Nauka
Nie wiemy, co jest prawdziwe. Nowe filmy AI mylą ludzi
13 października 2026

Kto udaje lekarza, musi liczyć się z odpowiedzialnością karną. Kto nazwie się psychoterapeutą – nie poniesie żadnej. Od tego porównania zaczyna się rozmowa Jarosława Kumora z prof. Błażejem Kmieciakiem w „Dobrym Podcaście Holistic”. Pedagog specjalny, bioetyk i doktor habilitowany prawa, specjalizujący się w prawie medycznym wyjaśnia, kto dziś może prowadzić psychoterapię i dlaczego terapeuta bez tytułu magistra psychologii budzi tak ostry spór.
Psychoterapię reguluje dziś ustawa o ochronie zdrowia psychicznego. W prywatnej praktyce za bezpodstawne używanie tytułu nie grozi jednak żadna sankcja.
Jeżeli ja, jako pedagog i socjolog, przedstawiłbym się jako psychoterapeuta, można powiedzieć mojej pani rektor, że wprowadzam ludzi w błąd. Ale nie spotka mnie za to żadna kara.
Sama ochrona nazwy nie zamknie jednak problemu. Kmieciak zwraca uwagę, że można przedstawiać się jako „doradca emocjonalny” albo „specjalista pomocy psychologicznej” i po kursie online, reklamowanym jako certyfikujący, udzielać konsultacji. Nasz gość zaznacza, że porządkowanie zaczęło się od dwóch obszarów: psychoterapii dzieci i młodzieży oraz psychoterapii uzależnień. Tam istnieje specjalizacja z nadzorem merytorycznym i egzaminem.
Jak relacjonuje gość podcastu, dzisiejsze regulacje wymagają od kandydata ukończenia studiów lekarskich albo wyższych, a rozporządzenie wskazuje kilka zawodów pomocowych, m.in. psychologa, lekarza, pielęgniarkę, pedagoga specjalnego i pracownika socjalnego. Autorzy pierwszej wersji projektu ustawy o zawodzie psychoterapeuty chcieli, by szkolenie mógł rozpocząć każdy, bo liczą się osobowość i doświadczenie. Kmieciak nazywa to rozwiązanie wprost: „fatalny i bardzo niebezpieczny pomysł”.
Nie staje jednak po stronie tych, którzy w tej roli widzą wyłącznie psychologów i psychiatrów. Za prof. Przemysławem Bąblem z UJ, autorem książki Wojna o psychoterapię, opowiada się za wybranymi ścieżkami bazowymi: psycholog, pedagog specjalny, lekarz lub pielęgniarka, absolwent resocjalizacji. Łączy je spójna metodologia i wiedza o psychopatologii, a psychoterapia ma być rozwinięciem bazy ukształtowanej na studiach magisterskich.
Nie chodzi o pozwolenie i łaskawość, tylko o bezpieczeństwo pacjentów.
Szkolenie psychoterapeutyczne trwa najczęściej cztery lata, a po dwóch uczestnik ma obowiązek rozpocząć pracę z pacjentem. Kmieciak podaje przykład magistra historii, którego zafascynowała psychoanaliza. Po dwóch latach może do niego przyjść człowiek, który w bliskiej relacji doświadcza nagłego lęku albo smutku i nie wie, co się z nim dzieje.
Nie możemy leczyć czegoś, jeżeli nie znamy źródła. Psychoterapeuta filozof, historyk czy matematyk mogą być bardzo empatycznymi osobami. Nie umniejszam tego, ale te osoby nie mają do tego bazy.
Rozwiązanie widzi w obowiązkowym szkoleniu z diagnostyki psychologicznej dla każdego psychoterapeuty, który nie jest psychologiem. Przywołuje przykład komorników po studiach administracyjnych: dostali kilka lat na uzupełnienie wykształcenia prawniczego, a kto tego nie zrobił, tracił uprawnienia.
Jarosław Kumor dopytuje, czy terapeuta bez psychologii powinien w takim razie szkolić się bazowo dłużej niż cztery lata. Kmieciak odpowiada, że poza wykładami i ćwiczeniami na zawód składają się dwa niezwykle istotne elementy. Pierwszy to terapia własna, którą nazywa bezpiecznikiem dla pacjentów. Nie zastąpią jej studia podjęte po to, by zrozumieć własny kryzys. Kto drogą edukacyjną próbuje uleczyć swoje traumy, może w pewnym momencie stać się niebezpieczny dla pacjenta.
Drugi element to superwizja, która pozwala nabrać dystansu do trudnych sytuacji z gabinetu. Terapia własna ma swój koniec, superwizja trwa stale.
Relacja terapeutyczna ma być partnerska, ale z perspektywy socjologicznej zawsze zawiera dysproporcję. Dlatego pacjent ma prawo wiedzieć, na czym będzie polegać terapia, z jakich narzędzi korzysta psychoterapeuta i jakie ma doświadczenie.
Kmieciak przypomina, że nie każda rozmowa jest psychoterapią. Coaching czy kierownictwo duchowe mogą mieć walory terapeutyczne, ale psychoterapia ma konkretną strukturę i służy przywracaniu zdrowia osobom w kryzysie psychicznym. Zastrzegając, że mówi jako obserwator, a nie praktyk, wskazuje nurty o udowodnionej skuteczności: poznawczo-behawioralny i psychodynamiczny. Ustawienia hellingerowskie wymienia z kolei jako przykład podejścia bez podstaw w nauce.
Ustawę o zawodzie psychoterapeuty uważa za bardzo potrzebną. Poprzedni projekt, jak mówi, oprotestowali nie przeciwnicy ustawy, tylko „przeciwnicy marnej ustawy”. Nowe przepisy mają rozstrzygnąć, na jakich warunkach terapeuta bez psychologii wejdzie do zawodu. Kiedy zaczną obowiązywać – tego Kmieciak nie chce przewidywać w ciemno.
Pod koniec rozmowy nasz gość wychodzi poza gabinet:
Bardzo dobrze, że dziś wiele osób chodzi na psychoterapię, bo mówimy o tym, co czujemy. Ale pierwszym miejscem bezpieczeństwa jest dom.
O własnym domu Kmieciak mówi otwarcie. Rok 2020, w którym zaczynał kierować państwową komisją do spraw ochrony małoletnich przed skrzywdzeniem, nazywa czasem „piekielnym”: potworne kłótnie, spory zawodowe, niepewność, strach. Wchodził do domu, widział rodzinę, a głową cały czas był w pracy. Córka dostrzegła jego smutek, on jej trudnych chwil nie zauważył.
Nie zrozumiałem, że niektóre jej zachowania, bardzo dla mnie trudne, a nawet bolesne, są objawem tego, że ona po prostu cierpi i potrzebuje pomocy specjalisty
– przyznaje, choć psychopatologia i psychiatria zawsze były jego zawodowymi „konikami”. Profesor uczelni, który od psychoterapeutów wymaga, by za objawem szukali źródła, mówi wprost, że we własnym domu sam objawu nie rozpoznał.
Ustawa może przesądzić, kto ma prawo nazywać się psychoterapeutą. Ale, jak podkreśla nasz gość, uważności we własnym domu nie zastąpi.
Warto przeczytać: „Psychoterapia może szkodzić”. Dr Witkowski odpowiada na krytykę
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: