Cavatina Group - Wyznaczamy nowe standardy w polskim budownictwie

Kto ma czas na naukę? Dlaczego rozwój zawodowy staje się przywilejem

Dla jednej osoby kurs po pracy jest szansą na awans. Dla innej – kolejnym obowiązkiem, na który zwyczajnie brakuje miejsca w kalendarzu. Choć uczenie się przez całe życie przedstawia się dziś jako konieczność, dostęp do edukacji w dorosłości pozostaje nierówny. Badania pokazują, że najczęściej rozwijają swoje kompetencje ci, którzy już dysponują większymi zasobami. Czy w takich warunkach edukacja rzeczywiście wyrównuje szanse?

Uczyć się przez całe życie. Tylko kto może sobie na to pozwolić?

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2024 roku w kształceniu lub szkoleniach uczestniczyło 10 proc. Polaków w wieku 25–64 lata. Średnia dla Unii Europejskiej wynosiła 13,5 proc. Dziesięć lat wcześniej polski wynik był jeszcze niższy i wynosił zaledwie 3,5 proc.

To statystyka dotycząca udziału w edukacji w ciągu czterech tygodni poprzedzających badanie. Nie oznacza więc, że pozostałe 90 proc. Polaków nie uczyło się przez cały rok. Kiedy przyjmuje się dłuższy okres obserwacji, wyniki są wyższe.

Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie z 2025 roku wskazał, że w poprzednim roku w edukacji lub szkoleniach uczestniczyło 23,5 proc. pracujących Polaków w wieku 25–64 lata. W tym przypadku uwzględniono ostatnie dwanaście miesięcy, a średnia unijna dla porównywalnej grupy wynosiła 32,1 proc.

Różne metody pomiaru dają odmienne liczby, ale prowadzą do podobnego wniosku: Polska wciąż ma problem z uczestnictwem dorosłych w zorganizowanym kształceniu.

Nie jest to jednak wyłącznie kwestia niechęci do nauki. Łatwo powiedzieć, że każdy powinien inwestować w siebie. Znacznie trudniej odpowiedzieć, co taka inwestycja oznacza dla osoby, która po ośmiu godzinach pracy ma przed sobą kolejne obowiązki, a w domowym budżecie nie ma pieniędzy na kilkumiesięczny kurs.

Im więcej wiesz, tym częściej się uczysz. Paradoks edukacyjnych nierówności

Intuicyjnie można byłoby oczekiwać, że z możliwości dodatkowego kształcenia najczęściej korzystają osoby o największych brakach kompetencyjnych. To one przecież mogłyby najwięcej zyskać na nauce nowych umiejętności.

W rzeczywistości zależność jest często odwrotna.

Komisja Europejska w raporcie Education and Training Monitor 2025 przywołuje dane dla Polski z 2022 roku. W kształceniu uczestniczyło wówczas 34,8 proc. dorosłych z wyższym wykształceniem, ale zaledwie 4,8 proc. osób z wykształceniem niższym niż poziom dawnego gimnazjum.

Różnica jest ogromna. Osoby, które dzięki wcześniejszej edukacji zdobyły korzystniejszą pozycję zawodową, częściej korzystają z kolejnych możliwości rozwoju. Tymczasem ludzie o niższych kwalifikacjach, dla których dodatkowe szkolenia mogłyby oznaczać istotną zmianę perspektyw zawodowych, uczestniczą w nich znacznie rzadziej.

W ten sposób powstaje mechanizm wzmacniania wcześniejszych przewag. Wyższe kwalifikacje mogą ułatwiać zdobycie pracy oferującej lepsze warunki rozwoju. Kolejne szkolenia pomagają następnie umacniać pozycję zawodową. Brak dostępu do nauki utrudnia natomiast przełamanie początkowych ograniczeń.

Nie oznacza to, że uczestnictwo w kursie automatycznie przynosi awans lub wyższe wynagrodzenie. Pokazuje jednak, że możliwość zdobywania nowych kompetencji jest nierówno rozłożonym zasobem.

