Nauka
Czemu nagle przestajemy się wahać? Odpowiedź jest zaskakująco prosta
10 maja 2026
Sztuczna inteligencja napędza największy od lat kryzys na rynku chipów pamięci. Producenci kierują dostawy do centrów danych AI, a konsumenci płacą za to wyższymi cenami. W 2026 roku smartfony i laptopy mogą zdrożeć nawet o 20–25 proc.
Jeszcze kilka lat temu znaczna część produkcji pamięci DRAM i NAND trafiała do smartfonów, laptopów oraz klasycznych komputerów osobistych. Dziś priorytetem stały się jednak serwerownie obsługujące sztuczną inteligencję, gdzie potrzebne są ogromne ilości ultraszybkiej pamięci. W ten sposób rozwój sztucznej inteligencji winduje ceny smartfonów i laptopów.
Infrastruktura sztucznej inteligencji pożera pamięć na niespotykaną skalę. Producenci – tacy jak Samsung, SK Hynix czy Micron – stoją dziś przed wyborem: czy dostępne moce przeznaczyć na wysokomarżowe układy HBM do centrów danych, czy na tańsze moduły pamięci do telefonów i laptopów.
Z biznesowego punktu widzenia wybór jest oczywisty: najbardziej opłacalny jest dziś klient budujący farmę serwerów AI, nawet jeśli oznacza to niedobory w segmencie masowym. Efekt jest taki, że podaż chipów pamięci do smartfonów i laptopów spada, a ceny rosną.
Niedobór jest „bezprecedensowy” i będzie miał „nieunikniony” wpływ na konsumentów
– mówi, cytowany przez magazyn Fudzilla, CEO Samsunga, TM Roh.
Smartfony są szczególnie wrażliwe na rynkowe niedobory, bo wymagają pamięci DRAM do płynnego działania aplikacji i systemów operacyjnych. Z powodu ograniczonej dostępności chipów producenci urządzeń konsumenckich płacą więc więcej za ograniczone zasoby, co przenosi się na ceny końcowe.
Według analityków, ceny pamięci DRAM wzrosły w ostatnich miesiącach o 50-55 proc. Kolejne podwyżki spodziewane są w 2026 roku.
Skokowy wzrost cen pamięci przełożył się na koszty produkcji elektroniki użytkowej. Counterpoint Research szacuje, że średnia cena sprzedaży smartfonów w 2026 r. ma wzrosnąć o 6,9% rok do roku, zamiast wcześniej prognozowanych 3,6 proc. Jako główne źródło podwyżek wymienia się właśnie drożejącą pamięć DRAM i NAND. Dla użytkownika oznacza to, że za telefon z tej samej półki co rok wcześniej trzeba zapłacić wyraźnie więcej albo pogodzić się z mniejszą ilością pamięci czy słabszą konfiguracją.
Analitycy nie mają wątpliwości, że podwyżki najmocniej uderzą w segment smartfonów budżetowych. W przypadku najtańszych urządzeń marża producentów jest niewielka i każdy wzrost kosztów komponentów boleśnie odbija się na cenie końcowej. W tej klasie urządzeń koszt materiałów miał już wzrosnąć o 20–30 proc., co pozostawia producentom niewielkie pole do absorbowania podwyżek. Na niektórych rynkach azjatyckich ceny smartfonów już wzrosły o 10-25 proc.
Podobnie wygląda rynek laptopów i komputerów osobistych. Analizy wskazują, że ceny modułów DDR5 w ciągu roku wzrosły nawet dwukrotnie, co przekłada się na podwyżki cen samych urządzeń rzędu 10–15%. Wzrost kosztu zarówno pamięci RAM, jak i dysków SSD sprawia, że producenci ograniczają promocje, a wiele nowych modeli startuje z wyższą ceną niż jeszcze rok czy dwa lata temu. Kryzys skłonił już firmę Dell do podniesienia cen laptopów biznesowych nawet o 30 proc.
Wszystko wskazuje na to, że taka sytuacja może utrzymać się do 2027 roku. Dla producentów będzie to oznaczać konieczność innowacji lub cięć specyfikacji. Konsumenci z kolei muszą liczyć się z podwyżkami cen nowych urządzeń sięgającymi nawet kilkudziesięciu procent. To z kolei może przełożyć się na większe zainteresowanie rynkiem wtórnym oraz ostrożniejsze podejście do „corocznej” wymiany sprzętu na „nowszy model”, co jeszcze niedawno było standardem w segmencie smartfonów.
Przeczytaj również: AI uczy nas oszukiwać. Naukowcy odkryli niepokojący mechanizm
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: