Prawda i Dobro
Pomnik nie zmywa krwi. Jacek Piekara o bohaterach i zbrodniarzach
14 czerwca 2026

Algorytmy platform streamingowych i serwisów muzycznych każdego dnia analizują nasze wybory, by podsuwać nam to, co już lubimy. Im lepiej nas rozumieją, tym skuteczniej zamykają nas w pętli monotonii. I nagle okazuje się, że przestaliśmy wiedzieć, jaką lubimy rozrywkę. Bo dawno nie próbowaliśmy niczego nowego.
Wyobraź sobie zwykły wieczór. Wracasz zmęczony, gasisz światło w kuchni i siadasz w ulubionym fotelu. Sięgasz po telefon lub pilota i bez zastanowienia włączasz tę samą playlistę, którą masz od 5-10 lat. Albo otwierasz aplikację i od razu wybierasz serial z gatunku, który „zawsze działa”. Nie eksperymentujesz. Po prostu wracasz do tego, co już znasz. To bezpieczne i przewidywalne.
Z psychologicznego punktu widzenia przyciąga nas to, co już znamy: ulubione piosenki, rozpoznawalne twarze, przewidywalne fabuły. Znajomość obniża koszt poznawczy. Mózg nie musi się wysilać, by „rozgryźć” nową estetykę, więc łatwiej nam odpocząć. Wydawałoby się więc, że odpowiedź na pytanie „jaką lubimy rozrywkę” brzmi: taką, którą już dobrze znamy.
Problem w tym, że ta sama znajomość, która daje ukojenie, z czasem rodzi nudę. Utwory, które kiedyś poruszały do głębi, stają się jedynie tłem. Serial, który wciągał na kilka sezonów, nagle wywołuje tylko mechaniczne przewijanie. Nie dlatego, że nagle straciliśmy zdolność do cieszenia się – raczej dlatego, że to, co doskonale znamy, przestaje nas zaskakiwać, a przez to przestaje naprawdę dotykać.
Nowe badanie, opublikowane w Journal of Cultural Economics, rzuca ciekawe światło na ten mechanizm w kontekście współczesnych platform streamingowych. Ustalono, że systemy zaprojektowane tak, by jak najdokładniej trafiać w aktualne preferencje, z czasem drastycznie ograniczają eksplorację, nieświadomie tworząc pętlę monotonii. Zamiast proponować coś nowego, coraz precyzyjniej karmią nas tym, co już lubimy – aż do momentu, w którym to „już lubiane” przestaje sprawiać przyjemność.
Ponieważ gusta estetyczne ewoluują powoli na przestrzeni wielu lat, algorytmy, które coraz dokładniej przewidują, co chcesz oglądać lub słuchać dzisiaj, mogą przypadkowo uniemożliwić nam odkrycie tego, co w przeciwnym razie nauczylibyśmy się kochać jutro
– podkreśla autor badania, Samsun Knight.
Nasze doświadczenie estetyczne nie jest liniowe. Potrzeba pewnej ilości kontaktu z danym stylem, aby nauczyć się go doceniać. Z drugiej strony – zbyt duża ilość tego samego prowadzi do nasycenia i znudzenia. Algorytmy nastawione wyłącznie na maksymalizację natychmiastowego kliknięcia nie widzą tego długiego horyzontu. Działają w skali dni i tygodni, podczas gdy nasze gusta dojrzewają – lub zamierają – w skali lat.
To każe nam na nowo zastanowić się, jaką lubimy rozrywkę. Czy naprawdę zależy nam tylko na tym, by było „jak zwykle”? Czy może pod tą wygodą kryje się głębsza potrzeba – potrzeba, by rozrywka nie tylko relaksowała, ale też poszerzała nasze horyzonty? Gusta nie są czymś stałym i niezmiennym, jak odcisk palca. Są raczej żywym procesem. Czymś, co kształtujemy i co kształtuje nas w zamian. Jeśli zamkniemy się wyłącznie w tym, co już oswoiliśmy, ryzykujemy duchową stagnację.
To nie jest tylko kwestia technologicznych algorytmów. To kwestia ludzkiej natury. Z jednej strony potrzebujemy zakorzenienia w tym, co znane, bo daje nam poczucie stabilności i oszczędza energię psychiczną. Z drugiej – nosimy w sobie głęboki głód nowości, ruchu, odkrywania. Bez niego życie – nawet to wygodne – traci kolor.
Filozofia i psychologia od dawna podpowiadają, że pełnia doświadczenia wymaga zarówno powrotu do domu, jak i wypraw w nieznane. Znajome daje bezpieczeństwo, ale tylko nowość pozwala nam się rozwijać.
Potrzebujemy nowości nie z kaprysu czy mody, lecz z głębokiej, niemal egzystencjalnej konieczności. Nowe doświadczenie – czy to nieoczekiwana piosenka, film spoza ulubionego gatunku, czy książka, po którą nigdy byśmy nie sięgnęli – działa jak świeże powietrze dla percepcji.
Potrzebujemy różnorodności nie tylko po to, by się „nie nudzić”, lecz także po to, by mieć możliwość stawania się kimś innym, niż jesteśmy dziś. Także w wymiarze estetycznym.
Oczywiście nie chodzi o to, by całkowicie porzucić ulubione melodie czy gatunki. Chodzi o równowagę. O świadome pozostawienie miejsca na nieprzewidziane. O akceptację faktu, że czasem to, co na pierwszy rzut oka wydaje się „nie dla nas”, po kilku kontaktach może stać się czymś bliskim i ważnym. To właśnie ta otwartość sprawia, że rozrywka przestaje być jedynie konsumpcją, a staje się częścią naszej wewnętrznej podróży.
Można to potraktować jak mały eksperyment egzystencjalny. Zamiast za każdym razem wybierać „to samo co zwykle”, warto raz na jakiś czas kliknąć w coś, co nie pasuje do naszego dotychczasowego wzorca. W najgorszym razie stracimy kilkanaście minut. W najlepszym – odkryjemy nowy język, nowy dźwięk, nową opowieść, które zostaną z nami na lata.
Przeczytaj również: Serial za serialem. Uciekamy od życia czy od samotności?
***
Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: