Edukacja
Smartfon, rodzice, szkoła. Kto naprawdę uczy dziecko?
29 października 2026

Empatia budzi szacunek, ale nie zawsze wiemy, gdzie kończy się rozumienie drugiego człowieka, a zaczyna przejmowanie jego emocji. Czasem chęć pomocy sprawia, że zapominamy o własnych potrzebach. Jak być empatycznym, nie tracąc przy tym siebie?
„Nie jesteś w stanie mnie zrozumieć, bo brakuje ci empatii”, „Jak mogłeś coś takiego powiedzieć wprost – chyba coś nie tak z twoją empatią!”, „Skoro tak się zachowałeś, to nie masz pojęcia o empatii” – tego typu i podobne sformułowania padają często w różnego rodzaju nieporozumieniach międzyludzkich.
Brak empatii – jakże często – zostaje wskazany jako główny winowajca kłótni, wzajemnych oskarżeń czy po prostu nieskutecznej komunikacji. Czym jednak jest sama empatia i czy rzeczywiście tylko jej deficyt można identyfikować jako słabość ludzkiej osobowości? Współczesna psychologia, jak również filozofia, wskazują na drugą stronę medalu: nadmiarowa empatia także może uczynić wiele złego w relacjach międzyludzkich. Ile zatem wynosi ta właściwa miara i jak ją odnaleźć?
Warto zacząć od przywołania samej definicji empatii, którą zazwyczaj rozumiemy jako zdolność rozpoznawania, rozumienia i w pewnym stopniu współodczuwania stanów emocjonalnych oraz perspektywy drugiej osoby. Odbywa się to przy jednoczesnym zachowaniu świadomości, że to doświadczenie należy do niej, a nie do nas.
Wbrew zatem przekonaniu wielu ludzi empatia nie oznacza prostego „czucia tego samego”, lecz jest pewną zdolnością, która umożliwia wejście w perspektywę drugiego człowieka i adekwatne odniesienie się do jego przeżyć. Można także wyróżnić dwa podstawowe wymiary empatii:
oraz
W rozumienie empatii i rozwój refleksji nad jej naturą najwięcej wnieśli amerykańscy psychologowie. Tacy jak choćby Carl Rogers (1902–1987) i Martin L. Hoffman (1924–2022). Pierwszy z nich widział w empatii jeden z podstawowych warunków skutecznej relacji terapeutycznej. Rozumiał ją jako zdolność do „wejścia w wewnętrzny świat” drugiej osoby i pojmowania go tak, jakby był własnym. Jednak bez utraty owego „jak gdyby”. Empatia była więc dla niego formą głębokiego rozumienia drugiego.
Drugi z przywołanych psychologów badał przede wszystkim rozwój empatii i jej związek z zachowaniami moralnymi. Pokazywał, w jaki sposób reakcje empatyczne rozwijają się od prostego współodczuwania do bardziej dojrzałego rozumienia perspektywy innych osób. Szczególnie interesowało go przechodzenie od empatii do współczucia i zachowań prospołecznych.
Co ciekawe, także wśród filozofów wskazać możemy takich, którzy podejmowali tę kwestię w swoich dociekaniach naukowych. Poświęcili oni rozumieniu empatii wiele lat swoich badań, spisując je w kolejnych książkach. Edyta Stein (1891–1942), jedna z najważniejszych filozofek badających kluczowe doświadczenia egzystencjalne człowieka w nurcie fenomenologii, szeroko podjęła problematykę empatii.
W rozprawie O zagadnieniu wczucia z 1917 roku analizowała w jaki sposób doświadczenie drugiej osoby jest dla nas dostępne. Wczucie nie jest według niej ani dosłownym przeżywaniem cudzego doświadczenia, ani zwykłym wnioskowaniem o nim. To specyficzny sposób, w jaki cudze przeżycie zostaje nam dane, czyli ukazuje się i odsłania przed nami.
Także Max Scheler (1874–1928) analizował relacje między empatią, współodczuwaniem, miłością i poznaniem drugiego człowieka, krytykując utożsamianie współodczuwania z empatią. Twierdził on, że mogę rozumieć cudzy ból, nie odczuwając dokładnie tego samego, co czuje w danym momencie ta druga osoba. Jego dociekania fenomenologiczne nad istotą uczuć były także ważnym punktem odniesienia dla późniejszych teorii empatii.
Dla nas dzisiaj, w naszym codziennym funkcjonowaniu w różnego rodzaju relacjach, empatia jawi się często jako nie tylko zdolność czy umiejętność, ale także jako pewnego rodzaju sztuka budowania zdrowych więzi z innymi ludźmi. W naszym mniej naukowym, ale bardziej praktycznym życiu codziennym empatia oznacza umiejętność zauważenia i zrozumienia tego, co przeżywa druga osoba. A także odpowiedzenia na to w sposób, który uwzględnia jej perspektywę.
Można ją sprowadzić do czterech prostych kroków:
Empatia nie oznacza jednak, że mogę lub muszę czuć dokładnie to samo, co czuje druga osoba. Mogę nie znać czyjegoś doświadczenia, ale mimo to próbować je zrozumieć. Na tym zresztą polega praca nad ciągłym doskonaleniem umiejętności empatycznych.
Ważne jest także, że zdrowa empatia nie wyklucza stawiania granic. Nasz rozmówca, często pod wpływem silnych emocji czy przeżyć związanych z jakąś trudną sytuacją, może zachowywać się nadmiarowo względem nas, często nawet bezkrytycznie czy niegrzecznie. Ważne jest wtedy, żeby nie godzić się na każde jego zachowanie, tylko w spokojny sposób chronić także swój dobrostan psychiczny. Najprostszą reakcją w takiej sytuacji może być stwierdzenie: „Rozumiem, że jesteś bardzo zła lub zły, ale nie zgadzam się, żebyś mnie obrażał lub obrażała”.
Empatia nie oznacza pozwalania na wszystko drugiej, nawet tej najbliższej i najbardziej kochanej osobie. Psychologowie zwracają też uwagę, że empatia wcale nie musi oznaczać pełnej zgody z czyimiś poglądami czy głoszonymi tezami. Można empatycznie powiedzieć: „Rozumiem, dlaczego tak myślisz”, równocześnie nie zgadzając się z czyimś stanowiskiem. I to bynajmniej nie oznacza, że nie jesteśmy empatyczni.
Bardzo częstym błędem, który popełniamy, próbując wspierać osobę w kryzysie emocjonalnym, jest próba doradzania, szukania rozwiązania problemu za tę osobę czy nawet wskazywania, jak powinna zachować się w danej sytuacji. Taka postawa w rzeczywistości oznacza branie na siebie emocji tej drugiej osoby. A co gorsza, to w istocie podejmowanie za nią decyzji i branie odpowiedzialności za jej stan psychiczny.
Trzeba wyraźnie zaznaczyć: czasem najbardziej empatyczną reakcją nie jest rada, lecz obecność i wysłuchanie. Każdy musi sam zmierzyć się z problemem, który go dotknął, i sam go rozwiązać. Empatia nie polega bowiem na rozwiązywaniu problemów za kogoś drugiego. Za to obecność przy kimś w trudnych chwilach, wykazanie uważności i cierpliwości w wysłuchaniu bolączek tej drugiej strony okazuje się najbardziej pomocne i potrzebne wielu ludziom.
Właśnie dlatego warto uzmysłowić sobie, z czym najczęściej mylimy empatię i jak tych pomyłek możemy uniknąć. Mimo że terminy „empatia” i „współczucie” często są stosowane zamiennie, nie oznaczają one tego samego. Można to wytłumaczyć na prostym przykładzie:
Współczucie mówi: „Widzę, że cierpisz i jest mi ciebie żal”.
Empatia mówi raczej: „Próbuję zrozumieć, jak ty tego doświadczasz”.
Współczucie może więc ustawiać nas trochę nad drugą osobą („biedny człowiek”), podczas gdy empatia stara się być obok niej. Czasami warto więc zamiast od razu pocieszać, najpierw zapytać: „Co jest dla ciebie w tym wszystkim najtrudniejsze?”
Druga pułapka, w którą często wpadają osoby szczególnie wysoko wrażliwe, które mocno przeżywają emocje innych ludzi, to utożsamianie się z rozmówcą w jego trudnym stanie wewnętrznym. Znają to z własnego doświadczenia osoby, które, słuchając opowieści drugiej osoby o jej cierpieniu, zaczynają przeżywać je jak własne.
Trzeba wyraźnie rozróżnić: empatia mówi: „Widzę twój ból”. Utożsamienie mówi: „Twój ból staje się moim bólem”. Ta różnica jest ogromna i niezwykle ważna do utrzymania, bo bez niej empatia może prowadzić do emocjonalnego przeciążenia.
W takich sytuacjach można sobie w duchu powiedzieć: „To jest jej lub jego emocja. Mogę ją rozumieć i być przy tej osobie, ale nie muszę jej przejąć”.
Empatia nie jest też czytaniem w czyichś myślach. Choć może się zdarzyć, że nasz rozmówca tego właśnie oczekuje, licząc, że to ulży w jego zmaganiach. Co więcej, my sami możemy mieć silne poczucie, że wiemy, co ktoś czuje. Jednak czasem jest to tylko nasza interpretacja, która może się okazać błędna.
I wreszcie ostatnia, ale bynajmniej nie mniej ważna wskazówka: bycie empatycznym dla drugiego nie oznacza rezygnacji z własnego dobra. Empatia, która nie zna granic i nie potrafi reagować asertywnie, może zamienić się w nadmierne dostosowanie i poświęcanie siebie dla innego.
Możemy jednak bardzo dobrze rozumieć, dlaczego ktoś czegoś od nas chce, a mimo to powiedzieć: „Rozumiem, że tego potrzebujesz. Ja jednak nie mogę tego zrobić”.
I to nadal jest empatyczne.
Przeczytaj także: Słowa, które bolą za mocno. Pokolenie empatii chce cenzury?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Prawda i Dobro
28 października 2026


Zmień tryb na ciemny