Prawda i Dobro
Szukasz bliskości w internecie? Algorytmy mają inne cele
14 maja 2026

Co robi coraz więcej ludzi, gdy czuje się samotna? Zamiast zadzwonić do przyjaciela, otwiera aplikację i wrzuca do koszyka kolejne rzeczy. A potem chwali się nimi przed światem, udając, że wszystko jest w porządku. Ból jednak nie znika, a platformy zakupowe już dawno nauczyły się go wykorzystywać.
Kiedy robi się naprawdę cicho, najłatwiej sięgnąć po telefon. Zamiast zadzwonić do kogoś, kto mógłby nas wysłuchać, przewijamy oferty, dodajemy do koszyka i jednym kliknięciem kupujemy sobie chwilowe ukojenie. Rzeczy przychodzą szybciej niż ludzie – za to z gwarancją zwrotu. Ale im więcej pudełek ląduje pod drzwiami, tym częściej wraca niewygodne pytanie: co tak naprawdę próbujemy zagłuszyć? Dlaczego tyle kupujemy i dlaczego kolejny zakup wcale nie sprawia, że czujemy się mniej samotni?
Nowe badania pokazują prostą, ale niepokojącą sekwencję. Samotność najpierw uruchamia kompensacyjne kupowanie. Początkowo to prywatny rytuał ulgi – nikt jeszcze nic nie widzi. Z czasem jednak ta strategia przestaje wystarczać, bo samotność jest z definicji problemem relacyjnym, a nie tylko wewnętrznym stanem.
Wtedy zaczynamy wybierać rzeczy, które dobrze wyglądają na zdjęciu, łatwo je pokazać, otagować, wpleść w narrację o sobie. Kompensacja zmienia się w konsumpcję ostentacyjną, a pragnienie ukojenia – w pragnienie uznania. To właśnie ten splot emocjonalnego „łatania” i publicznego demonstrowania statusu istotnie wzmacnia ryzyko rozwinięcia się uzależnienia od zakupów online.
„Zakupy na pocieszenie” przypominają klasyczną ucieczkę przed egzystencjalną pustką. Człowiek od zawsze próbował czymś wypełnić doświadczenie braku: sensem, relacją, pracą, twórczością. Dziś jednym z najłatwiej dostępnych „wypełniaczy” jest koszyk zakupowy. Platformy obiecują natychmiastową ulgę: wystarczy kliknąć, by „coś się wydarzyło”. By poczuć, że mamy nad czymś kontrolę, że kształtujemy swoje życie – choćby przez wybór kolejnej rzeczy.
Problem w tym, że ten rodzaj ulgi jest chwilowy. Cykl wygląda zazwyczaj tak samo: emocjonalny dyskomfort, zakup, krótkie ukojenie, a potem wstyd, rozczarowanie, jeszcze większe poczucie pustki. W ten sposób egzystencjalny brak nie zostaje przepracowany, lecz „zagłuszony”. Jean-Paul Sartre nazwałby to „złą wiarą” – samookłamywaniem się, by uniknąć ciężaru wolności i pustki, która pojawia się, gdy zostajemy sami ze sobą. Kupujemy nie po to, by mieć nowe buty czy gadżet. Kupujemy, by na chwilę przestać czuć.
Z czasem jednak kompensacyjne kupowanie stopniowo przechodzi w ostentacyjną konsumpcję. Kupujemy już nie tylko po to, by poczuć się lepiej, lecz po to, by inni zobaczyli, kim rzekomo jesteśmy. W ten sposób tożsamość staje się projektem konsumpcyjnym – zestawem obrazów, marek, przedmiotów, które mają mówić za nas.
Od dawna ostrzegano, że kultura może przesuwać akcent z „być” na „mieć”, ale dziś ten ruch przyspiesza dzięki technologii. Profile w mediach społecznościowych przypominają gabloty: wystawiamy w nich swoje zakupy jako dowody istnienia, sukcesu, przynależności. To, co w środku – lęk, wstyd, poczucie niespełnienia – pozostaje niewidzialne.
Celem naszego życia nie powinno być posiadanie bogactw, lecz bogactwo bycia
– pisał Erich Fromm w książce Mieć czy być?
Dziś wielu z nas żyje odwrotnie. Nie budujemy siebie od wewnątrz – budujemy wizerunek od zewnątrz. Telefon, torba, zegarek – to nie akcesoria. To cegiełki, z których składamy „ja”, które ma być lubiane, zauważane, wartościowe. Platformy zakupowe doskonale to rozumieją. Algorytm nagradza nie autentyczność, lecz widoczność. Lajki stają się walutą, a zakupy – sposobem na jej zarabianie.
Konsumpcja jest czynnym i zbiorowym zachowaniem, jest przymusem i nakazem, moralnością i instytucją
– napisał kiedyś Jean Baudrillard
Dziś możemy dodać, że jest też algorytmem. Platformy zakupowe nie sprzedają nam rzeczy. Sprzedają nam obietnicę, że tym razem poczujemy się mniej samotni. I właśnie dlatego wracamy po więcej. W rzeczywistości platformy nie leczą samotności, ale ją monetyzują. Najpierw dają nam iluzję ulgi w koszyku, potem – iluzję przynależności.
Publiczna demonstracja statusu nie tylko nie leczy izolacji, ale wręcz ją instytucjonalizuje. Z jednostki szukającej kontaktu stajemy się performerem własnego wizerunku. Kimś, kto musi stale grać rolę: kogoś spełnionego, stylowego, „ogarniającego” życie. Samotność zostaje odmieniona w spektakl – oswojona na tyle, by dało się ją przykryć filtrami, ale nie na tyle, by naprawdę zniknęła. Widzimy więc tłum ludzi, którzy wyglądają na włączonych w życie społeczne, a jednocześnie coraz więcej badań nazywa samotność „wirusem” współczesności.
Odpowiedź na pytanie dlaczego tyle kupujemy wydaje się prosta: bo boimy się zostać sami. Dopiero gdy to zrozumiemy, gdy nauczymy się być sami, przestaniemy kupować to, czego tak naprawdę nie potrzebujemy. Wtedy też będziemy mogli wrócić do prawdziwych relacji, w których nie trzeba niczego udowadniać. Do tego, co Fromm nazywał „bogactwem bycia”.
Przeczytaj również: Najbogatsi w dziejach i najbardziej samotni. Skąd się to bierze?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: