Dobro wspólne czyli niczyje? Absurdalne przykłady marnowania podatków

Kolorowa siłownia plenerowa zamontowana na środku rozjeżdżonego, głębokiego błota na tle bloków mieszkalnych – jaskrawy przykład na marnowanie naszych podatków.

„Marnowanie naszych podatków nie jest wyłącznie winą urzędników. Jest też winą wyborców, którzy im na to pozwalają" – mówi Przemysław Staciwa, dziennikarz, politolog i autor Czarnej Księgi – zestawienia najbardziej jaskrawych przypadków marnowania publicznych pieniędzy w Polsce. W rozmowie na kanale YT Holistic News nasz gość podaje przykłady najbardziej absurdalnych publicznych inwestycji i analizuje, ile dla nas Polaków znaczy dobro wspólne.

Co wspólne, to niczyje – skąd ten problem?

Polacy w ogromnej części nie rozumieją pojęcia dobra wspólnego. Nie jest to problem nowy ani wyjątkowy, ale jest wyjątkowo odporny na leczenie.

Staciwa diagnozuje go, zwracając uwagę na paradoks, który napędza cały mechanizm:

Państwo i samorząd nie posiadają własnych środków – operują pieniędzmi podatników. I zarówno ci, którzy dysponują publicznym budżetem, jak i ci, którzy na ten budżet się składają, traktują go jak obce ciało – niczyje i do wzięcia.

Politolog szuka wytłumaczenia w mentalności, jaką wynieśliśmy z PRL-u: nieufności wobec instytucji państwowych połączonego ze zbiorowym przyzwoleniem na indolencję, które trwa od dekad.

Marnowanie naszych podatków: siłownia dla bobrów i miliardy na węgiel

Czarna Księga Staciwy liczy już trzy edycje. Każda przynosi nowe przykłady – od absurdalnych po tragiczne, od lokalnych po ogólnopolskie.

Według autora, najbardziej rozbawiła Polskę historia z gminy Juchnowiec Kościelny, która wybudowała plenerową siłownię dla mieszkańców. Cel szczytny. Lokalizacja – na mokradłach, praktycznie na bagnach. Sprzęt stanął tam, gdzie świetnie czują się bobry, nie ludzie.

Siłownia dla mieszkańców, dla seniorów, dla ludzi, którzy chcą rekreacji na świeżym powietrzu – wspaniale. Tylko dlaczego taka lokalizacja? Trudno doszukiwać się złych intencji. Gmina sobie zaszkodziła tym, że musiała to przenosić, ponosić dodatkowe koszty i narażać się na ostracyzm własnych mieszkańców.

Niedbalstwo? Tak. Zła wola? Niekoniecznie. Brak pomyślunku – na pewno.

Ale najpoważniejszy przykład marnowania naszych podatków w najnowszej edycji Czarnej Księgi to nie lokalna infrastruktura. To osiem miliardów złotych rocznie dopłacanych do nierentownego górnictwa. I – co Staciwa podkreśla szczególnie – w tym przypadku wszystkie obozy polityczne, które dotychczas rządziły Polską, były zgodne.

Ani PiS, ani PO, ani żadna inna władza nie miała tyle odwagi, by narazić się górnikom.

Słupki poparcia dyktują decyzje o energetyce. W efekcie rentowna Bogdanka konkuruje ze sztucznie podtrzymywanymi przy życiu kopalniami, które od lat de facto wiszą na budżecie państwa.

Polska polaryzacja blokuje strategiczne inwestycje

Staciwa dostrzega jeszcze jeden wymiar problemu – mniej oczywisty, ale równie kosztowny. Polska polaryzacja polityczna nie tylko zatruwa debatę publiczną. Blokuje też konkretne decyzje, które mogłyby służyć wszystkim. Najlepszy przykład: energetyka jądrowa. Zapowiadana przez PiS, dyskutowana przez PO, długimi latami odkładana przez oba obozy.

Zastanawiam się, czy gdyby była pewna zgoda społeczna, konsensus co do strategicznych wyznaczników dla naszego państwa, to czy to by szło szybciej? Powinno.

Zamiast ponadpartyjnego planu – spektakl. Karol Nawrocki w kampanii prezydenckiej powtarza „fedrowanie”, bo górnicy głosują. PO mówi o transformacji energetycznej. A elektrownia jądrowa – czysta, stabilna, ekologiczna – przez dekady była odkładana. Dziś projekt w końcu nabiera kształtu, ale pierwszy blok ma ruszyć najwcześniej w 2036 roku. Dziesięciolecia zwłoki trudno wytłumaczyć samą tylko złożonością inwestycji.

Paradoksalnie więc polaryzacja potrafi być zarówno przyczyną bezpodstawnych wydatków, jak i blokerem dobrych inwestycji. Po jednej stronie – koncert Madonny w 2012 r. za publiczne pieniądze. Po drugiej – energia jądrowa, której nie ma. Są to oczywiście tylko pojedyncze przykłady.

Jak powstrzymać marnowanie naszych podatków?

Staciwa nie poprzestaje na diagnozie i wskazuje konkretne kierunki. Na zachodzie Europy działają trybunały obrachunkowe – w Portugalii i Francji z mocnymi uprawnieniami egzekucyjnymi. Polska Najwyższa Izba Kontroli może audytować, opiniować i kierować wnioski do prokuratury. Ale sama nie może ukarać. Staciwa konkluduje:

Postępowania się przeciągają, władza się zmienia, sprawy są umarzane. Nie mamy w tym momencie tak silnych organów państwa, które mogłyby szybko i skutecznie egzekwować pewne działania.

Jest też problem kadrowy. Najlepsi specjaliści idą do sektora prywatnego, bo ten najlepiej płaci. W samorządach zostają ci, którym nie powiodło się gdzie indziej – lub idealiści, których jest za mało. Żeby ściągać ekspertów do służby publicznej, należałoby im płacić więcej. A to musiałoby się wiązać z wysokim poziomem zaufania do urzędników i siłą rzeczy – wyższymi nakładami. Koło się zamyka.

Poseł Litewka: polityk, który był wyjątkiem

Rozmowa kończy się w niespodziewanym miejscu – przy postaci, która stała się symbolem rzadkiej postawy w polskiej polityce. Poseł Łukasz Litewka – szukający porozumienia ponad podziałami – zginął w wypadku drogowym. Staciwa mówi o nim z widocznym uznaniem.

To był człowiek, który nie odnajdywał się w politykierce. Był człowiekiem czynu, który chciał zmieniać rzeczywistość. Nieraz można było sobie zadawać pytanie, jak ktoś taki w ogóle się uchował.

Oddźwięk po jego śmierci był ponadpartyjny. Wszyscy mówili o stracie i nie była to kurtuazja. Łukasz Litewka potrafił podać rękę każdemu. Staciwa, komentując przejawy politycznej i samorządowej indolencji, podkreśla, że dla tego polityka dobro wspólne i rozwiązywanie problemów ludzi było ważniejsze niż ideologia. Według politologa pojawienie się następców posła Litewki to kwestia czasu, bo dobro wspólne traktowane poważnie jest coraz silniejszą aspiracją Polaków. Dobre przykłady mogą tę tendencję jedynie wzmocnić.

Staciwa opisuje mechanizmy, które znamy – bo sami je produkujemy, tolerujemy i finansujemy. Marnowanie naszych podatków nie zniknie samo, dopóki nie zmieni się jedno: zbiorowe przyzwolenie na to, że wspólne to niczyje.

Przemysław Staciwa — dziennikarz, politolog, współpracownik Warsaw Enterprise Institute, autor „Czarnej Księgi: 49 przykładów marnowania twoich podatków”.

Warto przeczytać: Co naprawdę skłania do płacenia podatków? Nie chodzi o pieniądze


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Jarosław Kumor

Starszy redaktor


Dziennikarz i autor podcastów specjalizujący się w tematyce psychologicznej, społecznej i religijnej. Twórca Dobrego Podcastu oraz założyciel i redaktor naczelny portalu Siewca.pl. Na co dzień analizuje media cyfrowe i trendy w komunikacji. Doświadczenie zdobywał w Polskim Radiu Kielce, Tygodniku Niedziela oraz w portalu Aleteia, Łączy rzetelność informacyjną z umiejętnością prowadzenia pogłębionych rozmów oraz tworzenia angażujących treści audio i online. Odpoczywa przy książkach – od popularnonaukowych po literaturę faktu – przemierzając mazowieckie trasy rowerowe oraz kibicując Koronie Kielce, Liverpoolowi i Barcelonie.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.