Kiedy dobroć obraca się przeciwko nam. Empatia ma ciemną stronę

Empatia bez granic jako emocjonalna pułapka. Dłoń na matowej szybie i rozmyta sylwetka po drugiej stronie pokazują granice ludzkiej empatii.

Empatia jest jedną z najbardziej ludzkich zalet. Opiera się jednak na emocjach, zatem jak każdy afekt jest podatna na manipulacje. Co więcej, empatia bez granic zbudowanych ze zdrowego rozsądku może być wręcz zabójczo niebezpieczna. Zwolennicy tej tezy nazywają to zjawisko „empatią samobójczą”. Ciężko nad nią zapanować, zwłaszcza gdy podobnym procesem kieruje ktoś z zewnątrz.

Empatia bez granic. Piękna cecha, groźny mechanizm

Zgodnie ze słownikową definicją empatia jest to „wczuwanie się w stany psychiczne innych osób, umiejętność przyjmowania ich sposobu myślenia, odczuwania i reagowania”. Tyle słownik Witolda Doroszewskiego. Według encyklopedii Britannica jest to „zdolność wyobrażenia sobie siebie w sytuacji innej osoby oraz rozumienia jej uczuć, pragnień, idei i działań”.

Jakbyśmy jednak tej emocji nie określili, wymaga ona złożonego procesu poznawczego i przełamania egocentrycznego podejścia do życia, co zajmuje trochę czasu i jest związane z rozwojem duchowym.

Co jednak dzieje się, gdy, jak pisała na początku lat 60 ub. wieku Hannah Arendt, emocje — nawet moralnie szlachetne — stają się groźne. Niemiecko-amerykańska politolog i filozof szczególnie obawiała się masowego poddawania się emocjom i przenoszenia ich na sferę polityki bez cienia krytycznej refleksji. Jak pisała w książce O Rewolucji,współczucie z samej swojej natury nie może być wywołane cierpieniem klasy, narodu ani tym bardziej całej ludzkości”.

Jej zdaniem nawet najlepsze intencje — jeśli nie zostaną starannie przemyślane — mogą utrwalać szkody, zamiast im zapobiegać, w ten sposób „litość może stać się okrutna”.

Ofiara, która współczuła oprawcy

Rozważania Arendt odnosiły się m.in. do krwawej rewolucji francuskiej, ale nie musiały nawiązywać tylko do niej. Kilka dekad później zjawisko braku refleksji w emocjonalnych działaniach mas, ujęto w określeniu „empatii samobójczej”. Sformułował je dr Gad Saad z Kanady. Podczas swoich wykładów badacz obrazuje to pojęcia za pomocą jednostkowego przykładu, ale odnoszącego się do szerokiego i promowanego sposobu myślenia.

Saad przytacza przypadek Norwega Karstena Nordala i jego wyznania opublikowanego na łamach publicznego nadawcy NRK. Zaczyna się ono od słów: „Jestem heteroseksualnym mężczyzną, którego zgwałcił somalijski azylant. Moje życie legło w gruzach, ale teraz czuję się winny, że wyrzuciłem go z kraju”.

Norweski wolontariusz, przepełniony empatią do imigrantów, opisał cały proces radzenia sobie z niewątpliwie traumatycznym przeżyciem. Pisze zatem o latach spędzonych na odosobnieniu i paleniu marihuany. „Dla mnie to oznaczało lata depresji, przemocy, samotności i izolacji” – zaznaczał.

Empatia samobójcza Saada. Pojęcie ostre, ale niewygodne

Z czasem jednak, po zbiorowych terapiach, mężczyzna doszedł do siebie, odstawił narkotyki i wybaczył agresorowi, co można uznać za część terapii. Ofiara gwałtu poszła jednak dalej. Nie tylko wybaczył, ale także zaczął usprawiedliwiać swojego prześladowcę i obwiniać samego siebie.

„Nie czuję gniewu wobec mojego oprawcy, co dla wielu jest niezrozumiałe. Ale w pewnym stopniu zdecydowałem się zaakceptować, że jest on odpowiedzialny za swoje czyny. To było trudne. Bo postrzegam go głównie jako produkt niesprawiedliwego świata. Produkt wychowania naznaczonego wojną i ubóstwem. (…) Jestem głęboko przekonany, że ludzie tacy jak on potrzebują naszej pomocy. Chcę, abyśmy nadal pomagali uchodźcom z takich środowisk” – usprawiedliwiał gwałciciela.

Z czasem zaczął również bagatelizować samo zdarzenie, interpretując intencje napastnika.„Dowiedziałem się, że kultura, z której pochodzi gwałciciel, jest zupełnie inna od naszej. W jego kulturze napaść seksualna jest bardziej kwestią władzy niż pożądania. I nie uważa się za akt homoseksualny tego, kto sprawuje władzę i gwałci” – napisał i wreszcie obarczył się odpowiedzialnością za dalsze losy swojego oprawcy. Bardzo prawdopodobne, że oprawca młodego Norwega, myślał w podobny sposób. On również uważał, że całą winę za konsekwencje przestępstwa ponosi ofiara.

To nie jest system emocjonalny, który wyewoluowaliśmy. Tak się dzieje, gdy masz empatię samobójczą

– wnioskuje dr Saad.

Polityka oparta emocjach. Przed tym ostrzegała Arendt

Wynurzenia działacza, identyfikującego się jako feminista i antyrasista, opublikował norweski publiczny nadawca. To nie przypadek czy wynik pluralizmu państwowych mediów. Proimigracyjna postawa młodego wolontariusza była zgodna z polityką królestwa Norwegii, podobnie zresztą jak innych państw Europy Zachodniej.

Najbliższe tego typu przypadki występują za miedzą, w Szwecji, gdzie po 2015 r. przyjęto stosunkowo najwięcej imigrantów na Starym Kontynencie. W tym samym czasie lawinowo wzrosła zorganizowana przestępczość. Królestwo z kraju bezpiecznego jak stare dobre Volvo zmieniło się w pole bitwy grasujących gangów, które rekrutują swoich „żołnierzy” ze środowisk imigranckich, chcących korzystać z dobrodziejstw Szwecji, ale w żaden sposób się z nią nieutożsamiających.

Do katastrofalnych zaniedbań przyznały się nawet władze kraju. W 2023 r. premier Ulf Kristersson z Umiarkowanej Partii Koalicyjnej stwierdził:

W Szwecji nigdy czegoś takiego nie było. Żaden kraj w Europie nie jest w podobnej sytuacji. Do sytuacji, w jakiej jesteśmy doprowadziła nas polityczna naiwność i brak wiedzy, nieodpowiedzialna polityka migracyjna oraz nieudana integracja

„To wszystko nasza wina”

Jednak niewiele wcześniej prof. Jerzy Sarnecki, szwedzki kryminolog polskiego pochodzenia, mówił w wywiadzie dla Onetu, że zorganizowana przestępczość może i występuje gdzieś na obrzeżach miast, ale jej znaczenie jest wyolbrzymiane przez polityków, bo to nośny temat, choć niepotrzebnie zakorzeniający lęk w społeczeństwie. Naukowiec, podobnie jak zgwałcony aktywista z Norwegii, starał się sobie i innym wytłumaczyć, oswoić i ostatecznie zbagatelizować pogłębiające się zjawisko przemocy, popełnianej na współobywatelach.

Na koniec swojego wywodu, również analogicznie do postawy młodego Norwega, stwierdził, że za brak integracji migrantów odpowiada społeczeństwo, a nie sami imigranci. Ponieważ to właśnie jego współobywatele „pozwolili na stworzenie nowej niższej klasy społecznej, w której wytworzyła się subkultura przemocy”.

Larwa w mózgu

Gad Saad w swojej teorii o „samobójczej empatii” posługuje się obrazowaniem zaczerpniętym z biologii. Wykorzystuje zatem przykład pasożytów, aby udowodnić, że idee głoszone przez skrajnie lewicowe środowiska mogą przejąć kontrolę nad mózgiem człowieka, a co więcej zmusić go do działania sprzecznego z jego własnym instynktem obronnym.

Stąd chętnie używany w jego wykładach przykład świerszcza leśnego, którego układ nerwowy może zostać zaatakowany przez larwę włosówki. Ponieważ kończy ona swój proces reprodukcyjny w wodzie, przejmuje kontrolę nad mózgiem świerszcza-żywiciela i zmusza go do samobójczego skoku do wody.

Empatia jako broń. Kto korzysta z naszego współczucia

Oczywiście zwolennicy tej teorii nie są mile widziani na salonach lewicowych elit, które nie uznają pojęcia „samobójczej empatii” i kładą nacisk na wrogość konserwatystów wobec empatii jako takiej.

W lewicowym brytyjskim Guardianie można przeczytać obszerną publicystykę poświęconą zarówno koncepcji Saada, jak i tej „prawdziwej i jedynej” empatii. Za pozytywny przykład podaje się m.in. zjawisko, które rozkwitło za czasów pierwszej kadencji prezydenta USA Baracka Obamy.

Ten liberalny ideał politycznej zdolności empatii mógł osiągnąć apogeum wraz z Barackiem Obamą, który w oświadczeniu z 2006 roku stwierdził, że Ameryka cierpi nie z powodu deficytu budżetowego, ale z powodu »deficytu empatii«

– czytamy w Guardianie.

Autorka Julia Carrie Wong w artykule pt. „Nienawidź bliźniego swego: Elon Musk i chrześcijańska prawica toczą wojnę z empatią”, z którego pochodzi ostatni cytat, przytoczyła również negatywny, jej zdaniem, sposób myślenia amerykańskiej publicystki Allie Beth Stuckey, znanej z kolei z konserwatywnych poglądów.

Stuckey zmierzyła się z dylematem etycznym z początku czerwca 2020 roku: czy zamieścić tzw. czarny kwadrat na swoim koncie w mediach społecznościowych, czyli znak stosowany w geście solidarności z walką o sprawiedliwość rasową po śmierci George’a Floyda. „Byłoby to łatwe. Byłby to sposób na okazanie mojej empatii wobec Floyda i ofiar rasizmu” – pisała Allie Stuckey, cytowana przez Guardiana. Ostatecznie jednak, zamiast tego publicystka zdecydowała się umieścić film starszej czarnoskórej kobiety, opłakującej zniszczenia spowodowane zamieszkami.

Oskarżona przez niektórych komentujących o brak szacunku dla utraty życia Floyda podsumowała: ‘Stanęłam w obliczu toksycznej empatii, która stała się bronią’

– czytamy w brytyjskiej gazecie.

Guardian krytykuje Allie Stuckey i Gada Saada za ich koncepcje, ale na koniec swojej publikacji podpisuje się pod stwierdzeniem, że empatia może być wykorzystywana w swoisty sposób.

Empatia nie jest (…) toksyną ani ewolucyjnym ślepym zaułkiem. Jest narzędziem i jak każde narzędzie, może być bronią. Będziemy jej potrzebować.

– konkluduje dziennik.

Dlaczego nam to robicie? Bo nam na to pozwalacie…

Allie Stuckey w swoich wypowiedziach rozróżnia pojęcie empatii od „empatii toksycznej”.

Empatia zachęca nas do zrozumienia cudzych pragnień, natomiast toksyczna empatia domaga się, byśmy je afirmowali

– stwierdziła.

Mechanizm łatwego przenikania wyrządzanego zła i jego akceptacji przez ofiary jest zatem dość prosty. Na swój sposób przedstawia go duński przerażający thriller Christiana Tafdrupa, zatytułowany Goście . Obraz pokazuje rodzinę z Danii, która odwiedza z pozoru sympatyczne holenderskie małżeństwo, poznane wcześniej na wakacjach. Tytułowi goście na miejscu spotykają się najpierw z narastającą natarczywością i arogancją gospodarzy, potem ich rosnącą agresją, by wreszcie stracić dziecko i ponieść śmierć w makabryczny sposób.

Ofiary prześladowań przez cały czas przeżywania koszmaru miały wybór. Nikt nie przetrzymywał ich w zamknięciu. Jednak nawet gdy duńska para podejmowała próby wydostania się z pułapki, zmanipulowana rezygnowała z wolności, czując poczucie winy wobec urażonych gospodarzy. Gdy przerażone małżeństwo tuż przed śmiercią spytało swoich oprawców, „dlaczego nam to robicie?”, usłyszało w odpowiedzi: „Bo nam na to pozwalacie”.

Przeczytaj również: Deportacje, wojsko i pieniądze. Jak się pozbyć (nie)proszonych gości


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Sławomir Cedzyński

Autor


Dziennikarz, publicysta, wydawca i komentator. Był m.in. redaktorem naczelnym informacji i publicystyki w Wirtualnej Polsce oraz wydawcą portalu i.pl. Współpracował także z TVP, z tygodnikiem „Do Rzeczy”, serwisami superhistoria.pl oraz wprost.pl.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.