Nauka
Masz ją na parapecie? Jej liście ukrywają wzór miast
18 czerwca 2026

Nie dajemy się oszukać wyłącznie dlatego, że ktoś mówi przekonująco. Często sami szukamy opowieści, która uspokoi lęk, nada życiu sens i pozwoli wierzyć, że istnieje proste rozwiązanie. Tomasz Witkowski, autor „Tryptyku haniebnego” w rozmowie z Patrycją Krzeszowską, tłumaczy, dlaczego od średniowiecznych alchemików po współczesnych sprzedawców cudów wciąż działa na nas ten sam mechanizm.
Patrycja Krzeszowska: Jest pan psychologiem i autorem wielu książek naukowych. Skąd pomysł na napisanie powieści historycznej Tryptyk haniebny?
Prof. Tomasz Witkowski: Literatura jest dla mnie symulatorem rozwiązań dylematów moralnych. O ile teksty naukowe czy popularnonaukowe opisują i wyjaśniają rzeczywistość, o tyle literatura piękna, której bardzo dużo czytam i którą niezwykle sobie cenię, jest sposobem myślowego eksperymentowania z rzeczywistością.
„Symulator” to dobre słowo, określające miejsce, gdzie można bezkarnie próbować rozwiązywać bardzo trudne sytuacje, nierzadko graniczne, z którymi w życiu wcale, lub rzadko mamy do czynienia. A co za tym idzie: uczuć, emocji, pasji, afektów towarzyszących konfrontacji z dylematami, które sami rzadko przeżywamy. Dzięki literaturze dojrzewamy moralnie.
W Tryptyku haniebnym średniowiecze wydaje się bardziej lustrem współczesności niż rekonstrukcją historyczną. Co chciał Pan przekazać o dzisiejszym człowieku, opowiadając historię osadzoną sześćset lat temu?
To, na czym znam się najlepiej i o czym piszę od lat, to hipokryzja i obłuda. Hipokryzję naukowców, terapeutów i szerzej, ludzi, którzy deklarują, że chcą pomagać innym, piętnuję również w pozostałych swoich książkach. Historia opowiedziana w Tryptyku haniebnym jest uniwersalna.
Dlaczego dzieje się sześćset lat temu? Dlatego, że współczesność, przynajmniej ta, którą znamy w Europie Środkowej na przełomie XX i XXI wieku, oferuje stosunkowo niewiele sytuacji granicznych.
Średniowiecze, ze względu na ówczesne kontrasty i ogromne trudności codziennego życia, walkę o przetrwanie wśród ludzi i w przyrodzie, stanowi tło pozwalające silniej uwypuklić ludzkie dylematy, dzięki czemu stają się wyrazistsze niż w naszych obecnych wyborach.
Zaryzykuję stwierdzenie, że większość przedstawicieli współczesnego pokolenia, żyjącego w Europie Środkowej, przez całe swoje życie nie stanie przed choćby połową dylematów tak trudnych, jak te, z którymi mierzą się bohaterowie mojej książki.
Tytułowy tryptyk przedstawia trzy siły: żądzę, zło i pogardę. Dlaczego właśnie te uznał Pan za najważniejsze dla opisu ludzkiej natury?
Siły te najbardziej zagrażają temu, co w ludzkiej naturze dobre. Żądza, jak starałem się to pokazać w pierwszej części tryptyku, uruchamia mechanizmy, pod wpływem których ludzie zaczynają postępować wbrew własnej woli i intencjom.
Najwyraźniej widać to w doświadczeniach Jakuba, który wraca w rodzinne strony i próbuje leczyć ludzi. Z czasem oczekiwania otoczenia kształtują jego zachowanie bardziej niż on sam. Podobny mechanizm uwidacznia się w historii jego Mistrza, którego młodzieńcze doświadczenia pokazują, jak głęboko został ukształtowany przez wymagania innych oraz przez sytuacje, w które wrzucił go los.
Zło z kolei jest procesem niemal niedostrzegalnej przemiany, w efekcie której opanowany przez nie człowiek zaczyna czerpać z niego satysfakcję. Tę przemianę uosabia Teofilakt – bohater drugiej części tryptyku.
I wreszcie pogarda. To właśnie za nią skrywa się najwięcej hipokryzji. Kat odsłania przed czytelnikiem drugie dno rzeczywistości, której nie dostrzegają ci, którzy przychodzą oglądać krwawe widowiska i widzą jedynie ostateczny efekt jego rzemiosła.

Wspomniał Pan o Mistrzu. To jedna z najbardziej niejednoznacznych postaci powieści. Czy według Pana jest on bardziej uczonym, mistykiem, oszustem czy nauczycielem ludzkiej natury?
Rzeczywiście jest to postać bardzo wieloznaczna. Przez wiele lat zajmowałem się pseudonauką, do dziś analizuję rozmaite jej przejawy i wielokrotnie zastanawiałem się, również w rozmowach z osobami oddanymi pseudonauce, czy są oszustami, czy też naprawdę wierzą w to, co robią. Uznałem, że moje odkrycia łatwiej będzie pokazać poprzez postać Mistrza i tego, co robi, niż używając zwykłego opisu.
Ludzie podobni do Mistrza z mojej powieści rozpoczynają swoją działalność w głębokim przekonaniu, że to, co robią, ma sens. Z czasem docierają do nich informacje świadczące o tym, że ich metody nie działają, a niekiedy wręcz szkodzą. Co wówczas robią? Zaczynają filtrować te informacje. Akceptują fakty potwierdzające ich przekonania i odrzucają to, co im przeczy. W ten sposób tworzą wokół siebie bańkę informacyjną, która pozwala im wierzyć w skuteczność własnych działań.
Otaczają się podobnie myślącymi ludźmi i znajdują rozmaite uzasadnienia dla swojej działalności. Podobnie do Mistrza wierzą, że czynią coś dobrego. Nie mają więc większych skrupułów wobec tych, którzy płacą im za usługi lub poświęcają własne zasoby na realizację ich celów.
Postać Mistrza skonstruowałem na podstawie zdobytej wiedzy o współczesnych i dawnych alchemikach. Wielu z nich oszukiwało świadomie, jestem jednak przekonany, że większość działała w przeświadczeniu, iż ich wysiłki doprowadzą ostatecznie do odkrycia kamienia filozoficznego albo innego wielkiego przełomu.
Oczywiście byli i są wśród nich również wyrafinowani oszuści, doskonale zdający sobie sprawę, że nic z tego, co robią, nie działa. Prawdopodobnie większość wierzyła i wierzy, że zmierza ku czemuś wartościowemu. Można powiedzieć, że Mistrz jest prototypem alchemika. A samo określenie „alchemik” można dziś odnieść do bardzo wielu profesji i środowisk.
W książce wielokrotnie pojawia się motyw wymuszania prawdy poprzez cierpienie. Kat dostrzega absurd tego mechanizmu i zauważa, że ból może skłonić człowieka do powiedzenia czegokolwiek. Czy widzi Pan współczesne odpowiedniki takiego myślenia?
Jeśli chodzi o ból fizyczny, to nauczyliśmy się już, że nie jest on dobrym sposobem dochodzenia do prawdy. Natomiast jeśli chodzi o emocje jako źródło informacji, to jak najbardziej dostrzegam podobne zjawiska.
Obecnie mamy do czynienia z bardzo silnym wzmożeniem emocjonalnym. W wielu współczesnych sporach kulturowych emocje, a zwłaszcza subiektywne poczucie krzywdy, zaczynają być ważniejsze od racjonalnej analizy. To bardzo niebezpieczny kierunek. Nawet najmniejszy dyskomfort emocjonalny bywa dziś traktowany jako dowód niewłaściwego traktowania, jako obiektywna informacja, a następnie jako podstawa do oceny innych ludzi.
Jedna z najmocniejszych myśli po lekturze Tryptyku haniebnego mogłaby brzmieć: ludzie nie pragną prawdy, lecz opowieści, którą chcą usłyszeć. Czy uważa Pan, że współczesny kryzys informacyjny i popularność teorii spiskowych wynikają z tej samej psychologicznej potrzeby, którą opisuje Pan w średniowiecznym świecie?
Zdecydowanie tak. Nigdy nie brakowało ludzi gotowych uwierzyć w obietnice bez pokrycia, cuda czy niezwykłe rozwiązania. Mundus vult decipi, ergo decipiatur — Świat chce być oszukiwany, niech więc będzie. To powiedzenie, przypisywane Petroniuszowi, nigdy nie straciło na aktualności.
Dotyczy to zarówno zdrowia fizycznego i psychicznego, jak i finansów. Dziś na ogromną skalę funkcjonują różnego rodzaju oszustwa inwestycyjne. W gruncie rzeczy jest to nowa wersja tej samej opowieści, którą niegdyś snuto o kamieniu filozoficznym, przemianie ołowiu w złoto czy eliksirze młodości.
Widzimy ją w medycynie alternatywnej, kosmetyce, inwestycjach, a nawet w edukacji. Wciąż pojawiają się cudowne metody obiecujące cudowny wygląd, ponadprzeciętne zyski, rozwinięcie ukrytego potencjału, zwiększenie inteligencji czy zapewnienie dzieciom wyjątkowych osiągnięć. Alchemia nadal przenika większość sfer naszego życia. Po prostu dziś nie nazywamy jej już alchemią.
W książce bohaterowie uznawani przez społeczeństwo za gorszych: kat i karzeł są odrzucani przez ludzi, a mimo to często okazują się bardziej ludzcy od swoich sędziów. Czy humanizm zaczyna się tam, gdzie przestajemy dzielić ludzi na godnych i niegodnych szacunku?
Tak, to absolutnie podstawowy próg, którego przekraczanie jest fascynujące. Proszę zwrócić uwagę: w chrześcijaństwie przez stulecia tolerowano karę śmierci. Pojawia się tu fundamentalna sprzeczność: z jednej strony religia głosząca bezwarunkową miłość bliźniego, z drugiej akceptacja odbierania mu życia. Jak to ze sobą pogodzić?
Św. Tomasz z Akwinu wymyślił mechanizm obronny, pozwalający odebrać człowiekowi życie bez odczuwania wyrzutów sumienia. Jego zdaniem człowiek dopuszczający się wyjątkowo ciężkich grzechów sam pozbawia się ludzkiej godności. Popełniając zło, wyklucza się ze wspólnoty ludzi i zostaje zrównany z niebezpieczną, dziką bestią, którą można usunąć ze społeczeństwa, podobnie jak można zabić wściekłego psa.
Jedna prosta operacja myślowa, a człowiek ląduje poza kategorią ludzi i zasługuje na pogardę. To właśnie moment, w którym przesuwamy człowieka do kategorii „gorszych”, przestajemy widzieć w nim pełnoprawną osobę i odbieramy mu człowieczeństwo. Ten sam mechanizm starałem się pokazać w powieści. To on sprawia, że Teofilakt i syn kata od urodzenia zostają wykluczeni i pozbawieni możliwości normalnego funkcjonowania wśród innych.
Która z tych emocji: żądza, złość, pogarda, jest według Pana największym zagrożeniem dla współczesnego człowieka?
Wszystkie trzy. Są nierozerwalne. Choć rzeczywiście, jeśli spojrzeć na nie z dystansu… Gdyby ktoś uśpił mnie w latach 70. czy 80., obudził dziś i pokazał media społecznościowe, to pierwszą rzeczą, która rzuciłaby mi się pewnie w oczy, byłaby pogarda.
Wydaje mi się, że najlepszym okresem naszej cywilizacji zachodniej był przełom wieków, zwłaszcza pierwsza dekada XXI wieku. Można powiedzieć, że ten „złoty okres” zaczął się rozpadać i obecnie schodzimy po dość stromym zboczu w dolinę zdominowaną przez zachowania, które opisałem w Tryptyku haniebnym.
Uderzająca jest właśnie pogarda, głębokie podziały ludzi, które nasiliły się w drugiej i obecnej dekadzie naszego stulecia. Nie pamiętam wcześniejszego okresu, w którym ludzie byliby aż tak podzieleni i tak skłonni do wzajemnej pogardy. Dotyczy to wszystkich stron, niezależnie od tego, gdzie przebiega linia podziału.
Żądza towarzyszy człowiekowi od zawsze. Zawsze chcieliśmy tego, co mają inni, i nadal to kształtuje zachowania ludzi. Wystarczy spojrzeć na naszych polityków. Niestety także zło: to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, pokazuje, że zło wciąż pozostaje jednym ze sposobów sprawowania kontroli nad światem.
Czy pisząc tę powieść, doszedł Pan do wniosku, że człowiek bardziej potrzebuje sensu niż prawdy?
Zdecydowanie bardziej potrzebuje sensu, ale to pytanie ma dwa poziomy.
Pierwszy dotyczy tego, co ludzie faktycznie robią: czy bardziej szukają sensu, czy prawdy. Tu odpowiedź jest zdecydowana: bardziej szukają sensu. Drugi to pytanie normatywne: czy powinniśmy szukać prawdy, czy sensu. Ja uważam, że te dwie kwestie są nierozerwalne.
Czysta prawda jest dość brutalna. Wszyscy jesteśmy śmiertelni, umieramy najczęściej cierpiąc, a po tej bolesnej śmierci nie ma nic więcej. Gdybyśmy skonfrontowali się wyłącznie z taką prawdą, łatwo dojść do wniosków egzystencjalistów, że życie nie ma sensu, a wszystko jest dziełem ślepego przypadku.
Jeśli nie połączymy prawdy z sensem, który sami nadajemy życiu, czysta prawda może być destrukcyjna. Dlatego z perspektywy badacza natury ludzkiej uważam, że prawdę powinniśmy zawsze łączyć z sensem. Natomiast z perspektywy obserwatora zachowań ludzi widzę, że człowiek przede wszystkim szuka sensu, a prawdę do tego sensu nagina.
O czym będzie następna książka i kiedy możemy się jej spodziewać?
Następna książka ukaże się już wkrótce. To również powieść, choć osadzona tym razem we współczesności. Bohaterem jest młody, wybitnie uzdolniony człowiek, którego otoczenie nie do końca akceptuje. Pod jego naciskiem odkrywa w sobie defekt, który próbuje naprawić za pomocą terapii. A co z tego wyniknie i jak potoczą się jego losy? O tym właśnie będzie kolejna powieść.
*Tomasz Witkowski – profesor WSKZ, psycholog, pisarz i publicysta. Autor kilkunastu książek poświęconych krytycznemu myśleniu w psychologii, w tym trylogii Zakazana psychologia, Zawracanie statków głupców i inne eseje, Psychoterapia bez makijażu czy właśnie wydanej Tryptyk haniebny.
Warto przeczytać: „Potrzebujemy mniej specjalistów”. Dr Tomasz Witkowski o pułapkach terapii




***
Ostatni moment na bilety w cenie 49 zł.
Od 1 lipca cena rośnie!
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: