Poprzedni
Następny

„Radio Antropocenu”: Woda, domy i ludzie. Co czeka uchodźców klimatycznych?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
CHRISTOPHER FURLONG / GETTY IMAGES
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 3 minut

W 4. odcinku „Radia Antropocenu” opowiemy o mieszkańcach niewielkiej walijskiej wsi, którzy mogą stać się pierwszymi uchodźcami klimatycznymi w Wielkiej Brytanii. O ich domy upomina się Morze Irlandzkie. Lokalne władze uznały, że nie ma sensu dalej finansować wzmacniania wałów morskich i ogłosiły likwidację wsi. Dlaczego nikt nie chce ratować Fairbourne? 

„Radio Antropocenu” to autorski podcast Agaty Kasprolewicz.

Fairbourne położona jest między zielonymi grzbietami gór Snowdonii i Morzem Irlandzkim. Prognozy dotyczące wzrostu poziomu morza są na tyle niepokojące, że władze hrabstwa Gwynedd uznały, że wsi nie da się uchronić przed skutkami zmian klimatu i podjęły decyzję o jej likwidacji. Oznacza to, że mieszkańcy Fairbourne mogą stać się pierwszymi uchodźcami klimatycznymi w Wielkiej Brytanii.

Walka o ocalenie Fairbourne

Sylvia Stephenson to pierwsza mieszkanka, która dowiedziała się o tych planach. W 2014 r. Wielką Brytanię nawiedziły powodzie, a przez Morze Irlandzkie przeszły gigantyczne sztormy. Na walijskie wybrzeże przyjechała wtedy ekipa BBC i odwiedzili dom Sylvii. To właśnie reporter przekazał jej informację, że w ciągu 10 lat władze hrabstwa zaprzestaną finansowania wzmacniania wałów przeciwpowodziowych w wiosce.

Wieś Fairbourne w hrabstwie Gwynedd w Walii na zdjęciu ze stycznia 2020 r. (CHRISTOPHER FURLONG / GETTY IMAGES)

„Czy to był szok? Na początku w ogóle nie mogłam zrozumieć, co się dzieje. 10 lat? Skąd wzięliście te liczby? Zapytałam o to dziennikarza BBC. A on powiedział, że taki jest plan dyrektywy, wydanej przez władze hrabstwa Gwynedd. Okazało się, że ten plan został zatwierdzony przez władze już w lipcu 2013 r.” – opowiada kobieta.

Mieszkańcy wioski utworzyli grupę obywatelską Fairbourne Facing Change i zebrali 20 tys. funtów na opłacenie prawników. Wywalczyli wydłużenie finansowania wzmacniania wałów do 2054 r. Władze zmieniły jednak plany i chcą skrócić ten okres o 10 lat, co oznacza, że wioska zostanie zlikwidowana w 2044 r.

„Czuję gniew gdy słyszę słowo »likwidacja« w odniesieniu do mojego domu, jakim jest dla mnie Fairbourne.  Jak można takiego terminu użyć w stosunku do wioski? Zabierzecie nam ziemię? Zabierzecie nam domy? Czym to się różni od zwyczajnej grabieży?” – zastanawia się Sylvia.

Test dla Wielkiej Brytanii

Ale nie wszyscy mieszkańcy wioski przejmują się zmianami klimatu. Alan Jones, właściciel lokalnej smażalni Fairbourne Chippy, nie obawia się przyszłości i nie wierzy w niepokojące prognozy. „Proszę spojrzeć na moją córkę, która pracuje ze mną w smażalni. Ona też jest spokojna. Nic się złego tu nie stanie. Klimat zmienia się nieustannie od milionów lat. OK, może trochę przyspieszyliśmy te zmiany, ale bez przesady” – mówi.

Stuart Eves uważa, że to, co stanie się z jego wioską, w pewien sposób może określić także przyszłe losy wielu miast w Wielkiej Brytanii. „To, co dzieje się w Fairbourne, jest testem dla naszego kraju. Jeśli Fairbourne utonie, to także Londyn będzie w poważnych tarapatach, tak jak każde miasto nad rzeką. Natury nie da się zatrzymać” – zaznacza.

Co czeka uchodźców klimatycznych?

Mike Thrussell od zawsze kochał morze, dlatego jego dom znajduje się tuż przy plaży. „Uwielbiam zasypiać przy otwartym oknie, kołysany szumem fal. Podczas moich podróży służbowych, kiedy nocowałem w hotelu, nigdy nie byłem w stanie się dobrze wyspać. Początkowo nie rozumiałem dlaczego. Dopiero po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że źle śpię, kiedy nie słyszę morza. Ludzie mogą się z tego śmiać. Ale to prawda” – podkreśla.

Mike martwi się o przyszłość, bo od czasu, gdy władze ogłosiły plan likwidacji Fairbourne, wartość wszystkich nieruchomości spadła o 40 proc. „Mam 64 lata, do emerytury zostały mi dwa lata. Nie jestem bogaczem, ale udało mi się spłacić ten dom i miałem nadzieję, że na starość będę się utrzymywać z emerytury. Jednak jeśli okaże się, że będę musiał opuścić dom, będę musiał mieć pieniądze na wynajem. Skąd je wezmę? Z mojej skromnej emerytury nie będzie mnie na to stać. Boję się, że na koniec życia wyląduję na zasiłku i umrę w nędzy. Mnóstwo ludzi z Fairbourne jest w podobnej sytuacji” – zauważa.

Brytyjska Komisja ds. Zmian Klimatu (CCC) opublikowała w 2019 r. raport, z którego wynika, że w podobnej do Fairbourne sytuacji może znaleźć się 530 miejscowości. W 2080 r. 1,5 mln domów będzie zagrożonych powodzią, a 100 tys. może zawalić się wskutek erozji. Tylko w Walii zatopienie grozi aż 104 tys. posiadłości. Autor raportu Jim Hall sytuację na brytyjskim wybrzeżu określił mianem „tykającej bomby”.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES