Nauka
Rodzicielstwo daje w kość. A jednak dzieje się wtedy coś bardzo dobrego
22 września 2026

Psycholog badający uprzedzenia, w lutym 2022 roku sam na sobie odkrył, jak działają one w praktyce i jak głęboko potrafią być zakorzenione. W „Dobrym Podcaście Holistic" prof. Michał Bilewicz tłumaczy, dlaczego straumatyzowane społeczeństwo potrafi być jednocześnie nieufne i zaskakująco empatyczne.
Punktem wyjścia do tej rozmowy była książka naszego gościa zatytułowana „Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości” i teza, że nasze podziały mają korzenie w traumie wojennej. Rozmowa pokazuje jednak też coś odwrotnego: ta sama trauma potrafi uruchomić w nas zaskakująco duże pokłady solidarności i empatii.
Polaryzacja, jak podkreśla Bilewicz, nie jest polskim wynalazkiem – to cecha wszystkich współczesnych społeczeństw, napędzana dziś przez media społecznościowe. Specyfiką społeczeństw takich jak nasze jest jednak to, że pod tą polaryzacją kryje się coś głębszego niż różnica poglądów.
To, co jest specyficzne dla społeczeństw straumatyzowanych, to że za ich podziałami kryją się głębsze pokłady nieufności. Pojawiają się bardzo silne przekonania, że ludziom z drugiego obozu nie należy ufać, że działają na niekorzyść naszego dobra wspólnego, że są zdrajcami.
Bilewicz nazywa to polaryzacją afektywną: w obliczu realnego zagrożenia taka nieufność do sąsiada uniemożliwia współpracę właśnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna.
Tuż po II wojnie światowej pisał o tym psycholog Stefan Baley: „Młodzi ludzie, którzy mają za sobą doświadczenie życia w czasie okupacji, są krańcowo nieufni, przekonani o niesprawiedliwości, której doznają we wszystkich możliwych sytuacjach życiowych” – pisał Baley, nazywając to kompleksem wojennym. Bilewicz uważa, że te wzorce przetrwały do dziś:
Polacy mają niższy poziom zaufania do państwa, samorządów i instytucji. To jeden z niewielu narodów w Europie, który tak bardzo odstaje od europejskiej średniej.
Z tej samej gleby wyrasta mentalność spiskowa. Bilewicz ilustruje to niedawnym artykułem na portalu Zero.pl, który porównał czynsz dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau za mieszkanie, które ten wynajmuje na terenie muzeum, z cenami najmu na wolnym rynku w Oświęcimiu – i zauważa, że tekst „niesamowicie się rozszedł”:
To jest ta potrzeba doświadczenia upadku autorytetu, bardzo potężna wśród ludzi napędzanych poczuciem moralnej wyższości.
Psycholog przekonał się sam na sobie, że uprzedzenia działają w nas automatycznie i są bardzo głęboko zakorzenione. Opowiada o sytuacji z lutego 2022 r. na dworcu Warszawa Wschodnia, gdy przeżywaliśmy exodus uchodźców wojennych z Ukrainy.
Wyszedłem na peron i zapytałem, czy ktoś potrzebuje mieszkania. Pojawiły się dwie rodziny: ukraińska matka z jednym dzieckiem i romska matka z pięciorgiem dzieci. Stały po dwóch stronach, a ja automatycznie skierowałem głowę w stronę Ukrainki.
Bilewicz przyznaje, że kierowała nim nieuświadomiona obawa o bliskość kulturową. To mu pokazało, że bezprecedensowa skala pomocy miała w sobie domieszkę głęboko schowanych uprzedzeń:
W tamtym okresie pięć procent Polaków deklarowało, że przyjęło Ukraińców do domu – czyli co dwudziesty Polak miał u siebie uchodźców. Nie znam społeczeństwa, które zareagowałoby w tak altruistyczny sposób.
Bilewicz widzi w tym paradoks: społeczeństwa straumatyzowane gorzej znoszą polaryzację na co dzień, ale w pierwszej fazie kryzysu mobilizują się szybciej. Doświadczenie życia bez sprawnego państwa uczy takie grupy zarówno nieufności, jak i samoorganizacji.
Bilewicz, mówiąc o możliwości wyjścia ze zbiorowej traumy, przywołuje przykład Armenii. Uznawał to społeczeństwo za modelowy „traumaland”, pielęgnujący pamięć o ludobójstwie Ormian sprzed stu lat. W ostatnich latach Armenia otworzyła jednak granicę z Turcją, choć ta nigdy nie przeprosiła, a po przegranej wojnie z Azerbejdżanem oddała sporny Górski Karabach.
Zmienił się jeden zasadniczy czynnik: Rosja, zaangażowana w Ukrainie, przestała być patronem Armenii. Ormianie sami musieli zadecydować o swojej przyszłości. Według Bilewicza to pokazuje, że nasze podejście do historii jest zakorzenione w tym, na co możemy sobie dziś pozwolić, a na co nie.
Podobny mechanizm nasz gość zaobserwował w badaniach, które prowadził z dr Marią Babińską. Naukowcy starali się dociec, jak Polacy postrzegają historię relacji polsko-żydowskich w czasie okupacji – w tym popularny mit, że żaden Polak nie kolaborował z Niemcami w zbrodniach na Żydach.
Zespół spodziewał się, że to właśnie taki wybielony obraz przeszłości jest kołem napędowym dzisiejszego antysemityzmu. Byłoby to zgodnie z teorią „wtórnego antysemityzmu”: niechęć do przyznania, że rodacy zrobili coś złego, miałaby popychać ludzi do usprawiedliwiającej wrogości wobec ofiar. Badania podłużne, pozwalające odróżnić przyczynę od skutku, pokazały jednak kierunek odwrotny:
Okazało się, że opowieści, w których nie było żadnej kolaboracji, są bardziej następstwem dzisiejszych przekonań antysemickich niż ich przyczyną.
Innymi słowy: ludzie, którzy dziś wierzą, że Żydzi zagrażają Polsce, chętniej wybielają historię, żeby nie psuć sobie obrazu własnego narodu.
Bilewicz przyznaje, że te wpływy działają w obie strony naraz: ta sama trauma, która w kryzysie potrafi nas zmobilizować, w spokojniejszych czasach karmi nieufność i myślenie spiskowe. „Tych wpływów jest bardzo wiele i one działają w różne strony, dlatego bardzo trudno jest powiedzieć, czy i kiedy Polska przestanie być traumalandem” – podsumowuje psycholog.
Warto przeczytać: Tożsamość zbiorowa. Traumy, które zmieniły ludzkość
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: