Edukacja
Piątka cieszy, jedynka boli. Ale dziecko zapamiętuje coś jeszcze
31 lipca 2026

System edukacji w Polsce od lat budzi emocje. Popularna teza o niskiej inteligencji dzieci, braku woli nauki i pogarszającym się poziomie nauczania pojawia się regularnie w publicznej debacie. Zanim jednak wydamy wyrok, warto spojrzeć na dane. I sprawdzić, co tak naprawdę mówią badania.
W dyskusjach o edukacji łatwo popaść w pułapkę mitologizowania przeszłości. Każde pokolenie skłonne jest sądzić, że młodzież jest gorsza niż za jego czasów. Tymczasem dość naturalne intuicje o kryzysie edukacji trafiają na rozproszone przesłanki, które często potwierdzają te intuicje – ale niekoniecznie dają pełny obraz.
Regularnie czytamy o kryzysie czytelnictwa, wpływie nowych technologii na koncentrację, niskiej zdawalności matury czy zapaści nauk ścisłych. Łatwo, nie bez złośliwej satysfakcji, zarzucić uczniom lenistwo, nauczycielom głupotę, szkole brak elastyczności, a ministerstwu konformizm.
Problemy systemowe trudno jednak rozwiązać przy takim redukcjonizmie. Zanim wydamy werdykt, trzeba oddzielić od siebie kilka zjawisk, które w publicznej debacie często uznaje się za jedno i to samo.
Pytanie, czy system edukacji produkuje coraz gorszych absolwentów, miesza co najmniej cztery różne rzeczy: ogólną sprawność poznawczą mierzoną testami IQ, osiągnięcia szkolne mierzone przez PISA, TIMSS i PIRLS, fundamentalne umiejętności, takie jak czytanie ze zrozumieniem, liczenie i rozwiązywanie problemów, a także praktyczne i adaptacyjne kompetencje potrzebne w realnym życiu.
Te kategorie są powiązane, ale nie są tym samym. Międzynarodowe badania, takie jak PISA (OECD), mierzą przede wszystkim zastosowanie wiedzy w czytaniu, matematyce i naukach przyrodniczych. TIMSS i PIRLS (IEA) koncentrują się na osiągnięciach czwartoklasistów w kluczowych obszarach szkolnych. W tym tekście skupmy się na dwóch pierwszych obszarach: inteligencji oraz wynikach uczniów. Czynniki systemowe i czysto szkolne wymagają osobnego omówienia.
Badania inteligencji nie potwierdzają prostej tezy, że każde kolejne pokolenie jest mniej zdolne od poprzedniego. Przez większą część XX wieku obserwowano zjawisko odwrotne. Wyniki testów IQ rosły średnio o około 2–3 punkty na dekadę. Zjawisko to nazwano efektem Flynna. Oznaczało ono, że kolejne roczniki w wielu krajach radziły sobie w testach poznawczych lepiej niż te urodzone wcześniej.
W ostatnich dekadach wzrost ten jednak wyhamował. W części krajów wysoko rozwiniętych wyniki przestały rosnąć, a miejscami zaczęły spadać.
Badacze, analizując dane norweskich poborowych, wykazali, że poprawa obserwowana w starszych rocznikach została później częściowo odwrócona. Wskazuje to przede wszystkim na wpływ środowiska, a nie na zmiany genetyczne. Znaczenie mogą mieć między innymi sposób nauczania, warunki dorastania, styl życia, dieta, korzystanie z mediów oraz rodzaj zadań, z którymi ludzie spotykają się na co dzień.
Dostępne polskie badania wskazują na wzrost wyników inteligencji wśród nastolatków co najmniej do 2009 roku. Brakuje natomiast reprezentatywnych danych pozwalających ocenić, czy po 2009 roku, a szczególnie po pandemii, nastąpiła stagnacja lub spadek IQ polskich uczniów. Dostępne wyniki edukacyjne wskazują, że pandemia była katalizatorem tąpnięcia silniejszego niż wcześniejsza dekada upowszechniania się smartfonów.
Nowy numer już jest!
Badanie PISA sprawdza, jak piętnastolatkowie wykorzystują wiedzę z matematyki, czytania i nauk przyrodniczych. Polska przez pierwszą dekadę XXI wieku systematycznie poprawiała wyniki. Najlepszy rezultat osiągnęła w 2012 roku. Po pogorszeniu w 2015 roku nastąpiło odbicie w 2018 roku, ale w kolejnej edycji wyniki ponownie wyraźnie spadły.
Między 2018 a 2022 rokiem wynik z matematyki obniżył się o 27 punktów, z czytania o 23 punkty, a z nauk przyrodniczych o 12 punktów. W dwóch pierwszych dziedzinach nie była to więc niewielka, przypadkowa różnica, lecz wyraźne pogorszenie. Podobne spadki odnotowano w wielu innych państwach, dlatego nie jest to problem wyłącznie polskiej szkoły.
Mimo pogorszenia polscy uczniowie nadal osiągali w 2022 roku wyniki wyższe niż średnia państw OECD we wszystkich trzech badanych dziedzinach. Stracili jednak znaczną część przewagi, którą wypracowali w poprzednich latach.
Najważniejszy wniosek jest taki: Polska nie doświadcza nieprzerwanego spadku trwającego od dekad. Najpierw lata trwał niezakłócony wzrost, później okres stosunkowo dobrych wyników, a następnie wyraźne pogorszenie między 2018 a 2022 rokiem.
Na poziomie międzynarodowym układa się więc obraz dwóch cezur. Około 2010 roku wyhamowuje wieloletni wzrost wyników poznawczych, a pandemia staje się katalizatorem wyraźnego tąpnięcia wyników szkolnych dekadę później. W Polsce pierwszą z tych cezur znamy słabiej z powodu braku aktualnych badań IQ, drugą pokazuje PISA 2022.

Inny obraz pokazują badania uczniów czwartej klasy. TIMSS sprawdza ich umiejętności matematyczne i przyrodnicze, a PIRLS – czytanie ze zrozumieniem.
W TIMSS 2023 polscy czwartoklasiści osiągnęli bardzo dobre wyniki z matematyki i przyrody. Były one wyższe niż cztery lata wcześniej i należały do najlepszych na świecie. Oznacza to, że na pierwszym etapie edukacji polska szkoła nadal skutecznie uczy podstawowych umiejętności.
W czytaniu sytuacja jest nieco mniej jednoznaczna. W badaniu PIRLS 2021 polscy uczniowie uzyskali wynik słabszy niż w 2016 roku. Nadal jednak znajdowali się w światowej czołówce, a wśród państw Unii Europejskiej należeli do najlepszych.
Może to oznaczać, że źródłem trudności nie jest brak podstawowych zdolności młodszych pokoleń. Problem może leżeć raczej w tym, co dzieje się podczas kolejnych lat nauki: w motywacji uczniów, atmosferze szkoły, sposobie prowadzenia lekcji, organizacji systemu edukacji oraz warunkach społecznych, w których dorastają nastolatkowie.
Wyniki matury często pojawiają się w dyskusjach o rzekomym pogarszaniu się poziomu młodzieży. W kolejnych latach zmieniały się jednak formuły egzaminu, wymagania, obowiązkowe progi i struktura grupy zdających.
W 2023 roku maturę zdało 84,4 proc. absolwentów. Jednocześnie zdawalność w nowej formule wyniosła 91,1 proc., a w starszej – 74,6 proc. Tak duża różnica pokazuje, że wynik zależy nie tylko od umiejętności uczniów, lecz również od zasad egzaminu oraz od tego, która grupa do niego przystępuje.
W 2024 roku maturę zdało 84,1 proc. absolwentów, a w 2025 roku – 80 proc. Spadek w jednym roku nie jest jednak wystarczającym dowodem na pogorszenie zdolności całego pokolenia. Aby rzetelnie ocenić zmianę, należałoby porównywać wyniki z tych samych przedmiotów, na tych samych poziomach i według możliwie podobnych zasad.
Dostępne badania nie pokazują jednolitego i powszechnego załamania zdolności młodego pokolenia. Młodsze dzieci w Polsce nadal osiągają bardzo dobre wyniki. Jednocześnie wyniki piętnastolatków wyraźnie pogorszyły się między 2018 a 2022 rokiem, szczególnie w matematyce i czytaniu. Jest to realny problem. Nie oznacza on jednak automatycznie biologicznego spadku inteligencji młodzieży – na to nie mamy obecnie dowodów.
Bardziej prawdopodobne jest, że trudności narastają w trakcie kolejnych lat edukacji. Mogą wynikać z jakości nauczania, atmosfery szkoły, słabnącej motywacji, problemów z koncentracją, skutków pandemii oraz zmian w sposobie życia i uczenia się.
Prawda jest zatem taka: polscy uczniowie nie „głupieją” w prosty i jednolity sposób. Mamy natomiast wyraźny problem z utrzymaniem dobrych wyników na późniejszych etapach edukacji. Innymi słowy, problem dotyczy nastolatków.
Skoro młodsze dzieci, pomimo pandemii, osiągają dobre rezultaty, nie ma podstaw, by ogłaszać dramatyczny spadek IQ, przynajmniej na tym etapie. Dopiero z takim rozpoznaniem można przejść do pytania, dlaczego z polskimi uczniami nie jest wcale zbyt dobrze – i jakie czynniki systemowe oraz szkolne mają na to wpływ.
Przeczytaj także: Autorka „Niewolników dopaminy”: dzieci tracą przez telefon więcej niż czas




***
Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: