Resi Capital - Deweloper miejskiej przyszłości

Autorka „Niewolników dopaminy”: dzieci tracą przez telefon więcej niż czas 

Prof. Anna Lembke, psychiatra, autorka ksiązki "Niewolnicy dopaminy" w rozmowie z Patrycją Krzeszowską o uzależnieniu dzieci od telefonu.

Rodzice liczą minuty przed ekranem, odbierają telefony i ustalają kolejne zasady. Głębszy problem może ujawnić się dopiero później: gdy dziecko po odłożeniu smartfona nie ma ochoty rozmawiać, bawić się ani spotykać z innymi. Prof. Anna Lembke w rozmowie z Patrycją Krzeszowską wyjaśnia, jak serwisy społecznościowe przejmują uwagę młodych ludzi, jaką rolę odgrywa przykład dorosłych i dlaczego rodzice nie wygrają tej walki sami.

Telefon przy stole pogłębia problem

Patrycja Krzeszowska: W swoich książkach pisze pani, że żyjemy w epoce nadmiaru dopaminy. Wielu rodziców obawia się, że ich dzieci uzależniają się od TikToka czy Instagrama, a jednocześnie sami często mają trudności z odłożeniem telefonu, nawet podczas rodzinnego posiłku. Czy pani zdaniem dzieci uzależniają się od samych aplikacji, czy raczej wzorców zachowania, które dorośli, często nieświadomie, im pokazują?

Prof. Anna Lembke*: Nie mam wątpliwości, że dzieci uzależniają się od samych aplikacji. Są one projektowane tak, aby uzależniać, i osiągają ten cel dzięki konkretnym rozwiązaniom silnie oddziałującym na mózgowy układ nagrody. Jednak fakt, że rodzice dają dzieciom przykład bezrefleksyjnego korzystania z urządzeń i platform cyfrowych, także przy stole, oraz to, że nasza kultura normalizuje korzystanie z telefonu wszędzie i o każdej porze, tylko pogłębia problem. 

Potrzebujemy nowej cyfrowej etykiety, która jasno określi, kiedy i gdzie należy korzystać z urządzeń i platform internetowych. Integralną jej częścią powinno być również zrozumienie, że większą część dnia powinniśmy pozostawać z dala od urządzeń elektronicznych.

Puste podwórko. Tu problem staje się wspólny

Czy zgodzi się pani, że największe zagrożenie związane z mediami społecznościowymi nie polega na tym, że odbierają one dzieciom czas, lecz na tym, że stopniowo osłabiają ich zdolność do odczuwania zainteresowania zwyczajnym, codziennym życiem oraz czerpania z niego satysfakcji?

Szkody powodowane przez media społecznościowe wynikają z kilku różnych mechanizmów. Jednym z nich jest po prostu czas, który dzieci spędzają przed ekranem. Często określa się to mianem kosztów alternatywnych, czyli wszystkich rzeczy, których dzieci w tym czasie nie robią. Mniej śpią, mają mniej ruchu, mniej czasu na naukę i kontakty z rówieśnikami poza internetem. 

Drugi problem polega na tym, że platformy silnie oddziałują na mózgowy układ nagrody, przez co inne aktywności mogą wydawać się mniej interesujące, mniej znaczące i mniej satysfakcjonujące. To pokazuje również, że problem ma charakter zbiorowy: sprawiamy, że codzienne życie poza ekranem staje się mniej atrakcyjne, ponieważ poświęcamy mu coraz mniej czasu i uwagi i coraz rzadziej w pełni w nim uczestniczymy.

Można powiedzieć dziecku, żeby wyszło na dwór i się pobawiło. Jeśli jednak rzeczywiście wyjdzie, a nie spotka tam żadnych innych dzieci, ponieważ wszystkie siedzą w domach ze swoimi urządzeniami, mamy już do czynienia z problemem zbiorowym.

Pusty plac zabaw dla dzieci a obok blok mieszkalny. Ilustruje problem uzależnienia dzieci od telefonu.
Fot. Chatham172 / Envato.com

Właśnie dlatego jego rozwiązanie nie może zostać pozostawione wyłącznie poszczególnym rodzinom. Potrzebujemy szeroko zakrojonych zmian społecznych: w szkołach, w domach kultury i centrach społecznościowych, a także przepisów ograniczających czas, jaki dzieci spędzają w świecie cyfrowym. Musimy też przywrócić wspólne miejsca spotkań, w których dzieci będą mogły przebywać razem i angażować się w praktyczne aktywności w realnym życiu, bez internetu. 

Myślę również, że ważne jest podkreślenie, że zwłaszcza media społecznościowe mogą powodować depresję i lęk, a także prowadzić do negatywnych porównań społecznych. W ich wyniku młodzi ludzie czują, że nigdy nie będą wystarczająco dobrzy, gdy porównują się z milionami starannie wyselekcjonowanych zdjęć publikowanych w internecie, często dodatkowo poprawianych filtrami upiększającymi. 

Media społecznościowe wciągają dzieci na trzy sposoby

Platformy społecznościowe są projektowane przez specjalistów od ludzkich zachowań, psychologów i inżynierów tak, by jak najdłużej utrzymywać naszą uwagę. Czy dzieci i nastolatki rzeczywiście korzystają z nich z własnego wyboru, czy raczej trafiają do środowiska, wobec którego ich rozwijający się mózg jest szczególnie bezbronny?

Rozwijający się mózg jest szczególnie podatny na wpływy. Trudniej mu przerwać korzystanie z urządzenia i oprzeć się natychmiastowej nagrodzie. Słabiej potrafi też przewidywać i oceniać odległe konsekwencje własnych działań.