Znaczenie ma również miejsce zamieszkania. Według tego samego raportu Komisji Europejskiej w 2022 roku w kształceniu uczestniczyło 16 proc. dorosłych mieszkańców polskich obszarów wiejskich, 18,7 proc. mieszkańców mniejszych ośrodków i 26 proc. osób mieszkających w miastach.

Za tymi różnicami może kryć się wiele czynników: struktura lokalnego zatrudnienia, dostępność instytucji edukacyjnych, dochody, komunikacja publiczna czy możliwość znalezienia odpowiedniego kursu. Sama statystyka nie pozwala wskazać jednej przyczyny. Wyraźnie jednak pokazuje, że perspektywy rozwoju nie są jednakowe w każdym miejscu.

Największą przeszkodą może być zwyczajny wtorek

Gdy mówimy o barierach edukacyjnych, pierwszym skojarzeniem bywają pieniądze. Tymczasem równie istotnym, a niekiedy trudniejszym do pokonania ograniczeniem jest czas.

Z analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że 42 proc. pracujących Polaków wskazuje brak czasu związany z obowiązkami zawodowymi lub rodzinnymi jako przeszkodę w uczeniu się.

Nie chodzi wyłącznie o liczbę wolnych godzin. Znaczenie ma również to, kiedy są one dostępne i czy można je regularnie przeznaczać na naukę.

Dla osoby pracującej od poniedziałku do piątku kurs organizowany w soboty może być rozsądnym rozwiązaniem. Dla pracownika zmianowego weekend nie zawsze oznacza czas wolny. Rodzic małego dziecka może natomiast potrzebować w tym samym czasie zorganizowania dodatkowej opieki.

Do tego dochodzi zmęczenie. Dwie godziny wolnego wieczorem nie muszą oznaczać dwóch godzin, które da się efektywnie wykorzystać na wymagającą pracę umysłową. Nauka wymaga koncentracji, regularności i możliwości przećwiczenia zdobytych umiejętności. Nie zawsze da się ją bez konsekwencji dopisać do już przeciążonego planu dnia.

Problem ten ma również wymiar związany z podziałem obowiązków domowych. W raporcie Education at a Glance 2024 OECD wskazała, że zobowiązania rodzinne były w Polsce najczęściej zgłaszaną przeszkodą wśród dorosłych, którzy chcieli uczestniczyć w edukacji, lecz ostatecznie tego nie zrobili. W międzynarodowych danych z tego badania kobiety częściej niż mężczyźni wskazywały obowiązki rodzinne jako barierę.

Trudno zatem mówić o w pełni równych szansach edukacyjnych, jeśli podjęcie nauki wymaga najpierw znalezienia kogoś, kto przejmie część codziennych obowiązków.

Kto płaci za rozwój pracownika?

Cena szkolenia to zwykle najbardziej widoczny koszt zdobywania nowych kwalifikacji. Rzeczywisty rachunek jest jednak szerszy.

Trzeba uwzględnić dojazdy, materiały, ewentualną opiekę nad dziećmi, a czasem także konieczność ograniczenia liczby godzin pracy. W przypadku dłuższych programów dochodzi zobowiązanie rozłożone na wiele miesięcy lub lat. Osoba o stabilnych dochodach może potraktować je jako planowaną inwestycję. Dla kogoś zatrudnionego na niepewnych warunkach ten sam wydatek może być zbyt dużym ryzykiem.

Ważną rolę odgrywają pracodawcy. Nie chodzi przy tym wyłącznie o sfinansowanie kursu. Liczy się możliwość odbycia szkolenia w godzinach pracy, dostosowania grafiku czy wykorzystania nowych umiejętności w praktyce.

Tymczasem dostęp do takiego wsparcia jest nierówny. OECD w przeglądzie polskiej gospodarki z 2025 roku wskazała, że zaledwie około 20 proc. małych przedsiębiorstw zapewniało ustawiczne szkolenia zawodowe. W dużych firmach odsetek ten był czterokrotnie wyższy.

