Ojcostwo zmienia mężczyznę. Ale jest coś, co go blokuje

Ojciec i syn dotykający się czołami jako przykład tego, jak być dobrym ojcem i budować bliskość

Współczesna kultura rzadko uczy mężczyzn, jak być dobrym ojcem – od pokoleń wymaga od nich raczej emocjonalnego dystansu i roli żywiciela rodziny. Tymczasem badania dowodzą, że biologia wyposażyła mężczyzn we wszystko, co potrzebne do czułej opieki. Prawdziwa blokada nie tkwi w naturze ojca, ale w społecznym schemacie, który każe mu wstydzić się własnej wrażliwości.

Po narodzinach stary schemat przestaje działać

Marek niedawno skończył 30 lat. Przed narodzinami córki żył według sprawdzonego schematu: praca, sport, sporadyczne spotkania z przyjaciółmi. Ojcostwo traktował jak ważny, ale nie rewolucyjny obowiązek. Po pojawieniu się w jego życiu dziecka coś jednak uległo zmianie. Zmieniło się nie tylko jego życie – zmienił się również on sam.

Ta zmiana to nie metafora, lecz neurobiologiczny fakt. Coraz więcej dowodów wskazuje na to, że ciało i układ nerwowy mężczyzny dostrajają się do dziecka. Mózg ojca reaguje na kontakt z dzieckiem – na dotyk, głos, wspólną codzienność – uruchamiając mechanizmy troski, które dotąd przypisywaliśmy wyłącznie matkom. To oznacza, że ojcostwo to nie dodatek do stereotypowo postrzeganej męskości, ale prawdziwa przemiana, która czyni mężczyzn lepszymi i bardziej empatycznymi.

Co dzieje się w mózgu ojca?

Badania Darby Saxbe, psycholog i neurobadaczki z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, autorki książki Dad Brain: The New Science of Fatherhood, pokazują to wyraźnie. Jej zespół skanował mózgi mężczyzn przed i po narodzinach dziecka.

Okazało się, że u ojców – podobnie jak u matek – dochodzi do redukcji objętości istoty szarej w korze mózgowej. Badacze nie traktują tego jako „uszkodzenia”, lecz jako przejaw neuroplastyczności. Mózg porzuca część dawnych połączeń, aby sprawniej przetwarzać sygnały płynące od dziecka.

Saxbe pokazuje, że w mózgach zaangażowanych ojców rośnie aktywność w obszarach odpowiadających za empatię, regulację emocji i system nagrody. Ojcowie doświadczają też zmian hormonalnych – mniej spektakularnych niż ciąża i poród, ale mierzalnych – które sprzyjają opiekuńczości, czułości i przywiązaniu.

Im bardziej ojcowie chcieli angażować się w rodzicielstwo i byli w nie zaangażowani, tym bardziej zmieniał się ich mózg

podkreśla Saxbe, sugerując, że nie jest to cecha wrodzona, którą albo się ma, albo nie. To umiejętność, która rozwija się w praktyce.

To nie biologia nas blokuje, lecz kultura

Dlaczego więc tak uparcie powtarzamy, że ojciec „nie sprawdza się” przy dziecku tak jak matka? Wiele wskazuje na to, że to nie kwestia biologii, lecz kultury. Kultura męskości od pokoleń definiuje mężczyznę przez siłę, dystans emocjonalny i rolę „żywiciela rodziny”. Bycie „prawdziwym facetem” oznaczało dystans wobec wszystkiego, co miękkie, kruche, wymagające czułości – a więc dokładnie tego, czego potrzebuje niemowlę.

W efekcie ideał męskości oparty na sile, kontroli i emocjonalnym chłodzie zachęcał do odcięcia się od własnej wrażliwości. Również tej, którą uruchamia pojawienie się dziecka.

Mężczyzna, który zastanawia się, jak być dobrym ojcem, stoi często między dwoma sprzecznymi przekonaniami. Z jednej strony doświadcza ulgi i spokoju, kiedy przytula dziecko czy usypia je na klatce piersiowej. Z drugiej – słyszy w głowie cały zestaw społecznych nakazów: „nie rozpieszczaj”, „nie bądź miękki”, „od wychowania jest matka”.

Jak być dobrym ojcem i nie bać się uczuć

Skutek jest taki, że zamiast wejść głębiej w relację, wielu ojców wycofuje się na bezpieczne obrzeża: logistyka, zarabianie, obecność „od święta”. Nie dlatego, że nie potrafią, lecz dlatego, że stają w rozkroku między tym, co mówi ich ciało, a tym, czego wymaga scenariusz męskości.

Kultura premiuje u mężczyzn kontrolę, kompetencję i pewność, a opieka nad małym dzieckiem jest wszystkim, tylko nie tym: to chaos, bezradność, płacz o trzeciej w nocy. To pole, na którym trzeba umieć powiedzieć: „nie wiem”, „boję się”, „uczę się”. Mężczyźni są rzadko socjalizowani do takiej postawy. Dad Brain pokazuje, że problem nie leży w braku „instynktu ojcowskiego”, lecz w tym, że wielu mężczyzn wciąż wstydzi się własnej czułości.

Gdy życie nabiera sensu

Kiedy jednak ojciec ten wstyd przekracza i wchodzi w codzienną, często nużącą opiekę, zaczyna dziać się coś ważnego. Nie tylko dla dziecka, ale dla niego samego. Badania, na które powołuje się Saxbe, sugerują, że aktywne zaangażowanie – karmienie, przewijanie, usypianie, rozmowa, zabawa – wiąże się u mężczyzn z wyższą empatią, lepszą regulacją emocji, niższym ryzykiem depresji oraz silniejszym poczuciem sensu.

Ojcostwo staje się formą treningu uważności na drugiego człowieka: takiego, który nieustannie wymaga dostrojenia, elastyczności, rezygnacji z własnego planu. To nie romantyczna iluzja. To zmiana neurobiologiczna, która przekłada się na codzienne życie: mniejszą impulsywność, większą obecność, głębsze relacje. Mężczyzna, który uczy się być czułym ojcem, uczy się jednocześnie być bardziej ludzkim człowiekiem.

Co tracimy, gdy ignorujemy potencjał ojców?

Kiedy ten potencjał pomijamy, tracimy mężczyzn, którzy mogliby być lepszymi partnerami, ojcami i obywatelami. Podtrzymując sztywny podział na „świat kobiet” i „świat mężczyzn” tracimy szansę na społeczeństwo, w którym opieka nie jest domeną jednej płci, lecz wspólnym ludzkim doświadczeniem.

Tracą na tym dzieci, dorastając w świecie, w którym ojciec jest obecny fizycznie, ale nieobecny emocjonalnie. Tracą też sami mężczyźni, którzy pozbawiają się szansy, by doświadczyć siebie inaczej niż przez pryzmat rywalizacji i produktywności.

Jak być dobrym ojcem w praktyce?

Marek przyznaje dziś, że w przeszłości myślał, że ojcostwo to głównie obowiązek. Teraz – po dwóch latach bycia ojcem – czuje, że to może być najsensowniejsza rzecz, jaką w życiu robił. Nie stał się nagle ideałem. Wciąż miewał gorsze dni, wciąż musiał walczyć ze starymi nawykami. Ale coś w nim się zmieniło. Na lepsze.

Odpowiedź na pytanie „jak być dobrym ojcem” może być prostsza, niż się wydaje. To nie musi być walka z własną naturą, lecz jej odblokowanie. To nie musi być odrzucenie męskości, lecz jej poszerzenie. Nauka sugeruje, że mózg mężczyzny jest na to gotowy. Pytanie brzmi, czy my – jako społeczeństwo i jako poszczególni mężczyźni – jesteśmy gotowi na to, co z tego może wyniknąć.

Przeczytaj również: Po co dziecku ojciec? Nauka dziś nie ma wątpliwości


Na scenie zobaczysz:

Spotkasz w strefie książek:

***

Ostatni moment na bilety w cenie 49 zł.
Od 1 lipca cena rośnie!


Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.