Wiemy, że im wcześniej dziecko zacznie korzystać z mediów społecznościowych i otrzyma własne urządzenie cyfrowe, tym większe jest prawdopodobieństwo, że uzależni się od mediów społecznościowych lub doświadczy związanych z nimi negatywnych skutków, takich jak depresja, stany lękowe, otyłość czy niewystarczająca ilość snu.

Wiele z tych uzależniających platform społecznościowych jest celowo kierowanych do dzieci. Nie dlatego, że jest to najbardziej dochodowy segment rynku, lecz dlatego, że dzisiejsi młodzi użytkownicy są jutrzejszymi dorosłymi użytkownikami.

Serwisy społecznościowe są konstruowane tak, aby maksymalizować czas spędzany przez użytkownika na oglądaniu treści, a nie jego dobrostan. Nawet zdrowa młoda osoba, która nie zmaga się z żadnymi dodatkowymi problemami ze zdrowiem psychicznym i żyje w stabilnym oraz wspierającym otoczeniu, może uzależnić się od tych platform, właśnie dlatego, że wykorzystują one mechanizmy sprzyjające rozwojowi uzależnienia.

Dziecko leży na pościeli i gra w grę w mediach społecznościowych.  Zdjęcie ilustruje problem zbyt długiego czasu pobytu dzieci w mediach społecznościowych oraz uzależnienie dzieci od telefonu.
Fot. elmedoks / Envato.com

To, co czyni je uzależniającymi, można sprowadzić do trzech „P”: Plentiful, Potent, Personalized, czyli powszechne (obfite – red.), silnie oddziałujące i spersonalizowane. Strumienie krótkich filmów praktycznie nigdy nie mają końca. Treści są dostępne bez ograniczeń, wszędzie i o każdej porze.

Taki sposób podawania treści bardzo skutecznie przyciąga i utrzymuje uwagę. Wykorzystuje krótkie filmy, polubienia oraz mechanizm przypominający automat hazardowy, który dostarcza nagród w nieprzewidywalnych momentach. Dla ludzkiego mózgu jest to niezwykle silny bodziec. Coś w rodzaju „kocimiętki”, której nie potrafimy się oprzeć.

Za sprawą algorytmów serwisy dopasowują materiały do każdego użytkownika, tworząc spersonalizowany cyfrowy „narkotyk”. Niemal żadna inna substancja uzależniająca nie jest dostosowywana do konkretnej osoby na bieżąco. Wobec mechanizmów zaprojektowanych tak, by zatrzymywać nas na platformie, jesteśmy praktycznie bezradni.

Sama silna wola nie wystarczy

W swojej pracy klinicznej leczyła pani młodych ludzi zmagających się z uzależnieniami behawioralnymi, w tym z nadmiernym korzystaniem z mediów społecznościowych. Czy mogłaby pani opowiedzieć o jednym z najpoważniejszych lub najbardziej niepokojących przypadków uzależnienia od mediów społecznościowych, z jakimi miała pani do czynienia? Jakie wnioski, pani zdaniem, powinni wyciągnąć z niego rodzice i nauczyciele?

Często spotykam się z poważnymi przypadkami uzależnienia od urządzeń i platform internetowych, które zaczynają się już w dzieciństwie i okresie dorastania, a w niektórych przypadkach prowadzą do ciężkiej depresji, lęku, samookaleczeń i myśli samobójczych.

Te przypadki są bardzo smutne, ponieważ ten „narkotyk” jest wszędzie, a rodzice często są bezradni i nie są w stanie doprowadzić do jakiejkolwiek zmiany.

Aby doprowadzić do zmiany, nauczyłam się, że trzeba pomóc dziecku zrozumieć, w jaki sposób korzystanie z urządzeń i platform internetowych może przyczyniać się do jego depresji, nawet jeśli w danym momencie sprawia mu przyjemność. Musimy również zrozumieć, że nie możemy oczekiwać, że dzieci ani dorośli będą polegać wyłącznie na silnej woli.

Musimy tworzyć środowiska, w których dostęp do tych cyfrowych „narkotyków” będzie trudniejszy, a jednocześnie zapewniać alternatywy w prawdziwym życiu, sprzyjające dobremu zdrowiu psychicznemu. Mogą to być na przykład ćwiczenia fizyczne i sport, czas spędzany z rodziną na grach planszowych, wspólnym gotowaniu czy uczestnictwie w praktykach religijnych, a także przebywanie na łonie natury. To tylko kilka przykładów.

* Prof. Anna Lembke – profesorka psychiatrii i nauk behawioralnych w Stanford University School of Medicine oraz kierowniczka Stanford Addiction Medicine Dual Diagnosis Clinic. Jako klinicystka i badaczka jest autorką lub współautorką ponad stu publikacji, w tym recenzowanych artykułów naukowych, rozdziałów w książkach i komentarzy. Jej najpopularniejsza w Polsce książka, „Niewolnicy dopaminy. Jak odnaleźć równowagę w epoce obfitości”, stała się bestsellerem w kategorii poradników psychologicznych i literatury popularnonaukowej.

Warto przeczytać: Najpierw ulga, potem uzależnienie. Tak nastolatki wpadają w pułapkę


Na scenie zobaczysz między innymi:

Spotkasz w strefie książek:

***

Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!


Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Patrycja Krzeszowska

Dziennikarz


Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Rzeszowskiego. W mediach pracuje od 2019 roku. Współpracowała z redakcjami newsowymi oraz agencjami copywriterskimi. Ma ugruntowaną wiedzę psychologiczną, zwłaszcza z psychologii poznawczej. Interesuje się także tematami społecznymi. Specjalizuje się w odkryciach i badaniach naukowych, które mają bezpośredni wpływ na życie człowieka.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.