Nauka
Krater po asteroidzie skrywa zagadkę. Chodzi o tlen na Ziemi
08 czerwca 2026

Google ostrzega przed Q-Day, w którym główną rolę odegrają komputery kwantowe. Zagrożenie dla bezpieczeństwa internetowego może stać się realne jeszcze w tej dekadzie. Co jeśli ta historia nie dotyczy wyłącznie kryptografii, ale naszej złudnej wiary, że postęp zawsze jest dobry?
Google ostrzega, że zbliża się tzw. Q-Day. To moment, gdy komputery kwantowe będą w stanie w krótkim czasie złamać większość dzisiejszych zabezpieczeń internetowych – od bankowości po prywatną komunikację. Zagrożenie polega na tym, że wiele obecnych systemów szyfrowania opiera się na zadaniach zbyt trudnych dla zwykłych komputerów, ale możliwych do rozwiązania znacznie szybciej przez maszyny kwantowe.
Różnica między współczesnym komputerem a kwantowym jest zasadnicza. Współczesny komputer liczy w oparciu o bity, czyli zera i jedynki. Komputer kwantowy używa kubitów, które dzięki właściwościom mechaniki kwantowej mogą reprezentować wiele stanów naraz, co daje im przewagę w wybranych typach obliczeń. Dlatego hasło „komputery kwantowe – zagrożenie” przestaje być efektowną metaforą. Staje się opisem realnego problemu, który może nadejść szybciej, niż jeszcze niedawno zakładano.
Za tym technologicznym newsem kryje się jednak coś więcej niż branżowa dyskusja o algorytmach. Stawką jest pytanie o sens i kierunek postępu. Każda wielka rewolucja naukowa – od atomu po sztuczną inteligencję – rodziła się jako obietnica lepszego świata, a kończyła jako źródło nowych lęków. Komputery kwantowe powtarzają ten schemat. Z jednej strony obiecują przełom w medycynie, naukach związanych z klimatem, czy symulacjach złożonych systemów. Z drugiej – podważają fundament zaufania do cyfrowej infrastruktury, na której opiera się nasze życie.
Filozof Hans Jonas, analizując narodziny epoki technologicznej, zauważał, że po raz pierwszy w historii człowiek dysponuje mocą, która może na trwałe zniszczyć warunki życia własnego gatunku. To właśnie dlatego sformułował „imperatyw odpowiedzialności”. Według niego powinniśmy postępować tak, by skutki naszych działań były „zgodne z możliwością trwania autentycznego życia ludzkiego na Ziemi”. Innymi słowy, jeśli nie wiemy, jakie mogą być konsekwencje nowych technologii, rozsądek nakazuje uwzględniać najgorsze scenariusze, zamiast ślepo ufać samej dynamice rozwoju.
Z tej perspektywy komputery kwantowe i zagrożenie z nimi związane nie są czymś wyjątkowym, lecz kolejnym przejawem stałej ambiwalencji postępu. Nauka nie przynosi nam czystego dobra ani czystego zła – raczej powiększa nasze możliwości w obu kierunkach naraz. To samo odkrycie fizyczne może stać się podstawą reaktora jądrowego zasilającego miasta albo bomby, która je unicestwi. Ta sama sztuczna inteligencja może wspierać lekarzy w diagnozach albo masowo produkować dezinformację. Komputery kwantowe wpisują się w tę samą logikę. Mogą pomóc w projektowaniu leków, ale też otworzyć drogę do sytuacji, w której nasze zabezpieczenia cyfrowe okażą się nagle przestarzałe.
Czy w obliczu takiej ambiwalencji powinniśmy po prostu pogodzić się z tym nieuchronnym kosztem, licząc, że postęp przyniesie ostatecznie więcej dobra niż zła? Historia skłania ku ostrożnemu „tak”. Od czasów rewolucji przemysłowej średnia długość życia wzrosła ponad dwukrotnie, skrajne ubóstwo spadło dramatycznie, a przemoc na świecie (w przeliczeniu na mieszkańca) zmalała. Nauka uwolniła miliardy ludzi od głodu i chorób.
Jednocześnie nie możemy zapominać, że cena postępu bywa wysoka. Nowe technologie zawsze wzmacniają zarówno to, co w nas najlepsze, jak i najgorsze. Powiększają moc tych, którzy chcą leczyć, ale też tych, którzy chcą kontrolować lub niszczyć.
W ogólnym rozrachunku większe ryzyko niż sam rozwój technologii może stanowić jednak jego zatrzymanie lub znaczące spowolnienie. Tym bardziej, że w świecie ostrej konkurencji geopolitycznej i gospodarczej powstrzymanie postępu wydaje się utopią. Państwa, korporacje i laboratoria działają dziś w logice wyścigu, w której cofnięcie się oznacza oddanie przewagi komuś innemu. Jeśli jedni zrezygnują z badań nad komputerami kwantowymi, inni je przyspieszą – i to oni narzucą reguły gry.
Pogodzenie innowacji z ostrożnością wymaga mądrości. Nie zahamowania ciekawości – bo to istota człowieczeństwa. Nie chodzi więc o to, by odrzucić postęp, ale by wyrwać go z infantylnej narracji, wedle której każda nowość jest automatycznie dobra. Zasada ostrożności mówi, że im większa moc technologii, tym większa powinna być odpowiedzialność za jej skutki.
W praktyce oznacza to inwestowanie w bezpieczne alternatywy, tworzenie standardów zanim dojdzie do kryzysu i prowadzenie debaty publicznej, która wyprzedza innowacje, zamiast tylko reagować na szkody. W przypadku kwantowego przełomu oznacza to choćby przyspieszenie wdrażania kryptografii postkwantowej, zanim obecne szyfry rzeczywiście przestaną nas chronić.
Musimy pogodzić się z tym, że postęp naukowy jest nieodłącznie ambiwalentny. Każde nowe narzędzie powiększa zarówno naszą zdolność do budowania lepszego świata, jak i do jego niszczenia. Największym problemem postępu nie jest to, że posuwa się za daleko, lecz że zbyt często dojrzewa szybciej niż nasza odpowiedzialność.
Przeczytaj również: Technologia obiecuje wieczność. A co z prawdziwym życiem?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: