Cavatina Group - Wyznaczamy nowe standardy w polskim budownictwie

Najpierw znikają dzieci. Potem zmienia się cały kraj

Kobieta z dziećmi na tle panoramy miasta i wykresu symbolizującego zmiany demografii w Polsce

Demografia w Polsce nie jest już problemem odległej przyszłości. W ciągu ośmiu lat liczba urodzeń spadła o około 41 proc., a różnica między liczbą narodzin i zgonów pozostaje ogromna. Skutki tego procesu będą odczuwalne przez kolejne pokolenia. Pytanie nie brzmi już tylko, ilu Polaków będzie żyło w przyszłości, ale też jak zmieni się kraj, w którym będą żyć.

Demografia w Polsce: zapaść już trwa

Lubimy używać frazy, że w czterdziestomilionowym kraju jest możliwe to lub tamto. Problem nie polega nawet na tym, że Polska czterdziestomilionowym państwem nigdy nie była. Była blisko. Jednak od kilku lat ta czterdziestka nam się oddala, a proces ten wkrótce znacznie przyspieszy. Oczywiście nie chodzi o jakieś językowe przywiązanie, lecz o świadomość, że problem demograficzny to nie pieśń przyszłości. On już się materializuje.

Zapaść zaczyna się od liczby urodzeń

Najbardziej spektakularny jest spadek liczby urodzeń. W 2017 r., w czasie krótkotrwałego odbicia po uruchomieniu programu 500+, było ich ok. 402 tys.; w 2025 r. już tylko 238 tys. Oznacza to spadek o około 41 proc. w osiem lat. Najnowsze dane z pierwszego półrocza 2026 r. — 115 tys. urodzeń — również nie pokazują odbicia.

Drugą stroną medalu jest starzenie się społeczeństwa. Polska ma jednocześnie coraz mniej dzieci i młodych dorosłych oraz coraz więcej osób w wieku starszym. W kolejnych dekadach małe roczniki będą wchodzić na rynek pracy, a liczne generacje powojenne będą przechodzić do grup wieku charakteryzujących się wysoką umieralnością i dużym popytem na ochronę zdrowia.

W 2024 r. zmarło ok. 409 tys. osób, a w 2025 r. ok. 406 tys. To mniej niż podczas nadumieralności pandemicznej, ale przy zaledwie 252 tys. i 238 tys. urodzeń oznacza ogromny, trwały deficyt naturalny. W praktyce oznacza to przesuwanie się całego systemu społecznego. Mniej uczniów i, w wielu regionach, presję na konsolidację szkół. To także mniej osób wchodzących na rynek pracy, wzrost udziału emerytów, większe wydatki zdrowotne i opiekuńcze. W efekcie oznacza to pogorszenie relacji liczby płatników składek do świadczeniobiorców.

Nowy numer już w sprzedaży:

Co będzie za pięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt lat i do końca wieku?

Najważniejszym dokumentem obrazującym stan polskiej demografii jest „Prognoza ludności na lata 2023–2060” GUS. GUS przygotował trzy scenariusze zmian w strukturze ludności w Polsce. W 2060 r. liczba ludności ma wynieść 26,7 mln w scenariuszu niskim, 30,9 mln w średnim, który GUS uznawał za najbardziej prawdopodobny, i 34,8 mln w wysokim. Jak widać, nawet wariant wysoki nie przewiduje utrzymania dotychczasowej liczby ludności.

Prognozę z 2023 r. trzeba dziś traktować ostrożnie. Jej punktem startowym był stan z końca 2022 r., podczas gdy późniejsze urodzenia i dzietność okazały się wyjątkowo niskie. Sam GUS rozpatrywał następnie dodatkowe symulacje z bardzo niską dzietnością; w tych ćwiczeniach populacja około 2060 r. może zejść w okolice 28–29 mln, zamiast 31 mln.

Dla horyzontu wykraczającego poza GUS można użyć ONZ. „World Population Prospects 2024” w wariancie średnim prowadzi Polskę do około 33 mln w 2050 r., 25–26 mln około 2075 r. i niespełna 20 mln pod koniec stulecia.

Demografia w Polsce w perspektywie kolejnych dekad

W perspektywie pięciu–dziesięciu lat najważniejszy będzie rynek pracy. Dzisiejsi pracownicy będą się starzeć, kolejne roczniki będą przechodzić na emeryturę, z kolei coraz mniejsze będą wchodzić na ich miejsce. Dlatego kluczowe będą migracja, aktywizacja zawodowa, zdrowie osób 50+ i wzrost produktywności. Nawet bardzo skuteczna polityka prorodzinna nie da w tym czasie wymiernych efektów na rynku pracy, z kolei produktywność i zawodowa eksploatacja seniorów nie będą równoważyć braków.

W perspektywie dwudziestu lat dzisiejsze decyzje o urodzeniach zaczną rodzić skutki gospodarcze. Wtedy różnica między współczynnikiem dzietności utrzymującym się około 1,0 a odbudowanym do np. 1,4 stanie się ekonomicznie bardzo duża. Nawet scenariusz wyższej dzietności nie zlikwiduje jednak wcześniejszych „dziur” pokoleniowych ani trudności opisanych w poprzednim akapicie.

W perspektywie pięćdziesięciu lat najważniejsza będzie struktura populacji. Przy długotrwale niskiej dzietności udział osób starszych gwałtownie rośnie. Natomiast populacja w wieku produkcyjnym kurczy się szybciej niż ludność ogółem. Bez zasadniczej zmiany płodności i/lub dużej, trwałej migracji Polska będzie wyraźnie mniejszym i starszym społeczeństwem. Ze znacznie obniżonym standardem życia, słabszą gospodarką oraz maksymalną eksploatacją pracowników.

Co dało 500+ i 800+?

500+ wpłynęło na dzietność, ale nie w skali wystarczającej do odwrócenia trendu. Bokun (2024) oszacowała krótkookresowy wzrost rocznego prawdopodobieństwa urodzenia dziecka na 1,5% po wprowadzeniu świadczenia. Efekt był dodatni szczególnie wśród kobiet w wieku 31–40 lat, natomiast w grupie młodszych i dla części gospodarstw o wyższych dochodach wyniki były odmienne.

To sugeruje zarówno przyspieszenie części planowanych wcześniej urodzeń, jak i realny dodatkowy efekt dla wybranych grup. Podniesienie nominalnej wartości świadczenia do 800 zł od 2024 r. nie zbiegło się już z podbiciem liczby urodzeń.

Po uruchomieniu 500+ aktywność zawodowa matek spadła względem kobiet bez dzieci. Do połowy 2017 r. oszacowany efekt wynosił około 2,4 pkt proc., z silniejszą reakcją kobiet o niższym wykształceniu i mieszkających w małych miastach. Transfer zwiększa dochód i może obniżyć ekonomiczną barierę posiadania dziecka, ale jeżeli równocześnie podwyższa koszt powrotu kobiety do pracy, długoterminowa cena macierzyństwa rośnie.

Problemem jest wysoki koszt programu i jego niewielki wpływ na decyzję o kolejnym dziecku. Jeżeli rodzina otrzymuje świadczenie również za dzieci już urodzone i nie planuje następnego, transfer poprawia jej dobrobyt, ale nie wpływa na liczbę urodzeń. To różnica między polityką rodzinną jako redystrybucją a polityką stricte pronatalistyczną. Samo 500+ nie wystarcza. Trzeba szukać innych sposobów ratowania sytuacji.

Potrzebny jest cały pakiet świadczeń i programów

Rozbudowa żłobków, klubów dziecięcych oraz dopłat do formalnej opieki jest z punktu widzenia badań międzynarodowych bardziej obiecująca niż dalsza redystrybucja. Obniża zarówno bezpośredni koszt opieki nad dziećmi, jak i koszt alternatywny — w postaci przerwania kariery rodzica.

Powrót matek do pracy i dostępność opieki

Ważnym hamulcem rodzicielstwa jest ograniczenie kobiet na rynku pracy. Opieka nad dziećmi eksploatuje matki, a ich powroty do pracy są trudne i bolesne. Często ich po prostu nie ma. Pracodawcy wciąż najchętniej pozbywają się pracownic, które wypadają im z pracy na dłużej. Polska ma relatywnie rozbudowane płatne urlopy, w tym, co istotne, część urlopu zarezerwowaną dla każdego z rodziców.

Kluczowe stają się realny podział urlopu między matkę i ojca oraz dostępność opieki w momencie powrotu do pracy. Długi urlop wykorzystywany prawie wyłącznie przez kobiety może zwiększać także różnice płacowe. Dobrze opłacona, nieprzenoszalna część ojcowska rozkłada ten koszt bardziej równomiernie.

Drugim wielkim obszarem hamującym dzietność jest mieszkalnictwo. W polskiej polityce pronatalistycznej było ono znacznie mniej stabilnym filarem niż transfery pieniężne. Tymczasem wysokie koszty mieszkań mogą odraczać wyprowadzkę z domu rodzinnego, tworzenie związku i decyzję o pierwszym dziecku.

Z punktu widzenia demografii w Polsce lepsza jest polityka zwiększająca podaż — mieszkania na wynajem, budownictwo społeczne, przewidywalne planowanie przestrzenne i infrastruktura na nowych osiedlach — niż np. subsydiowanie kredytu. Ważne jest także ograniczenie używania mieszkań jako instrumentów budowy majątku. Dla bogatych powinna być giełda, a nie zwijanie ludziom sprzed nosa przestrzeni do życia i jednoczesne podbijanie cen mieszkań poprzez zaburzanie popytu.

Bodźce podatkowe również mogą mieć znaczenie. Ulgi na dzieci zwiększają dochód rodzin, ale mają podobny problem jak świadczenia gotówkowe: jeżeli korzyść jest słabo związana z decyzją o kolejnym dziecku, koszt dodatkowych urodzeń może być duży.

Co może wyniknąć z takich zmian?

Nie istnieje instrument, który w ciągu kilku lat podniesie polską dzietność z około 1,1 do poziomu zastępowalności pokoleń 2,1. Polityka może wpływać na decyzje o dzietności, ograniczyć bezdzietność wymuszoną barierami ekonomicznymi i zwiększyć liczbę drugich lub trzecich urodzeń; nie kontroluje jednak zmian norm społecznych.

Kontynuacja systemu opartego głównie na 800+, z częściowym rozwojem żłobków, bez zasadniczej poprawy mieszkalnictwa i podziału opieki, prawdopodobnie nie spowoduje dużego odbicia. Obecny pakiet nie generuje efektu dostatecznie silnego, by odwrócić trend.

Najbardziej racjonalny pakiet dla Polski oznaczałby więc przesunięcie nowych środków z kolejnych podwyżek świadczeń w stronę opieki nad dziećmi w wieku 0–3 lat, mieszkań i niższego kosztu powrotu matek do pracy. Nie ma podstaw, by obiecywać, że taki pakiet podniesie TFR o konkretną wartość. Jako realistyczny cel polityczny można jednak traktować przesunięcie Polski z trajektorii około 1,0–1,1 w kierunku 1,3–1,5 w ciągu dekady.

Migracja kupuje czas, nie rozwiązuje problemu

Przy obecnym ubytku naturalnym rzędu 150–200 tys. rocznie sytuacja rynku pracy bez migracji musiałaby opierać się coraz bardziej na aktywizacji osób 50+, późniejszym przechodzeniu na emeryturę, automatyzacji i wzroście produktywności.

Imigracja może stabilizować rynek pracy, szczególnie jeśli przyjeżdżają osoby młode i zostają z rodzinami. Ale migranci również się starzeją. Utrzymanie stabilności populacji przy bardzo niskiej rodzimej dzietności wymagałoby kolejnych fal migracji, co rodziłoby coraz większe koszty społeczne i polityczne. Długoterminowe projekcje Eurostatu i ONZ uwzględniają dodatnie migracje, a mimo to przewidują głęboki spadek ludności Polski.

Polityka migracyjna państw zachodniej Europy pokazuje skalę trudności. To rosnące napięcia etniczne, kulturowe i religijne. To także nieprzewidywalność zachowania dzieci i wnuków migrantów odległych kulturowo. Francuska fala migracji sprzed trzech pokoleń zademonstrowała to zjawisko aż nadto boleśnie.

Przybywający do Francji muzułmanie chcieli laicyzacji, świeckiego państwa i asymilacji. Część ich wnuków chce, by to Francja przyjęła standardy islamskie, a nie na odwrót. Odpowiedzią na to zjawisko stało się inne — polityczna radykalizacja części rodzimych Francuzów. A mówimy przecież o państwie z jedną z najefektywniejszych polityk prorodzinnych starego kontynentu…

Demografii nie da się odwrócić jednym ruchem

Przy skali obecnej zapaści nie widać możliwości prostego wyjścia na prostą. Celem państwa nie powinno być więc obiecywanie „odwrócenia demografii”, lecz ograniczenie skali upadku i ustabilizowanie sytuacji.

Migracja może kupić czas, ale nie rozwiąże problemu. Transfery mogą pomagać rodzinom, ale same nie poprawią problemu niskiej dzietności. Żaden izolowany program nie wystarczy.

Demografia w Polsce wymaga polityki prowadzonej równocześnie na wielu płaszczyznach: mieszkań, opieki nad dziećmi, rynku pracy, podatków, migracji i zdrowia, a także świadomej polityki wizerunkowej państwa — swoistego kulturowego interwencjonizmu. To oznacza nie tylko koszty, do generowania których polscy politycy są, jak wiemy, zdolni. Demografia oznacza wysiłek myśli, zdolność przekuwania jej w działanie i gotowość ponoszenia za nie odpowiedzialności. A z tym jest znacznie trudniej.

Przeczytaj także: Młodzi odkładają rodziny na później. Ale to nie ich wybór


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Jerzy Kopański

autor


Analizuje, opisuje i komentuje współczesną politykę. Szczególnie interesują go relacje międzynarodowe, historia, literatura, nowe technologie oraz polska giełda. Jest niezłym pszczelarzem.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.

Zmień tryb na ciemny