Autor „Eurokalifatu”: Europa obudziła się za późno

Zdjęcie ilustrujące konsekwencje przyjęcia Paktu Migracyjnego UE. Mężczyźni na pontonie płyną do Europy.

Czyste metro, spokojna ulica, poczucie bezpieczeństwa po zmroku. Dla nas to często coś oczywistego. Michał Bruszewski pokazuje, jak państwa Europy Zachodniej zaczęły doceniać to dopiero wtedy, gdy było już za późno. W rozmowie z Patrycją Krzeszowską autor książki „Eurokalifat. Dżihad, gangi i islamizacja Europy” mówi, dlaczego Pakt Migracyjny UE może być dla Polski jednym z najważniejszych testów bezpieczeństwa i czy nasz kraj może jeszcze uniknąć błędów Zachodu.

Pakt Migracyjny UE. Polska patrzy na błędy Zachodu

Patrycja Krzeszowska: 12 czerwca 2026 roku zacznie być stosowany Pakt Migracyjny UE . Czy pana zdaniem przyjęcie paktu migracyjnego z mechanizmem solidarności to realna odpowiedź na kryzys migracyjny w UE? Powinien zacząć obowiązywać?

Michał Bruszewski*: Wszelkie tego rodzaju pomysły i próby rozbijają się o fakt, że bardzo trudno jest zweryfikować tych ludzi. W państwach, w których doszło do niekontrolowanej i nielegalnej migracji, niezwykle trudno jest zapewnić bezpieczeństwo, a tym bardziej odwrócić pewne zmiany społeczne, które już nastąpiły. Chodzi choćby o tworzenie się państwa w państwie czy gettoizację części społeczeństw. Brakuje strategii przeciwdziałania. Próby dużych deportacji w Niemczech się nie powiodły. Niemieckiemu rządowi nie udało się też namówić nowych władz syryjskich do rozwiązania, w którym Syryjczycy, zamiast być deportowani, sami wracaliby do Syrii.

W krajach zachodnich, w których istnieje bardzo duża diaspora muzułmańska, tych trendów, widocznych w rozwiązaniach prawnych czy bardziej zdecydowanych działaniach policji, w zasadzie nie da się już zatrzymać. Polska oczywiście nie jest wolna od podobnych zagrożeń, ale pozostaje relatywnie mniej dotknięta tymi zmianami społecznymi. Nie mamy tak licznej diaspory muzułmańskiej, jak państwa zachodnie. Jedyne, co możemy zrobić, to nie powtarzać błędów krajów, które doprowadziły zauważalnego kryzysu społecznego. Dlatego jestem sceptyczny wobec wprowadzania podobnych rozwiązań – ale chciałbym zaznaczyć, że to moja prywatna opinia.

Zachód długo wierzył, że ma czas

Mówi pan o tym, że Polska jeszcze nie jest w centrum tych wydarzeń. Na razie nie musimy przyjmować imigrantów ze względu na dużą liczbę uchodźców z Ukrainy. Najprawdopodobniej za kilka miesięcy to się zmieni. Tymczasem liczba wyznawców islamu w Europie bardzo szybko rośnie. Jak według pana może to wpłynąć na Polskę?

Musieliśmy przyjąć uchodźców z Ukrainy. To ludzie bardzo bliscy nam kulturowo i językowo. Oczywiście istnieją też pewne społeczne antagonizmy, podsycane przez niektóre środowiska. Jestem przeciwny takiemu szczuciu. Nie chcę, aby III Rzeczpospolita popełniła błędy II Rzeczpospolitej. Ukraińcy są do nas bardzo podobni w wielu obszarach życia.

Czy Polska zostanie zmuszona do przyjęcia migrantów? W przyszłym roku odbędą się w Polsce wybory parlamentarne, więc wydaje mi się, że żadna partia, może poza ugrupowaniami stricte lewicowymi, nie będzie tego otwarcie popierała. Barometr społeczny pokazuje raczej, że ludzie są temu przeciwni.

Wydaje mi się, że Polska powinna zrobić wszystko, by uniknąć błędów państw zachodnich, bo ich ceną okazał się wyraźny spadek bezpieczeństwa. Widać to nawet w drobnych obrazkach codzienności. Nagrania z warszawskiego metra są pokazywane w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy Francji niemal jak ciekawostka: czyste perony, porządek. Dla nas to wciąż norma. Dla wielu mieszkańców Zachodu coraz częściej coś zaskakującego.

Michał Bruszewski pozuje na tle ukraińskiego samochodu w kamizelce kuloodpornej.
Fot. Michał Bruszewski zbiory prywatne

Polityka migracyjna UE i granica przymusu

Tylko co wtedy, kiedy Unia Europejska zmusi nas do przyjęcia migrantów?

Nie wiem, czy rzeczywiście dojdzie do takiego przymusu. Warto jednak pamiętać, że zmuszanie państw do przyjmowania migrantów oznacza w praktyce traktowanie ludzi jak towaru. Jeżeli ktoś przebywa już w jednym kraju, a następnie zostaje administracyjnie przeniesiony do Polski, to jest to problem także dla niego samego.

Wielu migrantów, którzy przekraczają granicę polsko-białoruską i szturmują zaporę, robi to przecież po to, by dostać się dalej, na Zachód Europy. To pokazuje, że nawet ich samych często nikt nie pyta o zdanie.

Polska powinna przede wszystkim nie sankcjonować nielegalnej migracji. Jeśli ktoś chce legalnie pracować, istnieją procedury, wizy i kontrola graniczna. Do Polski można przyjechać do pracy zgodnie z prawem. Czytałem też, że MSWiA pracuje nad zaostrzeniem zasad przyznawania obywatelstwa. Uważam, że to dobre rozwiązanie.

Wracając do migrantów: nikt nie chce obniżenia poziomu bezpieczeństwa, zamieszek ani działalności gangów wywodzących się ze środowisk migranckich, takich jak Mocro Mafia w Holandii czy DZ Mafia we Francji. W Europie obserwujemy wzrost przestępczości i to budzi lęk również wśród Polaków.

Jako analityk bezpieczeństwa uważam, że nie da się zweryfikować wszystkich ludzi przy tak dużej skali migracji. A jeśli ktoś jest nielegalnym migrantem, to już na samym początku złamał prawo. Jeżeli sankcjonujemy łamanie prawa, nie dziwmy się, że później będzie ono łamane dalej.

Dżihadyści zmienili taktykę

Wspomniał pan o Hiszpanii i gangach. Nie sposób mówić o islamie i Europie bez pytania o dżihadystów. W Hiszpanii radykalizują się młodzi ludzie urodzeni już w Europie, często wyłącznie przez kontakt online z ekstremistami. Czy uważa pan, że możliwe jest w takiej sytuacji powstrzymanie działań dżihadystów w Europie?

Służby specjalne już teraz skutecznie powstrzymują wiele takich działań. Przykładem mogą być udaremnione zamachy podczas trasy koncertowej Taylor Swift. Organizacje takie jak ISIS zostały pokonane na Bliskim Wschodzie, ale nadal są aktywne i niebezpieczne. Zmieniają też taktykę. Kiedyś wykorzystywano materiały wybuchowe i broń palną. Później zaczęto używać samochodów czy prostych narzędzi jak noże lub młotki, a potem zabieranie broni funkcjonariuszom. Nie możemy wykluczyć kolejnych zmian strategii Państwa Islamskiego.

Bezsprzecznie duża nielegalna migracja ułatwia takim grupom rekrutację, indoktrynację i przerzut w masie migrantów, swoich członków, mających za zadanie dostać się do danego państwa i tam założyć komórkę organizacji dżihadystycznej, która ma jeden cel: dokonać aktów terroru i zamachów terrorystycznych. Widzimy najwięcej zamachów właśnie tam, gdzie doszło do niekontrolowanej migracji.

Zdjęcie ilustracyjne do tematyki polityki migracyjnej UE. Imigranci tłumne idą drogą do Europy. To mogą być konsekwencje przyjęcia Paktu Migracyjnego UE.
Fot. Depositphotos

Na Bliskim Wschodzie trwa kolejny konflikt. Czy według pana zwiększy to falę migracji muzułmanów do Europy?

Nie można tego wykluczyć. Mamy 800 tysięcy afgańskich uchodźców w Iranie. Kraj po tej wojnie będzie gospodarczo zdestabilizowany. Jeszcze przed operacją Epicka Furia był tam kryzys ekonomiczny, mieliśmy upadek narodowej waluty. Ludzie zamknęli swoje stragany w Teheranie, zaczęli protestować. Wojna w Iranie nie pokazuje nam tego kryzysu wewnętrznego, ale on jest i czeka, aż się skończy wojna. Ci uchodźcy mogą zostać wypchnięci dalej przez Iran, a Rosja może wykorzystać ich jako element wojny hybrydowej. W efekcie mogą pojawić się także na granicy polsko-białoruskiej.

Nie wiemy również, co stanie się ze Strefą Gazy. Teoretycznie mamy tam zawieszenie broni, ale za tzw. żółtą linią Hamas odzyskuje władzę, więc nie wiemy, jaka będzie przyszłość Palestyńczyków. Wszystko to może doprowadzić do kolejnego kryzysu migracyjnego.

W wielu państwach Europy brakuje rąk do pracy, ale trzeba to połączyć z poważną analizą bezpieczeństwa, żeby miało to sens. W teorii część osób z tej grupy potencjalnych migrantów można byłoby taniej zrekrutować do pracy. W praktyce często okazuje się jednak, że część migrantów nie trafia później na rynek pracy, lecz do systemu socjalnego. Dlatego nie wykluczam kolejnego kryzysu migracyjnego.

Michał Bruszewski stoi na tle zniszczonych bloków na terenach wojennych
Fot. Michał Bruszewski zbiory prywatne

Gangi rosną tam, gdzie państwo słabnie

Dlaczego Polacy bardziej obawiają się migrantów z Bliskiego Wschodu, choć przestępczość zza wschodniej granicy jest również dużym problemem?

Nielegalna migracja, niezależnie od tego, skąd pochodzi, pozostaje nielegalna. Później obserwujemy pączkowanie grup przestępczych, które wykorzystują nielegalnych migrantów jako ludzi pracujących na ich rzecz. Takie osoby trafiają często na margines społeczny, a stamtąd bardzo łatwo pozyskać je do podobnej działalności.

W Europie Zachodniej mamy sytuację, w której faktycznie część „rynku przestępczości lokalnej” przejęły grupy bliskowschodnie i północnoafrykańskie, zwłaszcza wywodzące się z Maghrebu. W Dijon doszło nawet do konfrontacji między grupami przestępczymi z Maghrebu i z Czeczenii. Duża diaspora nielegalnych migrantów w danym kraju bardzo ułatwia takim grupom działanie.

Polityka migracyjna UE ma także cenę polityczną

W książce „Eurokalifat. Dżihad, gangi i islamizacja Europy” wspomina pan również o rosnącej roli politycznej muzułmanów w Europie. Czy może to wpłynąć na sposób sprawowania władzy i prawodawstwo?

Znaczenie polityczne środowisk muzułmańskich będzie rosło. Wynika to zarówno z demografii, jak i z dalszej migracji. Jednocześnie społeczeństwa europejskie same mierzą się z poważnymi problemami demograficznymi. Naturalne jest więc, że rośnie liczba polityków wywodzących się z tych środowisk.

Partie polityczne będą zabiegały o ich głosy, a wśród polityków pojawi się pokusa, by takie poparcie zdobywać w zamian za polityczne przywileje. Tym bardziej że imamowie i organizacje religijne mają realny wpływ na część wyborców.

Wśród tych polityków są również osoby popierające prawo szariatu. Jedni mówią o tym otwarcie, inni liczą raczej na stopniową zmianę społeczeństw. W Wielkiej Brytanii już dziś głos społeczności muzułmańskich wpływa na politykę zagraniczną państwa. To nie jest już teoria, ale praktyka polityczna.

Pomoc na miejscu zamiast gaszenia pożaru

Wspomina pan też o pomocy na miejscu. Która metoda jest skuteczniejsza: przyjmowanie migrantów czy pomoc w ich krajach?

Od lat popieram pomoc na miejscu. Sam angażowałem się w nią jako wolontariusz. W interesie państw pochodzenia migrantów jest to, aby ci ludzie zostali u siebie i pracowali na rzecz własnego kraju. Dlatego, jeśli chcemy, żeby nie wyjeżdżali, potrzebne są inwestycje w szkoły, miejsca pracy i warunki, które pozwolą im tam zostać. Inaczej kolejne pokolenia będą migrowały do Europy.

Wspomniała pani o ludziach zbyt biednych, aby wyjechać ze swojego kraju. To właśnie oni są najbardziej poszkodowani, a mówi się o nich najmniej. I to jest paradoks. Problemem pozostaje również rozwój mafii przemytniczych i handlu ludźmi. Potrzebna jest wieloletnia, konsekwentna polityka wspierania regionów Bliskiego Wschodu i Afryki pod względem ekonomicznym.

Czy Europa zaczyna się budzić? Coraz więcej państw zaostrza politykę migracyjną.

Myślę, że Europa zaczęła się budzić, ale o generację za późno. Skala problemu jest już ogromna. Masowe deportacje są dziś praktycznie niemożliwe i mogłyby doprowadzić do destabilizacji państw, a nawet do wojny domowej.

Państwa definiują to jako problem społeczny, ale nie mają gotowych rozwiązań. Trudno mi zresztą powiedzieć, czy takie rozwiązania w ogóle istnieją. Moim zdaniem masowe deportacje odpadają, a asymilacja tych ludzi jest bardzo trudna, ponieważ wcześniej zabrakło spójnej strategii i sensownej propozycji. Czy diaspora muzułmańska w ogóle by tego chciała? Tego nie wiemy. Nie możemy przecież zmusić człowieka do zmiany poglądów. Rozwiązaniem będzie zapewne próba dalszej walki z dżihadyzmem. Służby specjalne odrobiły jednak lekcję w zakresie walki z terroryzmem. Dziś więcej zamachów udaje się udaremnić, niż dochodzi do skutku. Natomiast sam problem społeczny pozostanie bardzo trudny do rozwiązania.

Pakt Migracyjny UE to nie tylko liczby

Załóżmy, że w pańskim bliskim sąsiedztwie wprowadzają się przybysze z krajów muzułmańskich, albo pojawia się pomysł, by jak w Krakowie, na osiedlu, wśród bloków, otworzyć muzułmańskie centrum informacyjno-religijno-kulturalne. Jaka byłaby pana pierwsza myśl i reakcja?

Ja odróżniłbym nielegalną migrację od migracji legalnej. Jeżeli ludzie z danej społeczności dowiadują się, że w ich otoczeniu ma powstać ośrodek czy osiedle dla nielegalnych migrantów, to moim zdaniem nie można im automatycznie zarzucać ksenofobii tylko dlatego że są zaniepokojeni. Nie wiemy, kim są nielegalni imigranci. Dostali się tutaj, łamiąc prawo. Mieszkam w Warszawie i uważam, że jest to miasto wieloetniczne. Żyje tu także wielu migrantów, którzy przyjechali do pracy legalnie, i na co dzień normalnie z nimi funkcjonujemy.

Państwa muzułmańskie, a szerzej także państwa Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, są często lepiej zorganizowane w przeciwdziałaniu różnego rodzaju radykałom niż państwa europejskie. I właśnie w tym obszarze możemy się od tych krajów, po drugiej stronie Morza Śródziemnego, uczyć, jak rozwiązywać podobne sytuacje. Przykładem jest relacja państwo- imam, w krajach Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej, lokalny imam jest wręcz jak urzędnik, jest pod kontrolą rządu, by nie radykalizował młodzieży. Jedyny rejon świat gdzie może głosić nabożeństwa bez kontroli to Europa.

Polska nadal jest przystankiem. Czy tak zostanie?

Na razie Polska jest krajem tymczasowym, przepustką, by dostać się do innych bardziej pożądanych. Czy kiedyś to może się zmienić i to Polska będzie dla nich głównym celem podróży?

Wydaje mi się, że nie, dlatego że oni bardzo często jadą do dzielnic, gdzie już żyją ich krewni, gdzie ich bliscy prowadzą swoje restauracje, gdzie tak naprawdę kolejne generacje nie muszą się uczyć języka francuskiego, szwedzkiego, bo mają już wypracowane sieci i na co dzień mówią we własnym języku. Ci ludzie uciekają ze swojego kraju do Europy po to, żeby zaimplementować te rozwiązania, przed którymi uciekali. To jest paradoks.

Często zdarza się też, że osoby uciekające przed wojną przenoszą jej logikę na grunt europejski. Widać to choćby w Szwecji, gdzie niektóre obszary bywają dzielone według wpływów jednego czy drugiego klanu. A te klany mogą być ze sobą skonfliktowane. W samym świecie islamu również istnieją głębokie napięcia etniczne i wyznaniowe. Przykład szariatu dobrze to pokazuje: część ludzi ucieka przed jego realiami w krajach pochodzenia, a jednocześnie pojawiają się środowiska, które chciałyby wprowadzać podobne rozwiązania w Europie.

*Michał Bruszewski – autor książki „Eurokalifat. Dżihad, gangi i islamizacja Europy”, ekspert ds. bezpieczeństwa. Dziennikarz i reporter wojenny, przygotował liczne reportaże w krajach dotkniętych wojną, w tym w Iranie i Ukrainie. 

Warto przeczytać: Islam w Europie. W ekspansji pomaga mu wiele czynników


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Patrycja Krzeszowska

Dziennikarz


Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Rzeszowskiego. W mediach pracuje od 2019 roku. Współpracowała z redakcjami newsowymi oraz agencjami copywriterskimi. Ma ugruntowaną wiedzę psychologiczną, zwłaszcza z psychologii poznawczej. Interesuje się także tematami społecznymi. Specjalizuje się w odkryciach i badaniach naukowych, które mają bezpośredni wpływ na życie człowieka.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.