Nowy wyścig w kosmosie. To dopiero początek problemów

Astronauci na Księżycu z Ziemią w tle i pytaniami o nowy wyścig kosmiczny

Człowiek znów wraca pod Księżyc, ale tym razem nie chodzi tylko o wielkie marzenie astronautów. Za misjami NASA, planami Chin i prywatnymi firmami kryje się nowa gra o wpływy, zasoby i reguły przyszłości. Kosmos może stać się kolejnym miejscem, do którego przeniesiemy ziemskie konflikty.

Artemis II i pierwszy „kosmiczny korek”

W kwietniu 2026 roku misja Artemis II NASA zakończyła się historycznym sukcesem. Po raz pierwszy od czasu programu Apollo astronauci okrążyli Księżyc w załogowym locie. Czterech członków załogi przeleciało dalej od Ziemi niż ktokolwiek w historii. Sukces ten został przedstawiony jako krok ku stałej obecności człowieka na Księżycu i jednocześnie kolejny krok w drodze na Marsa. Tym samym kolonizacja kosmosu przestaje być wyłącznie fantazją science-fiction, a staje się konkretnym projektem polityczno technicznym.

Jednocześnie eksperci ostrzegają, że już wkrótce grozi nam „kosmiczny korek” przy Księżycu. Rosnąca liczba misji – Artemis, chińskie Chang’e, komercyjne lądowniki i plany baz – może doprowadzić do zatłoczenia orbit okołoksiężycowych. To z kolei każe zadać pytanie, czy kolonizując kosmos rzeczywiście zapoczątkujemy nową, dojrzałą erę ludzkości. Czy raczej będziemy powtarzać stare błędy, które doprowadziły do licznych kryzysów politycznych i ekologicznych na naszej planecie?

Prawo do kolonizacji: lustro, które niesiemy w gwiazdy

Czy mamy prawo kolonizować kosmos? Eksploracja i podbój przestrzeni kosmicznej niesie ze sobą ryzyko przeniesienia na inne ciała niebieskie dokładnie tych mechanizmów, które obserwujemy na Ziemi. Stanisław Lem w powieści Solaris sugeruje, że wyprawa w kosmos nie jest spotkaniem z „innym”, ale konfrontacją z własnym odbiciem:

Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster.

W tym sensie kolonizacja kosmosu jest psychologicznym eksperymentem. Dokądkolwiek polecimy, zabierzemy ze sobą nasze ego, traumy, lęki i żądzę posiadania. Przeniesiemy poza Ziemię nasze systemy władzy, mechanizmy wyparcia i racjonalizacji. Wszystko wskazuje, że na Księżyc czy Marsa zabierzemy nie tylko naszą wiedzę i technologie, ale także swoje korporacyjne interesy, narodowe ambicje i krótkowzroczność.

Nowy (wszech)świat, stare problemy

Eksperci już dziś mówią o militaryzacji kosmosu. Orbity wokół Księżyca, punkty Lagrange’a (stabilne „zakątki” grawitacyjne między Ziemią a Księżycem) i zasoby księżycowe stają się przedmiotem geopolitycznej rywalizacji. USA, Chiny, Rosja i prywatne korporacje patrzą na nie jak na nowe pola naftowe. Przyszłe kosmiczne konflikty będą więc tylko logicznym przedłużeniem ziemskich mechanizmów eksploatacji i dominacji. Kolejnym polem projekcji naszych lęków i ambicji.

Do tego dochodzi nowy wymiar starej nieodpowiedzialności, czyli kosmiczne śmieci. Na orbicie Ziemi krąży już ponad 36 tysięcy obiektów większych niż 10 cm, a w okolicach Księżyca problem dopiero się zaczyna. Każdy lądownik, każdy satelita, każdy porzucony moduł zostawia ślad. Bez globalnych regulacji „kosmiczny korek” może przerodzić się w kosmiczny śmietnik. Dokładnie tak, jak to ma miejsce na Ziemi. Jakie mamy podstawy, by wierzyć, że tym razem będziemy w stanie myśleć w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja, kontrakt czy misja?

Pozostaje też kwestia etyki. Czy gatunek, który w krótkim okresie doprowadził jedną planetę do stanu wielopoziomowego kryzysu – ekologicznego, politycznego, społecznego – ma moralne prawo zajmować kolejne? To jak dawać klucze do nowego mieszkania komuś, kto spalił poprzednie.

To nie musi być kolejny śmietnik. Jest inna szansa

Nie oznacza to jednak, że powinniśmy zrezygnować z kolonizacji kosmosu. Ekspansja poza Ziemię może być szansą na przetrwanie naszego gatunku. Rozproszenie ludzkości na więcej niż jedną planetę ogranicza ryzyko zagłady w wyniku globalnej katastrofy. Zarówno naturalnej, jak i wywołanej przez nas samych.

Ekspansja może też przyspieszyć rozwój technologii potrzebnych zarówno w kosmosie, jak i na Ziemi: od systemów energetycznych po nowe materiały i metody recyklingu, nad którymi pracuje się m.in. w kontekście długoterminowych misji księżycowych. Eksperci wskazują przy tym, że kolonizacja kosmosu zmusza nas do projektowania zrównoważonych systemów – zamkniętych habitatów, gdzie każda kropla wody i każdy gram surowca muszą krążyć w obiegu. To z kolei może stać się punktem odniesienia i korekty dla naszej polityki środowiskowej na Ziemi.

Czy mamy prawo kolonizować kosmos?

Kolonizacja kosmosu stawia przed nami ważne pytanie: czy potrafimy stać się gatunkiem, który nie tylko „przeżywa”, ale dojrzewa moralnie? Jeżeli – jak twierdzi Lem – każde spotkanie z kosmosem jest tak naprawdę spotkaniem z własnym lustrem, to być może najważniejszym zadaniem nie jest budowa baz, ale przebudowa naszych instytucji, narracji i systemów wartości, zanim wyruszymy dalej.

Sukces misji Artemis II można odczytywać dwojako: jako triumf inżynierii i organizacji, który na nowo otwiera drogę człowieka ku Księżycowi, oraz jako moment symbolicznej próby. Program ten powstaje w epoce, w której wiemy znacznie więcej o skutkach naszych działań planetarnych niż pokolenie Apollo. A jednocześnie w epoce, w której kolonizacja kosmosu jest od razu wpisana w sieć interesów państwowych i korporacyjnych.

Nowy wyścig kosmiczny. Ważne ostrzeżenie

Pytanie nie brzmi już: „czy umiemy tam polecieć?”. To udowodniliśmy. Brzmi raczej: „kim będziemy, kiedy tam dotrzemy?”. Czy wrócimy z Księżyca mądrzejsi, bardziej dojrzali, gotowi traktować kosmos jak wspólny dom? Czy potraktujemy go jak kolejny zasób do eksploatacji? Kolonizacja kosmosu nie jest ani złem samym w sobie, ani automatycznym zbawieniem. Jest lustrem. To, co zobaczymy w nim – naszą chciwość czy naszą mądrość – zdecyduje, czy stanie się początkiem nowej ery ludzkości, czy tylko przedłużeniem starego dramatu na większą skalę.

Wyruszamy w kosmos, przygotowani na wszystko, to znaczy, na samotność, na walkę, męczeństwo i śmierć. Ze skromności nie wypowiadamy tego głośno, ale myślimy sobie czasem, że jesteśmy wspaniali. Tymczasem to nie wszystko, a nasza gotowość okazuje się pozą. Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic

– ostrzegał Lem w Solarisie.

Przeczytaj również: To najtrudniejszy test ludzkości. Co się stanie, gdy „ich” spotkamy?


***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.