Prawda i Dobro
Państwo przegrywa z algorytmami. Dzieci płacą za to wysoką cenę
11 lipca 2026

PRL chciał ocieplić wizerunek Milicji Obywatelskiej. Stworzył coś znacznie większego: serial, który również współcześni widzowie pokochali dla dialogów, aktorów, ulic, mieszkań i dawki prawdy o epoce. O tym, jak narodziła się legenda „07 zgłoś się”, pisze prof. Stanisław Żerko.
Wielbiciele „07 zgłoś się” cieszą się na obchody pięćdziesiątej rocznicy premiery pierwszego odcinka ich ukochanego serialu. „Major opóźnia akcję” został wyemitowany w czwartek 25 listopada 1976 r. w Pierwszym Programie TVP, zaraz po Dzienniku Telewizyjnym. Od tego czasu na różnych kanałach Telewizji Polskiej serial był powtarzany chyba kilkadziesiąt razy, zawsze skupiając widownię.
W dziejach peerelowskiej TVP czwartkowy wieczór był zarezerwowany dla kryminałów. Tego dnia premiery miały spektakle słynnego Teatru Kobra i Teatru Sensacji. Logiem (słowo wówczas nieużywane) pierwszego cyklu była w poprzedzającej każdy spektakl animacji tytułowa żmija, na koniec puszczająca oko do widza. Z kolei „patronem” Teatru Sensacji był pająk i prująca się pajęczyna. Te telewizyjne widowiska zaczęto z czasem przeplatać zachodnimi serialami, nie tylko amerykańskimi, jak „Columbo” czy „Kojak”, ale też na przykład francuskimi, jak „Arsen Lupin”, ten ostatni z polskim dubbingiem z Wojciechem Pokorą, „czytającym” tytułowego bohatera.
Pod koniec listopada 1976 r. na ekranach telewizorów pojawił się bardzo zręcznie zrealizowany odcinek nowego serialu produkcji TVP. Serialu, który przeszedł do legendy i który także dzisiaj oglądany jest z dużą przyjemnością. Koneserzy peerelowskiego serialu z rozkoszą oglądają po raz kolejny co bardziej krwiste dialogi. O nich za chwilę; trzeba bowiem zacząć od genezy tego milicyjnego serialu.
Właśnie – milicyjnego. Nie ulega wątpliwości, że celem producentów i twórców było nadanie funkcjonariuszom Milicji Obywatelskiej ludzkiej, sympatycznej twarzy. Te zabiegi trwały już od wielu lat, a serial o por. Borewiczu był ich ukoronowaniem.
Począwszy od drugiej połowy lat pięćdziesiątych, pojawiały się „powieści milicyjne”, czyli polskie kryminały z funkcjonariuszami MO w rolach głównych. Polscy czytelnicy woleli wprawdzie w słynnych seriach „Z kluczykiem”, „Z jamnikiem” czy w zapoczątkowanej pod koniec dekady gierkowskiej „kolorowej serii” Krajowej Agencji Wydawniczej (KAW) powieści zachodnich autorów, ale i tomiki pióra autorów polskich sprzedawały się w nakładach, o których dzisiejsi pisarze mogą tylko marzyć: niekiedy przekraczały one 200 tys. egzemplarzy.

W 1968 r. pojawił się zaś pierwszy zeszyt słynnej serii komiksów o kapitanie Żbiku, za którą stała Komenda Główna Milicji Obywatelskiej w osobie majora (później podpułkownika) Władysława Krupki; ukazały się 53 zeszyty z tej serii. W tym samym roku ruszyła też seria Ewa wzywa 07, czyli „zeszytowych” minipowieści „milicyjnych”. Ukazująca się do 1989 r., utrzymana w niebieskim kolorze seria (łącznie 146 zeszytów) dała poniekąd tytuł serialowi z por. Borewiczem.
Wbrew obiegowej opinii „07” w nazwie serialu nie było skopiowane z cyklu filmów o Jamesie Bondzie, agencie 007. W 1976 r. było to politycznie niemożliwe. W Polsce Ludowej, dzwoniąc na milicję, wybierało się numer 07.
Pierwszym polskim telewizyjnym serialem milicyjnym był fatalnie przez słynnego później Stanisława Bareję zrealizowany „Kapitan Sowa na tropie” (1965) z Wiesławem Gołasem w roli tytułowej. Klęska serialu spowodowała, że dopiero po paru latach powrócono do tej formuły, ale w serialu dla dzieci: reżyserem „Przygód psa Cywila” (1971) był znany wcześniej jako dokumentalista Krzysztof Szmagier.
Oczywiście serial z psem w roli głównej nie miał prawa nie pozyskać widowni. Był poza tym nieźle zrealizowany. Emitowany był w czwartkowe popołudnia, na zakończenie słynnego programu dla młodej widowni „Ekran z Bratkiem”. Przyciągnął jednak też widownię starszą.
Tak więc Krzysztof Szmagier miał jako reżyser prawomyślny i „resortowy” przetartą drogę, by kilka lat później podjąć się realizacji serialu o oficerach Milicji Obywatelskiej. Przy pełnym wsparciu tejże milicji. Nie na taką oczywiście skalę, jak Ludowe Wojsko Polskie przy realizacji serialu o czterech pancernych, ale i tu było to widoczne na ekranach telewizorów. Dostarczenie polskiemu widzowi godziwej rozrywki – na poziomie najlepszych zachodnich seriali kryminalnych – było dla TVP celem numer dwa. Celem numer jeden było ocieplenie wizerunku funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej.
Główna postać serialu skonstruowana została idealnie. Grający młodego porucznika MO Sławomira Borewicza telewizyjny dziennikarz z Krakowa Bronisław Cieślak miał już pewne doświadczenie aktorskie (do dziś wart uwagi miniserial obyczajowy „Znaki szczególne” Romana Załuskiego), okazał się zresztą rewelacyjnie naturalny.
Taki też miał być serialowy oficer milicji: wyluzowany, ironiczny, inteligentny, czasem naruszający regulamin, niekiedy delikatnie docinający przełożonemu. Co ciekawe, bezpartyjny, lecz utożsamiający się z władzą ludową, choć niestroniący czasem – z rzadka i umiarkowanie – od uwag krytycznych pod adresem tejże.
Borewicz przeciwstawiony został najpierw starszemu koledze, niezbyt lotnemu, lecz poczciwemu por. Antoniemu Zubkowi (lubiany aktor Zdzisław Kozień miał w końcu dość tej roli – po czternastu odcinkach, w 1982 r., odszedł z serialu), a później tępawemu służbiście, powtarzającemu propagandowe partyjne slogany, por. Waldemarowi Jaszczukowi (Jerzy Rogalski), w serialu zresztą siostrzeńcowi emerytowanego Zubka.
Szczególna pozycja przypadła w serialu przełożonemu tych oficerów, majorowi Wołczykowi (imienia nie poznajemy), granemu przez Zdzisława Tobiasza, jednego z mistrzów polskiej szkoły dubbingu telewizyjnego. Major Wołczyk był inteligentny, wykształcony, o dużej wiedzy, dobrotliwy, wyrozumiały dla lekko (ale tylko lekko!) niesfornego Borewicza.
Gdy por. Zubek, pokazując majorowi fotografię Barbary Brylskiej, mówi, że mieszka z jednym z bohaterów odcinka „na wiarę od trzech miesięcy bez zameldowania”, Wołczyk odpowiedział: „Sam bym pomieszkał”. Ale gdy w innym odcinku major ogłasza przerwę, mówiąc: „Otwórzcie okno. Myślę, że orłów nie ma, żaden nie wyleci”, Borewicz odcina się: „A pan major drzwiami?”. A kiedy indziej Wołczyk oznajmia Borewiczowi: „Marzę o dniu, w którym jeden z nas pójdzie na emeryturę”.
Niemniej pamiętać warto, że styl majora Wołczyka miał równie mało wspólnego z rzeczywistymi wyższymi oficerami MO, co styl Borewicza z oficerami niższego szczebla milicji. Rzecz ciekawa, nikt w serialu na przestrzeni kilkunastu lat nie awansował.
No i oczywiście wątki damsko-męskie, z których główny bohater słynął. Borewicz niemal w każdym odcinku pozostawał w możliwie najbliższym kontakcie z atrakcyjnymi kobietami. Bardzo interesujące, choć trudne były natomiast jego relacje z surową wobec mężczyzn panią prokurator Ołdakowską (Elżbieta Kijowska, występująca w trzech odcinkach). Główny bohater serialu miał być postacią krwistą, ale zachowującą w tym przypadku zdrowy rozsądek.

Łamiące peerelowskie schematy fragmenty dialogów z serialu zachwycają koneserów do dzisiaj. Gdy por. Zubek zwraca się do kobiety: „Czy obywatelka…”, ta mu przerywa: „Nie jestem dla pana żadna obywatelka!”. Z kolei Borewicz mówi: „Myślenie ma kolosalną przyszłość. W milicji także”. Takich scen jest w serialu niemało i głównie dla tych dialogów go się ogląda. Nawet mocno partyjny por. Jaszczuk na pytanie mającego iść do aresztu podejrzanego: „Brać szczoteczkę do zębów czy krótka wizyta?”, odpowiada, jak chandlerowski Philip Marlowe, lakonicznie: „Jak używasz, to weź”.
Ale takie dialogi mogły pojawić się w serialu dopiero w seriach zrealizowanych po Sierpniu 1980 r., a które w telewizji emitowane były już w stanie wojennym, jesienią 1982 r. Zwłaszcza po 13 grudnia 1981 r. wiadomo było, że należy wpuścić do serialu więcej aluzji do twardej powojennej rzeczywistości. Warto polecić zwłaszcza dialog Borewicza z wiejskim proboszczem, b. żołnierzem antykomunistycznego podziemia, przez kilka lat więzionym w czasach stalinowskich. W odcinku „Wagon pocztowy” elektryk grany przez Jana Ciecierskiego tłumaczył się, że po wojnie kilka lat przesiedział w więzieniu.
„Mięsem” serialu miały być jednak nie tyle dialogi, ile zawarte w scenariuszach zbrodnie i przestępstwa. Scenariusze zostały oparte na istniejących powieściach lub minipowieściach milicyjnych. Przykładowo ostatni z 21 odcinków – „Przerwany urlop” – to odpowiednik powieści jednego z potentatów tego gatunku, Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, „Bardzo dobry fachowiec”. Tyle tylko, że powieściowego majora Downara (jedna z „ikon” peerelowskiego kryminału milicyjnego) zastąpiono por. Borewiczem.
Wielbiciele serialu podkreślają, że nie ma dla nich znaczenia, iż wielu aktorów występowało w „07 zgłoś się” w różnych rolach, niekiedy na wskroś odmiennych: Barbara Brylska, Ewa Szykulska, Piotr Fronczewski w rolach pierwszoplanowych czy w drugo- i trzecioplanowych Laura Łącz, Wiesław Drzewicz, Zbigniew Buczkowski, Mariusz Gorczyński i kilkoro innych aktorów.
Niezależnie od wszystkiego, kadry tego serialu to kapitalne ujęcia fotograficzne z dziejów ostatniego 20-lecia PRL. Nie wszystko bowiem, jak w pierwszym odcinku, udało się zainscenizować na propagandową wizję tamtej Polski.
Ostatnie odcinki serialu emitowano w maju–czerwcu 1989 r. To była już końcówka Polski zwanej „Ludową”. Istniały jakieś pomysły kontynuowania serialu, na szczęście nic z tego nie wyszło. Bronisław Cieślak jakiś czas po upadku PRL pozostawał bez pracy, m.in. prowadził jakiś kiosk z prasą, ale odnalazł się wkrótce jako poseł postkomunistycznego Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD). Serial z nim w roli głównej, „Malanowski i partnerzy”, był niewypałem. Gdy moja znajoma zapytała go, dlaczego tam gra, odpowiedział, że pieniądze nie rosną na drzewach.
Serial jest oglądany do dzisiaj, nie tylko jako jedna z popkulturowych legend z czasów PRL. Polecam przy okazji świetną i bogato ilustrowaną książkę Bartka Koziczyńskiego „330 popkultowe rzeczy PRL” (2007), a przede wszystkim dwie książki: „07 zgłasza się” Piotra K. Piotrowskiego (2013, dziś nie do zdobycia) i właśnie wydaną „07 zgłoś się. Milicyjny serial wszech czasów” Rafała Dajbora (2026).
Przeczytaj również: Stawka większa niż serial. Największe śledztwo w sprawie Hansa Klossa
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: