Humanizm
Gdy prawda kosztuje życie. Dlaczego jedni milczą, a inni nie?
08 maja 2026
Trzy orkiestry w jednym mieście wyglądają jak sukces. Ale w Bielsku-Białej coraz mocniej wraca pytanie, czy to przemyślana polityka kulturalna, czy kosztowny układ kilku osobnych ambicji. Andrzej Kucybała sprawdza, gdzie kończy się prestiż, a zaczyna dublowanie funkcji, publiczności i pieniędzy.
Bielsko-Biała, choć nie jest największym miastem w Polsce, wyróżnia się wyjątkowo bogatym życiem kulturalnym. Prężnie w Bielsku-Białej działają takie instytucje kulturalne jak Teatr Banialuka, Biuro Wystaw Artystycznych, Teatr Polski. Ponadto obserwuję bardzo dobrą pracę na rzecz sztuki amatorskiej w działających prawie w każdej dzielnicy miasta miejskich domach kultury, na czele z Miejskim Domem Kultury.
Nie możemy nie wspomnieć o imprezach kulturalnych o ponadnarodowym wydźwięku, takich jak „FOTO ART Festival” czy Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej, czy najbliższy mojemu sercu i moim zainteresowaniom Festiwal Kompozytorów Polskich, albo organizowany od dwóch lat Festiwal Gitarowy w Cavatina Hall. Trudno byłoby mi nie wymienić w tym zestawie ważnej instytucji dla rozwoju kultury miasta — bielskiej szkoły muzycznej, która w tym roku obchodzi 80-lecie istnienia.
Dla mnie, jako muzyka i melomana, jednym z najciekawszych elementów tej układanki kulturalnej jest obecność i działalność w Bielsku-Białej aż trzech zespołów orkiestrowych: Bielskiej Orkiestry Kameralnej działającej przy Bielskim Centrum Kultury, nowo powstałej we wrześniu 2025 roku „La Nostra Banda” związanej z Teatrem Polskim oraz Cavatina Philharmonic Orchestra — funkcjonującej od września 2024 roku przy prywatnej sali koncertowej Cavatina Hall. Pojawia się więc pytanie: czy istnienie aż trzech orkiestr w jednym mieście średniej wielkości ma sens?
Można uznać to za nadmiar, zwłaszcza w kontekście ograniczonej liczby mieszkańców i potencjalnej publiczności. Utrzymanie orkiestry wiąże się przecież z wysokimi kosztami finansowymi, dużym wysiłkiem organizacyjnym i kadrowym. W takiej sytuacji pojawia się ryzyko rozproszenia środków i niepotrzebnej rywalizacji o tych samych słuchaczy. Można obawiać się, że zamiast wzmacniać ofertę kulturalną, trzy orkiestry osłabiają się nawzajem.
Oczywiście dwa miejskie zespoły stoją na uprzywilejowanej pozycji. Są finansowane przez miasto i mogą konkurować z Cavatina Hall niższymi cenami biletów, szerszym i wszechstronnym dostępem do promocji, do której CPO ma dostęp mocno ograniczony, mogąc korzystać jedynie ze społecznych, ogólnie dostępnych środków komunikacji (internet).
Ale to poboczny argument. Ważniejszy jest ten, iż pełniąc podobną funkcję, swymi programami artystycznymi dwie pierwsze trafiają do tych samych odbiorców. Wprawdzie Bielska Orkiestra Kameralna przy BCK koncentruje się głównie na repertuarze bardziej rozrywkowym i edukacyjnym, La Nostra Banda przy Teatrze Polskim towarzyszy spektaklom oraz wydarzeniom scenicznym, jednak programy oferowane przez te zespoły mieszczą się w podobnym sektorze muzycznym, a więc z gatunku „muzyka lekka, łatwa i przyjemna”, chociaż ostatnio „La Nostra Banda” wchodzi ze swymi projektami muzycznymi na grunt klasyki symfonicznej, patrz koncert „Beethoven w Teatrze”.
Z kolei Cavatina Philharmonic Orchestra, jako prywatna orkiestra działająca w pełnym symfonicznym składzie osobowym, w nowoczesnej Cavatina Hall, realizuje ambitne projekty artystyczne z zakresu symfoniki światowej, zapraszając do współpracy wybitnych, renomowanych dyrygentów i solistów.
Dzięki tej różnorodności mieszkańcy Bielska-Białej mają dostęp do szerokiego wachlarza wydarzeń muzycznych: od koncertów kameralnych, przez spektakle muzyczne, aż po wielkie symfoniczne projekty. Pozornie wydaje się, że te trzy orkiestry nie tylko się nie wykluczają, ale mogą i powinny wzajemnie się uzupełniać, budując kompleksowy i atrakcyjny krajobraz muzyczny miasta.
Ale czy tak się dzieje, spróbuję na to pytanie odpowiedzieć, patrząc z mojej perspektywy — muzyka, dyrygenta, menedżera i wychowawcy wielu pokoleń muzyków wywodzących się z Bielska-Białej. Pierwsze pytanie, które samoistnie „ciśnie się na usta”: koszty.

Oczywiście, jako wychowawca młodych muzyków, mogę powiedzieć, że obecność kilku zespołów muzycznych sprzyja rozwojowi lokalnych artystów i edukacji muzycznej. Muzycy mają więcej możliwości współpracy, praktyki scenicznej i zawodowego rozwoju, a miasto zyskuje prestiż jako ważny ośrodek kultury w regionie. Należy też dodać, że taka koncentracja instytucji artystycznych może również przyciągać turystów oraz inwestorów, wzmacniając wizerunek Bielska-Białej jako miasta nowoczesnego i otwartego na sztukę.
Takie działanie wydaje się z pozoru absolutnie zasadne. Owszem, to ma sens pod warunkiem, że istnienie trzech orkiestr w Bielsku-Białej jest uzasadnione i każda z nich zachowuje swoją tożsamość i jasno określoną misję. Zachodzi poważna obawa, że w naszym przypadku, średniego ludnościowo miasta (150 000–160 000 mieszkańców), zespoły te będą ze sobą rywalizować, walczyć o słuchacza, zamiast współpracować i tworzyć wspólne projekty, wzajemnie się inspirując.
Gdyby udało się stworzyć układ współpracy, wówczas to nie byłoby oznaką przesytu, lecz dowodem na dynamiczny rozwój kultury i wysokie ambicje artystyczne miasta. Ale obserwując działalność i próby ustalenia takiej współpracy na poziomie pomiędzy poszczególnymi placówkami kulturalnymi, obecnie trudno mi sobie taką współpracę wyobrazić. Kilka miesięcy temu w prywatnej rozmowie jeden z dyrektorów miejskiej placówki wyraził się dość jasno: „każdy ciągnie w swoją stronę”, „my robimy swoje, wy róbcie swoje”. Przypominają się słowa Aleksandra Fredry: „Wolnoć Tomku w swoim domku”. I stąd pytanie: czy się uzupełniają i nie wykluczają?
To już inne i trudne, ale zasadne pytanie, na które władze miasta, dyrektorzy tych placówek chyba jak na razie nie znajdują odpowiedzi. A może nawet nie chcą jej znaleźć. Obawiam się, że takiego pytania nawet sobie nie zadali.
To potwierdza moje ogólne spostrzeżenie. Każdy z tych zespołów to spory wydatek finansowy, dwa z nich (BOK i La Nostra Banda) są finansowane całkowicie z budżetu miasta i nietrudno sobie wyobrazić, iż walka o pieniądze pomiędzy tymi zespołami ze źródełka, jakim jest budżet miasta, będzie zarzewiem konfliktów. I trzeba w tym momencie postawić kolejne prowokujące pytanie.
Czy finansując dwie orkiestry miejskie spełniające podobną funkcję, takie działanie nie zaspokaja jedynie jakichś indywidualnych ambicji dyrektorów tych placówek i konkurujących ze sobą dyrygentów prowadzących te zespoły? Może taniej byłoby połączyć wysiłek finansowy i stworzyć jeden zespół obsługujący obie placówki, który spełniałby jednocześnie wymagania programowe dla obu. Znamy przecież doskonale powiedzenie: „w jedności siła”.
Chyba wszyscy mamy świadomość, iż wielkość scen w obu placówkach, jak i warunki akustyczne ograniczają możliwości wykonawcze tych zespołów. Żaden z nich w swoich salach (Teatr Polski, BCK) nie zagra utworów z repertuaru wielkiej symfoniki, a jedyna estrada predysponowana do takiego repertuaru, czyli Cavatina Hall, ma świetną symfoniczną orkiestrę Cavatina Philharmonic Orchestra, której artystyczne wykonania znajdują w świecie muzycznym, nie tylko w Polsce, uznanie i prestiż przysługujący najlepszym orkiestrom symfonicznym.
Czy władze miasta użyły prostego kalkulatora, który potrafi zsumować wydatki na te dwie konkurujące ze sobą orkiestry miejskie plus dofinansowanie z programów wspierających kulturę dla Cavatina Philharmonic Orchestra?
A może taniej byłoby finansować dwie. Jedną specjalizującą się w wykonywaniu utworów z pogranicza muzyki rozrywkowej i classical crossover, aby zaspokoić ambicje obu dyrygentów i dyrektorów tych placówek, i drugą, tę reprezentacyjną, z szansą na ogólnopolski, europejski i światowy rozgłos, posiadającą możliwości wykonawcze światowej symfoniki w pełnym znaczeniu tego słowa?
Obecnie, obserwując dotychczasowe dokonania obu miejskich zespołów, trudno wskazać, który bardziej zasługuje na miano miejskiej orkiestry. Czy ten, który stworzyli przy Teatrze Polskim Jacek Obstarczyk, Jacek Stolarczyk i Krzysztof Kokoszewski, a więc de facto grając muzykę, którą promowali w swoim zespole The ThreeX, powiększając jedynie swe możliwości wykonawcze do zakresu muzyki classical crossover? Czy Bielska Orkiestra Kameralna przy BCK z ponad 30-letnią tradycją, prowadzona przez Mateusza Walacha?
Nie moim zadaniem jest odpowiadać na tak postawione pytania, to zadanie gospodarzy miasta. To oni powinni dokonać takiej analizy i podjąć właściwą, logicznie i merytorycznie uzasadnioną decyzję. Ja mam prawo tylko zadawać pytania i snuć wątpliwości.
Mam świadomość, iż rok 2026 to rok, w którym Bielsko-Biała pełni rolę Polskiej Stolicy Kultury i mnożenie wydatków na cele kulturalne zawsze znajdzie w takim wypadku uzasadnienie, to pytanie może być przedwczesne. Ale może warto je zadać, sprawdzić i policzyć?

A Cavatina Philharmonic Orchestra? To jedyny zespół muzyczny w Bielsku-Białej w niewielkim stopniu wspierany finansowo przez miasto, który rządzi się zupełnie innymi prawami. Czytając komentarze niektórych bielszczan i dyskusję o kwocie 6 600 000 rozpisanej na trzy lata w formie miejskiego wsparcia, trudno mi zrozumieć argumenty, którymi podpierają się przeciwnicy tej dotacji. To inwestycja, która daje szansę, by z prowincjonalnego miasta, jakim de facto jest Bielsko-Biała, stać się metropolią kultury muzycznej i promować nasze miasto nie tylko w obrębie powiatu, ale na estradach całej Polski, a nawet Europy.
Ta orkiestra zatrudnia na stałych etatach część muzyków, tworząc zespół mogący budować swój prestiż i poziom artystyczny. To także zupełnie inna bajka finansowa. Koszty istnienia CPO muszą bilansować się z wydatkami, przy jednoczesnym i bezwarunkowym priorytecie stojącym zawsze na pierwszym planie — najwyższa półka wykonawcza, najwybitniejsi soliści i najwyższy poziom artystyczny.
Pozostałe to orkiestry typowo projektowe, a więc zatrudniające muzyków do określonego programu. Często są to przypadkowo dobrani muzycy, którzy akurat w czasie realizacji danego koncertu mają w swych macierzystych instytucjach wolne. Ja nie sugeruję, że ich poziom artystyczny jest niski. Nie! To są fachowcy z najwyższej półki. Ale jest tu jedno „ale”.
Czy można stworzyć idealny i zgrany zespół, w którym muzycy spotykają się przypadkowo i tylko czasami?Odpowiedzi mogą udzielić nawet kibice Podbeskidzia, którzy preferują zupełnie inny typ rozrywki, gdy zada się im podobne pytanie.
Czy można stworzyć dobrze grający zespół piłkarski z zapraszanych na każdy mecz, nawet doskonałych, piłkarzy niegrających i nietrenujących na co dzień ze sobą? Każdy z nich odpowie: NIE!
Podobnie jest z muzyką. Nie da się stworzyć dobrego zespołu z przypadkowo dobieranych, nawet wspaniałych muzyków. W drużynie piłkarskiej, jak i w drużynie „zwanej orkiestrą”, obowiązują te same zasady. Pełne zrozumienie wykonawcze i realizacyjne nakreślone — w piłce — przez trenera, a w orkiestrze — przez kompozytora i dyrygenta.
Może jednak warto stworzyć jeden zespół obsługujący potrzeby artystyczne obu miejskich placówek, aby obniżyć koszty ich istnienia i wykorzystać prawidłowo potencjał osobowy i twórczy obu panów dyrygentów. I także mocniej dofinansować reprezentacyjny zespół Cavatina Philharmonic Orchestra. Tak podpowiada ekonomia i logika, ale jak wiemy z otaczającego nas świata, logika i ekonomia nie idą ze sobą w parze. Zwycięża niestety zawsze polityka i ludzkie, czasami burzące porządek świata, partykularne ambicje i ambicyjki, a czasem osobiste urazy.
W dziedzinie — kultura muzyczna — to nie trzy stragany na rynku konkurujące swoimi produktami cenowo, ale konieczna, przemyślana i dobrze dofinansowana działalność wymagająca współpracy, wzajemnego szacunku, aby stać się markowym i wysoko cenionym produktem.
Polecamy również: Powstała orkiestra na poziomie Europy. Ale miasto gra w niższej lidze






***
Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: