Śmierć w Katyniu zamieniła ją w symbol. Prawda jest dużo ciekawsza 

Historia Janiny Lewandowskiej. Na zdjęciu Janina Lewandowska w skafandrze lotniczym

Śmierć w Katyniu zamieniła Janinę Lewandowską w symbol tak skutecznie, że z czasem zaczęła znikać prawdziwa kobieta. Zostały wielkie słowa: córka generała, lotniczka, jedyna kobieta zamordowana w Katyniu. Agata Puścikowska zaczęła jednak czytać niepublikowane listy i sprawdzać rodzinne archiwa. W rozmowie z Patrycją Krzeszowską opowiada o Janinie bardziej ludzkiej, kruchej i ciekawszej niż oficjalny portret.

Patrycja Krzeszowska: Dlaczego zdecydowała się pani napisać książkę „Lotniczka” o Janinie Lewandowskiej?

Agata Puścikowska*: Mój wcześniejszy pomysł polegał na napisaniu historii o kobietach związanych ze Zbrodnią Katyńską. Doszłam jednak do wniosku, że nie znajdę wystarczająco wielu ciekawych i ważnych informacji biograficznych o każdej z nich – było ich w sumie kilkadziesiąt. A ja chcę pokazywać coś więcej, nie „prześlizgiwać” się po temacie. Nie piszę też wyłącznie o wojnie czy o kobietach, ale o ludziach, którzy mają do pokazania coś wyjątkowego.

Po kilku latach wydawnictwo zgłosiło się do mnie z propozycją napisania książki o Janinie Lewandowskiej. Miałam już wcześniej taką myśl, ale wydawało mi się to niemożliwe: historycy mówili mi, że niczego nowego już nie znajdę, że będę tylko powielać to, co wcześniej napisano. A wokół Janiny narosło wiele mitów.

W końcu się przełamałam, odrzuciłam „dobre rady” i zaczęłam szukać „po swojemu”. Okazało się, że materiały istnieją, tylko wcześniej ich nie publikowano albo były cenzurowane. Zachowały się np. niepublikowane listy generała Dowbor-Muśnickiego, czyli ojca Janiny. Są także wspomnienia dotyczące tej rodziny, przechowywane w Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie.

Wtedy postanowiłam napisać o niej szerzej, bo to historia człowieka wyjątkowego przez to, czego doświadczył, co widział i jakie wybory podejmował. Janina nie żyła wyłącznie wojną…

zdjęcie przedstawia Janinę Lewandowską, ubraną w regionalny strój
Janina Lewandowska w młodości Fot. zbiory Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie

Historia Janiny Lewandowskiej zaczęła znikać przykryta legendą

Wspominała pani, że wojna była niewielkim fragmentem jej życia. Co więc, po tych wszystkich badaniach, zostaje z realnej kobiety, kiedy historia zamienia ją w symbol?

Janina Lewandowska jest symbolem w tym sensie, że była jedyną kobietą zamordowaną w Katyniu. Ale jeśli już mówimy o symbolach, chciałabym, żeby opierały się one na prawdzie, a nie na mitach.

Wyrządzono jej ogromną krzywdę przez różne półprawdy, nieprawdy i tworzenie z niej posągowej i odrealnionej postaci. Jeżeli ma być symbolem, to prawdy i kobiecej siły, ale takiej, która nie jest pozbawiona błędów, pytań, czy wątpliwości. Właśnie na tym polega człowieczeństwo. To jest książka o człowieczeństwie.

Jeśli więc mówimy o symbolach, chciałabym, żeby ten symbol przypominał prawdziwą Janinę Lewandowską. Tym samym próbuję zbliżyć się do prawdy. Nie roszczę sobie prawa do stuprocentowej pewności jaka była, bo być może ktoś kiedyś odkryje jeszcze nowe materiały i opisze ją jeszcze dokładniej. Nawet dokumenty znajdujące się w renomowanych instytucjach zawierają błędy. 

Domyślam się, że zdobycie pełnych i dokładnych informacji nie było łatwe. Zastanawiam się więc, czy nie kusiło pani, aby dopowiedzieć coś od siebie i lepiej zobrazować tę historię?

Nie da się całkowicie uniknąć interpretacji, jeśli wybiera się formę fabularyzowanej biografii. Pewne elementy trzeba było połączyć i czasami musiałam opierać się na prawdopodobieństwie. Ale to zawsze jest prawdopodobieństwo, a nie fikcja. Każdą taką decyzję konsultowałam z historykami – konkretnie z konsultantami historycznymi książki: dr Ewą Kowalską IPN i Grzegorzem Jazdonem z muzeum w Lusowie. Obok narracji fabularnej istnieje część oparta na źródłach, w której czytelnik może zobaczyć, co jest faktem, a co pozostaje przypuszczeniem.

zdjęcie przedstawia Agatę Puścikowską i dr Ewę Kowalską które pozują z książką
Agata Puścikowska z konsultantką historyczną książki dr Ewą Kowalska IPN Fot. Agata Puścikowska zbiory prywatne

Udało się wiele nowego odkryć: chociażby chorobę Janiny. To było moje odkrycie i byłam w ogromnym szoku, kiedy natrafiłam w listach na informacje, że jako nastolatka przeszła bardzo ciężką chorobę neurologiczną. Te informacje pojawiały się w korespondencji generała Dowbor-Muśnickiego. Ojciec opisywał ten moment szczegółowo.

Mogłam więc zastanawiać się, jak objawy tej choroby wyglądały w praktyce, kiedy się pojawiły i w jakich okolicznościach. Nadałam temu konkretną scenę, na przykład w szkole, bo wtedy rzeczywiście się uczyła, a później musiała przerwać naukę. Czy to jest fikcja? Nie, to raczej nadanie realnym, potwierdzonym faktom pewnej przestrzeni fabularnej. Zresztą takich elementów nie było aż tak dużo. Większość scen pochodziła bezpośrednio ze wspomnień i dokumentów, a ja po prostu ubrałam je w literacką formę.

Skok z 5000 metrów i inne mity o Janinie Lewandowskiej

Co jest dla biografki trudniejsze: obalanie mitów czy pilnowanie, żeby nie odebrać bohaterce jej wielkości? Czy to był dla pani problem, kiedy okazało się, że Janina Lewandowska nie skoczyła z wysokości 5000 metrów?

Ja się z tego wręcz cieszyłam, bo od początku coś mi w takich opowieściach nie pasowało. Nawet bez szczegółowej wiedzy historycznej intuicja podpowiadała, że skok z 5000 metrów sto lat temu byłoby czymś nierealnym. Samoloty sportowe, cywilne, na takie wysokości po prostu nie latały.

Kiedy udawało się dotrzeć do prawdy, czułam raczej radość niż problem. Frustrację budziło co innego: internetowe „mędrkowanie” i poprawianie mnie przez osoby, które opierają się na przypadkowych źródłach czy Wikipedii (do niedawna było tam wiele nieprawdy), a przy tym są absolutnie pewne swoich racji. To bywa dość zabawne, ale i męczące.

Nie miałam nigdy potrzeby „robienia” z Janiny kogoś większego, niż była. Moim celem było namalowanie jej możliwie najbardziej realnego portretu. Powtarzam to często, bo to jest kluczowe. Nawet najbardziej rzetelna biografia czy autobiografia jest w pewnym sensie konstrukcją, pewną kreacją, zgodą na wybór faktów.

W mojej pracy chodziło o to, żeby zebrać różne źródła, skonfrontować je i oczyścić z narosłych nieprawd, które przez lata się nagromadziły. Co ciekawe, ta postać na tym zyskała. Bardzo różni ludzie odczytują ją na własny sposób i każdy znajduje w niej coś innego. Zaskoczyło mnie to, że niektórzy interpretują jej historię w kluczu duchowym, choć nie było to moją intencją.

To wszystko sprawia, że można tę historię czytać na wielu poziomach i każdy odnajduje w niej coś własnego. Może właśnie dlatego, że nie narzucam jednej interpretacji. Staram się pokazać tło i fakty, ale nie przyprawiać bohaterce jednej „gęby” ani pokazywać jednej wersji jako najsłuszniejszej. Każdy dzięki temu może inaczej „czytać” Janinę. 

zbliżenie na twarze Agaty Puścikowskiej i Zosi, która się wcieliła w postać Janiny podczas Wolsztyńskiego Marszu Cieni
Agata Puścikowska i Zosia, która wcieliła się w postać Janiny Lewandowskiej podczas Wolsztyńskiego Marszu Cieni Fot. Agata Puścikowska zbiory prywatne

Choroba, która każe inaczej czytać jej życie

Czy w trakcie pracy nad książką był jakiś moment, który zmienił pani spojrzenie na Janinę?

Choroba była jednym z takich przełomowych momentów, bo zmienia perspektywę całego jej późniejszego życia. Jej wybory, to, że zajęła się sportem lotniczym, że zdobywała kolejne uprawnienia, w zestawieniu z tym, że mogła przejść poważną chorobę neurologiczną, nabierają wybitnie innego znaczenia.

Bez tego kontekstu widzimy kobietę, która… latała jak wiele innych. Ale jeśli uświadomimy sobie, że mogła być przez dłuższy czas niemal sparaliżowana, robi to zupełnie inne wrażenie. Pokazuje ogromną siłę, choć nie w sensie wyłącznie fizycznego pokonania choroby.

Najważniejsze jest to, że ona również psychicznie potrafiła się odbudować. To mnie uderzyło najbardziej: że mimo tak trudnego doświadczenia była w stanie iść dalej, funkcjonować, rozwijać się. To świadczy o bardzo silnej konstrukcji psychicznej, choć na pierwszy rzut oka mogła wydawać się delikatną, wrażliwą dziewczyną. Kiedy bierze się pod uwagę takie fakty, inaczej patrzy się na jej późniejsze decyzje i wybory. Wtedy pojawia się raczej szacunek niż zdziwienie.

Które wydarzenie, prócz choroby, mogło ukształtować ją najbardziej?

Szokiem mogła być śmierć samobójcza jej brata, ale trudno wskazać jeden moment, który ją ukształtował. Na pewno ważne było dzieciństwo, ucieczka przed wojną, doświadczenie rewolucji i emigracji, a potem nagła zmiana życia. 

Do tego dochodzi choroba i śmierć matki. Dziś takie dziecko otrzymałoby wsparcie psychologiczne, a wtedy została z tym wszystkim sama. Myślę, mimo wszystko, że największy wpływ miały śmierć matki i jej własna choroba. A później także jej charakter i to, że zawsze była trochę na uboczu, nie do końca „w środku” rodziny.

Mundur był wyborem, nie rodzinnym przeznaczeniem 

Patrząc na życie Janiny i jej rodziny, można odnieść wrażenie, że ojciec miał na nią duży wpływ. Czy zgodzi się pani z opinią, że początkowo Janina opierała się karierze wojskowej, wybierała muzykę i pracę cywilną, a dopiero stopniowo, przez sport i spadochroniarstwo, weszła w świat mundurowy? Czy można to uznać za proces dojrzewania do tej decyzji, a nie przeznaczenie? 

To zupełnie nie tak. W tamtym czasie kobiety w ogóle nie robiły karier wojskowych, bo nie było ich w strukturach armii. Istniały jedynie służby pomocnicze, a bardziej realna obecność kobiet w wojsku zaczęła się kształtować dopiero przed II wojną światową. Jeżeli więc Janina jedzie w 1936 roku do Zegrza, by zostać „juzistką” – zdaje poważne egzaminy i pokonuje 10 osób na jedno miejsce, to robi to świadomie. Musiała dojrzeć do tego momentu. Zostaje łącznościowcem na wypadek wojny. Ona już wówczas, świadomie, podejmuje konkretną decyzję. Potem dopiero – zaczyna swoją przygodę z lataniem. Przygodę – nie karierę zawodową.

Janina to nie była osoba, którą ktoś „popychał” w określonym kierunku. Podobnie w przypadku spadochroniarstwa czy szybownictwa, nie była żadną wybitną pionierką ani gwiazdą tej dziedziny. Była jedną z wielu kobiet, które uczestniczyły w tych zajęciach, raczej na poziomie przeciętnym. Natomiast wejście w świat mundurowy, jak wspominałam, to była decyzja świadoma, przemyślana i wynikająca z jej wewnętrznego procesu dojrzewania.

Warto też dodać, że wcześniej miała już pewne postawy i działania społeczne. Wspierała rodziny powstańców wielkopolskich, pomagała sierotom po wojskowych. To nie było nagłe „kliknięcie” w przestrzeń działań społecznych, patriotycznych, tylko stopniowe dojście do pewnego etapu.

Janina i Mieczysław Lewandowscy patrzą na siebie a z tyłu jest model samolotu
Janina i Mieczysław Lewandowscy przy szybowcu na lotnisku w Tęgoborzu. Fot. zbiory Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie

Kursy „juza” – były przygotowaniem na wypadek wojny. Dochodziło do tego pełne przeszkolenie sanitarne. Po co to robiła? Przecież nikt jej nie zmuszał. Ojciec zupełnie nie!  Robiła to, bo chciała. Potem poszła walczyć. Ale, co podkreślam, to nie była decyzja podjęta nagle we wrześniu 1939 roku, tylko efekt wcześniejszych decyzji. Nie było w tym chaosu. Raczej konsekwencja i świadomość.

Czasem jest też przedstawiana jako wybitna pianistka i śpiewaczka. Otóż to nieprawda. Ona rzeczywiście próbowała robić karierę – jeszcze w wieku około 20 lat. Ale… zabrakło realnego talentu. Gdyby rzeczywiście miała wybitne predyspozycje, przy jej nazwisku i rozpoznawalności – wszystkie poważne sceny polskie stałyby przed nią otworem.

Historia Janiny Lewandowskiej nie mieści się w prostych kliszach

Czy historię Janiny Lewandowskiej należy czytać przede wszystkim jako symbol kobiecej odwagi, tragedii wojny, czy może zapomnianej części historii związanej z wojskowością i siłą kobiet?

Myślę, że każdy interpretuje tę postać inaczej i bardzo mnie to cieszy. Jako autorkę zaskakuje mnie to, jak różnie ludzie odczytują Janinę i jak mocno trafia do ich wyobraźni i emocji.

Dla mnie zarówno Janina, jak i jej siostra Gusia – Agnieszka – której 86 rocznica śmierci przypada na czerwiec, są symbolem tego, w jaki sposób dwa totalitaryzmy zniszczyły ogromną część polskiej inteligencji i patriotycznych rodzin. Janina ginie w Katyniu, a jej młodsza siostra dwa miesiące później zostaje zamordowana w Palmirach, po męczarni Pawiaka. Kończy się wielka rodzina.

A jednocześnie fakt, że po tylu latach wracamy do tej historii, że ona nadal porusza ludzi i prowokuje do myślenia, pokazuje coś bardzo ważnego: tych ludzi tak naprawdę nie udało się pokonać. Gloria Victis? Być może tak. Ale bardzo realna i konkretna: siostry nadal są gdzieś z nami…

Można było je zabić fizycznie, ale nie udało się zniszczyć pamięci o nich. Nawet jeśli Janina nie pozostawiła potomków, to po latach jej historia wraca i zaczyna żyć na nowo. Mam wrażenie, że ona sama chciała, żebyśmy sobie o niej przypomnieli.

Scena ostatnich chwil życia Janiny została opisana bardzo oszczędnie. Widzimy ją z dzieckiem, ale szczegóły egzekucji nie zostają pokazane. Dlaczego zdecydowała się pani na takie rozwiązanie?

Nie miałam odwagi ani nie czułam, że mam prawo wymyślać, jak dokładnie wyglądały jej ostatnie chwile. Oczywiście w warstwie dokumentacyjnej książki opisuję, jak wyglądały – co do zasady – egzekucje katyńskie, jak funkcjonowały obozy specjalne NKWD i jakie były realia tamtego czasu. Ale nie mam prawa dopowiadać jej ostatniej drogi w sposób całkowicie jednoznaczny.

I tak dużo dopowiedziałam. Te końcowe sceny są najbardziej sfabularyzowane. Nie fikcyjne, ale oparte na prawdopodobieństwie. Wiemy, że została odnaleziona razem z dzieckiem, chłopcem, więc można przypuszczać, że była z nim do samego końca. Tyle możemy powiedzieć z pewnością.

Moja własna wrażliwość nie pozwoliła mi wejść dalej. To było dla mnie bardzo osobiste doświadczenie i bałam się tej sceny. Nie chciałam tworzyć szczegółowych wizji czyjegoś końca życia, zwłaszcza tak tragicznego. Sądzę, choć proszę nie odbierać tego jakoś „nadnaturalnie” – że to sama Janina w jakiś sposób prowadziła moją rękę, gdy opisywałam jej ostatnie ziemskie chwile.

zdjęcie przedstawia czaszki Janiny Lewandowskiej i dziecka wykopane w Katyniu
Zdjęcie czaszki Janiny Lewandowskiej i chłopca, który został z nią znaleziony w zbiorowym dole w Katyniu. Fot. zbiory Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie

Janina była bardziej współczesna, niż dziś nam się wydaje 

Czy Janina była kobietą nowoczesną dlatego, że przekraczała przypisane kobietom role, czy raczej dlatego, że nie chciała być przez nie definiowana? 

Ona nie przekraczała żadnych ról. Naprawdę. Dzisiaj mamy często bardzo uproszczoną narrację o kobietach międzywojnia, że były bierne, niewykształcone, zamknięte w domu. To nie jest prawda. Dwudziestolecie międzywojenne było czasem bardzo naturalnej emancypacji. Kobiety działały społecznie, zawodowo i edukacyjnie, również na wsi. Były aktywne i sprawcze. Miało to zresztą związek z naszą historią – szczególnie XIX wieku. Kobiety już wówczas działały, pracowały, walczyły. Taka nasza, polska, specyfika…

Janina nie była więc żadną rewolucjonistką ani symboliczną buntowniczką łamiącą stereotypy. Była raczej dość typową kobietą swoich czasów – choć oczywiście najmniej typowe było latanie. Poza tym – miała różne zainteresowania, potrafiła szyć, gotować, prawdopodobnie pisała „sztambuch” – jak większość panien w tamtym czasie. 

To, co ją wyróżniało, to może właśnie zainteresowanie sportami lotniczymi, ale nawet to nie było czymś całkowicie wyjątkowym. Dość tu przywołać takie nazwisko jak Wanda Modlibowska – która była fantastyczną lotniczką. Kobieta ze spadochronem i w przestworzach, nie budziła wielkiego zdziwienia. Stąd też określenie „Lotniczka” – to nie współczesny feminatyw, a zwyczajne określenie pochodzące z międzywojnia. Janina była sobą. Robiła to, co uważała za ważne i co ją interesowało. Podobnie jej siostra Gusia, która studiowała… rolnictwo. Młoda kobieta z dobrego domu nie studiowała kierunków stereotypowo „damskich” – typu malarstwa, nie wybrała też romanistyki czy pedagogiki. Studiowała niby to „męskie” – rolnictwo. O czymś to świadczy.

Katyń odebrał jej życie. Mit nie powinien odbierać prawdy

A czy historia Janiny Lewandowskiej jest dziś wystarczająco obecna w polskiej polityce historycznej?

Moim zdaniem nie. Często i nadal – zamiast rzetelnej historii pojawiają się mity albo uproszczenia. Nawet w oficjalnych materiałach poważnych instytucji, zdarzają się błędy. Niedawno byłam na ważnej uroczystości historycznej, gdzie… poważni ludzie mówiąc o Janinie powielali bzdury na jej temat. Bez mrugnięcia okiem twierdzi np. że była „oficerem”. No nie była – tłumaczę to dokładnie w książce. 

Podobnie było z nowym filmem poświęconym polskim oficerom w obozach specjalnych. Jako thriller historyczny to bardzo dobry film, świetnie zrealizowany. Ale jeśli ktoś obejrzy go bez wcześniejszej wiedzy odrobiny historycznej, może wynieść z niego bardzo zafałszowany obraz zarówno Janiny (niestety nie zmieniono jej danych osobowych) i samego obozu – który wprost można odczytać jako Kozielsk. Szkoda, bo dobra forma artystyczna nie powinna powstawać kosztem prawdy historycznej. A Katyń jest ogromnie ważny moment w dziejach całego narodu. Musimy historię znać, by mądrze pamiętać. Wyciągać wnioski…

A nad czym teraz pani pracuje? O czym będzie kolejna książka?

To będzie zupełnie inna historia. Jeśli wszystko się uda, przeniesiemy się na wschód Polski. Na razie tylko tyle mogę zdradzić. Zapraszam serdecznie na ten wschód razem ze mną. Będzie prawdziwie, pięknie i inspirująco. Jak to na wschodzie bywa…

Agata Puścikowska* – autorka licznych książek między innymi historii wojennych oraz opowieści o kobietach na wojnie. Dziennikarka i działaczka społeczna. Prywatnie żona i mama piątki dzieci.

Warto przeczytać: Brytyjczyk opowiada światu o Pileckim. „Zachód odwrócił się plecami”


Na scenie zobaczysz:

Spotkasz w strefie książek:

***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Patrycja Krzeszowska

Dziennikarz


Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Rzeszowskiego. W mediach pracuje od 2019 roku. Współpracowała z redakcjami newsowymi oraz agencjami copywriterskimi. Ma ugruntowaną wiedzę psychologiczną, zwłaszcza z psychologii poznawczej. Interesuje się także tematami społecznymi. Specjalizuje się w odkryciach i badaniach naukowych, które mają bezpośredni wpływ na życie człowieka.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.

Zmień tryb na ciemny