„Czerwony blok” wygrał wybory w Danii. Co z kwestią imigracji?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Mette Frederiksen. Kopenhaga, czerwiec 2019 r.(LISELOTTE SABROE / RITZAU SCANPIX / AP / EAST NEWS)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 2 minut Lewica wygrała duńskie wybory do parlamentu. Zwycięzcy zyskali poparcie elektoratu głównie z powodu sprzeciwu wobec cięć socjalnych

Nową premier Danii zostanie 41-letnia Mette Frederiksen. Liderka Partii Socjaldemokratycznej stała się w ten sposób najmłodszą w historii osobą na tym stanowisku. Ugrupowania „czerwonego bloku” opozycji zdobyły 91 miejsc w liczącym 179 miejsc parlamencie; 48 z nich przypadło partii Frederiksen. Rządzący dotychczas „niebieski blok” partii liberalnych może liczyć na 79 deputowanych.

Socjaldemokratyczny zwrot wyborców

Liberałowie na swoje konto mogą zapisać sukcesy ekonomiczne. W ostatniej dekadzie Dania odnotowywała wzrost gospodarczy powyżej europejskiej średniej. Przyczyniły się do tego wyniki takich firm jak Carlsberg, Lego czy konglomeratu Mærsk, potentata na rynku transportu morskiego.

Komentatorzy oceniają jednak, że mieszkańcy skandynawskiego kraju mieli dość polityki zaciskania pasa. Dlatego w wyborach zwrócili się ku socjaldemokratom, twórcom polityki państwa dobrobytu w drugiej połowie poprzedniego stulecia.

Porażka partii prawicowych

W poprzednim parlamencie dużą rolę odgrywała nacjonalistyczna Duńska Partia Ludowa, na którą w 2015 r. zagłosowała ponad jedna piąta wyborców. W kluczowych momentach udzielała ona poparcia mniejszościowemu rządowi liberałów. Dzięki temu mogła liczyć na twardsze podejście do spraw imigracji.

W środę prawicowcy ponieśli porażkę, uzyskując niespełna 10-procentowe poparcie – najniższe od 1998 r. Poza parlamentem znalazł się też Rasmus Paludan, znany z antymuzułmańskich aktów palenia Koranu. Jego partia Stram Kurs nie przekroczyła dwuprocentowego progu wyborczego.

Lewica z twardym kursem wobec imigracji

Pomimo wygranej socjaldemokraci nie zapewnili sobie samodzielnej większości. Frederiksen zapowiedziała więc próbę utworzenia mniejszościowego gabinetu. W innym przypadku będzie musiała szukać porozumienia w ramach szerszego, lewicowego bloku. Będzie to jednak trudne, bowiem na dobry wynik zapracowała, zapowiadając kontynuację twardego kursu w sprawie imigracji.

Do tej pory opowiedziała się m.in. za zakazem noszenia burki i nikabu przez muzułmanki. Nie podoba się to mniejszym partiom lewicowym. Liderka socjaldemokratów broni jednak swoich poglądów. „Nie jesteś złym człowiekiem, jeśli martwi cię imigracja” – przekonywała podczas telewizyjnej debaty. Jak twierdzi, państwo musi teraz skupić się na integracji przybyszów, którzy już przebywają na terenie Danii.

Państwo dobrobytu i walka o klimat

Pozostałe ugrupowania lewicowe mogą poprzeć prosocjalne i ekologiczne propozycje Frederiksen, która obiecuje nie dopuścić do cięć w edukacji i ochronie zdrowia. Planuje także poszerzyć listę zawodów, których przedstawiciele mogą liczyć na wcześniejszą emeryturę. Chce w ten sposób odwrócić oszczędnościową politykę budżetową, która zyskała poparcie Duńczyków po kryzysie finansowym w 2008 r. Wśród priorytetów swojej polityki Frederiksen wymienia również walkę z kryzysem klimatycznym.

Teraz Danię czeka dymisja urzędującego premiera Larsa Løkkego Rasmussena. Skład rządu zaprezentowany przez Frederiksen będzie musiał, według zwyczaju, uzyskać akceptację królowej Małgorzaty. Jest to jednak tylko formalność.

]]>
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES