Cavatina - Tworzymy miejsca przyjazne do pracy

Podejrzany rosyjski satelita. Jest sposób, by go sprawdzić

Broń jądrowa na orbicie mogłaby zagrozić nie tylko wojskowym satelitom, lecz także systemom, od których zależy codzienne życie na Ziemi. Naukowiec z MIT opracował metodę, która może pozwolić sprawdzić, czy podejrzany satelita przewozi taki ładunek. A w tle od kilku lat pojawia się jeden szczególnie tajemniczy obiekt: rosyjski Kosmos 2553.

Broń jądrowa w kosmosie

Wojna Rosji z Ukrainą może wcale nie zakończyć się na ich terytoriach, lecz rozprzestrzenić się na wszystkie kraje, w tym Polskę. Coraz ważniejszym polem potencjalnego konfliktu staje się też orbita, na której działają tysiące satelitów odpowiadających za łączność, nawigację i obserwację.

Jednym z obiektów, które od lat niepokoją Amerykanów, jest rosyjska satelita wojskowa, wystrzelona na orbitę krótko przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę. Niewykluczone, że podejrzany obiekt może być związany z rosyjskim programem nuklearnej broni antysatelitarnej

Teoretycznie żadnemu państwu nie wolno tego robić. Reguluje to sporządzony w 1967 roku traktat o przestrzeni kosmicznej na mocy którego obowiązuje bezwzględny zakaz umieszczania broni jądrowej w kosmosie. Dokument zatwierdzało 118 państw, w tym Rosja. Tylko że nie ma żadnego sposobu, aby sprawdzić, czy faktycznie wszystkie kraje trzymają się postanowień. Do tej pory brakowało jednak jawnie opisanej, praktycznej metody pozwalającej zdalnie sprawdzić, czy satelita na orbicie rzeczywiście przenosi taki ładunek. 

Co stanie się z satelitami? 

A gdzie znajdzie się luka, tam znajdzie się sposób na obejście prawa. Jeżeli doszłoby do eksplozji jądrowej na niskiej orbicie okołoziemskiej, w okolicach 160-1930 km nad powierzchnią Ziemi, skutki mogłyby być katastrofalne. 

Mogłoby dojść do uwolnienia bilionów wysokoenergetycznych elektronów, które doprowadziłyby do uszkodzenia lub zniszczenia wiele satelitów znajdujących się na orbicie. W ten sposób wojna rozpoczęłaby się w kosmosie. Doszłoby do zakłócenia działania m.in. GPS, sieci telekomunikacyjnych, internetu satelitarnego i wiele innych systemów, z których korzystamy każdego dnia. 

Broń jądrowa zostawia ślad 

Właśnie dlatego tak ważne jest sprawdzenie, czy w kosmosie znalazła się już broń jądrowa. Profesor Areg Danagoulian z MIT zaproponował sposób, który w przyszłości może pozwolić to zweryfikować. Amerykański badacz chciałby stworzyć satelitarny system czujników. Mógłby on krążyć blisko podejrzanej o przenoszenie broni jądrowej satelity i wykrywać potencjalne neutrony. A to właśnie one powstają na wskutek zderzenia wysokoenergetycznych protonów z materiałem promieniotwórczym.

Cztery kilometry mogą wystarczyć 

Jak czytamy w artykule prof. Danagouliana opublikowanym w czasopiśmie Nature taki system mógłby wykryć obecność broni jądrowej z dokładnością sięgającą 99 proc., jeśli przez siedem dni znajdowałby się w odległości do czterech kilometrów od badanego satelity. Ekspert twierdzi, że czas można byłoby skrócić nawet do około godziny – wykorzystując kilka detektorów albo zbliżając jednego satelitę-inspektora na około kilometr od badanego obiektu. Wtedy wystarczyłby jeden bliski przelot.

Jeśli ostatecznie będziemy dysponować jakimiś mechanizmami weryfikacji Traktatu o przestrzeni kosmicznej, wywrze to presję na państwa, aby przestrzegały traktatu lub ujawniły, co robią, ponieważ będą wiedziały, że jeśli spróbują go naruszyć, dowiemy się o tym.

– powiedział prof. Areg Danagoulian, autor badania cytowany przez MIT News.

Kosmos sam pomaga wykryć broń 

Pomysł amerykańskiego badacza opiera się na reakcji zwanej spalacją. Jest ona wywoływana przez protony o wysokiej energii w środowisku, które zawiera materiały promieniotwórcze. Projekt zakłada wykorzystanie układu detektorów, który ma odróżniać poszukiwany sygnał neutronowy od intensywnego tła promieniowania występującego na orbicie. 

Mimo obiecujących wizji, prof. Danagoulian studzi entuzjazm. Prototyp opisany w artykule naukowym nie jest jeszcze gotowy do wysłania na orbitę. Zanim taki detektor rzeczywiście poleci w kosmos, naukowcy będą musieli rozwiązać jeszcze wiele problemów technicznych.  

Mimo to pomysł Amerykanina może być impulsem do opracowania skutecznych technik weryfikacji obiektów obecnych w kosmosie. W czasach rosnącej rywalizacji na orbicie taka możliwość może mieć znaczenie nie tylko naukowe, ale też strategiczne.

Rosja zaprzecza. USA podejrzewają 

Według rosyjskich władz Kosmos 2553 ma służyć do badań i obserwacji w środowisku silnego promieniowania. 

Tylko że lokalizacja ich satelity budzi wiele wątpliwości. Kosmos 2553 trafił na nietypową orbitę, nikt inny nie umieszcza tam satelit ze względu na bardzo wysokie promieniowanie. Gdyby jednak obiekt był elementem programu nuklearnej broni antysatelitarnej, potencjalna detonacja na orbicie mogłaby uszkodzić ogromną liczbę satelitów. Nie tylko wojskowych i nie tylko amerykańskich. Skutki mogłyby dotknąć także systemów, z których korzystamy w Polsce.

Warto przeczytać: Bukmacherzy przyjmują zakłady o użycie broni jądrowej. Nowa normalność


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Patrycja Krzeszowska

Dziennikarz


Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Rzeszowskiego. W mediach pracuje od 2019 roku. Współpracowała z redakcjami newsowymi oraz agencjami copywriterskimi. Ma ugruntowaną wiedzę psychologiczną, zwłaszcza z psychologii poznawczej. Interesuje się także tematami społecznymi. Specjalizuje się w odkryciach i badaniach naukowych, które mają bezpośredni wpływ na życie człowieka.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.