Wewnętrzne stany Ameryki. Pustynia, sztuka i ludzka bieda

Canyon Road Contemporary - galeria sztuki współczesnej w Santa Fe, przykład kontrastów obrazujących bogactwo i nędzę w USA.

Przejechałam pustynię od Kalifornii po Nevadę, Utah, Arizonę i Nowy Meksyk. To podróż przez bogactwo i nędzę USA. Z jednej strony piękno monumentalnej przyrody i dzieła sztuki. Z drugiej nędza, w której wiara w cuda i silnego przywódcę pozwala ludziom utrzymać się przy życiu.

Z malarzem przez amerykańskie pustkowia

Kwiecień. W Kalifornii zaczyna się tu robić gorąco, więc bez klimatyzacji w samochodzie czujesz się jak w piekle. Do tego potężny wiatr i zimne noce.

Towarzyszy mi przyjaciel, Adam Shaw, amerykański malarz żydowskiego pochodzenia. Urodził się w Nowym Jorku, ale jego dziadkowie przywędrowali do Stanów Zjednoczonych z małej wsi pod Łomżą, jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej. Gdyby nie wyemigrowali, nie byłoby Adama. Hitlerowcy wymordowali wszystkich żydowskich mieszkańców rodzinnej miejscowości jego dziadków. W domu Adam nigdy nie słyszał języka polskiego. I nigdy się go nie nauczył.

Całe życie poświęcił malarstwu strukturalnemu, w którym wyspecjalizował się do tego stopnia, że uchodzi za jednego z najwybitniejszych artystów tworzących wielkoformatowe, warstwowe obrazy olejne. Praca nad takim obrazem zajmuje nawet kilkanaście lat. Fascynująca, niemal alchemiczna przygoda.

Fot. Karina Obara

Ludzie i natura

Wyruszamy na amerykańską pustynię, aby poznać i lepiej zrozumieć niezwykle bogatą kolorystykę i materię przestrzeni. Nie ma nic lepszego dla malarzy strukturalnych. Bogata, pustynna roślinność, kaniony, niespotykane nigdzie indziej kolory skał, nieba, sukulentów i drzew. Pulsowanie ziemi, oddech, świeżość spojrzenia. To wszystko stało się naszym udziałem od momentu, gdy wyruszyliśmy z Gór Sierra, gdzie mieszka Adam.

Po drodze odwiedzamy rezerwaty przyrody: Zion Canyon, Bryce Canyon, Glen Canyon, obfitujące w skały wznoszące się niczym katedry, które wyżłobiła natura – piaskowe, czerwone, karminowe, w kolorze burgundu, to znów w kilkunastu odcieniach żółci i ochry. Do tego jeziora, niegdyś o wiele bardziej bogate w ryby, przychylne Indianom, którzy teraz, umieszczeni w rezerwatach, z reguły raczej wegetują niż żyją.

Bieda Indian to jedna z twarzy bogactwa i nędzy USA – z jednej strony monumentalne krajobrazy, z drugiej wegetacja. Bieda pozwala im jedynie na zakup śmieciowego, wysoko przetworzonego jedzenia. Brak pracy deprawuje. Wielu jest monstrualnie otyłych. Ich rodziny niszczy alkoholizm, dziedziczony z pokolenia na pokolenie. Upominanie się o ich dobrostan jest mało skuteczne.

Ameryka – to nie mit – opiera się na tym, co Donald Trump nazywa „posiadaniem dobrych kart w ręku”. Jakie karty mogą mieć Indianie, którzy zostali pozbawieni bogactw naturalnych i zmuszeni do zamieszkania w rezerwatach? Sprzedają drobne wyroby pamiątkarskie, trochę indiańskiej biżuterii, niektórzy młodzi próbują przebić się do miast, ale nieliczni robią kariery.

Fot. Karina Obara

Bogactwo i nędza USA: gdzie sztuka spotyka się z biedą

Jedziemy kilka dni, mijając wielkie, zielone przestrzenie, na których pasie się bydło. Lśniące w słońcu, rasowe, czyste, dostojne. Nie ma takich połaci łąk i wyżyn w Europie. Nie da się ich do niczego porównać. Droga, którą jedziemy, wygląda tak nowo, jakby była oddana do użytku wczoraj.

Od czasu do czasu otaczają ją góry pokryte śniegiem, to znów olbrzymie skały albo ciągnące się po horyzont piaski. Gdzieniegdzie przydrożne bary, w których obsługują bezzębne kelnerki, ale zawsze uśmiechnięte, nigdy nie narzekające.

Wszędzie, gdzie przyjeżdżamy: miejsca noclegowe, sklepy, kawiarnie, puby, restauracje, stacje benzynowe, ludzie okazują życzliwość i wsparcie, nawet ci najbiedniejsi.

Odnoszę wrażenie, że mieszkańcy Stanów zachowują się tak, jakby mieli wdrukowane w DNA słowa Ralfa Emersona:

„Grzeczność jest jak poduszka powietrzna. Niby nic w niej nie ma, a jednak bezpiecznie”.

Ten kraj, wciąż zagrożony terroryzmem – zewnętrznym, ale też wewnętrznym, gdyż nierówności społeczne tworzą wykolejeńców – potrzebuje poczucia bezpieczeństwa.

Bieda, strach i nadzieja w Trumpie

Historie podobne do tej z powieści Z zimną krwią Trumana Capote wcale nie należą do rzadkości. Pewnie dlatego tak wielu ludzi ma pozwolenie na broń, zwłaszcza gdy mieszka na głębokiej prowincji.

Trochę inaczej jest w wioskach, które widać z autostrady jako miejsca opuszczone przez Boga i ludzi – w Arizonie, w Nowym Meksyku. To małe skupiska stworzone z przyczep, na środku pustyni. Stare, nędzne wozy, podczepione często, choć nie zawsze, do byle jakich samochodów, aby w razie potrzeby ruszyć w drogę, w poszukiwaniu kolejnej pracy.

Przeprowadzanie się należy niejako do kodu kulturowego biedniejszych mieszkańców. Tam ich dom, gdzie chwilowo mają dorywcze zajęcie. Nie zawsze z ubezpieczeniem. Kończy się praca, zabierają niezbędne rzeczy i wynoszą się, gdzie oczy poniosą, przed siebie.

W tych najbiedniejszych miejscach wiszą wielkie banery gloryfikujące prezydenta Donalda Trumpa. Jest tu jak zbawiciel, który jako jedyny potrafi zamienić piasek pustyni w złoto. To właśnie ubodzy pokładają w nim największe nadzieje. A także ci, którzy mają swoje biznesy, ale interesuje ich jedynie pomnażanie własnego majątku. Jedni i drudzy mówią to samo: chcemy lepszego jutra dla naszych dzieci. Wszyscy poprzednicy zawiedli.

Santa Fe – miasto sztuki i muzyków bez zębów

Docieramy do krainy osik w stanie Utah, do miejsca niezwykłego malarsko. Dotykamy, wąchamy, próbujemy mieszać farby w głowie, aby uzyskać odcienie bieli i szarości, które stają się bardzo żywe, niemal trójwymiarowe. To miejsce, gdzie drzewa noszą jeszcze ślady nacięć ostrymi narzędziami, jakby ktoś oznaczał drogę lub wykonywał jakieś wysublimowane rytuały. Powietrze tu jest lżejsze, bardziej ożywcze, a ziemia cicha, pachnąca żywicą, krucha.

Aż w końcu wjeżdżamy do Santa Fe, miasta w Nowym Meksyku. To ukoronowanie malarskiej podróży. Santa Fe to ukoronowanie podróży przez bogactwo i nędzę USA – miasto, gdzie sztuka najwyższej klasy sąsiaduje z muzykami bez zębów. Jak to możliwe, że funkcjonuje tu ponad 350 galerii sztuki, a mieszka niewiele ponad 70 tysięcy ludzi? Może z powodu tradycji? Chcesz kupić obraz? Jedź do Santa Fe.

Fot. Karina Obara

Znajdziesz tu wszystko – od figuratywności po wysublimowane abstrakcje czy kompletnie odjechane kolaże. Podobnie, jeśli masz ochotę dobrze zjeść. Kuchnia, w której widoczne są wpływy Indian Pueblo, ściąga do miasta mnóstwo turystów. I też uchodzi za sztukę wysokiej klasy – wszystkie potrawy przygotowywane są na bazie naturalnych produktów. Restauratorzy bardzo tego pilnują. Każda skromna knajpka dba o reputację kulinarną całego miasta. W Santa Fe nie możesz zjeść źle. I nie posłuchasz złej muzyki.

Trafiamy na koncert lokalnej kapeli. Wokalista, ciemnoskóry, szczupły, o potężnym głosie, bez zębów z przodu. Jazz na poziomie Nowego Orleanu. Muzycy zbierają dolary do kapelusza. Zarobią tyle, ile wrzucą im ludzie. „Knajpa nigdy nie płaci” – mówi Jim i odsłania w uśmiechu brak jedynki i dwójki z przodu.

Co kilka utworów robią przerwy, aby pogadać z publicznością na zewnątrz. Wokalista zaciąga się kilka razy papierosem i gasi go palcem. Resztę odkłada na później. I w ten sposób papieros wystarcza mu na trzy przerwy. „Oszczędzam” – puszcza oko. – „Fajki są drogie”.

Dlaczego bogactwo i nędza USA idą ze sobą w parze?

Gitarzysta David pokazuje mi swoje nowe kowbojki: „Dałem za te buty dwieście baksów” – mówi z dumą. Takie obuwie to dla niego symbol prestiżu. „Bo tu jest cholernie ciężko żyć” – dodaje, zapytany o to, czy liczy, że nowy prezydent odmieni jego los.

„W ogóle nie głosowałem, bo nie ufam już nikomu. Wszyscy zawiedli. Sami musimy walczyć o przetrwanie. My mamy muzykę, ale wielu ludzi nie ma nic. Tylko swoje upokorzenie. Gdy patrzę, co wyprawia Trump, dziękuję sam sobie, że nie dałem się znów nabrać. Wstyd mi za niego. Jedynie bogaci stali się jeszcze bogatsi.”

Takich jak oni, muzyków na wysokim poziomie, jest tu mnóstwo. O wiele lepiej radzą sobie malarze. Pod warunkiem, że weźmie ich pod opiekę jakiś obrotny art dealer. Jednak kariery zwieńczone własnym domem i bezpieczeństwem finansowym na długie lata to rzadkość u artystów. Adam ma szczęście. Stać go na wynajmowanie domu. Ma też emeryturę. I od czasu do czasu sprzeda kilka, kilkanaście obrazów, co pozwala mu żyć na przyzwoitym poziomie.

Dola artystów

W drodze powrotnej do Kalifornii robimy przerwę. Wchodzimy do wyschniętej rzeki, która pełna jest kamieni, głazów i roślin mieniących się w świetle pogodnego popołudnia. Idziemy w niezakłóconej niczym ciszy. Jesteśmy daleko od jazgotu Ameryki, którą znamy z reklam i filmowych superprodukcji.

To Stany kontemplacyjne. Ładują ludzkie baterie, leczą skołatane nerwy. Do tych Stanów – kontemplacyjnych, dzikich, pełnych bogactwa i nędzy USA – chce się wracać. Po coś, co Amerykanie nazywają „awe”. To stan zachwytu i miłości połączony z lękiem przed piękną, ale nieprzewidywalną przyrodą, która oszałamia majestatem, jakiego nigdy nie posiądzie żaden człowiek.

Przeczytaj także: Sierp, młot i dolary. Kapitalistyczny cud w „czerwonym” Wietnamie


Na scenie zobaczysz:

Spotkasz w strefie książek:

***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Karina Obara

Autor


Ukończyła politologię na UMK w Toruniu, Studium dziennikarstwa europejskiego w Centrum Europejskim Natolin w Warszawie oraz Akademię Terapii Transpersonalnej w Warszawie. Dziennikarka, pisarka, autorka sztuk teatralnych, malarka, terapeutka w certyfikacji. Wydała dziewięć książek, m.in. "Jak odzyskać duszę", „Gdy nadwrażliwość wystawia rachunki. Czterdzieści dwa listy o miłości, życiu i śmierci” (wspólnie z filozofem prof. Lechem Witkowskim) oraz „Miłość w Ejlacie”. Wyd. PIW. Publikowała w Twórczości, Odrze, Czasie Literatury, Helikopterze, Dialogu.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.