Edukacja
Co ma szkolny obiad do matematyki? Okazuje się, że całkiem sporo
14 września 2026

Szacuje się, że ponad 90 proc. Polaków ma chłopskie korzenie. Przez pokolenia to pochodzenie kojarzyło się z ciężką pracą, upokorzeniem i podporządkowaniem. Dziś coraz częściej wraca jednak pytanie, czy chłopska przeszłość musi oznaczać przede wszystkim traumę.
Każdy, kto czytał Chłopów Władysława Reymonta we wczesnej młodości, pamięta wieś i jej mieszkańców opisanych w powieści jako świat, w którym niezwykle trudno było żyć, a jeszcze trudniej do niego przynależeć. Nauczyciele przekonywali nas, że jest to wielka historia o związku człowieka z ziemią, którą uprawia, a ona go żywi. I to robiło wrażenie. A poza tym? Świat wsi Lipce był zamknięty, a jego mieszkańcy nie mieli najmniejszej szansy na zmianę.
Przedsiębiorczy, inteligentni, zbuntowani słusznie ludzie, jak Jagna i jej matka, nie mogli skończyć inaczej niż skończyli, gdyż w przeciwnym razie zburzyłoby to cały, mityczny świat, w jakim przyszło im żyć. Dlatego dla mieszkańców Lipiec musiały przestać istnieć. Ciężko po latach trawić tę monumentalną książkę noblisty bez złości.
Jeśli komuś we współczesnym świecie, kto ma chłopskie korzenie, droga jest ziemia, zapach wsi, etos ciężkiej pracy, musi zadać sobie pytanie: jak mogłyby się potoczyć losy chłopów, podobnych do bohaterów Reymonta, gdyby wieś została objęta większą opieką ze strony tych, którzy ją permanentnie wykorzystywali? I doprowadzili do tego, że rozgoryczenie, frustracja i całkowite poddanie się losowi stały się na wieki kodem kulturowym mieszkańców.
Projekt powieściowy Reymonta jest głęboko konserwatywny i zmierza – jak pisze Ryszard Koziołek w książce „Wiele tytułów” – do utrzymania społeczności chłopskiej w stanie „homeostazy” – ładu biopolitycznego, który ma być odporny na wpływy zewnętrzne i wewnętrzne zakłócenia.
Z tej perspektywy Reymont napisał powieść genealogiczną, której zasadniczą treścią jest polityczne opóźnienie klasy chłopskiej. Opóźnienie to jest szczególnie zagadkowe w kontekście dziejącej się na oczach autora historii, przede wszystkim rewolucji 1905 roku. Tworząc efekt bierności politycznej chłopów, autor wykorzystał swoją nieprawdopodobną energię narracyjną, dzięki której pozoruje dynamikę akcji, w istocie zaś utrzymuje społeczny i polityczny świat Chłopów w nieprzezwyciężalnej potencjalności; w wysoce dynamicznym, ale całkowitym bezruchu. Dzieje się wiele, ale nic się nie wydarza
– przekonuje prof. Koziołek.
A przecież to nie jest realistyczny obraz kondycji chłopa polskiego w drugiej połowie XIX wieku. To alegoria kryjąca projekt przemocy politycznej, która miała powstrzymać niekontrolowaną emancypację chłopów i narodziny nowej klasy politycznej – dodaje autor.
Lud w Lipcach jest w tym projekcie rodzajem czystego surowca, polityczną biomasą niezbędną do stworzenia przyszłego narodu. Ale nie samodzielnie. Pod ścisłym kierownictwem partyjnego wodza. Gdyż „naród ciemny i zabiedzony, to nawet i nie miarkuje, co mu potrza”.
Od tamtej pory wieś zmieniła się bardzo bardzo. Jednak wciąż wielu Polaków, w większości mających korzenie chłopskie, wstydzi się swojego pochodzenia. A jeśli nawet się nie wstydzi, to w codziennym życiu sięga najczęściej po formy kultury szlacheckiej. Inaczej jest w Norwegii czy Szwajcarii, gdzie kultura chłopska stała się wsparciem dla procesów modernizacji kraju. A w konsekwencji tego współtworzyła dojrzałe i najlepiej dziś prosperujące demokracje.
Czego zabrakło, aby chłopski habitus stał się fundamentem polskiej normy społecznej i politycznej? Skandynawowie rozpoznali podstawy nierówności w swoich społeczeństwach i wymyślili narracje sprzyjające zaufaniu. W Polsce z zaufaniem sobie nawzajem, a już tym bardziej prawu tworzonemu przez władzę i samym władzom, jest wciąż krucho. Tym samym trudno wytworzyć własną nowoczesność czy dobre formy integracji z sąsiadami.
Po lekturze Reymonta lepiej możemy zrozumieć mechanizm regresu obywatelskiego. Następuje on, kiedy pozbywamy się praw publicznych wskutek strachu, braku wykształcenia, niewiedzy, przemocy, braku troski o sferę publiczną i dobro wspólne.
Chłopstwo, pochodzenie plebejskie, kojarzy się więc nieodmiennie w Polsce z ciężkim życiem, brakiem szacunku, upokorzeniem, wykorzystywaniem, fatalnym wynagradzaniem za pracę i brakiem awansu społecznego. Nawet jeśli realne szanse na awans ma obecnie niemal każdy zdolny człowiek. Trauma uciemiężonego chłopa ciągnie się w polskiej podświadomości od pokoleń. Żerują na niej też politycy, co utrudnia, wbrew pozorom, wybory obu stronom.
A moglibyśmy być dumni z chłopskiego pochodzenia. I to nie w sposób przewrotny, lecz podobny do tego, jaki wyznają Skandynawowie czy Amerykanie z prerii. Wysoka wytrzymałość psychiczna i fizyczna, zdolność do tworzenia rzeczy trwałych, które przetrwają pokolenia, miłość do ziemi i przyrody, która nakazuje się o nie troszczyć, umiejętność budowania wspólnoty, dzięki której żyje się łatwiej, śmielej i dłużej.
Znakomitą robotę, aby odmitologizować zły, chłopski los i rozkochać czytelników w mądrości przodków, robią polscy pisarze, których powieści i poezja zakorzenione są na wsi, w ziemi, która koi, żywi i otwiera przestrzeń nadziei.
Olga Tokarczuk ze swoją dawną książką, którą pokochali czytelnicy Prawiek i inne czasy. Małgorzata Lebda, pochodząca ze wsi, w poetyckiej opowieści o wsi pt. Łakome. Wiesław Myśliwski, celebrujący wieś jak najdroższy talizman w całej swojej twórczości.
A ostatnio też literatura dokumentująca życie na wsi w sposób niebywale dokładny i bez przekłamań. W tym choćby Chłopki. Opowieść o naszych babkach Joanny Kuciel-Frydryszak. I niezwykle przenikliwy esej prof. Ryszarda Koziołka o Chłopach Reymonta z książki Wiele tytułów. Czytanie go jest ucztą duchową i intelektualną.
I szczerze mówiąc, najlepszą wskazówką dla rodzimych polityków, aby w końcu zaczęli rządzić, szanując inteligencję Polaków, których zdecydowana większość wie, jak zrobić użytek z tak zwanego chłopskiego rozumu. Co to daje większości pochodzącej od chłopów? Niewykluczone, że przede wszystkim to, że potrafi podnosić się z wszelkiego upadku, jak feniks z popiołów.
Przeczytaj także: Jacek Piekara o pamięci pokoleń: Bez korzeni porwie nas każdy wiatr
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: