Nauka
Chłopaki już płaczą. Ale wciąż chcą być twardzi
12 września 2026

Ktoś prosi o pomoc. Nie znamy tej osoby, nie wiemy, co ją spotkało, a jednak często niemal od razu decydujemy, czy się zatrzymać. Czasem wystarczy kilka sekund, by obcy człowiek wzbudził naszą sympatię, innym razem podobna prośba zostawia nas obojętnymi. Dlaczego pomagamy innym, choć tak niewiele o nich wiemy?
Gdy spotykamy nieznajomego potrzebującego wsparcia, często w ciągu kilku chwil decydujemy, czy mu pomóc. Ton głosu, sposób zachowania czy zarys sytuacji mogą wystarczyć, by wyrobić sobie zdanie o drugiej osobie. To pierwsze wrażenie może później wpłynąć na naszą reakcję.
Nie wszystkie sygnały wysyłane przez nieznajomego znaczą jednak dla nas tyle samo. Badanie japońskiego psychologa Ryo Ody wskazuje, że szczególną rolę mogą odgrywać te, które kojarzymy z życzliwością i odpowiedzialnością.
W eksperymencie, którego wyniki opublikowano w Evolutionary Psychological Science, 120 osób z Japonii oceniało 40 fikcyjnych profili nieznajomych. Profile różniły się nasileniem czterech cech z popularnego modelu Wielkiej Piątki: otwartości, ekstrawersji, sumienności i ugodowości.
Badani wskazywali, czy byliby gotowi wesprzeć daną osobę w sytuacji, gdy potrzebowała wsparcia finansowego, zmagała się z ciężkim bagażem, szukała rozmowy lub znalazła się w sytuacji zagrożenia życia na przejeździe kolejowym. Oceniali też, na ile lubią opisaną osobę i czy wydaje im się przyjazna.
Odpowiedzi uczestników układały się w wyraźny wzór. Większą gotowość do udzielenia wsparcia wywoływały profile osób przedstawianych jako bardziej ugodowe i sumienne. Podobnego związku nie stwierdzono w przypadku otwartości ani ekstrawersji.
Ugodowość w psychologii osobowości wiąże się między innymi z empatią, zaufaniem i skłonnością do współpracy. Sumienność obejmuje z kolei odpowiedzialność, samodyscyplinę i rzetelność. Obie cechy mogą budować obraz osoby, która wydaje się bardziej godna zaufania oraz przewidywalna.
Wyniki sugerują, że ważną rolę odgrywała przy tym sympatia. Nieznajomi opisywani jako bardziej ugodowi i sumienni byli oceniani bardziej pozytywnie, a większa sympatia wiązała się z większą deklarowaną gotowością do pomocy.
Nie oznacza to, że w codziennych sytuacjach świadomie oceniamy, komu warto udzielić wsparcia. Wyniki sugerują raczej, że w warunkach niepewności szybko wyrabiamy sobie zdanie o drugiej osobie. Nie znamy historii nieznajomego, nie wiemy, jak zachowa się w przyszłości. Opieramy się więc na ograniczonych sygnałach i oceniamy, czy wydaje się życzliwy, odpowiedzialny, przewidywalny lub godny zaufania.
W realnych kontaktach nie dostajemy oczywiście gotowych profili osobowości. Odbieramy raczej drobne sygnały: sposób, w jaki ktoś mówi o swoim problemie, ton głosu, zachowanie, a czasem pojedynczą informację o jego sytuacji. Nie pozwalają one rzetelnie rozpoznać charakteru człowieka, ale mogą wystarczyć, by wzbudzić sympatię albo nieufność.
Nie jest to jednak jedyny mechanizm wpływający na gotowość do pomocy. W artykule opublikowanym w Social Issues and Policy Review psycholożki Nancy Eisenberg, Natalie D. Eggum i Laura Di Giunta omawiają badania nad empatią, współczuciem i zachowaniami prospołecznymi. Autorki wskazują, że szczególnie współczucie – czyli troska o osobę znajdującą się w trudnej sytuacji – wiąże się z większą skłonnością do działań na rzecz innych.
Na pytanie, dlaczego pomagamy innym, nie ma więc jednej odpowiedzi. Gdy o osobie proszącej o wsparcie wiemy niewiele, znaczenie może mieć nie tylko jej sytuacja, lecz także pierwsze wrażenie. Sygnały kojarzące się z życzliwością, gotowością do współpracy i odpowiedzialnością pomagają szybko wyrobić sobie zdanie o nieznajomym. Mogą też sprawić, że wyda się on bardziej sympatyczny, a przez to zwiększyć deklarowaną gotowość do pomocy.
Przeczytaj również: Dzieci mają cechę, którą dorośli gubią. I mogą nas tego nauczyć
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: