Prawda i Dobro
Rośnie pokolenie AI. Kto naprawdę wychowuje te dzieci?
05 maja 2026

Gdy w kwietniu 2026 roku poseł Łukasz Litewka zginął w tragicznym wypadku, policja i prokuratura wydały jasny komunikat: nieumyślne zdarzenie. Jednak w ciągu kilku godzin w sieci zaroiło się od teorii o zamachu. Najpopularniejsze teorie spiskowe rodzą się z emocji i pewnego sposobu patrzenia na świat.
Gdy pojawiła się informacja o śmierci posła Łukasza Litewki, oficjalne komunikaty policji i prokuratury były szybkie i jednoznaczne. Mimo to w mediach społecznościowych natychmiast ruszyła lawina dopisków: „na pewno go uciszyli”, „przecież to nie mógł być przypadek”. W ciągu kilku godzin nowa teoria spiskowa zaczęła żyć własnym życiem.
Dla wielu osób nie miało większego znaczenia, co mówią raporty. Liczyło się to, że opowieść o zamachu lepiej pasowała do ich obrazu świata niż banalne, choć tragiczne wyjaśnienie. To jeden z wielu przykładów, jak najpopularniejsze teorie spiskowe rodzą się z emocji, nie faktów.
W nowym raporcie Paradoks spiskowy badacze z NASK pokazują, że myślenie spiskowe to nie margines, lecz stała część pejzażu społecznego. Co ważne, nie chodzi tu o wiarę w pojedynczy mit, ale o całą postawę: ogólną skłonność do tłumaczenia ważnych wydarzeń działaniami „ukrytych sił”. W takiej rzeczywistości teorie spiskowe składają się na spójny obraz świata. Taki, w którym nic nie dzieje się przypadkiem.
Raport NASK nie potwierdza jednak wielu wygodnych stereotypów. Nie jest tak, że w spiski wierzą „głównie starsi”. W Polsce najwyższe natężenie myślenia spiskowego badacze obserwują wśród osób w wieku 18–39 lat. Nie jest też tak, że wystarczy dyplom uczelni, by być odpornym na dezinformację. Ważniejsza okazuje się realna wiedza faktograficzna, szczególnie o zdrowiu, nauce czy technologiach. Ten, kto dobrze odróżnia fakty od mitów, wyraźnie rzadziej sięga po spiskowe wyjaśnienia rzeczywistości.
Nie wystarczy jednak „czytać wszystkiego” – od serwisów głównego nurtu po skrajne lub plotkarskie portale. Osoby, które tak robią, wcale nie są najlepiej chronione przed dezinformacją. Taki mieszany styl konsumpcji treści koreluje wręcz z większą podatnością na myślenie spiskowe. W praktyce informacyjny miszmasz oznacza poznawczy szum, w którym najpopularniejsze teorie spiskowe mają przewagę nad cierpliwą analizą. Są bardziej barwne, nośne i obiecują szybkie uporządkowanie chaosu.
Psychologowie od lat zwracają uwagę, że teorie spiskowe odpowiadają na trzy podstawowe potrzeby: zrozumienia, kontroli i podtrzymania tożsamości. Kiedy dzieje się coś gwałtownego – jak zamach, katastrofa, nagła śmierć – nasz umysł instynktownie szuka przyczyn proporcjonalnych do skutków. Zwykły zbieg okoliczności wydaje się zbyt słaby wobec skali tragedii. Teza o zamachu, spisku, ukrytej ręce „systemu” przywraca psychologiczne domknięcie: „to musiało być coś wielkiego”.
Teorie spiskowe często określa się jako formę „metafizyki dla laików”. Zamiast skomplikowanych struktur społecznych dostajemy prostą fabułę: „oni kontra my”. Zamiast niewygodnej świadomości, że świat jest chaotyczny i w dużej mierze przypadkowy, dostajemy pocieszające przekonanie, że „ktoś pociąga za sznurki”. To paradoksalna ulga: lepiej wierzyć w złego demiurga niż w kompletny brak sensu.
Badania cytowane w raporcie NASK pokazują też, że myślenie spiskowe silnie łączy się z czarno-białą wizją świata i skłonnością do skrajnych poglądów. Im bardziej ktoś odchodzi od umiarkowanego centrum, im mocniej obstaje przy „jedynie słusznej” interpretacji rzeczywistości, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie też hojnie sięgał po spiskowe narracje.
Z tym rezonują inne badania – m.in. polsko-brytyjski projekt, który wiąże wiarę w teorie spiskowe z trudnościami w regulacji emocji. Wynika z niego, że im gorzej radzimy sobie z lękiem i złością, tym chętniej przyjmujemy opowieści, które wskazują konkretnego winnego.
Jednym z najciekawszych wniosków cytowanych w raporcie badań nad teoriami spiskowymi jest to, że rzadko wierzymy w jedną samotną narrację. Przekonania spiskowe tworzą coś, co badacze nazywają „monologicznym systemem”. Akceptacja jednej opowieści zwiększa skłonność do przyjęcia kolejnych. Jeśli ktoś jest pewien, że „światem rządzą tajne elity”, łatwo uzna, że „pandemia była zaplanowana”, „szczepionki to narzędzie kontroli”, a „wynik wyborów jest z góry przesądzony”.
W tym sensie najpopularniejsze teorie spiskowe są tylko wierzchołkami jednego, głębszego systemu przekonań. Wspólnym mianownikiem jest przeświadczenie, że oficjalne instytucje kłamią z definicji, eksperci są częścią zmowy, a prawda krąży w nieformalnym obiegu. To tłumaczy, dlaczego tak trudno „wybić z głowy” konkretną teorię spiskową, nawet wtedy, gdy zgromadzone dowody ją obalają.
Potwierdzają to najpopularniejsze teorie spiskowe, które od lat krążą w sieci – jak te dotyczące iluminatów rzekomo kontrolujących światową gospodarkę, reptilian ukrywających się wśród polityków czy teza, że lądowanie na Księżycu było inscenizacją. W każdym przypadku mechanizm jest ten sam – ignorujemy oficjalne raporty i dowody naukowe na rzecz narracji, która „pasuje” do naszego światopoglądu.
Kiedy więc ktoś – mimo raportów policji – upiera się, że śmierć posła Łukasza Litewki musiała być zamachem, rzadko chodzi tylko o ten jeden przypadek. Pod spodem zwykle leży cała sieć przekonań: o „systemie”, który „pozbywa się niewygodnych ludzi”, o mediach, które „wszystko tuszują”, o państwie, które „nigdy nie działa w naszym interesie”. W takim świecie oficjalna wersja wydarzeń z definicji brzmi podejrzanie, a znajomy, który „wie swoje”, wydaje się bardziej wiarygodny niż prokurator czy biegły.
Przeczytaj również: Trump otworzy archiwa UFO. Co naprawdę wiemy o kosmitach?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: