Serial za serialem. Uciekamy od życia czy od samotności?

Kobieta siedząca w nocy przed telewizorem – obraz uzależnienia od seriali, które maskuje samotność.

Znasz to uczucie, gdy kończysz odcinek i ekran pyta, czy chcesz obejrzeć następny, a ty - choć późno, choć rano czeka cię praca - klikasz „tak"? To może być uzależnienie od seriali. Nie czujesz, że uciekasz. Czujesz, że odpoczywasz. A jednak coś w tej czynności jest głęboko dwuznaczne.

Skąd się bierze uzależnienie od seriali?

Niedawno opublikowane badanie w czasopiśmie PLOS One postawiło pytanie, które mogło się wydawać oczywiste: czy samotni ludzie częściej wpadają w pułapkę uzależnienia od seriali? Odpowiedź okazała się bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Tak – ale nie wprost.

Samotność nie prowadzi do nałogowego oglądania seriali w sposób bezpośredni. Działa subtelniej, przez dwa kanały emocjonalne: pragnienie ucieczki od negatywnych uczuć oraz chęć wzmocnienia tych pozytywnych.

Innymi słowy, samotny człowiek nie siada przed ekranem, bo jest samotny. Siada, bo chce przestać czuć to, co czuje. Albo chce poczuć coś, czego mu brak. To rozróżnienie jest ważne. Autorzy badania opisali samotność jako stan charakteryzujący się „poczuciem społecznego oderwania i brakiem znaczących więzi”.

I właśnie z tym stanem – nie z samotnością jako faktem społecznym, lecz z samotnością jako doświadczeniem emocjonalnym – człowiek próbuje sobie poradzić, sięgając po kolejny serial.

Pascal wiedział to dawno

Blaise Pascal w XVII wieku – bez internetu, bez algorytmów rekomendujących kolejne odcinki, bez platform streamingowych – napisał zdanie, które brzmi jak diagnoza naszych czasów:

Jedyna rzecz, która nas pociesza w naszych niedolach, to rozrywka, a wszelako to jest największa z naszych niedoli: ona głównie przeszkadza nam myśleć o sobie i gubi nas niepostrzeżenie.

Pascal zauważył, że człowiek jest istotą zdolną do nieskończoności, a zarazem nieznoszącą ciszy. Wystarczy zamknąć go w pustym pokoju, by zaczął się miotać. Nie z nudów w banalnym sensie, lecz z lęku przed konfrontacją z tym, czym jest: skończony, śmiertelny, niepewny. W tym sensie rozrywka nie jest przyjemnością. Jest ucieczką od tej konfrontacji. A ucieczka, choć przynosi chwilową ulgę, niczego nie leczy.

Nałogowe oglądanie seriali jest we współczesnym świecie być może najdoskonalszym przykładem pascalowskiego pojmowania rozrywki. Jest bezwysiłkowe, nieskończone (kolejne sezony, kolejne produkcje, kolejne rekomendacje), dostępne o każdej porze i w każdym miejscu. Idealny mechanizm ucieczki od pustego pokoju we własnej głowie.

Ucieczka czy substytut relacji?

Ale uzależnienie od seriali to nie tylko ucieczka od negatywnych emocji. To często zastępowanie relacji. Kiedy przez pięć sezonów śledzisz losy postaci, zaczynasz je znać. Znasz ich słabości, historię, dynamikę między nimi. Wiesz, co lubią, czego się boją, jak reagują na ból. To wiedza, którą normalnie zdobywa się latami w prawdziwych przyjaźniach. Tyle że tutaj jest ona dostarczona bez wysiłku, bez ryzyka odrzucenia, bez konieczności bycia wzajemnym. Relacja z ekranową postacią jest jednostronna i właśnie dlatego bezpieczna.

Uzależnienie od seriali zamiast bliskości

Prawdziwa relacja wymaga od nas odsłonięcia się, tolerowania różnicy, znoszenia rozczarowań, wytrzymywania milczenia. Jest wymagająca. Bohater serialu nigdy nie zmęczy się słuchaniem, nie zrobi nam wyrzutów, nie będzie miał złego dnia, nie zażąda niczego w zamian. W tym sensie nałogowe oglądanie seriali może stać się nie tyle rozrywką, co substytutem bliskości. Bliskości, której brakuje, ale na którą nie starcza odwagi lub energii.

Byung-Chul Han, koreańsko-niemiecki filozof zajmujący się kulturą cyfrową, pisał o tym, jak współczesne społeczeństwo traci zdolność do doświadczania tego, co obce, nieprzewidywalne, wymagające. Wskazywał, że współczesna kultura konsumpcji zastępuje autentyczne spotkanie z „innym” – ze wszystkim, co w nim niezrozumiałe i trudne – gładką, kontrolowaną stymulacją. Ekran jest taki właśnie: gładki i bezproblemowy.

Serial jako emocjonalny dopalacz

Kiedy oglądamy wciągający serial, przeżywamy napięcie, wzruszenie, ulgę, radość – emocje intensywne i wyraźne. W codziennym życiu takie emocje bywają rozmyte, trudne do wywołania, uwikłane w kontekst. W serialu są czyste, precyzyjnie zaprojektowane, podawane w odpowiednim dawkowaniu. To coś w rodzaju emocjonalnego dopalacza: daje uczucie intensywności życia bez jego ciężaru.

Ale intensywność przeżycia a głębokość doświadczenia to dwie różne rzeczy. Można spędzić całą noc wzruszając się losami fikcyjnych bohaterów i rano obudzić się z poczuciem dziwnej pustki, jak na kacu, tylko emocjonalnym.

Bo serial dostarcza bodźca, ale nie znaczenia. Daje impuls, ale nie zmienia. Emocja przeżyta przed ekranem nie prowadzi nigdzie: nie buduje wspomnienia, nie tworzy więzi, nie pozostawia śladu poza kolejną oceną w aplikacji.

Egzystencjalna pustka, o której mówił Camus, nie daje się zapełnić. Można ją tylko zaakceptować albo przed nią uciec. Nałogowe oglądanie seriali jest jedną z form ucieczki – nowoczesną, błyskotliwą, kulturowo usankcjonowaną. Nie musimy już uciekać do kasyna ani do butelki. Wystarczy ekran.

Nie potrafimy być sami ze sobą

Być może istotniejsze od pytania „dlaczego ludzie oglądają za dużo seriali?”, jest pytanie: „czy nauczyliśmy się w ogóle być sami ze sobą?” Nowoczesna kultura robi wszystko, by to uniemożliwić. Smartfon w kieszeni oznacza, że każda chwila potencjalnej ciszy może zostać natychmiast zagospodarowana.

Kolejna powiadomienie, kolejny film, kolejny odcinek. Bycie samemu ze sobą wymaga tolerowania ciszy, a cisza bywa przerażająca. Bo słychać w niej pytania, na które nie mamy odpowiedzi: kim jestem? czy jestem szczęśliwy? czego naprawdę chcę?

Uzależnienie od seriali może być w tym sensie nie tylko objawem samotności, lecz objawem czegoś głębszego: kulturowej niezdolności do zatrzymania się. Żyjemy w cywilizacji, która wypełniła każdą szczelinę bodźcem. I teraz, kiedy próbujemy usiąść z samymi sobą, nie wiemy, co zrobić z ciszą, która nas otacza.

Przeczytaj również: Po co dziś czytać powieści? Nie chodzi o ucieczkę


Na scenie zobaczysz:


***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.