Humanizm
Podróże, idee i geopolityka. Strefa Autorów Holistic Talk 2026
15 sierpnia 2026

Jeszcze kilka lat temu wiadomość o metalowym obiekcie spadającym z nieba brzmiała jak relacja z filmu science-fiction. Dziś średnio raz w tygodniu w atmosferę wchodzi obiekt o masie co najmniej tony. Spadające śmieci kosmiczne coraz częściej docierają do powierzchni Ziemi, a możliwość przewidzenia miejsca ich upadku jest bardzo ograniczona.
W ostatnich latach znacząco wzrosła liczba spadających śmieci kosmicznych. W 2025 roku Siły Kosmiczne USA wydały alerty dotyczące prawie 820 obiektów wchodzących w atmosferę. Dekadę wcześniej takich ostrzeżeń było około 110. W tym samym roku na świecie przeprowadzono ponad 300 startów orbitalnych – niemal czterokrotnie więcej niż dziesięć lat wcześniej.
Wejścia w atmosferę zdarzają się każdego dnia
– podkreśla, cytowany przez The New York Times, Mariusz Słonina z Polskiej Agencji Kosmicznej, dodając, że duże obiekty o masie co najmniej jednej tony wracają w atmosferę średnio mniej więcej raz w tygodniu.
Nie każdy powrót jest rezultatem awarii. Po zakończeniu misji część satelitów i członów rakietowych jest celowo kierowana w atmosferę, by spłonęła nad oceanem. Problem pojawia się wtedy, gdy duży obiekt schodzi z orbity bez kontrolowanego manewru. Można śledzić jego trajektorię, ale precyzyjne wskazanie miejsca upadku pozostaje trudne. O wyniku decydują m.in. opór atmosfery, kształt i orientacja obiektu oraz chwila, w której rozpada się on na fragmenty.
Nowy numer już jest!
Większość ocalałych elementów trafia do oceanów albo na tereny słabo zaludnione. Nie jest to jednak reguła absolutna. W 2024 roku fragmenty sprzętu pochodzącego z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej spadły na dom na Florydzie. NASA potwierdziła później, że element miał całkowicie spłonąć podczas wejścia w atmosferę, lecz przetrwał ten etap i uderzył w budynek.
Pod koniec 2024 roku podobne zdarzenie miało miejsce w kenijskiej wsi Mukuku. Z nieba spadł tam metalowy pierścień o średnicy około 2,5 metra i masie około 500 kilogramów. Wstępna analiza Kenijskiej Agencji Kosmicznej wskazała, że był to pierścień separacyjny rakiety. Eksperci cytowani przez BBC oceniali, że mógł pozostawać na orbicie około 16 lat, zanim spadł na teren rolniczy.
Także w Polsce mieszkańcy mogli zobaczyć, jak niewielki margines błędu dzieli kosmiczne zjawisko od zdarzenia na ziemi. W lutym 2025 roku nad zachodnią częścią kraju w atmosferę weszły szczątki rakiety Falcon 9, wystrzelonej wcześniej z satelitami Starlink. Polska Agencja Kosmiczna potwierdziła, że był to niekontrolowany powrót obiektu, a jego fragmenty znaleziono w kilku miejscach w Wielkopolsce.
Przypadki z Florydy, Kenii i Polski różnią się skalą oraz skutkami, ale łączy je jedna cecha: końcowego punktu ich drogi nie można było wyznaczyć z wystarczającą dokładnością. Pas potencjalnego upadku może rozciągać się na setki kilometrów, a prognozy w ostatnich godzinach przed wejściem w atmosferę nadal potrafią się zmieniać.
Źródłem problemu jest rosnąca liczba obiektów pozostawianych wokół Ziemi. Są wśród nich nieczynne satelity, zużyte człony rakiet i pozostałości po kolizjach lub eksplozjach. Według statystyk Europejskiej Agencji Kosmicznej łączna masa wszystkich sztucznych obiektów na orbicie przekracza 17 tys. ton. Sieci obserwacyjne śledzą dziesiątki tysięcy większych elementów, ale szacunki obejmują również około 1,2 mln fragmentów o wielkości od jednego do dziesięciu centymetrów.
Nie wszystkie te obiekty wrócą na Ziemię w dającej się przewidzieć przyszłości. Część pozostanie na wysokich orbitach przez dziesięciolecia, a drobne fragmenty na niskiej orbicie spalą się bez śladu. Ryzyko dotyczy przede wszystkim dużych konstrukcji, których elementy wykonane z odpornych materiałów mogą przetrwać wejście w atmosferę.
Dla pojedynczej osoby prawdopodobieństwo uderzenia takim fragmentem pozostaje bardzo małe. Nie odnotowano dotąd śmierci człowieka spowodowanej niekontrolowanym powrotem członu rakiety. Badanie opublikowane w 2022 roku w Nature Astronomy oszacowało jednak, że jeśli dotychczasowe praktyki pozostaną bez zmian, prawdopodobieństwo co najmniej jednej ofiary śmiertelnej lub osoby rannej w skali świata w ciągu dekady wynosi około 10 procent.
Spadające śmieci kosmiczne nie są więc zjawiskiem nowym, lecz mierzalnym skutkiem szybkiej rozbudowy infrastruktury orbitalnej. Bezpieczeństwo misji nie kończy się w chwili startu rakiety. Obejmuje również ostatni etap jej drogi – sposób, w jaki po zakończeniu pracy satelita lub człon rakiety opuszcza orbitę.
Przeczytaj również: Nowy wyścig w kosmosie. To dopiero początek problemów




***
Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: