Pokolenie bez jutra. Jak wojenne traumy blokują demokrację

Dziecko idące wśród ruin obrazujące traumę dzieci na wojnie

Dzieci na wojnie tracą coś znacznie cenniejszego niż domy. Tracą zdolność do ufania komukolwiek. Kiedy bombowce i piwniczny strach stają się codziennością, dorastające pokolenie uczy się tylko jednego: jak przetrwać za wszelką cenę. Czy z ludzi wychowanych w ciągłym przerażeniu da się w ogóle stworzyć wolne, stabilne społeczeństwo?

Anatomia strachu. Jak wojna niszczy kapitał społeczny

Dzieci na wojnie dorastają w podwójnej ciemności. Tej fizycznej, piwnicznej, i tej wewnętrznej, w której wyobraźnia zamiast budować jutro, nieustannie odtwarza wczorajszy wybuch. Szkoła, jeśli w ogóle istnieje, częściej jest miejscem ewakuacji niż nauki, a dom – tymczasowym schronieniem, które każdego dnia może przestać istnieć. W takich warunkach najmłodsi uczą się świata poprzez sygnały zagrożenia. Zaufanie staje się luksusem, a czujność – podstawową cnotą.

Najnowsze raporty ONZ i UNICEF tylko to potwierdzają, rysując alarmujący obraz kryzysu psychicznego najmłodszych. Organizacje pracujące z dziećmi na Ukrainie ostrzegają, że bez długoterminowego wsparcia psychicznego całe pokolenie młodych ludzi może żyć z ranami, które będą kształtować przyszłość kraju przez wiele lat.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Strefie Gazy, gdzie praktycznie wszystkie dzieci potrzebują pomocy psychologicznej. To znaczy, że nie mówimy już o wyjątkach, lecz o całym pokoleniu wychowywanym w logice oblężenia.

Dzieci na wojnie inaczej patrzą na świat

Gdy dziecko od początku życia doświadcza, że nic nie jest trwałe, trudno oczekiwać, by spontanicznie wierzyło w stabilność jakiegokolwiek porządku społecznego. Dziecko, które widzi, jak dom przestaje być bezpieczną przestrzenią, a dorośli – tarczą, doświadcza fundamentalnego kryzysu zaufania do rzeczywistości. To, co filozofowie nazywali kiedyś „ładem rzeczy” czy „opatrznością”, z perspektywy dzieci na wojnie jawi się jako kaprys ślepego losu: dziś żyjesz, jutro już nie.

Zaufanie – do ludzi, instytucji, a czasem także do jakiegokolwiek sensu istnienia – przestaje być stanem naturalnym, a staje się luksusem, na który nie wszystkich stać. Dzieci na wojnie uczą się, że trzeba być czujnym, zanim będzie można być dobrym. Ich pierwszą etyką bywa etyka przetrwania: przeżyj, chroń najbliższych, nie ufaj zbyt szybko. Od tego, czy ta etyka zostanie odpowiednio wcześnie zrównoważona inną – etyką dialogu, troski, współpracy – zależy, czy przyszłe społeczeństwo będzie zdolne do pokoju.

Dwie drogi przyszłego pokolenia

Nie jestem tym, co mi się przytrafiło. Jestem tym, czym zdecydowałem się zostać

– mówił Carl Gustav Jung.

Przyszłe pokolenie Ukraińców i Palestyńczyków stanie przed dramatycznym pytaniem: co zrobić z własną krzywdą? Możliwe są co najmniej dwie drogi. Pierwsza to uczynienie z cierpienia osi tożsamości: „jestem tym, komu wyrządzono zło”, a więc kimś, kto ma moralne prawo do odwetu. Druga – trudniejsza – polega na uznaniu bólu i jednoczesnej odmowie powtarzania przemocy: „właśnie dlatego, że wiem, jak to boli, nie chcę robić tego innym”.

Historia zna oba scenariusze. Po Holocauście czy po wojnach w Rwandzie niektóre pokolenia wybrały drogę uzdrawiania i przebaczenia. Inne – cykl przemocy. Wszystko zależy od tego, jak nazwiemy i opowiemy traumę. Viktor Frankl, który sam przeszedł piekło obozów koncentracyjnych, napisał:

Skoro życie jako takie ma jakikolwiek sens, wówczas musi mieć go również cierpienie.

Dzieci na wojnie: jest nadzieja?

Te słowa nie są pocieszeniem – są wezwaniem. Trauma może stać się nauczycielem, ale tylko wtedy, gdy dorośli pomogą dzieciom nadać jej znaczenie. Dzieci na wojnie nie są skazane na wieczną ranę. Mogą stać się pokoleniem, które głębiej niż inni rozumie wartość pokoju, bo zapłaciło za niego najwyższą cenę. O ile ich cierpienie zostanie rozpoznane, wysłuchane i otoczone opieką. Równie dobrze mogą stać się jednak pokoleniem gniewu – jeśli zostaną z tą traumą same, pozostawione w cieniu ruin i martwych obietnic.

Jaką demokrację stworzą „wojenne dzieci”?

Demokracja budowana przez ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli świata jako bezpiecznego, będzie prawdopodobnie twarda, podejrzliwa, nastawiona przede wszystkim na bezpieczeństwo. Może stać się mądrzejsza – jeśli z tego lęku narodzi się czułość na wszelką przemoc. Może stać się też bardziej autorytarna – jeśli logika oblężonej twierdzy na stałe zagnieździ się w zbiorowej wyobraźni.

Stawką tego, jak dziś traktujemy dzieci na wojnie, nie jest więc tylko ich indywidualna przyszłość. Prawdziwą stawką jest kształt politycznych systemów, które kiedyś stworzą.

Przeczytaj również: Konflikt wybucha na ulicach. A potem przenosi się do rodzinnych domów


Na scenie zobaczysz:


***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.