Komunizm wcale nie umarł? Świat potrzebuje nowego Orwella

Mężczyzna w mundurze na tle komunistycznych flag wśród ludzi zastanawiających się czy komunizm wraca

Historia idei i praktyki komunizmu według Seana McMeekina to nie jest zamknięty rozdział. Amerykański historyk zastanawia się czy komunizm wraca. I sugeruje, że ustrój, który zrujnował cywilizację i miliony istnień, wciąż wpływa na współczesny świat. Czy to słuszna diagnoza?

Czy komunizm wraca? Mocna teza amerykańskiego historyka

Sean McMeekin jest historykiem z USA, którego książki można znaleźć także na polskich półkach. Ostatnia z nich, To Overthrow the World. The Rise and Fall and Rise of Communism, zapewne czeka na swoje tłumaczenie, ale już teraz warto do niej zajrzeć. Nie tylko po to, by przypomnieć sobie podstawowe fakty z dziejów komunizmu, od rewolucyjnej Francji po masakrę na placu Tiananmen.

Sugerowane w tytule rzekome odrodzenie komunizmu nie zajmuje autorowi wiele miejsca. To zaledwie kilka uwag w epilogu. Ale to właśnie ta krótka analiza nadaje nowy wymiar wydarzeniom światowym przełomu drugiej i trzeciej dekady naszego stulecia.

Renoma McMeekina leży nie tylko w jego niewątpliwym talencie pisarskim. Jego podejście do historii bywa określane jako rewizjonistyczne. W jego przypadku oznacza to tyle, że badacz stara się rzucać wyzwanie niektórym utartym przekonaniom albo po prostu przedstawia swoją, odmienną od powszechnie przyjętej, interpretację historycznych wydarzeń. Na współczesnym rynku to częsta metoda na zdobycie popularności.

Jeśli chodzi o historię XX wieku, II wojny światowej i komunizmu, to tezy McMeekina niekoniecznie brzmią obrazoburczo dla polskiego czytelnika. Przynajmniej tego, który zna prace Wiktora Suworowa, braci Mackiewiczów czy choćby Piotra Zychowicza. Jednak na rynku amerykańskim, gdzie dominuje punkt widzenia określony przez zwycięzców z Jałty, może to wzbudzać kontrowersje.

Stany Zjednoczone na pasku Sowietów

Tak było z jego poprzednią książką Wojna Stalina, w której przedstawił on kulisy amerykańskiej uległości wobec reżimu sowieckiego w okresie II wojny światowej. Wskazał na manipulowanie administracją Roosevelta przez Stalina, krótkowzroczną politykę USA wobec komunistycznego imperium, transfer technologii i błędne decyzje strategiczne, które umożliwiły komunistom zagarnięcie władzy w połowie świata.

Nawet dla niektórych konserwatystów w USA samo określenie „wojna Stalina” wydawało się rewolucyjne. II wojna światowa była przecież w tamtejszej narracji starciem dobra i zła, gdzie po stronie tego ostatniego były hitlerowskie Niemcy, a po drugiej reszta świata, w tym Związek Sowiecki.

W takiej czarno-białej opowieści nie mieści się jednak Katyń, stanie z bronią u nogi w czasie Powstania Warszawskiego, stłumienie oporu antykomunistycznego w latach tuż po wojnie i terror stalinowski.

Oczywiście, w czasie zimnej wojny część prawdy o komunistycznych rządach przyjęto na Zachodzie do wiadomości, jednak mit samej wojny pozostał nienaruszony. Podobnie jest z pokutującym tam przekonaniem o komunizmie jako „szlachetnej, głęboko humanistycznej idei”, której sukcesy w różnych krajach brały się stąd, że masy autentycznie pragnęły jej realizacji.

McMeekin ten mit odrzuca, stawiając trzy zasadnicze tezy. Po pierwsze, komunizm nigdy nie przejął władzy demokratycznie, tylko w wyniku wojny i podboju. Po drugie, wcale nie oddał władzy pokojowo, choć mit „aksamitnej rewolucji” w Czechach czy Okrągłego Stołu w Polsce podtrzymuje taki obraz. I po trzecie – komunizm wcale nie umarł, lecz trwa a nawet – jak twierdzi McMeekin – być może dopiero zaczyna objawiać kolejne oblicze.

Komunizm był wynikiem wojny, a nie demokratycznego wyboru

Chociaż idea równości leżąca u podstaw komunistycznej doktryny jest obecna w myśli ludzkiej od zamierzchłych czasów – stanowiąc podstawę utopijnych projektów czy nawet niektórych nurtów religijnych – ustrój społeczno-polityczny ufundowany na bazie doktryny marksistowskiej nigdy nie miał poparcia wystarczającego na zdobycie większości w demokratycznych wyborach. Nie bez powodu.

Cały marksizm zbudowany był na fałszywych przesłankach. Odstraszały od niego w szczególności postulaty likwidacji własności prywatnej, zniszczenia tradycyjnych instytucji, takich jak małżeństwo i rodzina, wreszcie dyktatura proletariatu jako ostateczna forma rządów. To nigdy nie była wizja, o której marzył przeciętny robotnik.

Fakt, że ideologia marksistowska jest w istocie zastąpieniem jednej formy opresji inną, jeszcze gorszą, rozumieli już współcześni Marksowi myśliciele (jak Bakunin czy Proudhon). Późniejsi marksistowscy „rewizjoniści” po prostu pojęli, że praktyczna realizacja tej utopii jest niemożliwa i katastrofalna w skutkach. Dlaczego zatem ta wizja nie umarła, ale zyskiwała dalej na znaczeniu, aż zatriumfowała u władzy?

Reżim zrodzony z wojennych popiołów

W sukurs komunizmowi zawsze przychodziła wojna. Bolszewicy zdobyli w Rosji władzę po I wojnie światowej, w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i w Azji ustrój komunistyczny został zainstalowany po II wojnie. I wcale nie dlatego, że ludność była gotowa na nowy system i go witała. Komunizm był wprowadzany wszędzie siłą, terrorem i podstępem. Wojny przynosiły zniszczenie starych struktur, hierarchii, systemów społecznych i przede wszystkim gospodarek zdolnych utrzymać ludność.

Bolszewicy byli małą, zwartą, uzbrojoną grupą, zdolną do wszystkiego. I – co ważne – mocno wspartą z zagranicy. Lenin był de facto instrumentem niemieckiej polityki mającym rozmontować armię carską i uczynić Rosję niezdolną do prowadzenia wojny. Z kolei chińscy komuniści stali się narzędziem w rękach Stalina, który rozgrywał politykę azjatycką, sięgając po wszystkie możliwe metody.

Stalin nie wahał się paktować z Hitlerem (pakt Ribbentrop-Mołotow), a później wspierał agresję Japonii przeciw USA w czasie, kiedy sam brał od Amerykanów miliardową pomoc technologiczną i sprzętową w ramach Lend-Lease. Cel był jeden: bezwzględny monopol podległych sobie reżimów, który gwarantował trwałość czerwonej władzy.

Komunizm nie oddał władzy pokojowo, a utrzymał ją siłą

Gdy na przełomie lat 80. i 90. rozpadał się blok wschodni, Zachód ogłosił „koniec historii”, wierząc, że system zabiły puste półki i masowy zryw ludu. McMeekin patrzy na to inaczej. Pokazuje, że Moskwa straciła władzę, bo Gorbaczow w 1991 roku – podobnie jak Kiereński w 1917 – stracił lojalność armii. Gdy wojsko, z ludźmi pokroju generała Lebiedzia, odmówiło strzelania do cywilów, pękł miecz, którym reżim dotąd rządził. Warto pamiętać, że bolszewicy zdobyli Rosję właśnie siłą, bo jedyne uczciwe wybory w listopadzie 1917 roku przegrali.

Amerykański historyk formułuje tę zależność bez ogródek:

„Komuniści rzadko oddawali władzę dobrowolnie; zazwyczaj tracili ją tylko wtedy, gdy organy bezpieczeństwa państwowego odmawiały strzelania do własnych obywateli”.

Tam jednak, gdzie ów miecz nie pękł, władza trzyma się mocno. Najlepszym przykładem są Chiny, które w 1989 roku utrzymały system na placu Tiananmen, tłumiąc marzenia o wolności za pomocą armii.

Dokładnie ten sam mechanizm obrony monopolu za pomocą przemocy zadziałał na Kubie, w Korei Północnej, Wietnamie czy Laosie. Te reżimy przetrwały kryzys przełomu wieków tylko dlatego, że ich przywódcy nie zawahali się użyć siły przeciwko własnym obywatelom. Komunizm się nie skończył, bo jego fundamentem nie jest idea, ale czysta przemoc.

Model „czerwonej efektywności”

Amerykański historyk pokazuje uderzająco podobny model, na którym wyrosły potęgi ZSRR i ChRL. Jak pisze, chiński model rozwoju „nie jest całkiem nowy”. Komunistyczna utopia gospodarcza nigdzie i nigdy nie utrzymałaby się sama z siebie. Za każdym razem, gdy system stał nad przepaścią i groziło mu totalne bankructwo, czerwona wierchuszka zmuszona była poluzować rygory gospodarcze, wpuścić elementy wolnego rynku i – przede wszystkim – sięgnąć po zasoby oraz rozwiązania państw kapitalistycznych.

Zarówno Sowieci w czasach pierwszych planów pięcioletnich, jak i współcześni Chińczycy, zbudowali swoją przemysłową potęgę na tym samym pragmatycznym schemacie. McMeekin przypomina, że Stalin budował radziecką infrastrukturę, masowo importując zachodnią technologię, zatrudniając amerykańskich inżynierów oraz agronomów (jak twórca potęgi „króla pszenicy” z Montany), podczas gdy radziecki wywiad gospodarczy infiltrował czołowe firmy lotnicze w USA w celu przejęcia ich patentów. Dokładnie ten sam mechanizm, oparty na transferze technologii oraz politycznej i biznesowej otwartości Waszyngtonu, zastosował później Pekin.

Zarówno dawny Kreml, jak i dzisiejszy chiński reżim, efektywnie wykorzystały efekt skali, nadrabianie cywilizacyjnych zaległości oraz pełną kontrolę nad tanią siłą roboczą, korzystając z tzw. renty zacofania. W ten sposób stworzyły na zewnątrz iluzję niesamowitej, wewnętrznej efektywności swojego ustroju.

W rzeczywistości, co mocno rezonuje w analizie McMeekina, była to jednak specyficzna hybryda. Kapitalistyczny silnik włożony do autorytarnej struktury, sterowany za pomocą aparatu przymusu kontrolowanego przez jedną partię.

Fot. RR/AI

Nowy, cyfrowy totalitaryzm: czy komunizm wraca?

Dlaczego więc McMeekin sugeruje w tytule wielki powrót komunizmu? Otóż uważa on, że współczesny totalitaryzm wszedł na Zachód tylnymi drzwiami, wykorzystując nowoczesne technologie i hasła o bezpieczeństwie czy zdrowiu publicznym.

Amerykański badacz punktuje zachodnie elity biznesowe, wskazując na ich konformizm wobec chińskiego modelu. Od Doliny Krzemowej po ligę NBA – globalne marki skłaniają się ku Pekinowi dla zysku. Wyraźne przyspieszenie nastąpiło jednak podczas pandemii COVID-19. To wtedy Zachód – w ocenie McMeekina – zaczął otwarcie naśladować autorytarne wzorce:

„Podczas gdy zachodni komentatorzy ubolewali nad autorytaryzmem Pekinu, zachodnie rządy zaczęły wdrażać politykę, która uderzająco przypominała chińskie metody kontroli społecznej”.

Lockdowny, przymusowe kwarantanny, certyfikaty czy systemowe ograniczanie debaty w sieci (co obnażyły m.in. Twitter Files) zyskały na Zachodzie nowoczesne, instytucjonalne oblicze. Przykładem stało się zamrażanie kont bankowych kanadyjskim kierowcom ciężarówek przez rząd Trudeau w 2022 roku czy odcinanie od usług bankowych (debanking) brytyjskich polityków i dziennikarzy krytycznych wobec establishmentu.

Dziś system nie potrzebuje fizycznej izolacji jednostki. Wystarczy cyfrowo odciąć ją od własnych pieniędzy, zablokować konta i usunąć z przestrzeni publicznej.

Komunizm czy ewolucja etatyzmu?

Tylko czy McMeekin ma rację, wrzucając te wszystkie zjawiska do jednego worka z napisem „komunizm”? Czy to, co obserwujemy na dzisiejszym Zachodzie, to faktycznie dowód na to, że komunizm wraca, a wraz z nim marksizm? A może po prostu naturalny efekt ewolucji samej demokracji, która z biegiem lat stała się głęboko etatystyczna?

Niezwykle trafne intuicje dotyczące tych kwestii miał polski pisarz i emigrant, Andrzej Bobkowski, autor Szkiców piórkiem. W opowiadaniu Nekyia można odnaleźć refleksję na temat natury systemów politycznych i wieczną skłonność rządzących do absolutyzmu:

(…) Otóż co to jest komunizm? To powrót do stanu zdziczenia, wszyscy mężczyźni, wszystkie kobiety jedzący przy tym samym stole, bez grosza w kieszeni (…), z batem pracy, by zmusić leniwych i opornych do pracy…(…)Od roku 1815 nie robi się nic innego, jak tylko dyskutuje nad formą zewnętrzną, jaką należy nadać istocie fantastycznej i nienawistnej, zwanej Państwem. (…) Wspólnym ideałem wszystkich partii, od najbardziej rewolucyjnych do najbardziej konserwatywnych, jest zawsze absolutyzm Państwa. ETATYZM jest jedyną partią polityczną…(…)

Bruksela nie potrzebuje Lenina

Ta perspektywa rzuca zupełnie inne światło na diagnozę amerykańskiego historyka. Współczesne państwo demokratyczne dąży do regulowania coraz większych sfer naszego życia – od gospodarki po sferę języka i debaty publicznej. Kiedy do takiego wszechobecnego etatyzmu dodamy zaawansowaną technologię (algorytmy, inwigilację cyfrową, sztuczną inteligencję), otrzymujemy sprawnie działające narzędzie do dyscyplinowania społeczeństwa.

Biurokracja w Waszyngtonie, Brukseli czy Ottawie wcale nie musi inspirować się pismami Lenina, by dążyć do poszerzania swojej kontroli. Robi to, ponieważ pozwalają jej na to nowoczesne narzędzia techniczne. W dodatku obywatele nierzadko sami rezygnują z części wolności w zamian za obietnicę stabilizacjibezpieczeństwa.

Czy komunizm wraca? Technologia i nowy Orwell

Wniosek z książki McMeekina pozostaje aktualny w swojej ogólnej warstwie: jako zachodnia cywilizacja potrzebujemy dziś przenikliwości na miarę George’a Orwella. Kogoś, kto potrafi rzeczowo zdiagnozować i nazwać po imieniu te nowe, technologiczne zagrożenia dla wolności jednostki.

Czy jednak tym nowym Orwellem jest sam Sean McMeekin? To już zupełnie inna sprawa. Amerykański historyk posługuje się sprawdzoną matrycą z napisem „komunizm” i dlatego każdy współczesny kryzys wolności interpretuje przez ten jeden pryzmat.

Paradoksalnie prawda okazuje się bardziej złożona, a przez to wymagająca większej precyzji pojęciowej. Główne wyzwanie nie nadchodzi ze Wschodu pod czerwoną flagą. Ono kształtuje się na miejscu, jako rezultat rozwoju nowoczesnej technologii oddanej w ręce demokratycznego etatyzmu.

Przeczytaj także: Piotr Gociek: rodzi się nowe Imperium Zła. Nie chodzi o Rosję


Na scenie zobaczysz:

Spotkasz w strefie książek:

***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Radosław Różycki

Zastępca redaktora naczelnego


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej UW, specjalizujący się w tematyce kultury, literatury i edukacji. Zawodowo zajmuje się słowem. Czyta, pisze, tłumaczy, redaguje. Czasem coś powie. Prywatnie głowa rodziny. Ma doświadczenie pracy w mediach, administracji publicznej, PR i komunikacji, gdzie zajmował się m.in. projektami edukacyjnymi i kulturalnymi. W wolnej chwili lubi dobrą literaturę i mocne dźwięki.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.