Cavatina Group - Tworzymy inwestycje, które zmieniają miasta

Imperia przemijają, problem zostaje. Cena terytorium na końcu świata

Mężczyzna próbuje utrzymać linami rozdzielone fragmenty mapy, symbolizujące geograficzne problemy państw.

Na mapie wyglądają jak zdobycze: hiszpańskie miasta w Afryce, greckie wyspy niemal pod tureckim brzegiem czy brytyjskie Falklandy na drugim końcu świata. Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba ich bronić. Geografia potrafi dać państwu przewagę, ale równie łatwo wystawia rachunek, którego nie da się uniknąć.

Ceuta i Melilla: hiszpański paradoks

Z jednej strony te dwa punkty stanowią powód do dumy. Dzięki nim państwo hiszpańskie rozciąga się na dwóch kontynentach – w Europie i na Czarnym Lądzie (nie liczymy Wysp Kanaryjskich, które przecież nie leżą w kontynentalnej Afryce). Z drugiej strony te dwa skrawki Hiszpanii na południowym wybrzeżu Morza Śródziemnego to jednak powód do powracającego, geopolitycznego bólu głowy. O Ceucie i Melilli słyszymy bowiem głównie wtedy, gdy dochodzi do kolejnego kryzysu migracyjnego albo podczas eskalacji napięć z Marokiem, które kwestionuje suwerenność Hiszpanii nad tymi dwoma enklawami (z punktu widzenia Hiszpanii są to eksklawy).

Nawiasem mówiąc, Hiszpanie powinni tu doskonale rozumieć Marokańczyków, w końcu sami kwestionują suwerenność Wielkiej Brytanii nad Gibraltarem, co stanowi właściwie lustrzane odbicie sytuacji Ceuty i Melilli.

Oba te terytoria autonomiczne dają Hiszpanii prestiż i strategiczne oparcie po obu stronach Cieśniny Gibraltarskiej (w przypadku Ceuty, ponieważ Melilla leży w linii prostej 220 km na południowy wschód od tej kluczowej cieśniny), ale równocześnie są „zakładnikami” relacji z Marokiem, które bywają bardzo napięte.

W lipcu tego roku dziesiątki tysięcy migrantów przedarło się z terytorium Maroka do Ceuty i wiele wskazuje na to, że Marokańczycy co najmniej dopuścili do tej sytuacji, choć na definitywne konkluzje przyjdzie jeszcze czas, gdy cała sprawa zostanie gruntownie zbadana.

Bitwa o Pietruszkę

Podobne sceny, choć na mniejszą skalę, widzieli natomiast cztery lata temu mieszkańcy Melilli.

Im gorzej wyglądają stosunki Hiszpanii z Marokiem, tym bardziej rośnie zagrożenie, że te dwa hiszpańskie terytoria odczują mniejsze lub większe reperkusje. A zdarza się, że między oboma państwami robi się naprawdę gorąco. W 2002 r. doszło nawet do konfrontacji militarnej o wysepkę Perejil (po hiszp. „pietruszka”) leżącą niedaleko wybrzeża Ceuty. 

Ta krótka, bezkrwawa „wojna o Pietruszkę” przypomniała Hiszpanom (choć ostatecznie postawili na swoim), że Maroko cały czas czyha na ich afrykańskie „perły” w koronie, a geografia absolutnie nie jest tu po ich stronie. Pięć lat później, gdy Ceutę odwiedził ówczesny król Juan Carlos, Maroko zatrzęsło się z oburzenia. Rabat odwołał z Madrytu swojego ambasadora na konsultacje, a przy granicy z Ceutą zebrał się tłum demonstrantów. 

Jeden z banerów żądał: „Królu Juanie Carlosie, wynoś się z marokańskiej Ceuty i Melilli”. Od tego czasu hiszpańscy monarchowie nie odwiedzili już tych afrykańskich terytoriów należących do ich królestwa. Następca Juana Carlos, król Filip VI, sygnalizuje wprawdzie, że bardzo chce odwiedzić Ceutę, ale na razie hiszpańskie władze wolą nie drażnić w ten sposób swojego południowego sąsiada.

Cieśnina Malakka i cena wysp

Jeżeli podzielimy te opłaty między Indonezję, Malezję i Singapur, to byłoby to naprawdę coś, prawda?

– emocjonował się wiosną tego roku podczas sympozjum w Dżakarcie minister finansów Indonezji Purbaya Yudhi Sadewa. Indonezyjski polityk nawiązywał oczywiście do żądań Irańczyków, którzy chcą zamienić Cieśninę Ormuz w jeden wielki punkt poboru opłat.

Jednak władze Indonezji szybko odcięły się od słów ministra i podkreśliły, że nie zamierzają pobierać żadnych opłat od armatorów korzystających z Cieśniny Malakka – najbardziej uczęszczanej cieśniny świata (przepływa tamtędy więcej statków niż przez Cieśninę Ormuz).

Położenie nad strategicznie ważną dla światowego handlu cieśniną daje Indonezji potencjalnie duży lewar, ale wyspiarski charakter tego państwa to również olbrzymie wyzwanie pod kątem bezpieczeństwa. 

Ilustracja archipelagu połączonego siecią morskich tras z okrętem w centrum.
Ilustr.ChatGPT/W.Wybranowski

Czym jest tyrania odległości

Indonezja, największy na świecie kraj wyspiarski, składający się z 17 tys. wysp, rozciąga się ze wschodu na zachód na długości ponad 5 tys. km, a w najszerszym miejscu z północy na południe liczy sobie ponad 2 tys. km. Indonezyjskie władze od lat starają się wzmacniać marynarkę wojenną i lotnictwo, ale zapewnienie bezpieczeństwa tak olbrzymiemu archipelagowi byłoby wyzwaniem nawet dla dużo bogatszego państwa.

Na wyzwania związane z „tyranią odległości” wskazywał poprzedni prezydent Indonezji Joko Widodo, wizytując w 2022 r. Moluki – grupę wysp wysuniętą najdalej na wschód.

Najbardziej odizolowane wyspy w tym regionie muszą być włączone do naszych planów obronnych

– mówił podczas tamtej wizyty prezydent Indonezji, zwracając uwagę na trudną geografię swojego kraju. Jest to szczególnie ważne dziś, gdy Pekin coraz odważniej poczyna sobie na akwenach daleko na południe od swojego wybrzeża, zbliżając się niebezpiecznie do północnych granic wyspiarskiego kolosa Azji – Indonezji.

Ilustracja wydłużonego państwa połączonego morskimi szlakami z odległymi wyspami i terytoriami.
Ilustracja: ChatGPT/W.Wybranowski

Greckie wyspy tuż przy Turcji

Swoją drogą, Indonezyjczycy na pewno doskonale rozumieją w tym kontekście problemy Greków. Wiele ich wysp, w tym te najbardziej znane – Rodos, Kos czy Samos – leży kilka-kilkanaście kilometrów od wybrzeża Turcji, która jest arcyrywalem Grecji. Oba państwa należą wprawdzie do NATO, ale ich napięte relacje (m.in. na tle terytorialnym) i ciągły wyścig zbrojeń między nimi to ból głowy dla kwatery głównej Sojuszu Północnoatlantyckiego.

W starożytności wyspy leżące u brzegów Azji Mniejszej były dla Greków idealnymi „odskoczniami” dla budowania wpływów na kontynencie, ale dziś tak trudna geografia to przede wszystkim problem wojskowy. Oddalone o setki kilometrów od Hellady wyspy, które Turcy mogliby zająć, wykorzystując do transportu żołnierzy zwykłe pontony, sprawiają, że potężnie zadłużona Grecja musi dbać o odpowiedni potencjał swoich sił morskich i powietrznych. 

Tymczasem tuż u brzegów jej najdalej na wschód wysuniętych wysp, potężną, zaawansowaną technologicznie armię rozwija turecki „tygrys”, liczący dziewięć razy więcej mieszkańców.

Chile: 4200 kilometrów państwa

„Dlaczego argentyńskie władze wezwały w trybie pilnym ambasadora Chile? Bo chilijska armia została zauważona na granicy” – to jeden z wielu żartów na temat bardzo specyficznej sytuacji geograficznej tego państwa, które wygląda jak długa tasiemka. Inny żart: „Jedyny powód istnienia Chile? Odcięcie Argentyny od Pacyfiku”. 

Jednak wbrew pozorom przedziwny kształt Chile (ponad 4 200 km długości przy przeciętnej szerokości ok. 180 km) nie oznacza, że to z bezpieczeństwem ten kraj ma największy problem. Wielką pomocą dla chilijskich planistów wojskowych są bowiem potężne Andy, które chronią ten kraj od wschodu, a także pustynia Atacama, która mocno ogranicza wszelkie operacje wojskowe prowadzone – potencjalnie – od północy.

Trudna geografia sprawia Chilijczykom najwięcej problemów pod względem gospodarczym i… życiowym. Olbrzymie odległości z północy na południe oznaczają przede wszystkim wysokie koszty transportu towarów i ludzi. A do tego cała ta infrastruktura musi być utrzymywana w bardzo trudnych warunkach – w Andach, na terenach pustynnych czy w przepięknej, ale niezwykle wymagającej Patagonii z jej zapierającymi dech w piersiach fiordami.

Wojna o Falklandy i rachunek za odległość

Wielkie odległości to również ogromny problem w przypadku dwóch naszych europejskich sojuszników – Francji i Wielkiej Brytanii. Ta ostatnia przekonała się o tym boleśnie 44 lata temu, gdy wspomniana w dowcipach Argentyna postanowiła odebrać Londynowi Falklandy (nazywane przez Argentyńczyków Malwinami – swoją drogą, okazało się wtedy, że sąsiedztwo Argentyny nie zawsze jest pokojowe).

Aby odzyskać to brytyjskie terytorium zamorskie, rząd Margaret Thatcher musiał podjąć ogromne ryzyko, wysyłając niemal na drugi kraniec świata, 13 tys. km od Londynu, grupę uderzeniową z dwoma lotniskowcami na czele. Ten olbrzymi wysiłek – choć ostatecznie opłacił się, bo Brytyjczycy odbili te skaliste wysepki zamieszkałe przez dwa tysiące ludzi – pokazał, jak kosztowne bywa utrzymywanie dalekich pozostałości po imperium.

 Gdy dwa lata temu rozmawiałem o tamtej wojnie z sir Andrew Robertsem, historykiem wojskowości, członkiem Izby Lordów, który cały czas domaga się w brytyjskim parlamencie wzrostu wydatków na siły zbrojne, usłyszałem od niego, że gdyby dziś Argentyna zaatakowała Falklandy, Wielka Brytania nie byłaby w stanie wysłać tam takiego zespołu uderzeniowego.

W związku z tym Brytyjczykom pozostaje liczyć na to, że Argentyńczyków będzie skutecznie odstraszał wzmocniony po tamtej wojnie falklandzki garnizon (w jego skład wchodzą też myśliwce).

Francja na drugim końcu świata

Ale podobny problem mają też Francuzi, których rozsiane po globie terytoria zamorskie mogą sprawić Paryżowi duży problem w świecie, w którym dochodzi do tektonicznych zmian w kwestiach geopolitycznych. Rajska Polinezja Francuska, klejnot Pacyfiku, leży przecież niemal 16 tys. km od Paryża, czyli to terytorium jest jeszcze bardziej oddalone od metropolii niż Falklandy od Wysp Brytyjskich. 

W sytuacji, gdy nad Pacyfikiem rozciąga swój cień nowy regionalny hegemon, tak olbrzymia odległość i wszystkie wiążące się z tym problemy mogą po raz kolejny pokazać, że trudna geografia ma swoją cenę.

Przeczytaj również: Od Hollywood do Labubu. Miękka wojna o globalne wpływy


Na scenie zobaczysz między innymi:

Spotkasz w strefie książek:

***

Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!


Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Piotr Włoczyk

Autor


Dziennikarz po amerykanistyce, piszący głównie o polityce zagranicznej i historii. Autor wielu reportaży o tematyce międzynarodowej oraz wywiadów z czołowymi ekspertami w dziedzinie gospodarki, geopolityki oraz historii. Od marca 2023 r. redaktor naczelny miesięcznika „Historia Do Rzeczy”.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.