Bełchatów: w pogoni za sprofanowaną hostią

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
(BSIP / Universal Images Group / Getty Images)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 10 minut

Rzecznik łódzkiej kurii: „W takiej sytuacji należało wykazać się większą empatią”. „On to raczej zrobił dla żartu, lubi się popisywać” – mówią naszym reporterom koleżanki chłopca, do którego księża wezwali policję

Do incydentu doszło w Bełchatowie w poniedziałek 28 października podczas wieczornej mszy, tuż po rozdaniu komunii świętej. „Ksiądz z parafii pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła i św. Barbary w Bełchatowie zadzwonił do nas i poinformował, że w jego ocenie mogło dojść do obrazy uczuć religijnych przez profanację hostii” – tłumaczy Iwona Kaszewska, rzeczniczka prasowa bełchatowskiej policji. Księdza zaniepokoiło zachowanie 13-latka, który po przystąpieniu do komunii świętej miał wypluć hostię i schować ją do kieszeni. „Na miejsce zdarzenia został wysłany policyjny patrol” – informuje Kaszewska. Ostatecznie nie doszło do profanacji hostii, bo nastolatek zjadł opłatek, który trzymał w kieszeni.

„Policjanci nie mogli zachować się inaczej. Zdarzenia nie można było ocenić zza biurka, konieczne było sprawdzenie sytuacji na miejscu. Funkcjonariusze poinformowali księży oraz matkę chłopca o możliwości złożenia zawiadomienia. Kobieta nie miała żadnych zastrzeżeń co do czynności policjantów” – informuje bełchatowska komenda. Do poniedziałku nie wpłynęło żadne zawiadomienie w tej sprawie, a policja nie prowadzi żadnej czynności procesowej. Ale Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych uznał zachowanie księży za skandaliczne i zawiadomił prokuraturę.

Państwo religijne? Proszę nie żartować

Sprawa stała się głośna dopiero po kilku dniach, gdy 31 października napisał o niej „Super Express”. Zawrzało na portalach newsowych, w mediach społecznościowych i w samym Bełchatowie.

„Państwo religijne? Proszę nie żartować. Nie można było zachować się inaczej. Profanacja hostii to bardzo poważne zdarzenie w naszym katolickim świecie” – uważa Piotr Wysocki, szef Klubu Gazety Polskiej w Bełchatowie. Jego zdaniem, człowiek, który przychodzi do kościoła, doskonale zdaje sobie sprawę, czym jest konsekrowana hostia. Wiek nie ma tu żadnego znaczenia. „13-letni chłopiec nie wychowuje się sam. Nie chcę rozsądzać, czy winne jest środowisko, w którym wzrasta, czy winna jest rodzina” – dodaje.

Kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła i św. Barbary w Bełchatowie (DOMINIKA KARDAŚ)

Opiekunowie 13-latka jak dotąd milczą i nie komentują całego zdarzenia. „Nie wiem dlaczego. Gdyby ksiądz siłą przetrzymywał na plebanii moje dziecko, to zrobiłabym taką awanturę, że wszyscy by wiedzieli, kto to za to odpowiada” – komentuje Beata Wasilewska, lokalna aktywistka. „Ale odkąd pamiętam, w Bełchatowie rządzi Kościół, a ludzie głosują na prawicę. Nawet ci, którym nie wszystko się podoba, siedzą cicho. Nie protestują, bo ktoś z rodziny może stracić pracę na kopalni albo w elektrowni. Boją się nawet wypisać dziecko z religii albo nie przyjąć księdza po kolędzie, mimo że są niewierzący” – mówi.

Inni mieszkańcy Bełchatowa nie chcą wypowiadać się pod imieniem i nazwiskiem, ale o 13-latku rozmawiają niemal wszyscy. „Podobno to nawet nie był chłopak z Bełchatowa” – mówi sprzedawczyni z cukierni naprzeciwko kościoła, gdzie doszło do interwencji policji. Kobieta jest wyraźnie zdegustowana zachowaniem duchownych. „No przecież mógł go ten ząb boleć, każdemu mogło się coś takiego zdarzyć, a oni od razu, że profanacja. Zresztą mój syn, jak był mały i poszedł do pierwszej komunii świętej, to wracając do ławki tak samo wyjął opłatek, szybko obejrzał i zaraz schował z powrotem do buzi” – śmieje się. I dodaje: „Dzieci po prostu są ciekawe”.

Sprawę komentują także duchowni spoza Bełchatowa: „Gdybym znalazł się na miejscu bełchatowskich księży, nie wezwałbym policji do kościoła. Ale do końca nie wiemy, co się wydarzyło. Nie wiem, co innego można było zrobić i dlaczego chłopak kilka razy się wyrywał” – przyznaje w wywiadzie dla „Holistic News” ks. prof. Józef Naumowicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. 

Kuria łódzka zajęła w tej sprawie bardziej krytyczne stanowisko. „Wzywanie policji nie powinno mieć w ogóle miejsca. Cała ta sytuacja powinna zostać wyjaśniona pomiędzy księdzem, rodzicami chłopca i dzieckiem. Jeśli w jakiś sposób można usprawiedliwić postępowanie księdza, to można wytłumaczyć to niecodziennością tej sytuacji. Kapłan zadziałał zbyt impulsywnie, w takiej sytuacji należało wykazać się większą empatią” – powiedział „Dziennikowi Łódzkiemu” rzecznik ks. Paweł Kłys.

„Gdyby mnie coś takiego spotkało, chyba nie chciałabym już chodzić do tego kościoła” – mówi uczennica VIII klasy w szkole podstawowej nr 9 w Bełchatowie. Podstawówka należy do parafii księży sercanów i tam też od tego roku szkolnego nastolatka przygotowuje się do bierzmowania.

200 zł za informacje

Dość szybko ustaliliśmy personalia 13-latka i powody jego działania.  Ma na imię Krystian, znajdujemy jego profil w mediach społecznosciowych.

Najprawdopodobniej – wbrew obawom bełchatowskich duchownych – to nie była próba kradzieży hostii na zlecenie satanistów, ale zwykły wybryk. „On to raczej zrobił dla żartu, lubi się popisywać” – tłumaczą nam siódmoklasistki z SP nr 8, które kojarzą niedoszłego profanatora. On sam zdaje się potwierdzać to w komentarzu na Facebooku, w którym przyznaje, że z całe zajście go po prostu śmieszy (patrz obok).

Chłopiec zatrzymany przez księży przyszedł do kościoła z koleżanką, która przygotowuje się do bierzmowania. Od tego roku w parafii wydłużono czas przygotowań – z dwóch do trzech lat. Chcąc przystąpić do sakramentu, uczniowie muszą wypełnić szereg wymogów. Wśród nich jest uczestnictwo w nabożeństwach, a młodzież w Bełchatowie musi chodzić na msze tak często, że stało się to stałym elementem ich spotkań towarzyskich.

Matka Krystiana jak dotąd nie zdecydowała się na rozmowę z dziennikarzami. Za to jej syn – z którym pisaliśmy na messengerze – chętnie by porozmawiał z mediami. Za 200 zł. Nie przyjmujemy tej oferty.

Jesteśmy atakowani przez media

Bełchatowscy księża niechętnie reagują na zainteresowanie mediów. W zeszłym roku kraj obiegła informacja o bójce pomiędzy proboszczem a wikarym w parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika przy ul. Czyżewskiego w Bełchatowie. Interweniowała bełchatowska policja, którą na miejsce wezwał wikary rzekomo uderzony w twarz przez proboszcza. Miasto do dziś wrze od plotek o powodach konfliktu, ale sami zainteresowani nie komentowali sprawy. Arcybiskup łódzki polecił, aby obydwaj księża odbyli rekolekcje.

Teraz też księża – tym razem sercanie z parafii NMP Matki Kościoła i św. Barbary – nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. Ograniczają się do wydania oświadczenia, zresztą bardzo ogólnikowego. Przeczytano je w niedzielę podczas ogłoszeń parafialnych. „W ostatnim tygodniu w naszym kościele podczas udzielania komunii świętej miało miejsce zachowanie 13-latka, które mogło znieważyć Najświętszy Sakrament. Zauważono, że 13-latek wyjął z ust hostię i schował ją do kieszeni. Po zdecydowanej interwencji księży nastolatek spożył komunię świętą, dzięki czemu nie doszło do profanacji. (…) Wiernych prosimy o modlitwę, by szczególnie młodzi ludzie przyjmowali komunię z szacunkiem i wiarą”. O wezwaniu policji – ani słowa. O tym jak siłą zatrzymano 13-latka – cisza.

Chcieliśmy m.in. dowiedzieć się, jak przekonano nastolatka, by wyciągnął hostię z kieszeni i ją zjadł. Po mszy świętej podchodzimy pod drzwi zakrystii, gdzie kilku duchownych rozmawia z wiernymi.

„Szczęść Boże, jesteśmy dziennikarzami, chcieliśmy porozmawiać o tym, co wydarzyło się w tej parafii parę dni temu”.

Odwraca się do nas jeden z księży.

„No właśnie, jesteśmy już tu tak atakowani ze wszystkich stron przez media… Zupełnie nie rozumiem dlaczego” – odpowiada.

„Dlatego chcielibyśmy z księżmi porozmawiać, pokazać, jak to wyglądało z waszej perspektywy”.

„Nie ma o czym”.

„Przyjechaliśmy specjalnie z Krakowa”.

„I po co?” – odwraca się do nas plecami, rusza w kierunku plebanii. Inni księża w tym czasie też już gdzieś zniknęli.

Czerwona kartka w grze o bierzmowanie

Ksiądz Maciej Kopczyński – ten sam, z którym rozmawialiśmy pod kościołem – przygotowuje uczniów dwóch bełchatowskich podstawówek do sakramentu bierzmowania.  „Musimy zbierać pieczątki, że byliśmy w kościele, u spowiedzi, na drodze krzyżowej. Strasznie tego dużo, więcej pracy niż na polskim czy matmie” – mówi uczennica VIII klasy, z którą rozmawiamy w obecności jej mamy.

Dziewczynka pokazuje nam książeczkę, którą ma każdy uczeń przygotowujący się do bierzmowania w parafii księży sercanów. Jest w niej miejsce na potwierdzenie udziału w katechezach parafialnych (raz w miesiącu), we mszach (co niedzielę), nabożeństwach (przynajmniej po jednym majowym, różańcu, drodze krzyżowej itp.) i spowiedzi (też raz na miesiąc). Jej mama wyciąga kartkę, na której rozpisane są wymagania dla kandydatów do bierzmowania. Jeżeli któryś z nich nie spełni jednego z kryteriów albo podpadnie i dostanie uwagę od katechety, dostaje „żółtą kartkę”. Jeszcze jedna wpadka i uczeń – tak jak na meczu piłki nożnej – dostaje czerwoną. Ma wtedy niezaliczony rok katechezy, chyba że pójdzie na 25 dodatkowych nabożeństw.

„Nikt się nie wypisuje z religii? Nie rezygnuje z bierzmowania?” – pytamy. Dziewczynka kręci głową, u niej w klasie na religię chodzą wszyscy.

„Dałabym sobie spokój, ale chcę mieć to już z głowy, żeby potem nie mieć problemów z byciem matką chrzestną albo ze ślubem kościelnym” – odpowiada. „Chociaż sama nie wiem, czy będę kiedyś brała ślub w kościele…” – dodaje po chwili.

Starsi koledzy nie chodzą na religię

O ile młodzi bełchatowianie do bierzmowania przystępują tłumnie, o tyle ich starszym kolegom i koleżankom coraz częściej z religią nie po drodze. Portal Bełchatow.naszemiasto.pl przyjrzał się frekwencji uczniów bełchatowskich szkół ponadgimnazajlnych na katechezie.  Okazuje się, że co czwarty z nie chodzi na lekcję religii, a sami księża przyznają, że z roku na rok liczba uczniów na katechezie spada. 

Bywają przypadki, że cała klasa przynosi zaświadczenia i wypisuje się z religii. Najniższa frekwencja na lekcjach religii jest w bełchatowskim Energetyku (w ubiegłym roku szkolnym 32,4 proc. zrezygnowało z katechezy w szkole) i Liceum im. Adama Mickiewicza (liczba osób nieuczęszczających na lekcję religii podwoiła się w ciągu roku). 

„Mieliśmy taką sytuację po raz pierwszy od wielu lat. W związku z tym zmniejszyła się liczba godzin nauczania religii dla jednego z nauczycieli” – mówił portalowi belchatow.naszemiasto.pl Piotr Mielczarek, dyrektor ZSP nr 3 w Bełchatowie, który podkreśla, że z katechezy rezygnują głównie osoby pełnoletnie. „To są indywidualne decyzje tych młodych ludzi, którzy nie mają obowiązku wyjaśniać, dlaczego nie chcą chodzić na religię. Jako szkoła też nie możemy tego wymagać, bo jest to sprawa światopoglądu, w którą nie możemy ingerować” – wyjaśnia. 

Hello Kitty jest od diabła

Uczniowie podstawówki, których spotykamy w Bełchatowie, raczej na religię chodzą – żeby nie mieć problemów, nie odstawać na tle klasy albo dlatego, że każą im rodzice. „Pani katechetka, która wcześniej uczyła mnie religii, mówiła, że Hello Kitty jest od diabła, bo nie ma ust i że każdy z nas może umrzeć we śnie. W zeszłym roku mieliśmy religię z księdzem, przepytywał nas na każdej lekcji. Teraz mamy księdza Macieja, który przygotowuje nas do bierzmowania. On jest fajniejszy. Jak kiedyś zapytaliśmy, czy są inne księgi niż te w Biblii, to powiedział, że tak, ale one są złe, np. Biblia Szatana, i lepiej, żebyśmy o nich nie wiedzieli” – opowiada ósmoklasistka z SP nr 9. 

Ksiądz Maciej Kopczyński uczy religii w szkole, do której chodzi nastolatka. Wydaje się, że ma świetny kontakt z młodzieżą. W niedzielę prowadzi mszę świętą dla dzieci, rozmawia z nimi podczas kazania. Pod ołtarzem stoi tłumek starszych i młodszych uczniów przebranych za postacie świętych: jest Matka Teresa, św. Mikołaj, dzieci z Fatimy. Ksiądz Maciej mówi, że cieszy się, bo tyle dzieci pokazuje w ten sposób, że chce brać przykład ze świętych, zamiast przebierać się za kościotrupy albo duchy z okazji Halloween.

Widzew zawsze za Maryją

Od niedawna w bełchatowskiej parafii księży sercanów jest nowa wspólnota, prowadzi ją dwóch księży: ksiądz Wojciech Woźniak i właśnie ksiądz Maciej. To Wojownicy Maryi, grupa działająca w całej Polsce. Wspólnota zawiązała się w wyniku cyklicznych spotkań formacyjnych, które odbywały się pod nazwą Only4Men. Wojownikiem zatem – co jasne – może zostać tylko mężczyzna. Wojownik musi być też w sile wieku, więc wspólnota przyjmuje w swoje szeregi jedynie panów między 18 a 50 rokiem życia. Wojownik powinien też mieć oręż. Dla członków wspólnoty ma to być różaniec i Pismo Święte, ale żeby mogli choć przez chwilę poczuć się prawdziwie wojowniczo, mężczyźni przechodzą ceremonię Pasowania Mieczy. Kapłan pasuje ich na Wojowników mieczem zanurzonym w wodzie święconej. Uroczystość odbywa się raz w roku.

W Bełchatowie Wojownicy działają niedługo, ale już czterokrotnie przeszli ulicami miasta w tzw. Męskim Różańcu – ostatni raz 2 listopada. Procesję prowadził ksiądz Maciej. Jak podają Wojownicy na swojej stronie internetowej, w wydarzeniu wzięło udział 88 mężczyzn.

Kim są mężczyźni, którzy chcą walczyć dla Maryi? Na fanpage’u bełchatowskiej wspólnoty jest zdjęcie ekipy Wojowników z ogólnopolskiego spotkania formacyjnego w Poznaniu. Jeden prowadzi katolickiego bloga o małżeństwie, drugi wrzuca na swój profil obrazki z cytatami z Pisma Świętego, inny udostępnia posty Patryka Jakiego i agituje za kupowaniem polskich produktów. Jeszcze inny fotografuje się z flagą Widzewa Łódź i banerem, na którym widnieje symbol falangi. 

„Falanga od samego początku jest symbolem nacjonalistycznego radykalizmu” – mówił w rozmowie z WP dr hab. Piotr Osęka, historyk z Instytutu Studiów Politycznych PAN. „Ten emblemat mówi, że droga do »narodowego przełomu« wiedzie nie przez demokratyczne wybory, ale brutalną fizyczną przemoc, która zakłada krzywdzenie przeciwników politycznych i mniejszości narodowych” – tłumaczył badacz.

Marjan, Marian i Szczerbiec

„Tutaj w Bełchatowie PiS to jeszcze nie taki problem. Gorzej z narodowcami. No jak myślicie, dlaczego w naszym okręgu dali na jedynkę Konfederacji Marjana?” – mówi Beata Wasilewska. Patryk Marjan w swoim rodzinnym mieście uzyskał trzeci wynik spośród wszystkich kandydatów. Więcej niż Antoni Macierewicz z Prawa i Sprawiedliwości czy Cezary Grabarczyk z Koalicji Obywatelskiej.  A w internecie znaleźć można zdjęcia bełchatowianina, niedoszłego posła (mimo dużego poparcia w Bełchatowie nikt z Konfederacji nie zdobył mandatu) i byłego kandydata na prezydenta miasta, na których pozuje z Marianem Kowalskim i nacjonalistycznym Szczerbcem. Niestety Marjan nie znalazł czasu na rozmowę z nami.

„Jakiś czas temu chciałam kupić synowi czarną bluzę, taką zwykłą” – opowiada Wasilewska. „Nie dało się. Obeszłam cały bełchatowski rynek – wszystkie miały nadruki z  symbolami Polski Walczącej, postaciami żołnierzy wyklętych, z wilkami. W innych kolorach to jeszcze, ale czarne – tylko patriotyczne”.

Na murach budynku obok urzędu miasta ktoś nabazgrał dużymi literami: DANIELAK PATRIOTA NIE NACJONALISTA. Chodzi o Ludwika Danielaka, jednego z tzw. żołnierzy wyklętych. Danielak w 1945 roku został powołany do wojska. Po czterech dniach zdezerterował i zaczął ukrywać się w lesie. Oddziały partyzanckie, których był członkiem, dokonywały mordów i grabieży na okolicznych ziemiach. W 1954 został aresztowany, a potem skazany na śmierć przez komunistyczne władze, w 1992 – zrehabilitowany.

Kult żołnierzy wyklętych jest bliski także sercu księży z parafii NMP Matki Kościoła. Przygotowany przez nich na Wielkanoc 2018 r. Grób Pański przedstawiał Jezusa leżącego na leśnym mchu wśród sosen. Nad grobem nadrukowany na fototapecie napis: „Rzuceni w ziemię stali się ziarnem, które dzisiaj wyrasta”. Chrystus na ramieniu miał biało-czerwoną opaskę z symbolem Polski Walczącej.

Bełchatowski indeks ksiąg zakazanych

Bełchatów ma odchylenie prawicowe od bardzo dawna. W 2007 r. ówczesna wiceprezydent miasta Barbara Dobkowska, szara eminencja bełchatowskiej polityki i prywatnie żona obecnego senatora PiS, Wiesława Dobkowskiego, ocenzurowała listę książek, które miały kupić tamtejsze biblioteki. 

„Pewnego dnia wzięła do ręki spis ponad 450 książek, które chciała kupić Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Bełchatowie, a następnie skreśliła co siódmą pozycję. Na indeks Dobkowskiej trafił między innymi Tomasz Lis za pisanie antypolskich książek.

Oberwało się też dyrekcji biblioteki, która zapomniała wciągnąć na listę zakupów książki Jerzego Roberta Nowaka, nadwornego eksperta Radia Maryja” – opisał całą sprawę portal belchatow.naszemiasto.pl.

Wiceprezydentka Bełchatowa na liście przygotowanej przez biblioteki napisała, że „widzi zalew cudzoziemszczyzny ze szkodą dla tego co polskie i co powinno być priorytetowe właśnie dlatego, że polskie”. Dobkowska wyraziła zdziwienie, że miejskie biblioteki nie planują zakupienia książek Henryka Pająka, autora cieszącego się szczególną estymą w środowiskach antysemickich.

Blog stopsyjonizmowi.wordpress.com uważa, że jego utwory „demaskują zdradę polskojęzycznej żydobolszewii zadekretowaną przy okrągłym żłobie i realizowaną przez 20 lat PRL-bis czyli Trzeciej RP”. Zdaniem autora recenzji, Pająk „wykazuje, że wszystkie pookrągłostołowe nierządy i kne-sejmy stanowią sztafetowy ciąg rabunku majątku narodowego, niszczenia suwerenności politycznej, finansowej i gospodarczej, tej resztki Polski, którą nam przyznano w Jałcie i Poczdamie, jako teren przyszłej Judeopolonii”.

***

Kiedy już wyjeżdżamy z Bełchatowa, jeden z kolegów niedoszłego profanatora przysyła nam wiadomość. „Za 100 zł wyśle [numer do Krystiana]”. Kiedy przez dłuższy czas nie odpowiadamy na jego propozycję, zaczyna się dopominać: „Czy jest pani zainteresowana ofertą?”, „Halo?”. Piszemy mu w końcu, że nie płacimy za informacje.

Odpowiedź przychodzi od razu: „A powinniście praca pewnie szła by durzo szybciej”.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES