Sami z dzieckiem. Nowoczesna wolność czy kryzys relacji?

Kobieta idąca z dzieckiem parkową aleją – obraz życia samotnych rodziców, którzy mierzą się z wyzwaniami codzienności.

Rodzice wychowujący dzieci w pojedynkę przeciętnie deklarują niższą satysfakcję z życia w porównaniu z osobami dzielącymi ten trud z partnerem. Jak naprawdę wygląda życie samotnych rodziców? Socjologiczna diagnoza odsłania niewygodną prawdę o tym, co dzieje się z nami, gdy prawo do autonomii zderza się z zanikiem społecznego wsparcia.

Jak naprawdę wygląda życie samotnych rodziców?

Przez ostatnie dekady naukowcy przyglądali się temu, jak struktura rodziny wiąże się z poczuciem szczęścia rodziców. W różnych krajach i kulturach wracał ten sam motyw. W grupie rodziców to osoby żyjące z partnerem częściej oceniały swoje życie jako bardziej satysfakcjonujące, podczas gdy samotni rodzice wskazywali na większe zmęczenie, obciążenie i niższy dobrostan.

Co istotne, dobrostan samotnych rodziców silnie zależy od otoczenia: dochodów, dostępu do opieki nad dziećmi, sieci wsparcia i polityki rodzinnej państwa. Ten sam model rodziny może być doświadczeniem skrajnego przeciążenia albo względnie stabilnego życia. Wszystko zależy od tego, czy stoi za nim wspólnota, czy tylko jednostka.

Paradoks nowoczesnej wolności

W kulturze, która od dekad gloryfikuje autonomię jednostki, samotne rodzicielstwo wydaje się logiczną konsekwencją. „Jestem wolna, więc mogę sama podejmować decyzje” – słyszymy często. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że życie samotnych rodziców to uboczny koszt tej wolności.

Dawniej obowiązek „trwania w małżeństwie” był silniejszy. Dziś łatwiej wyjść z relacji, która rani, poniża lub zwyczajnie przestaje działać. Wolność rozwodu, odejścia, rozpoczęcia życia od nowa – to realne zdobycze nowoczesności. W tym sensie samotne rodzicielstwo może być aktem odwagi i autonomii.

Dlaczego życie samotnych rodziców jest tak wymagające?

Paradoks polega na tym, że nowoczesny indywidualizm jednocześnie ułatwia i utrudnia samotne rodzicielstwo. Ułatwia, bo daje prawo do powiedzenia „dość”, do wyjścia z przemocowego układu. Poczucie, że nie muszę być w związku „za wszelką cenę”. Utrudnia, bo w tle wciąż działa ideał samowystarczalności.

Samotny rodzic ma „dawać radę”: pracować, opiekować się, rozwijać, dbać o siebie i o dziecko, nie prosząc o zbyt wiele. Proszenie o wsparcie – od rodziny, przyjaciół, instytucji – łatwo bywa odbierane jako słabość, a nie jako naturalny wymiar ludzkiej kondycji.

Indywidualizm – pomoc i przeszkoda

Kultura indywidualizmu, gloryfikując niezależność, jednocześnie osłabia sieć społeczną, która kiedyś wspierała rodziny. Aplikacje randkowe, presja kariery i narracja „żyj dla siebie” sprawiły, że wiele osób wchodzi w rodzicielstwo bez solidnego fundamentu zbudowanego z inną osobą. Tymczasem codzienność jednej osoby, która próbuje jednocześnie utrzymać dom, wychować dziecko, regulować emocje, planować przyszłość i nie zwariować, pokazuje, że człowiek jest istotą relacyjną.

Potrzebujemy innych nie tylko z powodów finansowych, ale po to, by móc dzielić ciężar odpowiedzialności, lęku i miłości. Nasze szczęście nie rodzi się w próżni, lecz w sieci wzajemnych zobowiązań i bliskości. Samotne noszenie ciężaru miłości i odpowiedzialności za dziecko odsłania ten paradoks nowoczesnej wolności. Im mocniej kultura podkreśla „ja”, tym boleśniej ujawnia się podstawowa prawda, że człowiek kwitnie w „my”.

Martin Buber mówił o relacji „ja-ty” jako podstawowej strukturze ludzkiej egzystencji. Kiedy ta relacja zawodzi na poziomie partnerskim, samotne rodzicielstwo staje się próbą wypełnienia pustki miłością do dziecka. To szlachetne, ale jednocześnie obciążające, bo dziecko nie jest w stanie w pełni zaspokoić potrzeby pozostawania w relacji z dorosłą osobą.

Kryzys relacji to znak naszych czasów

Z drugiej strony, rosnąca liczba samotnych rodziców wydaje się właśnie symptomem kryzysu relacji. Indywidualizm nauczył nas pilnować własnych granic, dbać o rozwój i komfort. Dużo słabiej uczy jednak, jak trwać przy drugim człowieku, kiedy opadnie pierwsze zauroczenie, pojawi się zmęczenie i rozczarowanie. Relacje stają się projektami, które można zakończyć, gdy przestaną „spełniać oczekiwania”.

Filozoficznie można to odczytać jako ucieczkę od trudu budowania wspólnoty na rzecz iluzji łatwiejszej drogi. Erich Fromm pisał, że prawdziwa miłość to sztuka dawania, a nie konsumowania. Współczesny indywidualizm często wybiera to drugie. W efekcie sytuacja samotnych rodziców staje się jednym z widocznych skutków kultury, w której więzi są kruche, a odpowiedzialność łatwo się rozrywa.

Kolejny „problem do rozwiązania”?

Czy państwo i społeczność powinny traktować samotne rodzicielstwo jako „problem do rozwiązania”? Z jednej strony praktyczne wsparcie jest niezbędne. Samotny rodzic jest bardziej narażony na ubóstwo, konflikt ról czy wypalenie, więc państwo i samorządy powinny aktywnie wyrównywać te nierówności.

Dobrze zaprojektowane świadczenia, dostęp do żłobków i przedszkoli, elastyczne formy pracy, sensowna pomoc prawna – to minimum, które może realnie zmienić życie samotnych rodziców.

Ale jeśli zatrzymamy się tylko na poziomie „polityki naprawczej”, przegapimy głębszy sens tego zjawiska. Samotne rodzicielstwo nie jest jedynie deficytem do skorygowania przez zasiłki czy ulgi podatkowe. Jest wskaźnikiem, że więzi między ludźmi stają się coraz bardziej kruche. I, że nasze umiejętności bycia razem nie nadążają za wolnością, jaką sobie daliśmy. To raczej sygnał alarmowy dotyczący kultury relacji niż jedynie problem jednego segmentu demograficznego.

Być może prawdziwa dojrzałość kulturowa polega nie na gloryfikacji samotności w rodzicielstwie, lecz na tworzeniu warunków, w których relacje mają szansę przetrwać i dojrzewać. Nie chodzi o stygmatyzację samotnych rodziców. Chodzi o odwagę powiedzenia prawdy, że samotne rodzicielstwo może być drogą godną szacunku, ale rzadko jest drogą optymalną.

Przeczytaj również: Rodzicielstwo bez radości. Szczęście po latach wygląda inaczej


Na scenie zobaczysz:


***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.