Miękka siła w twardej polityce. To tylko wygląda na słabość

Manifestanci trzymający plakat dziecka z sercem symbolizują wołanie o współczucie w polityce

Nowoczesna polityka nauczyła nas, że skuteczność mierzy się siłą: zdolnością do mobilizacji swoich, wskazywania wroga i wytyczania ostrych granic między „nami” a „nimi”. W takim świecie współczucie w polityce brzmi jak marzenie pięknoducha. Czy może stać się realną strategią?

Współczucie to dziś naiwny luksus?

Przez wieki współczucie uznawano za sprawę osobistą – domenę religii, filozofii i relacji międzyludzkich. Dziś, gdy algorytmy karmią nas oburzeniem, a polityka plemienna wygrywa wybory, „współczucie w polityce” brzmi jak naiwny luksus. Tymczasem wspólnoty rozpadają się nie tylko pod naporem zewnętrznych wrogów, lecz także wtedy, gdy tracą zdolność widzenia człowieka po drugiej stronie sporu. W tym miejscu współczucie przestaje być prywatną cnotą, a zaczyna być pytaniem o sposób rozumienia konfliktu i odpowiedzialności.

Współczesna psychologia potwierdza, że człowiek jest istotą plemienną: lojalną wobec swoich, nieufną wobec obcych, łatwo mobilizowaną przez lęk. Badania nad empatią pokazują, że bywa ona selektywna. Łatwiej współczujemy własnej grupie niż ludziom spoza niej, co może wzmacniać akceptację dla krzywdy wyrządzanej „obcym”.

badaniu opublikowanym w American Political Science Review wykazano, że wysoki poziom empatycznej troski wobec „swoich” może korelować z większą wrogością wobec oponentów. Problemem nie jest więc jedynie brak empatii, lecz jej zawężenie do własnej grupy. To oznacza, że samo wzmacnianie empatii bez zmiany jej zasięgu może podsycać moralną nienawiść do „tamtych”, zamiast budować mosty.

Jeśli jednak współczucie ma być realną strategią, a nie tylko hasłem, musi mieć więc wbudowane mechanizmy, które rozszerzają krąg troski na tych, którzy myślą inaczej, głosują inaczej, a nawet działają przeciwko naszym interesom.

Czy to w ogóle działa?

Na tym tle propozycje oparte na uniwersalnym współczuciu okazują się bardziej radykalne, niż mogłoby się wydawać. Klasycznym przykładem takiej postawy jest Dalajlama XIV, który traktuje współczucie jako trwałą zasadę działania publicznego. Nie chodzi o prywatną dobroć, lecz o postawę polityczną, która nie rezygnuje z troski o człowieka nawet wobec wrogów i oprawców.

Historia Tybetu pokazuje jednak boleśnie, że etyczna siła nie gwarantuje politycznego zwycięstwa. Strategia oparta na współczuciu nie odzyskała kraju. Zbudowała za to globalny kapitał moralny, umiędzynarodowiła sprawę tybetańską i uczyniła z niej symbol walki o godność oraz prawa człowieka. To przykład, w którym współczucie nie pokonało przeciwnika, ale zmieniło język sporu i pomogło utrzymać tożsamość wspólnoty na emigracji.

Narzędzie w rękach polityków

W ostatnich latach współczucie stało się też świadomie używaną strategią liderów demokratycznych. W czasie pandemii COVID 19 premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern konsekwentnie budowała wizerunek „przywódczyni współczującej. Jej retoryka – oparta na empatii i trosce o najsłabszych – łączyła język „życzliwości” z twardymi decyzjami.

Odwołania do współczucia wzmacniały zaufanie do rządu i ułatwiały akceptację restrykcji, jednocześnie podkreślając wspólną odpowiedzialność za bezpieczeństwo. W tym sensie współczucie nie było tu przeciwieństwem skuteczności, lecz narzędziem jej budowania.

Z kolei w Stanach Zjednoczonych hasło „współczującego konserwatyzmu” stało się częścią strategii George’a W. Busha. Miało złagodzić wizerunek Partii Republikańskiej i pokazać, że konserwatyzm może łączyć wiarę w rynek z troską o „zapomnianych”. Współczucie funkcjonowało tu jako narzędzie budowania moralnego autorytetu i poszerzania elektoratu. Niektórzy krytycy poddawali jednak w wątpliwość, na ile przełożyło się to na realną zmianę polityki społecznej.

Przykłady te pokazują dwa oblicza współczucia jako strategii politycznej. Z jednej strony mamy autentyczną próbę przestawienia logiki przywództwa z czystej mobilizacji przeciw wrogowi na budowanie wspólnoty wokół troski o najsłabszych. Z drugiej pojawia się ryzyko, że współczucie stanie się jedynie hasłem wizerunkowym. I będzie tylko zabiegiem służącym rebrandingowi bez poważnych korekt w budżecie i instytucjach.

Czego potrzebuje dojrzała wspólnota?

Państwo nie może funkcjonować wyłącznie na zasadzie moralnej łagodności. Obowiązkiem instytucji jest również stosowanie siły, ochrona obywateli i egzekwowanie prawa. Współczucie nie zastąpi sądów, służb czy instytucji przymusu. Może jednak zmienić sposób, w jaki używa się tych narzędzi. Może sprawić, że sankcje nie stają się zemstą, prawo nie jest narzędziem upokorzenia, a przeciwnik polityczny nie zostaje zredukowany do roli moralnego potwora. W tym sensie współczucie w polityce nie jest alternatywą dla siły, lecz korektą jej logiki.

Dojrzała wspólnota polityczna potrzebuje zarówno empatii, jak i granic. Nadmiar współczucia bez struktury grozi paraliżem decyzyjnym, ale brak współczucia wobec przeciwników niemal automatycznie napędza spiralę odwetu. W świecie, który nagradza pogardę, współczucie może wyglądać jak słabość. Być może jednak większą słabością jest utrata zdolności widzenia człowieka po drugiej stronie sporu.

Dlatego współczucie warto traktować nie jako ozdobnik, lecz jako jedną z fundamentalnych zasad kształtowania wspólnoty. Tak, by polityka była nie tylko sztuką zwyciężania nad wrogiem, ale także sztuką podtrzymywania świata, w którym po konflikcie da się jeszcze razem żyć.

Przeczytaj również: To nie sama polityka nas dzieli. Coś dużo prostszego


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.