Prawda i Dobro
Myślisz, że do zmiany potrzeba pieniędzy? To wygodne, ale mylące
18 kwietnia 2026

Masz pracę, stabilność i życie, które powinno dawać szczęście. A jednak coś nie działa. Coraz więcej osób w tym momencie robi coś radykalnego: odchodzi. Dlaczego decydują się na taki ruch?
Wyobraź sobie świat, w którym wszystko działa tak, jak powinno. Nie ma wojen, głodu ani kryzysu klimatycznego. Ludzie żyją w harmonii z naturą, a technologia została świadomie ograniczona. A jednak coś nie daje ci spokoju. Albo czujesz nieokreślony niepokój, albo tkwisz w monotonnym, biurokratycznym życiu, w którym dokumenty stają się ważniejsze niż człowiek. I wtedy pojawia się pytanie: co, jeśli jest inaczej?
Brytyjski dziennik The Guardian cztery lata temu opublikował artykuł, który rozszedł się szerokim echem na Wyspach. Jego bazą była, jak to określiła autorka, Laura Barton, Wielka Rezygnacja. Sama dziennikarka w pewnym momencie odeszła z prestiżowej pracy w gazecie. Rozstała się z mężem, opuściła piękny dom i zaczęła od zera.
W felietonie literackim opisała nie tylko swoją historię, ale też prawdziwe dzieje ludzi (np. dyrektora kreatywnego agencji reklamowej, który został palaczem węgla drzewnego), którzy porzucili „dobre życie”: karierę, dom, małżeństwo, stabilizację, bo czuli pustkę i brak sensu:
Przez wiele lat próbowałam żyć tak, żeby miało to sens dla innych. Z prestiżowej uczelni prosto do prestiżowej gazety. Wyszłam za mąż młodo, za mężczyznę, z którym zaczęłam się spotykać w wieku 23 lat. (…) Przez całe życie bardzo się starałam, żeby nie popełnić żadnego błędu. A jednak w środku czułam się permanentnie przytłoczona.
– opowiada swoją historię dziennikarka na łamach portalu The Guardian.
No właśnie, skąd brać nadzieję, gdy wszystko „na papierze” wygląda dobrze, a w środku czujesz pustkę?
To właśnie pytanie o nadzieję, najmniejszą i prawie niedostrzegalną, stało się motywem przewodnim dwóch pięknych książek. T.J. Klune w książce Dom nad błękitnym morzem i Becky Chambers w Psalmie dla zbudowanych w dziczy nie piszą o apokaliptycznych wizjach oraz wielkich bitwach. W zamian pokazują, że nadzieja działa od wewnątrz: po cichu, intymnie, lecz z siłą tak wielką, że aż potrafi wywrócić cały świat.
Chambers opublikowała swoją książkę w czasie pandemii. W okresie, w którym potrzeba bliskości i nadziei wybrzmiała szczególnie mocno. Akcja rozgrywa się na planecie Panga, gdzie roboty zyskały świadomość i odeszły od ludzi z własnej woli. Główny bohater, niebinarny mnich, zajmuje się parzeniem herbaty i wysłuchiwaniem innych.
Choć jego życie wydaje się uporządkowane, odczuwa wewnętrzną pustkę. Tęskni za światem, którego już nie ma. To właśnie ta tęsknota prowadzi go do złamania tabu i wejścia w dzicz, gdzie spotyka robota. Pierwszego, który od bardzo dawna nawiązuje kontakt z człowiekiem.
Ich wspólna wędrówka zamienia się w rozmowy o sensie istnienia. Robot twierdzi, że życie nie musi mieć celu, lecz ważne jest, by istniało i potrafiło zachwycić. Mnich z kolei po wieloletnim poszukiwaniu użyteczności, zaczyna takie podejście kwestionować. Nadzieja w tej historii nie przychodzi jako wielka obietnica zmiany świata. Jest czymś znacznie skromniejszym. Impulsem, który wystarcza, by zmienić kierunek własnego życia.
O zupełnie innej, choć tak samo cichej, nadziei w życiu pisze T.J. Klune w książce Dom nad błękitnym morzem. Akcja toczy się wokół pedanta i samotnika Linusa Bakera, inspektora, nadzorującego sierocińce dla magicznych dzieci. Pewnego dnia dostaje zlecenie. Ma dowiedzieć się, czy sierociniec dla sześciorga dzieci na wyspie Marsyas zagraża światu.
Na wyspie czeka na niego coś, czego nie da się wpisać w urzędniczy formularz. Mieszkają tam dzieci o nadprzyrodzonych zdolnościach i ich opiekun, który mimo własnej trudnej historii, wychowuje je z troską i empatią.
Początkowo zdystansowany Linus stopniowo zmienia sposób patrzenia na świat. Zaczyna dostrzegać w mieszkańcach wyspy nie „przypadki do oceny”, lecz osoby. To doświadczenie prowadzi go do napisania raportu, który nie wpisuje się w oczekiwania systemu. Ostatecznie podejmuje decyzję o odejściu z pracy i powrocie na wyspę. Do miejsca, które staje się dla niego pierwszym prawdziwym domem.
Obie książki o sensie życia łączy jeden motyw: nadzieja, która nie pojawia się jako rewolucja, lecz rodzi się w pęknięciu. W tęsknocie mnicha i w cichym pytaniu „a co jeśli?” Linusa. To proces wewnętrzny: zaczyna się od jednej osoby, ale stopniowo wpływa na jej relacje z innymi.
Chambers pokazuje, jak znaleźć sens życia. Nawet w uporządkowanym świecie trzeba go odnaleźć samodzielnie, często poprzez zachwyt nad prostym istnieniem. Klune z kolei sugeruje, że system oparty na kontroli okazuje się bezradny wobec empatii jednostki.
Obie te historie posiadają nadzieję tak małą, jak niewielki kamyk rzucony w głąb jeziora. A mimo to rysy po tafli wody idą głębiej, niż mogliśmy przypuszczać. Nie zmieniają świata spektakularnie, ale wpływają na ludzi, a to oni zmieniają swoje otoczenie.
Pytanie więc pozostaje aktualne: skąd brać nadzieję i jak zmienić życie, gdy wszystko wydaje się już określone? Być może zaczyna się to w momencie, gdy przestajemy udawać, że wystarczy być produktywnym, użytecznym i posłusznym. Gdy dopuszczamy do siebie tęsknotę za czymś utraconym, nieosiągniętym albo nigdy niedoświadczonym. To ona nie daje gotowych odpowiedzi, ale pozwala zrobić pierwszy krok. I czasem to wystarcza, by zmienić wszystko.
Warto przeczytać: Kiedy nadzieja zamienia się w naiwność?
***
Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: