Polityka dzieli, bo musi. Z tej gry można wyjść

obraz człowieka na tle skonfliktowanych grup i drzewa sybolizującego dobro wspólne, ilustyjący problem polaryzacji w polityce

Unikasz rozmów o polityce przy rodzinnym stole, z sąsiadami czy w pracy? To nie brak zdania, a efekt polaryzacji. Dlaczego demokracja, która miała być sztuką kompromisu i szukania dobra wspólnego, produkuje konflikt? Odpowiedź jest niewygodna.

Polaryzacja w polityce: w tym szaleństwie jest metoda

Media społecznościowe miały nas połączyć. Połączyły, ale w bańki. Algorytmy platform społecznościowych są zaprojektowane tak, by maksymalizować czas spędzany przed ekranem. Robią to, podsuwając nam treści, które wywołują emocje – a nic nie angażuje tak mocno jak oburzenie, strach i gniew. W efekcie każdego dnia karmimy się tym, co nas dzieli, a nie tym, co łączy.

Polacy to czują. Według badania CBOS przeprowadzonego dla Polskiej Agencji Prasowej pod koniec marca, 46 procent Polaków uważa spór polityczny i polaryzację za największe zagrożenie dla stabilności Polski w najbliższych pięciu latach – częściej niż sytuację międzynarodową (42 proc.) czy jakość usług publicznych (31 proc.).

Jednak źródło polaryzacji leży głębiej niż tylko w algorytmach, czy naszych charakterach. Sięga samej istoty demokracji jako systemu rywalizacji o władzę. To gra, w której często bezwiednie uczestniczymy.

Demokracja jako rynek głosów

Anthony de Jasay, węgierski ekonomista i filozof polityki, w swojej książce The State jeszcze w latach 80. zaproponował sposób myślenia o demokracji, który wyjaśnia polaryzację lepiej niż jakakolwiek teoria spiskowa. Według niego politycy nie walczą o idee, ale o głosy. A one – podobnie jak towary na rynku – mają swoją cenę. Partie przygotowują oferty: jednym grupom proponują korzyści, innym podwyżkę podatków. Kto złoży lepszą ofertę, ten wygrywa.

De Jasay pokazuje to na prostym, choć ironicznym modelu. Wyobraźmy sobie, że mamy trzy grupy: bogatych, biednych i tych w środku – decydujący elektorat. „Partia bogatych” może zaproponować opodatkowanie biednych i danie tym środków swoim wyborcom oraz tej kluczowej, środkowej grupie. „Partia biednych” działa symetrycznie – opodatkowanie bogatych i transfer do biednych i środka. Która oferta wygra? Ta, która da więcej środkowej grupie.

I tu pojawia się kluczowy mechanizm. De Jasay zauważa, że „partia bogatych” szybko zorientuje się, że więcej pieniędzy na przekupienie środka mogą zdobyć, opodatkowując nie biednych (bo ci nie mają z czego brać), ale własnych bogatych wyborców. Musi zatem, jak pisze, „ukraść ubogim ich pomysł” i zwrócić się przeciw własnemu elektoratowi.

W efekcie obie partie oferują środkowej grupie coś podobnego, a różnice między nimi się zacierają. Ale żeby utrzymać lojalność swoich twardych wyborców, muszą jednocześnie mówić do nich językiem konfliktu – wskazywać wroga, straszyć tym, co zrobi ta druga strona. Polaryzacja nie jest więc przypadkowym skutkiem ubocznym. Jest narzędziem.

Uzależnienie od redystrybucji

De Jasay posługuje się też pojęciem „addictive redistribution” – uzależniającej redystrybucji. System raz uruchomiony nie może się zatrzymać. Partie muszą nieustannie przekupywać wyborców, bo inaczej konkurencja zrobi to za nie. Każda partia, która próbowałaby zatrzymać ten mechanizm, przegra wybory.

Im bardziej państwo angażuje się w redystrybucję, tym bardziej zmienia społeczeństwo na swoje podobieństwo. Tworzy grupy interesu, które potem same domagają się dalszych transferów. To właśnie to uzależnienie sprawia, że demokracja nie może przestać polaryzować. Polaryzacja staje się warunkiem utrzymania się przy władzy.

W tym świecie politycy nie rządzą po to, by realizować jakiś konkretny program. Rządzą po prostu, by być u władzy. De Jasay nazywa to „profitless power” – władzą bez zysku, która jednak jest celem samym w sobie. A jej utrzymanie wymaga nieustannego podsycania konfliktu.

Dwa języki polityki

Jak to wygląda w praktyce? Partie mówią innym językiem do centrum, a innym do swojego twardego elektoratu. Do środka: jesteśmy pragmatyczni, chcemy stabilności, dobrobytu, bezpieczeństwa. Do swoich: oni są zagrożeniem, nie można z nimi iść na żadne ustępstwa, trzeba ich pokonać. Ta dwoistość jest konieczna, by utrzymać dwie grupy naraz – lojalną i zmobilizowaną bazę oraz chwiejne, ale decydujące centrum.

W efekcie demokracja, która teoretycznie miała być systemem negocjacji i poszukiwania rozwiązań, staje się maszyną do produkcji konfliktu. Nie dlatego, że politycy są „źli”. Dlatego, że taka jest logika systemu.

Polaryzacja w polityce: jak w to nie grać

Polaryzacja nie wzięła się znikąd. Jest wpisana w samą logikę demokratycznej rywalizacji. Ale z tego, że system wytwarza konflikt, nie wynika, że każdy musi w nim uczestniczyć na takich warunkach. Wręcz przeciwnie: im więcej osób przestanie dostarczać paliwa, tym bardziej mechanizm będzie zmuszony zwolnić.

Kliknięcie w oburzający nagłówek to paliwo dla algorytmów. Bez kliknięć maszyna zwalnia. To samo działa w polityce: ktoś głosuje inaczej, bo ma inne dane, inne doświadczenia. Etykiety upraszczają. „Oni”, „lewactwo”, „prawactwo” – każde takie słowo zamyka rozmowę.

Kto wyciągnie rękę?

Jednym z najprostszych sposobów wyjścia z tej pętli jest uznanie, że nie trzeba mieć zdania o wszystkim. Świat jest zbyt skomplikowany, by oceniać każdą ustawę, każde posunięcie, każdego polityka. Niewiedza i wahanie nie są słabością – są uczciwością. A także oszczędnością energii, która nie będzie przeznaczona na kolejne emocjonalne wzburzenie.

Wreszcie, w rzeczywistej rozmowie, przy kawie, na spacerze, w kuchni, konflikt jest mniej ostry niż w sieci. Algorytmy podkręcają napięcie, anonimowość zwalnia hamulce. Poza ekranem łatwiej dostrzec, że osoba po drugiej stronie ma twarz. Jeśli medium zmienia reguły gry, to jego zmiana może być dobrym ruchem.

Politycy nie odejdą od polaryzacji, bo jest dla nich paliwem. Zmiana musi zacząć się od własnej decyzji, by nie grać w tę grę.

Przeczytaj także: Z globalnej wioski do plemion. Jak nas dzielą ekrany i algorytmy


***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Radosław Różycki

Zastępca redaktora naczelnego


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej UW, specjalizujący się w tematyce kultury, literatury i edukacji. Zawodowo zajmuje się słowem. Czyta, pisze, tłumaczy, redaguje. Czasem coś powie. Prywatnie głowa rodziny. Ma doświadczenie pracy w mediach, administracji publicznej, PR i komunikacji, gdzie zajmował się m.in. projektami edukacyjnymi i kulturalnymi. W wolnej chwili lubi dobrą literaturę i mocne dźwięki.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.