia i wsparcia.

Jednak nawet jeżeli osoba w prostytucji dostałaby ubezpieczenie i mogłaby wziąć L4, nie zmienia to faktu, że ta praca jest i zawsze będzie po prostu niebezpieczna. Choroba czy bolesna miesiączka są tu najmniejszym problemem, gdy weźmiemy pod uwagę ryzyko gwałtu, pobicia czy zabójstwa.

No właśnie. Zwolennicy legalizacji i opodatkowania prostytucji twierdzą, że wszystkie te ryzyka i zagrożenia znikną, gdy państwo ureguluje warunki „sex-workingu” i zapewni tym osobom ubezpieczenia, urlopy czy zwolnienia. Mówi się nawet o utworzeniu specjalnych, czystych i kontrolowanych przestrzeni, w których te osoby mogłyby „bezpiecznie” sprzedawać swoje ciało.

Uważam, że choćbyśmy budowali burdele w pałacach, a sama prostytucja została obłożona najlepszymi ubezpieczeniami, to nic nie sprawi, że będzie czymś właściwym. Prostytucja to „praca” w cudzysłowie. Polega na kontaktach seksualnych z obcymi ludźmi, którzy traktują osobę świadczącą te usługi jak przedmiot.

Spójrzmy analogicznie – gdyby jakakolwiek osoba w normalnym, zdrowym związku uprawiała seks ze swoim partnerem codziennie przez kilka godzin, też mierzyłaby się z uciążliwymi skutkami fizycznymi. A tutaj dochodzi jeszcze aspekt zagrożenia, bo klienci prostytutek nie są po prostu samotnymi, nieszkodliwymi mężczyznami pragnącymi towarzystwa. W dużej mierze są oni niebezpieczni i agresywni.

W momencie, w którym taki mężczyzna udaje się do kobiety i płaci jej za seks, pokazuje, że nie traktuje jej jak człowieka, a właśnie jak towar. Dlatego naszym zdaniem nie ma i nigdy nie będzie mowy o faktycznym zapewnieniu bezpieczeństwa czy komfortu w tym „zawodzie” i nie zniwelujemy tragicznych konsekwencji prostytucji – bez względu na to, jakie ułatwienia czy środki socjalne spróbujemy tam wdrożyć. Prostytucja jest także złem sama w sobie w pewnej moralnej perspektywie: godzimy się, żeby ludzkie ciało zostało utowarowione.

Osoby, które postulują legalizację czy dekryminalizację prostytucji i uznanie jej za pracę, zgadzają się na to, aby kapitalizm utowarawiał wszystkie sfery naszego życia. Przyzwalamy na to, by wszystko było na sprzedaż. Często podnoszony jest argument, że przecież żadna praca najemna w późnym kapitalizmie nie jest pracą dobrowolną i w każdej w pewien sposób eksploatujemy swoje ciało.

Nie możemy jednak mówić o seksie jako o pracy jak każdej innej, bo nie możemy w ogóle mówić o seksie jako o czynności takiej, jak każda inna. To jest bardzo delikatna, intymna sfera człowieka, która wymaga ogromnego zaopiekowania. Zdrowy i bezpieczny seks następuje przecież tylko po wyrażeniu entuzjastycznej zgody, a seks za pieniądze nigdy nie będzie seksem za entuzjastyczną i prawdziwą zgodą, bo ta zgoda nigdy by się nie pojawiła, gdyby nie byłoby mowy o jego monetyzacji. Dlatego kupiony seks w naszej ocenie zawsze będzie jedynie płatnym gwałtem.

Ten rynek rośnie, bo ktoś na nim zarabia gigantyczne pieniądze

Jak już wspomniałyśmy, pojawiły się nowe formy prostytucji – przede wszystkim internetowa. Jej skala jest coraz większa i coraz popularniejsza, coraz więcej dziewczyn i kobiet decyduje się na taką działalność, tym bardziej przy rosnącym przyzwoleniu społecznym i coraz większym popycie na takie usługi w sieci. Czy to jest zjawisko, które bez penalizacji i restrykcji da się jeszcze jakoś odwrócić?

W moim przekonaniu mamy na tyle duże możliwości technologiczne, że gdyby elitom i władzy zależało na tym, aby prostytucji internetowej nie było, to by jej nie było. Wszystkie strony oferujące tego typu treści i usługi mogłyby być przy pomocy odpowiednich narzędzi bardzo szybko wyłapywane i dezaktywowane. Niestety, dla elit to nie jest opłacalne, bo właściciele stron pornograficznych czy portali takich jak Only Fans, zarabiają na tym ogromne pieniądze.

Właściciel Only Fans pobiera dla siebie tylko 20 proc. tego, co zarabiają na tej platformie kobiety, a roczny zarobek samej platformy sięgał już nawet kilkuset milionów dolarów. Twórcy tego portalu reklamują ją przekonując, że kobiety otrzymują znaczną większość zysku dla siebie – ale wciąż najbardziej wzbogacają się oni sami. Ani politykom, ani właścicielom takich biznesów nie jest na rękę delegalizacja czy ograniczanie tego procederu.

Na pewno nie jesteśmy w stanie od ręki, szybko i łatwo pozbyć się tego typu platform, ale warto tu zwrócić uwagę na pewne rozwiązania prawne wdrażane za granicą. Dla przykładu Szwecja uznała niedawno prostytucję internetową za taką samą formę prostytucji, jak każda inna i zakazała płacenia za takie usługi seksualne. To w oczywisty sposób sprawia, że w samej Szwecji problem znacząco się zmniejszy.

Gdyby władze innych krajów oraz reprezentanci branży technologicznej również zechcieli wypowiedzieć temu zjawisku wojnę na większą skalę, to dużo mogłoby się zmienić. To, co możemy zrobić, to naciskać na polityków, ale przede wszystkim nagłaśniać problem, odkłamywać tę fałszywą narrację o „legalnej, bezpiecznej prostytucji” i pomagać kobietom, które chcą z niej wyjść.

Jestem zdania, że jako jednostka nie jestem w stanie sprawić, aby prostytucja zniknęła z tego świata, ale na pewno jestem w stanie rozmawiać z kobietami wokół siebie i pokazywać im, jakie konsekwencje wiążą się z handlem swoim ciałem.

Czasami zgłaszają się do nas dziewczyny, które mówią, że chciały wejść w prostytucję, że były już bardzo blisko założenia sobie profilu na portalu pornograficznym, ale nie zrobiły tego, bo natrafiły na nasze treści i uświadomiły sobie, co by za tym szło. I to jest to, na czym możemy i powinniśmy się obecnie skupiać. Na razie daleka droga do tego, żeby prostytucja całkowicie zniknęła – ale wierzę, że to jest możliwe i ten cel mnie napędza.

Więcej ciekawych informacji znajdziesz również na naszym kanale YouTube

Przeczytaj również: Portal, który zagraża kobietom. Pułapka popularnego serwisu

Opublikowano przez

Anna Bobrowiecka

Autorka


Dziennikarka, publicystka, komentatorka. Publikuje w mediach ogólnopolskich i regionalnych. Specjalizuje się w dziennikarstwie społecznym, psychologicznym, interesuje ją geopolityka. Kocha zwierzęta, zwłaszcza koty.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.