Mundial to nie tylko piłka. Rywalizacja, która łączy

Dwóch kapitanów narodowych reprezentacji podaje sobie ręce na środku boiska, a w tle widać trybuny wypełnione kibicami z różnokolorowymi flagami, ukazującymi patriotyzm w sporcie

Flagi, hymny i łzy po końcowym gwizdku – co cztery lata ten sam obraz wraca na ekrany i trybuny. Jedni mówią, że mundial to święto globalnej wspólnoty, inni widzą w nim niebezpieczną eksplozję nacjonalizmu. Prawda o patriotyzmie w sporcie jest jednak bardziej skomplikowana i ciekawsza.

Święto wspólnoty czy festiwal plemion?

Mistrzostwa świata w piłce nożnej od lat budzą ten sam spór: czy to święto globalnej wspólnoty, czy festiwal plemiennych podziałów? Jedni widzą w nich dowód na to, że sport przekracza granice i języki. Inni – że nacjonalizm wylewa się z trybun, karmiąc najbardziej prymitywne instynkty. Prawda jest taka, że patriotyzm w sporcie nie daje się tak łatwo zaszufladkować.

Z jednej strony mundial rzeczywiście dzieli kibiców na narodowe obozy, które śpiewają hymny i rywalizują jak plemiona o symboliczny ogień. Z drugiej – czyni to w ramach jasno określonych reguł, pod okiem sędziów, w logice, w której przeciwnik jest nie wrogiem do zniszczenia, lecz rywalem, którego warto pokonać, ale i docenić.

To napięcie jest kluczowe, jeśli chcemy zrozumieć, czym różni się zdrowy nacjonalizm od nacjonalizmu toksycznego. Zdrowy nacjonalizm to głębokie przywiązanie do własnej wspólnoty – jej historii, języka, symboli – połączone z uznaniem, że inni mają prawo czuć to samo wobec swoich. Toksyczny nacjonalizm zaczyna się tam, gdzie duma przeradza się w pogardę, a poczucie odrębności – w odczłowieczanie. Mundial, paradoksalnie, częściej uczy tego pierwszego niż drugiego.

Dlaczego potrzebujemy korzeni?

Współczesna kultura chętnie opowiada o sobie językiem globalizacji: jesteśmy obywatelami świata, internet znosi granice, a młodzi ludzie czują się bardziej Europejczykami niż Polakami, Niemcami czy Francuzami. W teorii brzmi to jak obietnica otwartości. W praktyce bywa zaproszeniem do wykorzenienia.

Istniejące dowody potwierdzają hipotezę, że potrzeba przynależności jest potężną, fundamentalną i niezwykle wszechobecną motywacją

– podkreślają Roy Baumeister i Mark Leary w swoim klasycznym artykule z 1995 roku.

Ta potrzeba nie znika w epoce globalizacji. Przeciwnie – gdy jest tłumiona lub wyśmiewana, często wraca w formie zniekształconej. Człowiek pozbawiony zakorzenienia – rodziny, języka, wspólnoty, z którą się identyfikuje – nie staje się z automatu kosmopolitą. Często staje się samotną jednostką, która szuka tożsamości tam, gdzie emocje są najmocniejsze: w sekciarskich grupach, radykalnych ideologiach, bańkach informacyjnych.

Patriotyzm w sporcie działa tu trochę jak bezpiecznik. Pozwala przeżywać dumę z własnej wspólnoty w formie, która jest publicznie akceptowana i względnie nieszkodliwa. Można wywiesić flagę na balkonie, założyć koszulkę reprezentacji i płakać przy hymnie bez konieczności deklarowania poparcia dla tej czy innej partii. Mundial przypomina, że „swój kraj” to nie tylko rząd, ale także wspólne wspomnienia, legendy z boiska, rodzinne seanse przed telewizorem. Dla wielu osób to jedyny moment, gdy doświadczają wspólnoty w sensie emocjonalnym, a nie tylko administracyjnym.

Globalna wspólnota plemion

Odbywający się co cztery lata mundial jawi się jako rytuał, który porządkuje plemienność. Z jednej strony, mamy do czynienia z klasycznym mechanizmem „my kontra oni”: barwy narodowe, hymny, gesty, rytuały, a także cały język „wojny” przeniesiony na boisko. Z drugiej – wszystkie te plemiona dobrowolnie poddają się jednemu zestawowi reguł. Uznają tę samą federację, to samo trofeum, ten sam czas gry, tę samą geometrię boiska. W tym sensie turniej tworzy coś w rodzaju globalnej federacji plemion: silnych w swoich tożsamościach, ale spotykających się na wspólnej scenie.

Jak patriotyzm w sporcie oswaja naszą plemienność

Na co dzień chętnie mówimy o abstrakcyjnej „globalnej wspólnocie”, która rzekomo istnieje ponad narodami. Mundial pokazuje, że to raczej pobożne życzenie. Wspólnota globalna nie jest w stanie powstać w próżni, złożona z czystych jednostek bez przynależności. Raczej rodzi się z sieci silnych, lokalnych tożsamości, które uczą się współistnieć i rywalizować w ramach wspólnych zasad. W tym sensie turniej nie znosi narodów. Przeciwnie – potwierdza ich istnienie, ale zarazem oswaja ich współobecność.

Patriotyzm w sporcie jako lekcja dla polityki

Jeśli przyjrzeć się uważnie, sport proponuje model, którego polityka nie potrafi przyjąć. Na boisku wszyscy zgadzają się, że celem jest zwycięstwo – nikt nie udaje, że różnice interesów nie istnieją. A mimo to po ostatnim gwizdku rywale podają sobie ręce, wymieniają koszulki, często szczerze chwalą się nawzajem w wywiadach. Kibic może wyjść ze stadionu wściekły, ale rzadko kwestionuje prawo przeciwnika do istnienia czy udziału w grze. Gdyby podobną logikę przenieść na debatę publiczną, mielibyśmy mniej fantazji o „unicestwieniu” drugiej strony, a więcej sporu o zasady i styl gry.

Patriotyzm w sporcie pokazuje też, że można życzyć porażki obcej drużynie bez życzenia nieszczęścia jej kibicom. Można się cieszyć z odpadnięcia odwiecznego rywala, a jednocześnie bić brawo za piękny gol czy heroiczny wysiłek. Ta zdolność do rozdzielenia poziomu rywalizacji i poziomu podstawowego szacunku jest dokładnie tym, czego brakuje nam w polaryzującej się polityce. Problemem nie jest to, że ludzie kochają swoje barwy, lecz to, że coraz częściej uczą się, iż miłość do swoich wymaga nienawiści do innych.

Między wstydem a pychą

Współczesny dyskurs często układa się w proste przeciwieństwo: albo jesteś „prawdziwym patriotą”, który widzi w swoim narodzie wyłącznie zalety i czuje się zagrożony przez każdą krytykę, albo „oświeconym kosmopolitą”, który na słowo „nacjonalizm” reaguje odruchem wstrętu. Mundial pokazuje, że ta alternatywa jest fałszywa. Kibic potrafi jednocześnie opowiadać dowcipy o własnej reprezentacji, narzekać na „wiecznie przegrane karne”, a mimo to wzruszać się przy hymnie i krzyczeć ze szczęścia po bramce w doliczonym czasie.

Patriotyzm nie polega na przekonaniu o wyższości własnego narodu, lecz na odpowiedzialnym przywiązaniu. To chęć, by własna wspólnota była lepsza – uczciwsza, mądrzejsza, bardziej gościnna – a nie tylko silniejsza. Sport podsuwa tu ważną metaforę: kochasz swój klub czy kraj nie dlatego, że jest bezbłędny, ale dlatego, że jest twój. To miłość, która nie wymaga oślepienia. Można kibicować własnej drużynie i jednocześnie domagać się zmian, krytykować decyzje, domagać się większego szacunku dla rywali.

To jest właśnie lekcja, którą mundial daje nam co cztery lata: że można kochać swój kraj z całym bagażem jego historii, języka i symboli, nie widząc w innych śmiertelnych wrogów. Że patriotyzm w sporcie może być ćwiczeniem z dojrzałej tożsamości, a nie treningiem nienawiści. Świat polityki rzadko potrafi zdać ten egzamin. Być może pora, żeby na chwilę spojrzał na świat z perspektywy trybun i przypomniał sobie, że inny nie musi być przeciwnikiem, którego trzeba unieważnić. Wystarczy, że zostanie rywalem, którego warto szanować.

Przeczytaj również: Krew, kibice i pieniądze. Jacek Piekara o prawdziwym obliczu futbolu


Na scenie zobaczysz:


***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.