To istotna różnica. Pracownik większej organizacji może mieć dostęp do wewnętrznych programów rozwojowych, budżetu szkoleniowego i zaplanowanej ścieżki kariery. W małej firmie nieobecność jednej osoby przez kilka dni bywa poważnym problemem organizacyjnym. Nawet pracodawca dostrzegający wartość edukacji nie zawsze może łatwo wygospodarować na nią środki.

Pojawia się więc pytanie, czy odpowiedzialność za podnoszenie kwalifikacji powinna spoczywać niemal wyłącznie na pracowniku. Skoro przedsiębiorstwa i cała gospodarka korzystają z lepiej przygotowanych specjalistów, uzasadnione wydaje się także poszukiwanie sposobów wspólnego finansowania i organizowania ich rozwoju.

Edukacja hybrydowa może pomóc. Ale nie rozwiąże wszystkiego

Jedną z odpowiedzi na ograniczenia czasu i miejsca są bardziej elastyczne formy kształcenia. Możliwość uczestniczenia w wykładach przez internet, korzystania z nagrań i samodzielnego planowania części nauki może ograniczyć liczbę dojazdów oraz ułatwić pogodzenie edukacji z pracą.

Ma to szczególne znaczenie dla osób mieszkających z dala od dużych ośrodków akademickich. Jeżeli udział w wykładzie nie wymaga kilkugodzinnej podróży, nauka staje się organizacyjnie łatwiejsza. Podobnie działa możliwość powrotu do nagranego materiału po zakończeniu obowiązków zawodowych.

Przykładem takiego podejścia jest Akademia WSB-NLU z Nowego Sącza, która obok tradycyjnych form kształcenia oferuje model niestacjonarnych studiów hybrydowych RealTime. Dzięki platformie Cloud Academy studenci mogą uczestniczyć w transmitowanych wykładach i korzystać z ich nagrań. Pozwala to oddzielić część nauki od konieczności fizycznego przebywania na kampusie.

Ważne jest jednak rozróżnienie między elastycznością a całkowitą zdalnością. W przypadku studiów hybrydowych RealTime prowadzących do uzyskania tytułu zawodowego uczelnia przewiduje również dwa obowiązkowe weekendowe zjazdy warsztatowe w semestrze, stacjonarny egzamin dyplomowy w Nowym Sączu oraz praktyki realizowane fizycznie, zgodnie z wymaganiami programu.

To rozróżnienie jest istotne z perspektywy osób, które planują podjęcie nauki po latach przerwy. Przed zapisaniem się na studia warto ustalić nie tylko, ile zajęć odbywa się przez internet, ale też ile razy trzeba pojawić się na miejscu, jak organizowane są egzaminy i czy wymagane praktyki można pogodzić z zatrudnieniem.

Nawet dobrze zaprojektowana edukacja hybrydowa nie usuwa wszystkich przeszkód. Osoba ucząca się z domu nadal potrzebuje spokojnego miejsca, odpowiedniego sprzętu, dostępu do internetu i czasu wolnego od innych obowiązków. Nagranie wykładu pozwala przesunąć naukę na później, ale nie sprawia, że doba staje się dłuższa.

Co więcej, część umiejętności wymaga pracy zespołowej, praktycznych ćwiczeń lub bezpośredniego kontaktu z prowadzącym. Dlatego elastyczność powinna być rozumiana jako możliwość lepszego organizowania procesu uczenia się, a nie automatyczna przewaga jednego trybu nad wszystkimi pozostałymi.

Jak sprawić, by edukacja nie pogłębiała nierówności?

Wyrównywanie dostępu do kształcenia dorosłych wymaga czegoś więcej niż zwiększania liczby kursów. Nawet bardzo szeroka oferta pozostanie poza zasięgiem części zainteresowanych, jeśli nie zmienią się warunki umożliwiające udział w zajęciach.

W raporcie Helping Adults Overcome Barriers to Training z czerwca 2026 roku OECD zwraca uwagę, że przeszkody pojawiają się na różnych etapach podejmowania decyzji. Niektórzy nie wiedzą, jakich kompetencji potrzebują. Inni nie mogą znaleźć odpowiedniego programu. Kolejni rezygnują, gdy trzeba pogodzić harmonogram zajęć z życiem zawodowym i rodzinnym.

Oznacza to, że różne bariery wymagają różnych rozwiązań.

Dla osoby mającej trudności z finansowaniem nauki istotne mogą być dofinansowania i programy wspierające rozwój kompetencji. Pracownikowi przeciążonemu obowiązkami bardziej pomoże możliwość uczestnictwa w zajęciach w godzinach pracy. Rodzicowi małego dziecka potrzebne może być wsparcie w organizacji opieki, a mieszkańcowi mniejszej miejscowości – oferta niewymagająca regularnych dalekich dojazdów.

Znaczenie ma również sposób projektowania programów edukacyjnych. Jasne informacje o wymaganiach wstępnych, rzeczywistym nakładzie pracy i organizacji zajęć pozwalają ocenić, czy wybrane kształcenie jest możliwe do pogodzenia z codziennością. Krótsze moduły i stopniowe zdobywanie kompetencji mogą natomiast stanowić alternatywę dla osób, które nie są gotowe od razu zobowiązać się do kilkuletnich studiów.

Nie każda forma nauki prowadzi jednak do takich samych kwalifikacji. Kurs, studia podyplomowe i studia prowadzące do uzyskania tytułu zawodowego różnią się zakresem, wymaganiami i skutkami formalnymi. Większa elastyczność nie powinna oznaczać rezygnacji z rzetelnej informacji o tym, co rzeczywiście daje ukończenie danego programu.

Ważna jest wreszcie rola pracodawców. Rozwój kompetencji nie musi być przywilejem osób przygotowywanych do awansu na stanowiska kierownicze. Szkolenia mogą pomagać także pracownikom wykonującym zadania rutynowe, osobom z wieloletnim stażem czy tym, których obowiązki zmieniają się pod wpływem nowych technologii.

Jeżeli inwestycje w kompetencje koncentrują się przede wszystkim na pracownikach już wysoko wykwalifikowanych, istniejące różnice mogą się utrwalać. Bardziej równomierny dostęp wymaga uwzględnienia również tych grup, którym najtrudniej samodzielnie zaplanować i sfinansować dalszą naukę.

Rozwój zawodowy nie powinien być luksusem

Idea uczenia się przez całe życie ma głęboki sens. Wiedza pozwala lepiej rozumieć zmieniający się świat, zachować samodzielność zawodową, podejmować nowe wyzwania i rozwijać zainteresowania wykraczające poza pracę. Nie każdy musi dążyć do awansu, ale każdy powinien mieć realną możliwość zdobywania potrzebnych umiejętności.

Problem zaczyna się wtedy, gdy z powszechnego postulatu rozwoju tworzymy indywidualny obowiązek, pomijając nierówność warunków jego realizacji.

Łatwo uznać, że osoba, która nie podnosi kwalifikacji, jest niewystarczająco ambitna. Znacznie trudniej dostrzec, że za tą decyzją mogą stać obowiązki opiekuńcze, nieprzewidywalny grafik pracy, ograniczone dochody czy brak dostępnej oferty edukacyjnej.

Dane o uczestnictwie w kształceniu dorosłych przypominają, że sam dostęp do informacji i kursów nie oznacza jeszcze równego dostępu do edukacji. Potrzebne są również warunki pozwalające z tych możliwości skorzystać.

Dlatego pytanie o przyszłość uczenia się przez całe życie nie powinno sprowadzać się do tego, czy dorośli chcą się rozwijać. Równie ważne jest to, czy społeczeństwo i rynek pracy tworzą im rzeczywistą przestrzeń do nauki.

Bo o szansach na rozwój decyduje czasem nie poziom ambicji, lecz to, kto może pozwolić sobie na dwie godziny nauki we wtorkowy wieczór.

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Materiał Partnera

Płatna współpraca


Treści partnerów są publikowane na zasadzie komercyjnej współpracy.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.