Kto zyska na zmianie konstytucji? Nie chodzi o premiera i prezydenta

Budynek i rusztowanie symbolizujące system konstytucyjny i dylemat: rządzi premier czy prezydent

Prezydencka inicjatywa w sprawie zmiany konstytucji może nie mieć skutków. Jednak rozwiązanie dylematu – rządzi premier czy prezydent – nie jest obojętne. Ten wybór ma konsekwencje, o których nikt nie mówi.

Premier czy prezydent? Różne filozofie władzy

Sprawność działania systemu politycznego zależy nie tylko od modelu. Kluczowe są konstytucyjne kompetencje, powiązania między instytucjami i mechanizmy kontroli. Różnice między obiema koncepcjami nie leżą tylko w tym, kto jest szefem administracji. Inaczej w nich wygląda rola parlamentu. Wybór ustroju musi określać zakres władzy i stopień podmiotowości społeczeństwa.

W systemie premierowskim – wzorem większości demokracji europejskich – rząd powoływany jest przez parlament. Premier odpowiada przed Sejmem, może zostać odwołany. W teorii.

W systemie prezydenckim – wzorem USA – głowa państwa jest wybierana w wyborach powszechnych i sprawuje rzeczywistą władzę wykonawczą. Prezydent nie może zostać odwołany przez parlament, ale parlament nie może zostać rozwiązany przez prezydenta. Role są wyraźnie rozdzielone.

To są czyste, idealne modele. W rzeczywistości każda konstytucja jest hybrydą. Wybór systemu to nie tylko „premier czy prezydent”, ale też mechanizmy kontroli, sądownictwo, samorządy, tradycja i kultura polityczna. Mimo to – już na poziomie czystych modeli widać zasadnicze różnice. Wynikają z nich konkretne konsekwencje dla władzy, kontroli i podmiotowości społeczeństwa.

Konstytucja powinna określać, co jest możliwe

Wybór systemu nie jest techniczny. Nie chodzi tylko o to, kto będzie rządził – premier czy prezydent. Chodzi o to, jakich zasad państwo się trzyma.

Konstytucja nie powinna tylko przesądzać, kto sprawuje władzę. Powinna przesądzać, co jest możliwe, a co nie – niezależnie od tego, kto akurat trzyma większość. Bez tego zmiana modelu rządzenia może być tylko zamianą miejsc. Może rozwiązać ręce premierowi, ograniczyć możliwość blokowania ustaw i decyzji. A w konsekwencji – zmniejszyć podmiotowość społeczeństwa w decydowaniu o własnych sprawach. Także takich jak praca, edukacja czy zdrowie. Takie konsekwencje też powinny być brane pod uwagę.

Systemy z silną władzą premiera mają tendencję do zwiększania roli rządu kosztem demokratycznie wybranego parlamentu. W Wielkiej Brytanii premier z większością w Izbie Gmin może praktycznie wszystko. Podobnie jak kanclerz w Niemczech. Partia dyscyplinuje posłów, parlament staje się maszynką do głosowania. Widzimy to także w Polsce.

Na Węgrzech premier Orbán z większością konstytucyjną przebudował system sądowniczy, upaństwowił media, zmienił ordynację wyborczą. Nie dlatego, że jest gorszy od innych – tylko dlatego, że system mu na to pozwolił. Brak instytucjonalnych hamulców sprawił, że większość parlamentarna stała się większością totalną.

System prezydencki wymaga silnej klasy średniej

System prezydencki sam w sobie nie jest gwarancją wolności. Rosja czy Białoruś pokazują, że można mieć prezydenta i dyktaturę. Kluczowe są tradycja i kultura polityczna: niezależne sądy, wolne wybory, konkurencyjne partie, społeczeństwo prawdziwie obywatelskie. Co oznacza de facto liczną klasę średnią, która jest niezależna materialnie od państwa. Bez tego żaden system nie obroni wolności.

W systemie premierowskim to partia, nie wyborcy, trzyma premiera przy władzy. Zakulisowe interesy, grupy nacisku, układy – to naturalne środowisko rządów, które nie muszą patrzeć na sondaże. W systemie prezydenckim prezydent odpowiada bezpośrednio przed wyborcami. Osobista więź i rozliczenie przy urnach zmuszają go do trzymania się ich woli.

Premier czy prezydent? Silny rząd czy społeczeństwo?

Współczesne polskie realia sprzyjają raczej systemowi premierowskiemu. Opowiadają się za nim politycy, którzy uczestniczyli w rządach lub urzędnicy, których interesy są ściśle związane z administracją państwową. Zwolennicy silnego rządu, dużej administracji, opiekuńczości państwa, wielkich programów społecznych i strukturalnych też opowiedzą się raczej za takim systemem.

Z kolei zwolennicy rządu bardziej ograniczonego, za to silnego i sprawczego tylko w określonych sferach, mogą wybrać system prezydencki. To także opcja dla tych, którym bliższy jest duch republikanizmu, idee samoorganizującego się społeczeństwa, daleko posuniętej decentralizacji i poszanowania praw własności oraz szerokiego zakresu wolności indywidualnych.

Partiokracja czy samoorganizacja? Dwie wizje władzy

Polskie tradycje z II i III Rzeczypospolitej wskazują na pierwszy model. Sejmokracja i partiokracja są mocno krytykowane, ale niemal nikt nie widzi potrzeby ograniczania zakresu działania państwa. To ono, nie społeczeństwo, jest traktowane jako podmiot sprawczy, który ma zapewnić wszystko – od pomyślności materialnej ludzi po bezpieczeństwo.

Republika prezydencka byłaby w większym stopniu emanacją społeczeństwa. Z jego realnymi interesami, potrzebami i wartościami. Choć nie likwidowałaby bolączek demokracji: silnej polaryzacji, emocji politycznych czy konfliktu. Widać to w każdych kolejnych wyborach. To właśnie wybory prezydenckie mają też największą frekwencję, choć prezydent „może” mniej niż premier. To przemawia za tym, że w systemie z wiodącą rolą głowy państwa, mogłoby ono być nieco mniej ekspansywne.

Liderzy pracują dla partii, nie dla dobra wspólnego

Najważniejsze jest jednak to, co ostatnio zawarł prof. Ryszard Piotrowski, członek prezydenckiej Rady Konstytucyjnej w rozmowie z Polsat News. Mówi on wprost: ważniejsze od wybranego modelu jest to, że politycy nie pracują na rzecz dobra wspólnego, lecz dla dobra swoich partii.

Możemy zatem wybrać system premierowski, prezydencki, mieszany. Jeśli jednak elity będą myśleć partyjnie, żaden nie obroni dobra wspólnego, a interesy państwa i obywateli będą się rozchodzić. O jakości działania systemu ostatecznie i tak decydują ludzie i ich postawy.

Przeczytaj także: Obiecał spokój, wybrał wojnę. Trump ma dziś poważny problem


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Radosław Różycki

Zastępca redaktora naczelnego


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej UW, specjalizujący się w tematyce kultury, literatury i edukacji. Zawodowo zajmuje się słowem. Czyta, pisze, tłumaczy, redaguje. Czasem coś powie. Prywatnie głowa rodziny. Ma doświadczenie pracy w mediach, administracji publicznej, PR i komunikacji, gdzie zajmował się m.in. projektami edukacyjnymi i kulturalnymi. W wolnej chwili lubi dobrą literaturę i mocne dźwięki.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.