Nauka
Świat online miał być jeden. Teraz państwa dzielą go po swojemu
18 września 2026

Haruki Murakami pływa i biega, Kafka mógł pisać tylko w nocy, a Samuel Beckett ruszył ostro z pisaniem, odkąd zaakceptował, że smutek jest nieodłączną częścią jego życia. Uwielbiał spacery w dobrym towarzystwie. Wielcy pisarze nierzadko są obsesyjnie zajęci pisaniem, a ich rutyna potrafi przybierać zaskakujące formy. Rutyna wielkich pisarzy nie zawsze wyglądała tak samo, ale dyscyplina pomagała im dokończyć dzieło.
Haruki Murakami, gdy pracuje nad książką, wstaje o czwartej rano. Pisze przez pięć, sześć godzin bez przerwy. Po południu biega lub pływa albo jedno i drugie, czyta oraz słucha muzyki. Przestrzega, aby chodzić spać o dwudziestej pierwszej. Trzyma się tej rutyny bez najmniejszych odstępstw. Dlaczego? Jak powiedział w The Paris Review:
„Powtarzalność sama w sobie jest istotna, to forma mesmeryzmu. Uprawiam mesmeryzm, by osiągnąć głębszy stan umysłu.”
Mesmeryzm to teoria i praktyka lecznicza oparta na sile magnetycznej człowieka. W XVIII i XIX wieku wierzono, że każdy człowiek posiada wewnętrzny fluid życiowy, który może wpływać na innych ludzi. Poprzez wzajemne oddziaływanie tych fluidów powstaje tzw. magnetyzm serc, prowadzący do duchowej wspólnoty między osobami.
Wprawdzie teoria ta, wymyślona przez Franza Antona Mesmera, została uznana za pseudonaukę, ale jak widać – Murakami wykorzystuje ją z sukcesem do budowania swojego wizerunku. Niewykluczone też, że jest w niej ziarno prawdy, bowiem Murakami, wnuk buddyjskiego mnicha, cieszy się niesłabnącą popularnością, a jego książki magnetyzują pokolenia czytelników.
Henry Miller jako młody powieściopisarz pisał od północy aż do rana. Aż pewnego dnia zorientował się, że jednak jest rannym ptaszkiem i zaczął pracować od śniadania do lunchu. Później robił sobie drzemkę, a następnie pisał dalej, często aż do nocy. Z biegiem lat dostrzegł, że wszystko, co napisze po dwunastej, było niepotrzebne lub jałowe. Wystarczały mu więc dwie, trzy godziny rano, aby napisać to, co wydawało mu się istotne. Twierdził, że praca w tych samych porannych godzinach pozwala utrzymać codzienny rytm twórczy.
„Wiem, że aby zawsze mieć te prawdziwe momenty wglądu w swoje wnętrze, trzeba być bardzo zdyscyplinowanym, prowadzić zdyscyplinowane życie”
– powiedział w jednym z wywiadów.
Mistrzem dyscypliny był Immanuel Kant. Filozof przez całe życie mieszkał w Królewcu i rzadko go opuszczał. Nigdy się nie ożenił. Przez ponad czterdzieści lat nauczał na lokalnym uniwersytecie tych samych przedmiotów.
Przez to, że prowadził bardzo regularne i uporządkowane życie, postrzegano go jako automat pozbawiony charakteru – dowodzi Mason Currey w książce Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły. Sąsiedzi mogli być pewni, że dokładnie o piętnastej trzydzieści Kant wyjdzie z domu w swoim szarym płaszczu i z hiszpańską laską w dłoni.
Inni biografowie jednak twierdzą, że życie Kanta wcale nie było tak beznamiętne. Wprawdzie stan zdrowia nie pozwalał mu na hulaszcze życie (miał wrodzony defekt układu kostnego, przez co jego klatka piersiowa była zbyt mała i uciskała serce oraz płuca), ale był genialnym rozmówcą i dobrym gospodarzem.
Uważał, że trzonem charakteru są maksymy, które wypracował i przestrzegał ich do końca życia. Wstawał rano, budzony przez służącego. Pił jedną lub dwie filiżanki herbaty i palił fajkę. Później przygotowywał wykłady i pisał. Wykłady zaczynały się o siódmej i trwały do jedenastej. Potem Kant szedł do gospody na obiad – to był jego jedyny porządny posiłek w ciągu dnia.
Jadł prosto, lubił dobrze wypieczone mięso, a do tego popijał wino. Po obiedzie szedł na spacer i po drodze odwiedzał swojego najbliższego przyjaciela Josepha Greena. W ciągu tygodnia rozmawiali do dziewiętnastej, a w weekendy do dwudziestej pierwszej. Czasem dołączali do nich inni koledzy. Po powrocie do domu Kant pracował i czytał. Spać chodził zawsze o dwudziestej drugiej.
Ciekawe, ascetyczne nawyki miał Thomas Hobbes (zmarł w 1679 r.), który opisywał życie w stanie natury jako samotnicze, biedne, nieprzyjemne i krótkie. Ten angielski filozof żył jednak długo i umarł w łóżku spokojnie w wieku dziewięćdziesięciu jeden lat.
Wstawał codziennie o siódmej rano, jadł chleb z masłem i szedł na długi spacer, który trwał aż do dziesiątej. W drodze medytował. Po powrocie do domu zapisywał swoje przemyślenia na papierze, który przyczepiał do tablicy. Obiad podawano mu punkt jedenasta.
Na starość zrezygnował z wina i mięsa, a zaczął codziennie jeść ryby. Po obiedzie palił fajkę i natychmiast rzucał się na łóżko, aby zdrzemnąć się pół godziny. Po południu pisał i poprawiał poranne notatki. Wieczorem, przed snem, śpiewał popularne piosenki, bo wierzył, że śpiewanie wpływa dobrze na płuca i przedłuża życie.
Honoré de Balzac wypijał podobno około pięćdziesięciu filiżanek kawy dziennie. Pisał głównie w nocy – od pierwszej do rana. Jego biografowie uważają, że brał udział w orgiach pracy, które były przerywane orgiami przyjemności. Zmarł młodo, bo w wieku zaledwie 51 lat. Karol Dickens, który napisał piętnaście powieści, z których dziesięć ma ponad osiemset stron, potrzebował do pisania absolutnej ciszy.
W gabinecie zainstalował nawet dodatkowe drzwi, które miały tłumić odgłosy z zewnątrz. Punktualnie o czternastej udawał się na trzygodzinny spacer przez wieś, a gdy wracał, był pełen energii, która – jak pisał jego szwagier – wydzielała się z każdego pora w jego skórze, jak z jakiegoś zbiornika.
Franz Kafka mógł pisać tylko w nocy, gdy dom spał. W dzień był pochłonięty pracą urzędnika. Nie odpuszczał jednak pisania żadnej nocy, bo było ono dla niego całym światem. Samuel Beckett uchodził za człowieka, którego całe życie kręciło się wokół niemal psychotycznej obsesji pisania – jak wspomina inny pisarz Paul Strathern. Sam Beckett pewnego dnia powiedział o sobie:
„Stale powinienem być w depresji, ale ukojenie przynosi mi uświadomienie sobie, że mogę teraz zaakceptować tę ciemną stronę jako wiodącą w mojej osobowości. Akceptując ją, sprawiam, że zaczyna działać na moją korzyść”.
Beckett uwielbiał spacery, nierzadko samotnicze. Krąży anegdota, że raz, podczas gdy spacerował z jednym z przyjaciół, ten zauważył:
„Zobacz, jaka piękna wiosna, ptaki śpiewają, wszystko w rozkwicie. Aż chce się żyć!”
Beckett na to:
„Tak daleko bym się nie posunął.”
Mistrz powieści grozy Stephen King pisze codziennie, przez cały rok, także w swoje urodziny i wakacje. W swoich wspomnieniach Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika porównuje pracę pisarza do twórczego snu, a pisarską rutynę do wieczornych przygotowań do snu. Uważa, że pokój do pisania powinien być miejscem osobistym, w którym można oddać się marzeniom.
Jego zdaniem zarówno podczas snu, jak i podczas pisania uczymy się trwać w bezruchu, a jednocześnie pozwalać umysłowi uwolnić się od pospolitego, racjonalnego myślenia codziennego życia. Tak jak ciało i umysł przyzwyczajają się do odpowiedniej ilości snu – sześciu czy ośmiu godzin – tak umysł na jawie można nauczyć zapadania w twórczy sen. Jego efektem mogą być wyraźne marzenia na jawie, czyli dzieła literackie.
Tak czy inaczej, trzeba usiąść i pisać. Bernard Malamud, powieściopisarz i autor m.in. Żydoptaka, uważał, że sam sposób pracy nie ma większego znaczenia, jeśli pisarz jest zdyscyplinowany. Jego zdaniem, aby napisać książkę, trzeba przede wszystkim znaleźć na nią czas, nie „wykradać” go. Historie, które przychodzą do głowy, warto zapisywać. Ostatecznie każdy wypracowuje własny sposób pracy, a najważniejsze rozwiązania trzeba znaleźć w sobie.
Przeczytaj także: Po co dziś czytać powieści? Nie chodzi o ucieczkę
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: