Prawda i Dobro
Prof. Musiał: Ukraina popełnia kluczowy błąd. Nie chodzi o front
30 czerwca 2026

Znasz to uczucie, gdy dziecko wspina się na drzewo, a ty zastygasz z krzykiem na ustach? Właśnie w tym momencie – w tym wahaniu między "zejdź" a "dasz radę" – rozgrywa się coś ważniejszego, niż myślimy. Nadopiekuńczość wobec dzieci, choć bierze się z miłości, często odbiera im to, czego najbardziej potrzebują: szansę, by same nauczyły się świata.
Kilka dekad temu dzieciństwo wyglądało inaczej niż dziś. Dzieci wspinały się na drzewa, chodziły po murkach, skakały z huśtawek czy eksplorowały okolicę bez stałego nadzoru. Rodzice patrzyli z daleka, czasem machali ręką na ostrzeżenie, ale reagowali dopiero, gdy działo się coś naprawdę poważnego. Dziecko upadało, płakało, wstawało i wracało do zabawy.
Dziś rodzice coraz częściej zastanawiają się jak wychowywać dziecko, aby zapewnić mu bezpieczeństwo. Dziecko co chwilę słyszy więc: „uważaj na głowę”, „nie wspinaj się tak wysoko”, „zejdź, bo spadniesz”. Przeciętny rodzic nie odstępuje na krok swojej latorośli, a każdy „mniej bezpieczny” krok dziecka wywołuje w jego głowie alarm.
Trudno mieć pretensje do rodziców, że chcą chronić swoje dzieci. Dzisiejszy świat wydaje się pełen zagrożeń: od ruchu ulicznego i mediów społecznościowych po „nieznajomych w parku”. Lęk staje się wręcz moralnym odruchem – dobry rodzic to czujny rodzic, który przewiduje niebezpieczeństwa i zawczasu je neutralizuje.
Paradoks polega na tym, że wielu rodziców deklaruje, że chcą wychować wolnych, odpowiedzialnych ludzi. Jednocześnie jednak organizują ich dzieciństwo tak, jakby świat był niebezpiecznym polem minowym. Zamiast uczyć dzieci samodzielnego podejmowania decyzji i kalkulacji ryzyka, uczą ich, jak minimalizować każdy potencjalny ból, każdy upadek, każdy strach. A jednak to właśnie kontakt z tym, co niepewne i trochę ryzykowne, okazuje się jednym z najważniejszych nauczycieli odpowiedzialności.
Nowy numer już jest!
Prawdziwe bezpieczeństwo nie oznacza braku ryzyka. To umiejętność oceny sytuacji, regulowania strachu i podejmowania decyzji w warunkach niepewności. Dziecko, które nigdy nie miało okazji doświadczyć kontrolowanego ryzyka, nie uczy się, gdzie są jego granice, jak reagować na niespodzianki i jak ufać własnym możliwościom. Uczy się za to czegoś innego: że świat jest niebezpieczny, a jedyną skuteczną strategią jest unikanie ryzyka i poleganie na dorosłych.
W ostatnich latach rośnie liczba badań, które pokazują, że „ryzykowna zabawa” – czyli m.in. wspinanie się, skakanie z wysokości czy szybka jazda rowerem – nie jest kaprysem dzieci, ale ważnym mechanizmem rozwojowym. Dziecko nie rodzi się bowiem z gotową umiejętnością radzenia sobie z ryzykiem. Musi ją wyćwiczyć, tak jak ćwiczy chodzenie czy mówienie.
Ryzykowna zabawa jest naturalnym treningiem tej umiejętności. Daje dziecku okazję do popełniania małych błędów w bezpiecznym kontekście, do odczuwania strachu i jego opanowywania, do odkrywania, co jest w jego zasięgu, a co nie. Bez tego treningu dziecko wchodzi w dorosłość z teoretyczną wiedzą o zagrożeniach, ale bez praktycznej mądrości, jak z nimi postępować.
Nowe badania opublikowane w opublikowane w Journal of Environmental Psychology potwierdzają, że dzieci, którym daje się szansę na takie „bezpieczne zagrożenie”, lepiej rozwijają umiejętności związane z realnym bezpieczeństwem. Lepiej uczą się oceniać sytuację, przewidywać skutki swoich działań i reagować adekwatnie, gdy coś wymyka się spod kontroli
Ta ryzykowna zabawa to fundamentalny sposób, w jaki dzieci uczą się o świecie, o sobie samych i o tym, jak zachować bezpieczeństwo w różnych sytuacjach
– podkreśla prof. Mariana Brussoni.
Innymi słowy, w dłuższej perspektywie nie chronimy dziecka, chroniąc go przed ryzykiem. Chronimy je, pozwalając mu to ryzyko poznawać i przetwarzać. Dzieci, które regularnie doświadczają kontrolowanego ryzyka, nie stają się bardziej narażone na wypadki. Stają się lepsze w ich unikaniu. Uczą się czytać sygnały otoczenia, przewidywać konsekwencje i szybko reagować.
Pytanie jak wychowywać dziecko w tym kontekście nabiera zupełnie innego wymiaru. Nie chodzi o to, by stworzyć świat bez upadków i zadrapań. Chodzi o to, by dziecko nauczyło się wstawać po upadku – dosłownie i w przenośni.
Świat, w którym żyjemy, jest światem ryzyka: niepewnych relacji, nieprzewidywalnych zbiegów okoliczności, decyzji podejmowanych bez pełnej wiedzy. Jeżeli chcemy, by dziecko kiedyś stanęło w tym świecie na własnych nogach, musimy przyjąć, że trochę z tego ryzyka musi zostać wpuszczone do jego dzieciństwa. Tak, aby nauczyło się samodzielnego podejmowania decyzji, a nie tylko unikania błędów.
Tymczasem nadopiekuńczość wobec dzieci często zamienia się w subtelną formę bezradności. Dziecko nie uczy się, że ból mija, że strach można opanować, że porażka jest częścią nauki. Uczy się za to, że każda trudność wymaga interwencji dorosłego. W rezultacie w sytuacjach, gdy dorosłego nie ma – a takich sytuacji w życiu będzie coraz więcej – dziecko czuje się bezradne i przestraszone.
Kiedy więc patrzymy na współczesne place zabaw – pełne miękkich nawierzchni, niskich konstrukcji i rodziców stojących tuż obok – warto zadać sobie pytanie: czy na pewno chodzi nam o bezpieczeństwo dzieci, czy może bardziej o uspokojenie własnego lęku?
Dziecko sprzed kilku dekad, które wspinało się na drzewo, czasem spadało. Czasem wracało do domu z zadrapaniami i zapłakane. Ale wracało też z czymś, czego nie da się nauczyć teoretycznie: z przekonaniem, że dało radę ocenić swoje siły, że strach da się pokonać, że świat jest wymagający, ale nie wrogi.
Dziś wiele dzieci nie ma okazji zdobyć tego doświadczenia. Rodzic, który stoi pod drzewem i powtarza „zejdź, bo spadniesz”, chroni je przed upadkiem. Ale jednocześnie pozbawia je szansy na nauczenie się, jak bezpiecznie zejść albo jak bezpiecznie wspiąć się następnym razem.
Prawdziwe pytanie nie brzmi więc „jak chronić dziecko przed światem”. Brzmi: jak wychowywać dziecko, żeby samo nauczyło się w tym świecie poruszać. Dziecko, które miało okazję ćwiczyć ryzyko w zabawie, wchodzi w dorosłość nie z iluzją, że świat jest bezpieczny, lecz z realną umiejętnością, jak w nim bezpiecznie żyć.
Przeczytaj również: Rodzic to nie kumpel. Jak być przewodnikiem dla nastolatka




***
Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: