Afgański marsz na rzecz pokoju

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp
Share on linkedin
W wyniku eksplozji bomby samochodowej w Laskar Gah, stolicy prowincji Helmand, śmierć poniosło 20 ofiar. Był to krwawy atak w czasie Ramadanu. Afganistan, czerwiec 2017 r. (NOOR MOHAMMAD / AFP / EAST NEWS)

Talibowie od lat odrzucają apele ze strony afgańskich władz o zawieszenie broni. Grupa aktywistów wyruszyła zatem w marsz, by osobiście poprosić ich o realne zaangażowanie się w proces pokojowy

Marsz, który wyruszył 30 maja, to inicjatywa członków Ludowego Ruchu na rzecz Pokoju (ang. People’s Peace Movement). Ignorując ostrzeżenia zarówno ze strony rządu, jak i talibów, aktywiści rozpoczęli wędrówkę w mieście Laszkargah, stolicy położonej w południowym Afganistanie prowincji Helmand.

Celem marszu był okręg Musa Qala, od lat pozostający pod kontrolą talibów. W trakcie liczącej prawie 160 km drogi, aktywiści zatrzymywali się w przydrożnych wioskach, gdzie byli serdecznie witani przez miejscowych. Wieści o inicjatywie dotarły tam już wcześniej, a ich mieszkańcy widzą w przemarszu szansę na zakończenie trwającego od lat konfliktu.

Większość aktywistów w czasie drogi pościła, ponieważ czas marszu przypadł na okres ramadanu. Aktywiści spali w meczetach, wstawali ok. godz. 2 w nocy, by zjeść suhur – ostatni posiłek, który muzułmanie mogą spożyć przed świtem w okresie święta.

Rozmowy o dramacie cywilów

W wiosce Nawzad Rood maszerujący zostali ugoszczeni przez talibów. Pasztuński kodeks wymaga, by przyjąć każdego podróżnego, nawet jeśli jest on potencjalnym wrogiem. Talibowie zaprosili uczestników marszu na iftar – posiłek spożywany w okresie ramadanu po wieczornej modlitwie.

Po wspólnej kolacji aktywiści opowiedzieli o dramacie afgańskich cywilów cierpiących z powodu zamachów bombowych przeprowadzanych przez talibów. Ci stwierdzili jednak – po raz kolejny – że zawieszenie broni będzie możliwe jedynie po wycofaniu z kraju obcych wojsk.

Po spotkaniu lider marszu Iqbal Khyber oświadczył, że talibowie są równie uparci i dalecy od pójścia na kompromis, jak władze afgańskie. „Żadna ze stron nie zmieni swojego zdania, dopóki jej żądania nie zostaną spełnione” – podkreślił Khyber. Aktywiści zdają sobie sprawę, że ich działania nie przyniosły żadnego przełomu, uznają jednak, że jest to dopiero początek.

Kolejna stracona szansa na pokój

Marsz jest drugim podjętym przez aktywistów działaniem tego typu. Ruch został zapoczątkowany w zeszłym roku strajkiem głodowym zorganizowanym w odpowiedzi na krwawe zamachy dokonane przez talibów podczas meczu zapaśniczego. Po tych wydarzeniach aktywiści wyruszyli w 30-dniową wędrówkę do Kabulu.

Gdy w 2018 r. doszło do rozmów między Amerykanami i talibami, uczestnicy ruchu mieli nadzieję, że jest to początek drogi do zwieszenia broni. Negocjacje zakończyły się jednak po kilku dniach i nie przyniosły satysfakcjonujących wyników. Skłoniło to członków Ludowego Ruchu na rzecz Pokoju do podjęcia ponownego marszu.

Źródła: The New York Times, Al Jazeera

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on linkedin
LinkedIn
Katarzyna Rodacka

Katarzyna Rodacka

Z wykształcenia iranistka, z pasji dziennikarka. Interesują ją nieoczywiste aspekty konfliktów. Pisze przede wszystkim o Iranie i Afganistanie, fotograficznych projektach dokumentalnych oraz o inicjatywach społecznych. Lubi słuchać, co inni mają do powiedzenia.