Życie na znieczuleniu. Ucieczka przed bólem nas osłabia

postać kobiety, odizolowana od świata, odczuwająca lęk przed bólem, w tle osoby stawiające czoła wyzwaniom

Nie lubimy kiedy nas coś boli. Staramy się unikać takich sytuacji za wszelką cenę. Zarówno jeśli chodzi o ból fizyczny, jak i o ból emocjonalny. Farmakologia, kolejne narzędzia i metody do neutralizacji bólu święcą tryumfy. Tylko czy to rzeczywiście służy dobru człowieka czy jednak redukuje jakiś bardzo istotny aspekt naszego życia?

Na czym polega kultura algofobii?

Współczesny niemiecki filozof koreańskiego pochodzenia Byung-Chul Han pisze w swojej książce pt. Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje:

„Jeden z głównych problemów dzisiejszego doświadczenia bólu polega na tym, że ból uznawany jest za zjawisko pozbawione sensu. W obliczu bólu nie istnieje sensowność, która mogłaby nam dać oparcie i wskazówkę. Całkowicie oduczyliśmy się sztuki znoszenia bólu. Totalna medykalizacja i farmakologizacja bólu niweczy <kulturowy program radzenia sobie z bólem>. Ból jest teraz bezsensownym złem, które należy zwalczać”.

Diagnoza Hana wydaje się bardzo trafnie opisywać stosunek współczesnego człowieka do doświadczenia bólu, cierpienia i wszelkiego rodzaju dyskomfortu. Jesteśmy zanurzeni bowiem w kulturze, która coraz bardziej obsesyjnie unika bólu, konfliktu, negatywności. Człowiek w XXI wieku chce żyć w stanie permanentnego komfortu psychicznego i emocjonalnego – społeczeństwo staje się więc czymś w rodzaju wielkiego systemu znieczulenia.

Opisując współczesne społeczeństwo paliatywne Han uważa, że dawniej cierpienie miało wymiar egzystencjalny, religijny lub tragiczny – było związane z pytaniami o sens, winę, śmierć, przemijanie czy prawdę o człowieku. W kulturze neoliberalnej ból zostaje natomiast potraktowany jako problem techniczny, który należy natychmiast usunąć.

Nie ma już miejsca na doświadczenie negatywności, które mogłoby człowieka przemienić lub doprowadzić do głębszej refleksji. Właśnie dlatego kluczowym pojęciem jest tutaj algofobia (od gr. algos — ból, cierpienie; phobos — lęk).

Czym jest lęk przed bólem?

Lęk przed bólem oznacza irracjonalne unikanie wszelkich form cierpienia – zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Najbardziej widoczne jego przejawy to unikanie konfliktów, co miałoby w efekcie eliminować wszelki dyskomfort, oraz promowanie pozytywności, co doskonale znamy z oficjalnej narracji: „Sky is the limit!”, „Możesz wszystko”, „Co nas nie zabije, to nas wzmocni” itp. Obniża się też radykalnie próg tolerancji bólu.

Chcemy za wszelką cenę uniknąć wszelkich bolesnych stanów i doświadczeń. Przy zwykłym bólu głowy od razu sięgamy po tabletkę, zamiast chwilę poczekać. Może samo przejdzie. Ale to czekanie byłoby przecież „marnowaniem czasu”, bo w dzisiejszej mentalności człowiek musi być non stop wydajny, sprawny, konstruktywny.

Nawet chwilowy przestój postrzegany jest jako brak produktywności i mniejsza wydajność. W dzisiejszym świecie dominuje trend wiecznego rozwoju, nieustannej pracy nad sobą w celu samodoskonalenia. I żadne przeszkody nie są tu mile widziane. Właśnie ból, zmęczenie, choroba, wyczerpanie mogłyby zakłócić kulturę pozytywności. Stąd próby redukcji bólu i cierpienia do czegoś patologicznego zamiast naturalnego.

Han pokazuje, że lęk przed bólem nie dotyczy jedynie bólu fizycznego, ale przede wszystkim bólu egzystencjalnego i psychicznego. Współczesny człowiek nie chce doświadczać smutku, wypiera żałobę, źle radzi sobie z ciszą, milczeniem czy samotnością.

Panicznie boimy się porażki, a co za tym idzie – unikamy konfrontacji z innością i śmiercią. I właśnie dlatego kultura cyfrowa oraz kapitalizm emocjonalny produkują nieustanną stymulację: rozrywkę, komunikację, „wellness”, coaching, farmakologię, media społecznościowe czy kult produktywności. Wszystko ma utrzymywać jednostkę w stanie funkcjonalności i dobrego samopoczucia.

Ból jako słabość: jak kultura zmieniła nasze postrzeganie cierpienia

Co ciekawe: w wysoko rozwiniętych społeczeństwach ból interpretowany jest od razu jako słabość. Jest czymś, co należy jak najszybciej zniwelować, ukryć, a najlepiej – zoptymalizować. Bólu, a więc słabości, nie da się przecież pogodzić z pracą, sukcesem i wydajnością. A na pasywność cierpienia nie ma miejsca w społeczeństwie opanowanym przez aktywność, wieczny głód sukcesu czy przez kolejne możliwości, które trzeba wykorzystać.

Fot. Gemini/AI/RR

Do czego prowadzi styl życia bez bólu?

Do zapomnienia o podstawowych i ponadczasowych prawdach: ból jest doświadczeniem, które czemuś służy. Ból coś wyraża. Coś sygnalizuje. Zapominamy, że ból potrafi przynieść oczyszczenie, a tym samym daje możliwość przeżycia wewnętrznego katharsis. Ból bywa ostrzeżeniem, które mówi: zatrzymaj się, zwolnij. Może coś złego dzieje się w twoim ciele lub w twojej psychice i warto poświęcić temu więcej uwagi.

Co gorsza, psychologowie pokazują, że człowiek, który nie potrafi cierpieć, nie potrafi także naprawdę kochać, tęsknić ani doświadczać transcendencji. Ból ma bowiem charakter odsłaniający – wyrywa człowieka z logiki konsumpcji i samozadowolenia. Strata czy choroba bardzo często bywają doświadczeniem, które pozwala nam dostrzec i docenić coś, na co wcześniej nie zwracaliśmy uwagi, bo traktowaliśmy dane dobro jako oczywiste.

Współczesny człowiek nie znosi dyskomfortu

Choroba pomaga zatrzymać się i zweryfikować swoje dotychczasowe podejście do dbania o własną kondycję. Ból dla wielu ludzi stanowi doświadczenie „otwierające oczy”, poszerzające świadomość, a wręcz jest bezpośrednim impulsem do zmiany dotychczasowych nawyków i przyzwyczajeń. Tymczasem współczesny człowiek coraz bardziej przypomina księżniczkę z bajki H. Ch. Andersena, którą tak bardzo uwierało ziarenko grochu, że musiała układać na nim kolejne warstwy kołder i poduszek, żeby przestać go czuć.

Być może współczesny człowiek cierpi coraz bardziej z coraz mniej istotnych powodów? Nawet najmniejsze niepowodzenie w pracy czy nieporozumienie w gronie bliskich od razu otwierają drogę do wyobrażonej (nie koniecznie realnej) katastrofy. Zamiast na spokojnie przemyśleć, przeżyć – wielu z nas wpada od razu w spiralę nakręcających się coraz gorszych scenariuszy. Coraz gorzej radzimy sobie z jakąkolwiek formą bólu, nie potrafiąc już kontemplować i unikając trybu uważnej obserwacji.

Jak przezwyciężyć lęk przed bólem?

Byung-Chul Han nie proponuje prostego „powrotu do cierpienia” ani gloryfikacji bólu. Jego propozycją jest odzyskanie zdolności do przeżywania negatywności – bólu, braku, milczenia, melancholii, skończoności. Han uważa, że bez tego człowiek staje się psychicznie „wyprasowany”, ale też duchowo płytki.

Ból nie jest doświadczeniem łatwym i przyjemnym, ale to on wyrywa człowieka z automatyzmu życia. Zmuszając do refleksji, otwiera na pytanie o sens i często pozwala przekroczyć narcystyczne „ja”. Dlatego warto dążyć do zaakceptowania kruchości, śmierci, straty, tęsknoty i wszelkich innych postaci cierpienia egzystencjalnego.

Równie pomocny może się okazać powrót do umiejętności medytacji i kontemplacji, rozumianych jako zdolność do zatrzymania się i bezczynności. Umiejętność skupienia się, głębokiego słuchania, akceptacji ciszy i znajdowania w niej siły wydają się być niezastąpioną alternatywą dla życia w wiecznym biegu i pogoni za sukcesem.

Algofobiczne społeczeństwo izoluje człowieka w narcystycznym świecie komfortu. Han proponuje więc powrót do doświadczenia drugiego człowieka. Przekierowanie uwagi z siebie na Innego także może być czymś trudnym i wymagającym, ale to szansa na wyprowadzenie człowieka z logiki troski o własne ego i świata konsumpcji, któremu nieustająco podlegamy.

Jaka alternatywa dla algofobii?

Inny współczesny filozof – Emmanuel Lévinas – także podkreślał, że spotkanie z drugim człowiekiem nie zawsze jest wygodne. Może ranić czy wymagać od nas podatności, ale to właśnie dzięki drugiemu człowiekowi zaczynamy żyć naprawdę, a nie tylko wegetować w świecie własnych potrzeb i pragnień.

Wydaje się więc, że akceptacja bólu jako warunku wolności i miłości jest konkretną propozycją dla współczesnego człowieka. Han wielokrotnie podkreśla, że miłość bez możliwości zranienia staje się konsumpcją. Wolność bez ryzyka cierpienia zamienia się w komfort, a życie bez negatywności traci intensywność.

Lęk przed bólem sprawia, że uciekamy nie tylko od cierpienia, ale też od pełni życia. Alternatywą wobec lęku przed bólem nie jest poszukiwanie cierpienia, lecz zgoda na to, że ból jest częścią ludzkiej egzystencji. Tylko wtedy możemy żyć naprawdę – ze wszystkimi jego wzlotami i upadkami, radością i smutkiem, sukcesami i porażkami.

Przeczytaj także: Nie każde cierpienie to choroba. Pułapki kultury terapeutycznej


Na scenie zobaczysz:

Spotkasz w strefie książek:

***

Rejestracja ruszyła.
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

dr Magdalena Kozak

Autorka


Doktor filozofii, zajmuje się przede wszystkim współczesną filozofią francuską w nurcie egzystencjalizmu, filozofii dialogu i relacji oraz fenomenologii. Prywatnie pasjonatka klimatów śródziemnomorskich, kryminałów – najchętniej skandynawskich oraz miłośniczka zwierząt i długich spacerów. W otaczającym świecie, niestety, już coraz mniej ją dziwi.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.