Wczoraj odwiedził nas papież

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
FOT. KAROLINA ANNA KUTA
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 5 minut

Gdy już stanął na białym obrusie w pokoju gościnnym, Basia cichutko powiedziała: „Witaj”. Była trochę zdenerwowana. Rozluźniła się dopiero po odśpiewaniu Apelu Jasnogórskiego z karaoke

Zabraliśmy go do samochodu. Znajduje się w dwóch starannie zabezpieczonych walizkach, które wyłożono czarną pianką. W takich pokrowcach przewozi się sprzęt grający albo lampy estradowe. Tym razem w jednej jest figurka, w drugiej obrazek. Figurka to relikwiarz – za szybą w okolicach serca odwzorowanej postaci umieszczono kroplę krwi. Należała do papieża Jana Pawła II, którego Kościół katolicki uznaje za świętego.

Przyjechali dwoma autami. W rodzinie Basi (imię bohaterki zmienione na jej prośbę) odbywa się dyskusja, którym pojedzie papież. Basia to filigranowa, krótko obcięta blondynka po czterdziestce. W końcu załadowała jedną walizkę na tylne siedzenie swojego samochodu. Rodzina skomentowała, że będzie ciasno.

„Nie będziemy papieża rozdzielać” – zdecydowała kobieta.

Wręczyła mi więc drugą walizkę, prosząc, żebym trzymała relikwie na kolanach. Jej brat ma jechać z tyłu. To Basia „wiezie ojca świętego”.

Kiedy figurka stanęła na białym obrusie w pokoju gościnnym, kobieta cichutko powiedziała: „Witaj”. Wyglądała na zdenerwowaną, może wzruszoną. Na drzwiach do pokoju powiesiła kartkę z napisem: „Zamykać”, by ktoś przez nieuwagę nie wpuścił kota. 

Atmosfera rozluźniła się po odśpiewaniu Apelu Jasnogórskiego. Nikomu z rodziny nie wychodziło intonowanie, padł więc pomysł uroczystego wykonania modlitwy przy pomocy karaoke granego z YouTube’a. Wszyscy wstali i zaczęli śpiewać, wpatrując się w ekrany swoich smartfonów.

 „Niecodziennie dzieją się takie rzeczy” – powiedziała Basia.

Podkreśla, że jest wierząca, choć ma pewne zastrzeżenia wobec działań Kościoła. Peregrynacja, jak nazywa się uroczyste przewożenie relikwii, jest dla niej ważnym wydarzeniem. Można się pomodlić, powierzyć papieżowi osobiste intencje. Dlaczego akurat w obecności figurki, skoro modlić można się zawsze?

FOT. KAROLINA ANNA KUTA

„Teraz czuję, jakby był bliżej” – wyjaśniła.

Miała kilka przemyśleń związanych z organizacją wizyty papieża. Czy wypada iść do pracy, kiedy papież jest w domu? Czy przekładać wizytę u fryzjera? Czy pies i kot mogą przebywać z figurką w jednym pokoju? Czy można w ogóle przewozić papieża samochodem?

Walka o kroplę krwi

Figurka Jana Pawła II, która odwiedziła rodzinę Basi, jest wykonana z syntetycznych żywic o wysokiej trwałości i waży 4,2 kg. Towarzyszy jej obrazek z podobizną świętego. Są wypożyczane w zestawie: każdej rodzinie, która zgłosi chęć na plebanii. Tak dzieje się w kilkuset, może nawet tysiącach wsi i miasteczek w Polsce. Nie ma oficjalnych informacji czy statystyk, dotyczących liczby parafii posiadających relikwie Jana Pawła II.

 „Teraz już naprawdę ciężko, żeby parafia otrzymała relikwie. Wyczerpał się zapas krwi” – stwierdziła Janina, która peregrynację ma za sobą.

Rozmawiałyśmy na zapleczu księgarni prowadzonej przez jej rodzinę. Kobieta ściszyła głos.

„Do naszej parafii krew udało się załatwić przez Jacka z Chicago. On pochodzi stąd, ma dobre relacje z kościołem w Polsce i za granicą. Nie wiem, czy proboszcz byłby zadowolony, że to pani powiedziałam” – dodała.

Sam relikwiarz był zdaniem Janiny ładny, masywny i bardzo złoty. Podobał jej się.

Historia relikwii Jana Pawła II zaczęła się kilka dni przed śmiercią papieża. Wtedy pobrano od umierającego krew, przeznaczoną do ewentualnej transfuzji i badań. Jednak nie użyto jej ani nie zniszczono. Fiolki z krwią zostały podzielone. Część dostał jego prywatny sekretarz i przyjaciel kardynał Stanisław Dziwisz. Przekazywał je później polskim parafiom.

Wyłączyliśmy telewizor, bo gość dostojny

Janina jest po siedemdziesiątce. Kiedy papież umierał, przez cały czas oglądała telewizję. Podkreśliła, że wszystko pamięta.

„Jak już był chory, siostry, pobierając mu krew, chowały małe probówki” – stwierdziła, powołując się na informacje, które zasłyszała od znajomego księdza.

Czy ludzie czują się nieswojo, kiedy w ich domu znajdzie się czyjaś krew?

„Zdania są podzielone. Spotkałem się z opiniami, że całowanie i dotykanie kości czy krwi budziło obrzydzenie i było uznawane za zachowanie nie na miejscu. Jednak wiele osób traktuje relikwie z uwielbieniem i namaszczeniem” – powiedział Bartosz Arkuszewski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który prowadzi badania dotyczące kultu relikwii Jana Pawła II w Polsce.

FOT. KAROLINA ANNA KUTA

Krew to w Kościele katolickim relikwie pierwszego stopnia, czyli te najcenniejsze. W tej grupie są też kości, włosy, skóra czy paznokcie. Polskie parafie walczyły, żeby dostać chociaż kroplę papieskiej krwi, co podnosi prestiż i rangę miejsca.

Relikwie drugiego stopnia, czyli przedmioty używane przez świętego lub fragmenty jego ubrania, są bardziej dostępne. Można je kupić choćby w internecie. Zaraz po beatyfikacji polskiego papieża przygotowano ponad milion obrazków z malutkimi kawałkami jego sutanny.

„Z badań Anny Niedźwiedź dotyczących wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej wynika, że Polacy, uczestnicząc w peregrynacji jej obrazu, zachowywali się, jakby do domu naprawdę przychodziła Maryja. Przyjmowali nie obraz, ale postać, którą przedstawia” – powiedział Arkuszewski.

***

Janina wspomina wizytę papieża w jej domu. Figurkę postawiła w najmniejszym pokoju, z którego rzadziej korzysta. Ma tam biurko. Położyła na nim serwetkę. Chciała stworzyć spokojną atmosferę.

„Już w kościele chciało mi się płakać. Przyszli sąsiedzi i koleżanki córki, wszyscy się wymodlili. Na dwa dni wyłączyliśmy telewizor, bo gość taki dostojny. Trzeba się było jakoś zachować. Przygotowałam zupę pomidorową, podpiekłam mięso rosołowe z niedzieli” – opowiadała.

Figurka papieża trafiła do rodziny Janiny w poniedziałek. Po wieczornej mszy parafianie mogą zabrać relikwie do domu. Następnego dnia przywozi się je z powrotem do kościoła.

Janina podkreśliła, że w nocy, kiedy w jej domu był papież, wyjątkowo zasnęła bez problemu. Na co dzień to nie do pomyślenia.

Ze świętym jeszcze nie jechała

65-letnia Zofia miała na sobie szafirowy płaszcz. Do kościoła przyjechała niebieskim fiatem punto. Prawo jazdy odnowiła dopiero rok temu. Wcześniej się bała, choć chciała dojeżdżać na działkę, bo nie ma już siły chodzić i dźwigać. Popróbowała pomiędzy garażami, później wzięła cztery jazdy doszkalające. Teraz uważa, że idzie jej lepiej, szczególnie gdy jeździ sama. Wioząc kogoś, jest trochę zestresowana.

Kiedy na przednim siedzeniu wiozła papieża w walizce, śmiała się, że ze świętym jeszcze nie jechała. Ja i jej syn siedzieliśmy z tyłu.

Kilka tygodni przed zabraniem relikwii papieża do swojego domu planowała, że odwoła na ten czas wszelkie spotkania towarzyskie.

„Odkąd mąż umarł, a dzieci wyjechały, jestem samotnikiem. Modlitwa samej idzie mi bardzo dobrze, nie myślę o całym świecie, tylko o Bogu i Jego Matce” – tłumaczyła.

Ostatecznie zaprosiła jednak gości. Zmieniła zdanie, gdy dostała w parafii książeczkę z przykładowym harmonogramem wizyty papieża. Wymieniono w nim kilka modlitw i rodzinną kolację.

FOT. KAROLINA ANNA KUTA

Syn przyjechał z miasteczka obok. Założył szary garnitur. Wieczorem nie miał jak wrócić, więc spał w mieszkaniu Zofii na kanapie.

Zofia posprzątała mieszkanie. Z działki przywiozła zawilce i konwalie.

„Święty Janie, witaj w naszym domu” – powiedziała.

Postawiła figurkę i obrazek papieża w salonie. Stanęły na kredensie z lat 60., obok podobizny Matki Boskiej Fatimskiej, bukietu z działki oraz kwiatów doniczkowych.

„Długo zastanawiałam się, jak ich ustawić. Nie chciałam, żeby był odosobniony” – powiedziała Zofia.

W końcu obrazek znalazł się w centralnej części kompozycji, a figurka po boku, ale obok kwiatków i Maryi.

Zofia i jej syn klęczeli na dywanie, modląc się za sąsiadów, córkę Małgorzatę, zmarłego męża, dzieci z Syrii i ludzi, którzy odeszli od Kościoła.

„Święty Janie, wyproś łaski” – powtarzali.

Zofia przez lata pracowała w gastronomii.

 „Wybrali go, kiedy byłam w pracy. Wszyscy wkoło płakali. To były czasy komunistyczne. Pracowałam w Astrze, takiej restauracji koło parku. Pracowaliśmy w kuchni, ale w jednym momencie wszyscy zostawili pracę i pobiegli do biura, żeby zobaczyć wyniki konklawe w telewizorze. Wszyscyśmy płakali” – wspomniała.

Po powitalnych modlitwach kobieta wniosła sałatkę jarzynową, chleb, wędlinę, drożdżówki i sok z malin, przepraszając, że nie zdążyła upiec ciasta.

„Cały dzień i całą noc będzie się świecić światło” – zastrzegła.

Powiedziała też, że tej nocy nie zaśnie. W końcu wizyta papieża w domu to zdarzenie wyjątkowe.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES