Usunąć plamę z szat człowieczeństwa

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
IKON IMAGES / GETTY IMAGES
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 7 minut

Produkcja odzieży często jest okupiona cierpieniem milionów ludzi zaangażowanych w produkcję tekstyliów. Nowa generacja ubrań może pomóc zlikwidować przynajmniej część obecnych patologii

Francuskie władze w czerwcu ogłosiły, że w ciągu kilku lat wprowadzą zakaz niszczenia niesprzedanych w sklepach ubrań. Zamiast tego producenci będą musieli rozdać je lub przetworzyć w przyjazny dla środowiska sposób. To odpowiedź na plagę marnotrawstwa w przemyśle odzieżowym, która jest problemem o zasięgu globalnym.

Jednym z najgłośniejszych przykładów był przypadek firmy Burberry, która w ubiegłym roku zniszczyła niesprzedany towar o wartości 38 mln dolarów. Producent wolał oddać go na przemiał, niż sprzedać po zaniżonej cenie, by nie obniżać prestiżu marki. Ujawnienie tej praktyki ściągnęło na Burberry falę krytyki i skłoniło firmę do złożenia deklaracji o wycofaniu się z podobnych działań w przyszłości.

Ale to niejedyny przykład marnotrawstwa. Model konsumpcji promowany w branży odzieżowej polega na częstym odświeżaniu szafy. To tzw. fast fashion, w ramach której ubrania pochodzące z sieciówek mają zmienić kolekcję przynajmniej kilka razy do roku. Jak podaje witryna Światowego Forum Ekonomicznego, do śmieci przed upływem roku trafia aż połowa „szybkiej mody”.

Z drugiej jednak strony chęć posiadania nowszych i modniejszych ubrań nakręca gospodarki wielu krajów. W skali świata biznes odzieżowy wart jest ponad 2 bln dolarów rocznie. I jest to dobra wiadomość. Zła jest taka, że często znaczny koszt ponoszą i ludzie, i środowisko. Rozwój elektroniki może jednak sprawić, że innowacje w przemyśle odzieżowym wpłyną na poprawę sytuacji.

Patologia w garderobie

Krocie zarabiają nie tylko marki odzieżowe, ale także producenci tkanin, a to właśnie wśród nich kryje się spora część patologii rynku tekstylnego. Cierpienie czarnoskórych niewolników na amerykańskich plantacjach bawełny to przeszłość. Ale np. w Uzbekistanie, który jest jednym ze światowych liderów produkcji tego materiału, wciąż do zbiorów zatrudniani są robotnicy przymusowi ‒ jest to tzw. nowoczesne niewolnictwo. Nie tak okrutne jak kiedyś, a niewolników nie kupuje się na targach. Przymusza się ich do darmowej pracy w sposób zinstytucjonalizowany.

Zbiory bawełny w pobliżu Aszchabadu, stolicy Turkmenistanu (ALEXEY KUDENKO / SPUTNIK / EAST NEWS)

W Uzbekistanie istnieje bowiem coś na kształt obowiązkowego „czynu społecznego”. Jeśli nie bierze się w nim udziału, można liczyć się z represjami ze strony państwa. Warunki na plantacjach są zaś ciężkie. W minionych latach obrońcy praw człowieka alarmowali, że dochodziło nawet do przypadków śmierci w trakcie pracy.  Podobne mechanizmy funkcjonują w innym środkowoazjatyckim kraju ‒ Turkmenistanie. Wprawdzie wiele znanych marek (m.in. Adidas) podpisało deklarację, zgodnie z którą nie będą wykorzystywać do produkcji turkmeńskiej bawełny, dopóki problem państwowego niewolnictwa nie zostanie tam rozwiązany, ale nie przeszkadza to, by kraj ów nadal znajdował się w okolicach pierwszej dziesiątki producentów tego materiału.

Idąc po nitce do kłębka, warto przypomnieć, że gdy materiał trafi już do szwalni, to istnieje możliwość ‒ szczególnie w krajach Azji Południowo-Wschodniej ‒ że znajdzie się w rękach osób (w tym dzieci) pracujących w warunkach uwłaczających ludzkiej godności za głodowe pensje.

A skutki rosnącego ciśnienia produkcyjnego są choćby takie jak w 2013 r. w Bangladeszu. Pod gruzami kompleksu Rana Plaza w Szabharze zginęło wtedy 1127 osób. W większości były to szwaczki. Budynek zawalił się, bo jego kubaturę na etapie budowy ‒ wbrew projektowi – zwiększono, a konstrukcja nie wytrzymała wibracji wywołanych przez obecne w środku urządzenia.

Kobieta trzymająca zdjęcie krewnej, która zginęła pod gruzami kompleksu Rana Plaza w Szabharze, maj 2013 r. (MUNIR UZ ZAMAN / AFP / EAST NEWS) (MUNIR UZ ZAMAN / AFP / EAST NEWS)

Przemysł odzieżowy przyczynia się też do zanieczyszczenia środowiska. Nie tylko ze względu na ślad węglowy związany z ogromnymi ilościami energii potrzebnymi do produkcji i transportu, ale także w związku z tym, że chociażby do barwienia tkanin wykorzystywane są szkodliwe dla natury chemikalia.

Problemy pojawiają się także, gdy ubranie trafia na śmietnik, ponieważ ok. 60 proc. wszystkich ubrań produkowanych jest teraz z materiałów syntetycznych; są to więc śmieci, które w znacznym stopniu przyczyniają się do zanieczyszczenia lądów i oceanów plastikiem.

Ubrania od elektronicznego krawca

Ten gigantyczny segment światowej gospodarki znajduje się jednak w przedsionku przemian, które mogą pozwolić sprać tę okropną plamę szpecącą wizerunek całej branży. Jak niewiele brakuje, by świat ubrań wywrócił się do góry nogami, pokazuje chociażby transport i hotelarstwo. Jeszcze kilkanaście lat temu trudno było wyobrazić sobie przewóz osób bez korporacji taksówkowych. Dziś, dzięki Uberowi i firmom biorącym z niego przykład, wiemy, że usługi w tym zakresie może świadczyć każdy kierowca. Airbnb wywróciło z kolei do góry nogami świat turystyki, bo hotelem może stać się każde mieszkanie.

Także w branży odzieżowej czynione są przymiarki do tego, by zawartość szafy stała się dobrem wspólnym wielu użytkowników. Dziś jeszcze wypożyczalnie ubrań kojarzą się raczej ze strojami karnawałowymi, ale być może już wkrótce w wypożyczalni online będziemy szukać stroju zarówno na wyjście do pracy, jak i na spotkanie towarzyskie. Pionierski projekt w tym zakresie prowadzi firma Tchibo, która w Niemczech utrzymuje internetową wypożyczalnię ubiorów ciążowych i dziecięcych. Opłata ponoszona jest za każdy miesiąc, a dostawa trafia prosto do domu.

Kolejnym z wielu przykładów jest aplikacja Wardrobe, z której korzystają użytkownicy na terenie Nowego Jorku. Dzięki niej ubrania wypożyczać może każdy od każdego, a zamówioną garderobę dostarcza się i odbiera za pośrednictwem kilkudziesięciu punktów na terenie miasta umieszczonych we współpracujących z Wardrobe pralniach chemicznych.

Współużytkowanie garderoby przez wiele osób oznacza bardziej efektywne wykorzystywanie pojedynczych jej elementów i szansę, że zanim zostaną wyrzucone i zastąpione nowymi, rzeczywiście zostaną zużyte. A także na to, że jeśli jednak coś nam się odwidzi i nie będziemy chcieli czegoś już nosić, to przyda się to jeszcze komuś innemu.

Coraz lepiej rozwija się także idea instant fashion, „mody na zawołanie” dostosowanej do naszych potrzeb pod kątem rozmiaru i fasonu, dostarczanej bezpośrednio do domów. Istnieją już, choć są wciąż mało rozpowszechnione, rozwiązania technologiczne umożliwiające taką personalizację. To chociażby programy do precyzyjnych pomiarów sylwetki dostępne na smartfony oraz aplikacje pozwalające na dostosowanie gotowego projektu w sensie wizualnym.

Suknia wydrukowana w technologii 3D zaprojektowana przez Danit Peleg z Izraela, 2015 r. (DARIA RATINER / REX / EAST NEWS)

Powstałe w ten sposób cyfrowe „wykroje” trafią w ramach instant fashion do drukarek 3D operujących na tkaninach syntetycznych. Dzięki elektronicznemu krawcowi będzie można tworzyć dla klientów  wymarzone ubrania w sposób niewymagający ponoszenia kosztów związanych z produkcją seryjną.

„Ta zaburzająca dotychczasowy układ biznesowy idea wpłynie drastycznie na ekologiczny i społeczny aspekt branży modowej. Podejście typu »sprzedaj i zrób« sprawi, że produkowana będzie odzież już opłacona, co pozwoli zapobiec przerostowi produkcji, marnotrawstwu towaru i zasobów” ‒ czytamy w raporcie „Pulse of the Fashion Industry 2018” stworzonym dla Global Fashion Agenda, organizacji zrzeszającej wiodących graczy na rynku odzieżowym.

Autorzy analizy zwracają uwagę, że taki model produkcji wymaga skrócenia odległości między zakładem produkcyjnym a odbiorcą, by spełnić oczekiwania klientów co do szybkości usługi. W ten sposób instant fashion może pomóc w likwidacji patologii, bo produkcja będzie prowadzona na miejscu, czyli także w krajach wysoko rozwiniętych, które obecnie korzystają z outsourcingu.

Zwiastun odzieżowej rewolucji

Powolną machinę wielkiego biznesu czeka okres wymagających przemian, nim wejdzie na nowe tory lokalnej produkcji, ale to jeszcze nie koniec. Na swój moment chwały czekają już inteligentne ubrania. Niektóre pomysły z tego zakresu weszły na rynek, choć to jeszcze małe kroki. Ale rozwijająca się technologia internetu rzeczy, zwłaszcza w kontekście technologii superszybkiego internetu mobilnego 5G, będzie sprzyjać rozpowszechnianiu strojów z elementami elektronicznymi.

Linia odzieży sportowej amerykańskiej firmy Sensoria. Wbudowane w materiał elektrody umożliwiają m. in. kontrolowanie prawidłowego rytmu serca, czerwiec 2016 r. (FERRARI PRESS AGENCY / EAST NEWS)

Z istniejący już rozwiązań warto wymienić stroje monitorujące akcję serca, stan zdrowia, przesyłające dane do innych urządzeń elektronicznych itp. Takie ubrania są szyte z wykorzystaniem przewodzących nici w taki sposób, by można je było prać bez ryzyka uszkodzenia obwodów.

Wbrew pozorom nie jest to domena niszowych start-upów. Podczas ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu amerykańscy sportowcy nosili kurtki z instalacją regulującą ciepło sterowaną przy pomocy aplikacji na smartfon od Ralpha Laurena. Tommy Hilfiger ma z kolei na koncie kurtkę solarną, generującą energię elektryczną  wykorzystywaną do ładowania urządzeń przenośnych. Wschodzącą gwiazdą branży jest zaś firma CuteCircuit, której elektroniczne ubrania wprowadziła na salony piosenkarka Katy Perry.

CuteCirkuit nie stawia jednak na użytkowość, ale na estetykę. Przedsiębiorstwo tworzy bowiem m.in. garderobę zmieniającą kolor. Udało się to dzięki zastosowaniu wielu maleńkich lampek LED. Niemniej przyszłością elektronicznych ubrań z możliwością personalizacji według gustu i nastroju są rozwiązania bardziej zaawansowane ‒ jak barwniki fotochromowe, których regulacji dokonuje się przez ekspozycję na promieniowanie o określonej długości fal.

Wspomniany wyżej raport dla Global Fashion Agenda w kontekście personalizowanych ubrań elektronicznych mówi także o materiałach, które dostosowują się do warunków pogodowych, tzn. stają się np. bardziej przewiewne w słońcu bądź przeciwdeszczowe podczas opadów. Wygląda więc na to, że dla projektantów już wkrótce barierą będzie tylko wyobraźnia. A tej przecież im nie brakuje.

Rozpowszechnienie takich strojów może sprzyjać ograniczeniu konsumpcji odzieżowej. Po pierwsze dlatego, że zastosowanie elektroniki podwyższy cenę, a koszty ograniczają zakupowe szaleństwo. Jeśli z wyższą ceną będzie się wiązać większa trwałość produktu, może to zachęcić do zakupów nawet osoby o mniej zasobnych portfelach. Tym bardziej że z inteligentną bluzką nie będziemy musieli iść do sklepu, żeby móc włożyć coś nowego. Wystarczy np. wprowadzenie do smartfonowej aplikacji obrazu ze wzorem, jaki chcielibyśmy mieć na t-shircie i gotowe. Zatem wszechstronność i trwałość będą gwarantować, że droższy zakup z czasem się zwróci.

Inteligentne ubrania to zwiastun rewolucji nie tylko w standardach wielkości produkcji w branży tekstylnej. Zwiększone spektrum funkcjonalności może zmienić nasze postrzeganie codziennej garderoby. W końcu „funkcjonalnych” płaszczy przeciwdeszczowych nie kupujemy tak często, jak bluzek czy spodni. A co dopiero, jeśli jedno ubranie będzie służyć zarówno ochronie zdrowia, jak i zapewnieniu komfortu w różnych sytuacjach pogodowych.

Dlatego to już nie będą ubrania. Tak jak postęp technologiczny wymógł wprowadzenie pojęcia „smartfon”, bo „telefon” nie był już pojęciem wystarczająco pojemnym. Nie bez powodu w raporcie „Pulse of the Fashion Industry 2018” spodziewany rozwój tego sektora porównywany jest do pojawienia się na rynku Iphone’a, który na zawsze zmienił branżę telekomunikacyjną.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES