Resi Capital - Deweloper miejskiej przyszłości

Na Marsa polecą razem. Najtrudniejsze zacznie się później

Astronautka przy iluminatorze, symbolizująca samotność w kosmosie

Długie podróże kosmiczne kojarzą się przede wszystkim z izolacją i samotnością. Samotność w kosmosie wydaje się więc oczywistym wyzwaniem. Tymczasem badania prowadzone na Antarktydzie pokazują, że psychika załogi może mierzyć się z problemem, którego na pierwszy rzut oka wcale nie widać.

Gdy nie ma dokąd odejść

W przyszłej misji na Marsa każdy członek załogi będzie zarazem współpracownikiem, współlokatorem i jednym z nielicznych źródeł codziennych kontaktów. Nie będzie można wyjść na spacer po kłótni, spotkać się z kimś spoza własnej grupy ani po prostu zmienić otoczenia. To sprawia, że badacze coraz uważniej patrzą nie tylko na to, jak ludzie znoszą odosobnienie, ale też jak funkcjonują w nieprzerwanej obecności tych samych osób.

Antarktyda pozwala sprawdzić, co dzieje się w izolacji

Odpowiedzi na te pytania szukano na Antarktydzie. Stacja Concordia należy do najbardziej odizolowanych miejsc na Ziemi. Zimą temperatura może tam spadać do minus 80 stopni Celsjusza, a placówka przez większą część roku pozostaje odcięta od świata zewnętrznego. Z tego powodu jest uznawana za jeden z najlepszych ziemskich modeli przyszłych misji na Księżyc lub Marsa.

Międzynarodowy zespół badaczy, kierowany przez prof. Jana Schmutza z Uniwersytetu w Zurychu i Andreę Cantisaniego z Uniwersytetu w Bernie, obserwował 12 osób podczas ich 10-miesięcznego pobytu w Concordii.

Uczestnicy systematycznie wypełniali kwestionariusze dotyczące m.in. samotności, zaufania, konfliktów, spójności zespołu i własnej oceny efektywności. Nosili też czujniki rejestrujące, kiedy oraz jak długo znajdowali się blisko innych członków ekipy. Dzięki temu badacze mogli zestawić deklaracje uczestników z codzienną mapą ich kontaktów.

Więcej kontaktu, mniej zaufania

To właśnie dane z czujników przyniosły najbardziej nieoczywistą obserwację. Osoby, które częściej i dłużej przebywały w pobliżu innych członków zespołu, częściej zgłaszały konflikty, narastającą nieufność oraz niższą ocenę własnej sprawności. W miarę trwania misji uczestnicy coraz gorzej oceniali też spójność zespołu.

Autorzy badania podkreślają, że nie oznacza to, iż sama obecność innych automatycznie wywołuje napięcia. Możliwy jest także odwrotny mechanizm: osoby odczuwające osamotnienie mogły częściej szukać kontaktu, który nie zapewniał im oczekiwanego wsparcia.

W małych zespołach działających w ekstremalnych warunkach więcej kontaktu nie przekłada się automatycznie na wsparcie społeczne, lecz może wręcz zwiększać napięcia

podkreśla Jan Schmutz.

Samotność w kosmosie może doskwierać także wśród ludzi

Bliskość fizyczna nie jest tym samym co wsparcie. W małej, zamkniętej grupie kontakt staje się w dużej mierze nieunikniony. Te same osoby dzielą pracę, posiłki i przestrzeń do odpoczynku, mając przy tym niewiele prywatności. Gdy relacja staje się obciążająca, możliwości regulowania kontaktu są znacznie mniejsze niż na Ziemi. Dlatego samotność w kosmosie może mieć bardziej złożony charakter, niż sugeruje obraz astronauty patrzącego przez iluminator. Można być stale wśród ludzi, a mimo to nie czuć zrozumienia ani bezpieczeństwa.

W zamkniętej grupie powstają podgrupy

Badanie ujawniło także inne zjawisko, które może mieć znaczenie dla przyszłych misji kosmicznych. Z czasem uczestnicy częściej szukali kontaktu z osobami posługującymi się tym samym językiem lub mającymi tę samą narodowość. Takie więzi mogą dawać oparcie i poczucie orientacji w stresie, ale mogą też zwiększać ryzyko podziałów. A także osłabiać spójność wielokulturowej załogi.

Gdy narastają samotność, nieufność i konflikty, a w zespole powstają podgrupy, w sytuacji awaryjnej może to stać się kwestią bezpieczeństwa

zaznacza Sebastian Walther z Uniwersytetu w Bernie.

Relacje są równie ważne jak technika

Przy planowaniu długich misji dynamika zespołu jest więc czymś więcej niż tłem dla techniki. Jak podkreśla Jan Schmutz, zmiany w relacjach warto rozpoznawać wcześnie i zapewniać załodze ukierunkowane wsparcie, zanim napięcia się utrwalą. Czujniki bliskości sprawdzone na Concordii mogą w tym pomagać: pozwalają śledzić zmiany w strukturze codziennych kontaktów – na przykład narastające podziały na podgrupy – bez wyraźnego ingerowania w rytm pracy załogi.

W ekstremalnym zamknięciu zagrożeniem może być bowiem nie tylko brak ludzi, lecz także brak możliwości, by choć na chwilę od nich odejść.

Przeczytaj również: Nowy wyścig w kosmosie. To dopiero początek problemów


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.