Prawda i Dobro
Edukacja, człowieczeństwo i AI. Nowy numer „Holistic News”
30 czerwca 2026

Wojciech Eichelberger ma pięćdziesięcioletni staż w zawodzie psychoterapeuty. W rozmowie w Dobrym Podcaście Holistic mówi o świecie, który nagradza prędkość – i ludziach, którzy w tym pędzie już „ledwo zipią". Jego diagnoza jest prosta: nauczyliśmy się żyć z ekranami zamiast z ludźmi. Bez bliskich relacji tłumimy w sobie emocje, a jak mówi terapeuta, tylko silni mogą sobie pozwolić na płacz.
Eichelberger zaczyna od diagnozy, która jest powszechnie znana, ale mało kto tak naprawdę ją odczuł.
Żyjemy w czasach ostrej rywalizacji i konkurencji. Zwalniam – to jak gdyby zostaję w tyle. Ja pracuję z ludźmi, którzy działają na wysokich stanowiskach w biznesie, a czasami też w polityce. Oni absolutnie nie są w stanie zwolnić, bo ta bańka, w której żyją i pracują, po prostu na to nie pozwala.
Urlop? Stres. Telefon wyłączony? Niemożliwe. Kortyzol nie opada, organizm nie wypoczywa, możliwości adaptacyjne się kończą.
Jak system nie zwolni, to grozi jakąś katastrofą. Bo bardzo wielu ludzi już ledwo zipie.
Psychoterapeuta mówi to z właściwym sobie spokojem, bez dramatyzowania. Co sprawia wrażenie, że ta diagnoza nie jest wymysłem, ale wnioskiem człowieka z potężnym doświadczeniem gabinetowym.
Eichelberger mówi coś, co brzmi jak truizm – ale po chwili uderza całym ciężarem.
Klient psychoterapii poczuje się zauważony, poczuje się słyszany, poczuje się zrozumiany i poczuje się zaakceptowany. I to są podstawowe ludzkie potrzeby dotyczące relacji z innymi ludźmi.
Wydaje się, że te potrzeby to minimum przyzwoitości w każdej relacji – a jednak dla wielu ludzi gabinet terapeutyczny jest jedynym miejscem, gdzie tego doświadczają.
Nikt nas nie usłyszał, nikt nas nie zrozumiał, nikt nas nie zaakceptował, bo wszyscy są w pędzie. Rodzice, nawet gdyby potrafili to zrobić, to nie mają kiedy, bo albo mają furę spraw do załatwienia, albo są zbyt zmęczeni.
Stąd – według gościa Dobrego Podcastu Holistic – epidemia depresji. 40 proc. wśród dzieci, tyle samo wśród młodzieży i kolejne 40 proc. wśród dorosłych. Terapeuta nie uważa tego za skutek słabości pokolenia, ale za systemowy deficyt obecności.
Od lat w odniesieniu do mężczyzn obowiązuje niepisany kodeks: nie pokazuj uczuć, bądź odporny, bądź wojownikiem. To nie są złe cechy – zaznacza Eichelberger. Problem w tym, że stały się jedynymi dopuszczalnymi. Wykluczyły wszystko inne.
Na wyjazdowych warsztatach dla mężczyzn, które prowadzi w Bieszczadach, dzieje się coś zaskakującego. Więź zawiązuje się błyskawicznie. I wszyscy, zapytani co wywożą, mówią to samo:
Nie przypuszczałem, że można być tak blisko i w tak otwarty sposób z innymi mężczyznami.
Eichelberger odwraca powszechnie przyjętą logikę, mówiąc:
Tylko silni mężczyźni mogą sobie pozwolić naprawdę na płacz. Jeśli ja mam poczucie własnej wartości, poczucie własnej autonomii, mogę na sobie polegać, nie boję się byle czego, no to ja mogę spokojnie płakać, bo to nie przyniesie żadnej ujmy mojemu wizerunkowi w oczach innych. Wręcz przeciwnie.
Słabość pokazana przez człowieka, który się sprawdził – czyni go bardziej ludzkim. Słabość pokazana przez kogoś, kto nigdy się nie sprawdził – przeraża otoczenie. Różnica nie leży w samym zachowaniu, ale w jego fundamencie.
To zdanie pada w połowie rozmowy i powoduje śmiech obu jej uczestników.
Ja nie mam poglądów. W tym sensie, że ja mam doświadczenie. I to jest znacznie lepsze niż poglądy. Bo jeśli ja uzupełnię swoje doświadczenia, jakieś do tej pory przeoczone obszary, no to tym samym zmieniam swój pogląd.
Poglądy – mówi Eichelberger – to coś, czego ludzie trzymają się dziś zbyt kurczowo. W imię poglądów wybuchają wojny o słowa, o pojęcia czy wręcz o to, czyj Bóg jest prawdziwszy.
Wystarczyłoby usiąść na nieco dłużej niż dzień czy dwa, uspokoić tę rozgorączkowaną głowę i sobie zadać pytanie: co to jest Bóg, kim jest Bóg? No i wtedy w ogóle okazałoby się, że zupełnie nie ma się o co bić.
Na pytanie, jak to wszystko się skończy, Eichelberger odpowiada bez wahania.
Przyroda nas pogodzi. To, co planeta będzie musiała wykonać, żeby zachować jakąś równowagę, dotknie nas tak mocno, że się opamiętamy i że zaczniemy budować jakąś wspólnotę.
I proponuje eksperyment – naiwny, jak sam przyznaje:
Gdybyśmy tak wszyscy zamilkli na dwa dni, naprawdę zamilkli. Wyłączyli te wszystkie media i wszystkie ekrany i w ciszy i spokoju, najlepiej gdzieś w kontakcie z przyrodą, umówili się, że będziemy wyłącznie doświadczać swojego oddechu, czyli istoty swojego życia, no to ja myślę, że mogłaby nastąpić drastyczna zmiana.
Wojciech Eichelberger i psychoterapia to połączenie nie tylko dla tych, którzy chodzą na sesje. To rozmowa o tym, czego nam zbiorowo brakuje: obecności, słuchania, akceptacji – i odwagi, żeby zwolnić w świecie, który nagradza wyłącznie prędkość. Postulat Eichelbergera jest prosty: pomóż sobie, daj światu odetchnąć.
Warto przeczytać: „Psychoterapia może szkodzić”. Dr Witkowski odpowiada na krytykę
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: